Aktualności

Lucy Fitzgerald, Annabelle Sanders, Rose Deckard zostały usunięte.
Aktualnie czystki brak. Jak na razie! :D

16 sierpnia 2013

Lista obecności



 Do 26 sierpnia autorzy są proszeni o pozostawienie komentarza pod tym postem, podpisując się z zalogowanego profilu. Lista obecności nie dotyczy osób, które są obecnie na urlopie. Prosimy jednak, aby odmeldowali się w dyrekcji, kiedy z niego wrócą i wyrażą dalszą chęć pozostania na blogu.
Aktywność na blogu coraz bardziej spada i dlatego przeprowadzamy pierwszą listę obecności. Rozumiemy, że każdy korzysta z lata i wakacji, ale po coś się tutaj zapisaliście. Każdy narzeka na zastój jaki powstaje na blogach po pewnym czasie. Nigdy nie będzie inaczej, jeżeli nie opuści Was słomiany zapał. Zapisując się, wzięliście na siebie pewne obowiązki związane z prowadzeniem postaci, więc postarajcie się im podołać. 

  

15 sierpnia 2013

Nie, dziękuje. Postoje.

Alex Robertson 

     Gdy państwu Robertson po wielu latach starań w końcu urodziła się córka było jasne, że ta mała istotka zawładnie sercami całej rodziny. Im bardziej rodzice i dwaj starsi bracia (Mat o 5, a Lukas o 8 lat) ją kochali, tym bardziej starali się ją chronić, a co za tym idzie coraz bardziej ograniczali jej wolność. Alex postanowiła dać im nauczkę. Dla demonstracji złożyła papiery do położonego daleko od rodzinnego domu Baltimore International College na wydział Informatyki. Tak naprawdę nie sądziła, że się dostanie. Jednak, kiedy nadeszła informacja zwrotna, iż BIC z otwartymi ramionami powita ją w swoich szeregach nie mogła się wycofać.
     W ten sposób z lekką dozą paniki znalazła się na kilka tygodni przed rozpoczęciem roku w uczelnianym akademiku.

     Alex jest niewielką 165 cm, energiczną osóbką, która lubi wiedzieć co się dookoła niej dzieje, dlatego często wścibia nos w nieswoje sprawy i równie często po nim dostaje. Mimo, że rodzina starała się zagłaskać ją na śmierć nie jest bezbronnym, nieporadnym dzieckiem, a raczej kombinatorem, który przy odpowiedniej motywacji znajdzie sposób, żeby dopiąć swego, tym bardziej, że uporu też jej nie brakuje. Kiedy coś nie idzie po jej myśli zadziornie strzela na boki zielonymi oczami.
Dobrze czuje się zarówno na głośnej imprezie, jak w cichej bibliotece.
     Najczęściej można ją spotkać jak ślęczy gdzieś w koncie z notebookiem na kolanach i słuchawkami w uszach.

[Witamy wszystkich. Pierwszy raz uczestniczę w blogu grupowym, dlatego proszę o wyrozumiałość.
Razem z Alex jesteśmy gotowe na wątki ;) ]


14 sierpnia 2013

Nie pozwól mi upaść.



ALICE SANTIAGO

Pochodzenie : Hiszpania, Barcelona
Pokój : 205
Wiek : 23 lata
Wydział : psychologia IV rok
Zajęcia dodatkowe : Koszykówka, siłownia 




Alice ma w sobie hiszpańską krew. Gorąca, roztargniona i wszędzie jej pełno. Uwielbia imprezy, a kiedy na niej jest whisky - zostanie do końca.Otwarta na nowe znajomości, zazwyczaj przyjazna, miła, wesoła, a na jej twarzy gości wiecznie uśmiech. Nie boi się mówić to, co myśli. Zawsze szczera do bólu, w młodości trenowała przez sześć lat sztuki walki, więc przywalić potrafi. Miłość? Jak będzie to cudownie, a póki co zadowoli się niewinnymi flirtami z płcią męską, nie tylko z studentami, a od czasu do czasu - wyląduje w łóżku po pijaku.Jednak rzadko to się zdarza i nie ma opinii szkolnej dziwki, dużo osób nawet ją lubi. Pali papierosy, najczęściej miętowe. Jednak jak się nie ma co się lubi, to się lubi to co ma. Lubi się przytulać, cholernie. Kiedy ma zły humor, lepiej omijać ją szerokim łukiem. Jest wtedy zła, wredna, oschła, sarkastyczna i wyżywa się na innych (nie tylko słownie). Ryzyko? To jej drugie imię, a ciekawski nos ciągle przyprawie jej kłopoty, które nawet lubi. 

______________________________________

Juhuhuhu wąteczki, wąteczki dawać i to migiem <3 Alice wita serdeczniucho i wszystko. Wątki średnie, ciekawe, dziwne i skomplikowane, a nawet śmieszne. Brrryt HELOŁ . 

W gabinecie luster łatwo zgubić samego siebie.



  
  Kiedy przez całe liceum słyszysz, że jesteś nikim, że takich jak ty powinno się wsadzać do więzienia, powoli zaczynasz w to wierzyć. Zapadasz się sam w sobie i już nie ważne, że miałeś plany na przyszłość, że chciałeś robić coś innego niż ślęczenie w księgach rachunkowych czy grzebanie ludziom w organizmie. Poddajesz się i przestajesz myśleć – stajesz się tym, kim chcieli inni.
  Później przychodzi ten moment- depresja, obojętność, znudzenie życiem. I tak, naprawdę się nim nudzisz. Do tego stopnia, że…
  Są rozmowy. Tabletki, uśmiechy. Powoli wszystko nabiera kolorów, dostajesz nowe możliwości, możliwe, że nowe życie. Mówią, że sam możesz wybrać.
  I wybierasz Baltimore. W Maryland. Gdzieś po drugiej stronie mapy Stanów Zjednoczonych. Stolica takich jak ty, według tego, co mówi Internet. Pakujesz tylko niezbędne rzeczy, ulubiony kubek i książkę, którą kazał ci przeczytać terapeuta i wsiadasz do autokaru.
  Książkę wyrzucasz na pierwszym postoju.
  Tak naprawdę to palisz za sobą wszystkie mosty. Twoi rodzice są przekonani, że zostaniesz prawnikiem, ale ty im przecież nie powiedziałeś, że złożyłeś papiery na zarządzanie dźwiękiem. W końcu i tak nie będą ci wysyłać pieniędzy- są rzeczy ważniejsze, a ty masz już dwadzieścia lat. I stypendium.
  Prawdę mówiąc nie wyglądasz jak facet. Można powiedzieć, że jesteś ładniejszy niż nie jedna dziewczyna. Czasami cię to wkurza, ale kiedy pierwszy raz idziesz do klubu, zmieniasz zdanie. Faceci lecą na ładnych chłopców.








You can’t avoid what’s coming to you tomorrow.Even if you close your eyes there’s no way.

  Jesteś dość niski, jeżeli mam być szczery. I naprawdę nie wiem, po co ci te blond kudły! Niby na start nowego życia? Okej, twój wybór. Ja się kłócić nie będę.
  Kiedy jesteś już daleko od domu, stajesz się kimś zupełnie innym. Uśmiechasz się, żartujesz, nie przejmujesz bliznami.. Tylko czasami, gdy nikt nie patrzy, ty zerkasz za okno i zastanawiasz się coś się z tobą kurwa działo, że wylądowałeś tam, gdzie wylądowałeś. I dlaczego rodzice zupełnie nie protestowali, gdy powiedziałeś, że jedziesz niemal dwa i pół tysiąca mili, po tym całym koszmarze, jakim był ostatni rok liceum? Czyżbyś już im się znudził?
  A gdy ta miła pani w dyżurce akademika pyta cię o nazwisko, uśmiechasz się tylko i odpowiadasz:
– Renji Walles.
  Tak, witamy w pokoju 212.
***

Dzień dobry, się witamy, uśmiechamy i takie tam. Nie gryziemy, lubimy wątki- długie, krótkie i nawet bezsensowne…

Nie pasowało mi w karcie, więc nie zostało wpisane, że Rena można spotkać niemal wszędzie – od biblioteki po pierwsze spotkania każdego koła zainteresowań, bo chłopak nie potrafi się zdecydować, co chce robić poza zajęciami. I aktywnie poszukuje pracy…
Twarzy użyczył... Ren. Z zespołu Nu'est- w cytacie jest też ich piosenka i nawet link dla ciekawskich :)

13 sierpnia 2013

rara avis

Leila Maria Assis Suárez
21 kwietnia 1992 | Salvador, Brasil
Studentka wydziału muzycznego - Rok II
Prawdopodobnie zdolna fortepianistka.
Krwiodawczyni grupy AB Rh-
Posiadaczka 60-letniego Chevroleta Corvette.
Mieszkanka przestronnego poddasza.
Córka lekarzy, siostra malarza.
Właścicielka rocznego bulteriera: Demona.
Pełne 165 centymetrów i 51 kilogramów.
Wolna, heteroseksualna kobieta.
Mała indywidualność oblana rumieńcami.
'Dzika' dusza niepoprawnej optymistki.
Poszukiwaczka szczęścia w codzienności.
Twórczyni własnych zasad, nakazów, zakazów.
Odwieczny wróg kofeiny i nikotyny.
Miłośniczka piłki nożnej - 'Los Blancos'
Wolontariuszka w schronisku dla zwierząt.
Przyjaciółka osiemdziesięcioletniej francuski.
Istota chodząca prawie zawsze i wszędzie na boso.
Kolekcjonerka filmów z Depp'em i DiCaprio.
Weekendowy opiekun dzieci u państwa Coller.

_____________________________________________________________________

em...em...em... Kartę edytuje w momencie jak przyjdzie do mej głowy pomysł na jej ciekawsze napisanie.
Tradycyjnie mówię, iż na wątki wszelakie jestem otwarta (po to tu się zagnieździłam,prawda?).
Na zdjęciu Asia Dee.

Pozdrawiam^^

Każdy z nas jest kimś niepowtarzalnym. Nie czyń siebie samego przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.


Gothic | via Facebook

Przechodząc korytarzem może nie zwrócisz na niej uwagi. Kolejna młoda panna, jednak z wielu uczęszczających do tej szkoły.  Ale może jednak pewnego dnia ją zauważysz, stojącą na korytarzu, ze słuchawkami w uszach. Zwrócisz uwagę na jej długie, czarne włosy, na zielone oczy podkreślone makijażem, na te szczupłe ciało i długie nogi. Próbujesz zapamiętać ten delikatny uśmiech, który gości na jej karmazynowych ustach. Podziwiasz bladość skóry, podejrzewając również, że jest ona delikatna w dotyku.
I nagle  odchodzi, tak szybko jak się pojawiła, a Ty ruszasz, byleby ponownie ją odnaleźć, aby nie stracić jej z oczu. Jednak jej już dawno nie ma, jakby rozpłynęła się w powietrzu, jakby wyparowała. A potem spotykasz ją, dostrzegając na sali tanecznej. I łapiesz się na tym, że mógłbyś tak stać i patrzeć się na nią godzinami. Podziwiasz to, jak w taniec wkłada całą energię, a jej ciało wydaje się jakby płynęło wraz z muzyką, która wydobywa się z głośników. Dostrzegasz uśmiech. Pełen satysfakcji, zadowolenia z tego co robi.

Meredith Hatfield
Dwadzieścia lat , 27 sierpnia 1993 rok
Wydział artystyczny o profilu tanecznym 
Prowadząca kółko taneczne
Pokój numer 210 


Córka dziennikarza radiowego oraz florystki, narodzona w słonecznym Miami. Swoje życie związała z tańcem kiedy skończyła piąty rok życia i zapragnęła stać się znaną baletnicą. Z wiekiem jednak zaczęła przekonywać się do innych stylów tanecznych, jednak balet pozostał głęboko w sercu, dlatego też do dnia dzisiejszego uparcie go trenuje, chcąc być jak najlepsza. Marzyła jej się Królewska Szkoła Baletowa, jednak mimo wszystko wybrała Baltimore International College, zyskując tym samym etykietkę nowa. I jakoś tak na razie trzyma się na uboczu, nie wchodzi nikomu w drogę, przesiaduje godzinami na sali tanecznej ćwicząc te swoje i tak już opanowane do perfekcji piruety. 
Zdawać by się mogło że Dith jest osobą cichą z natury, jednak prawda jest taka że to dziewczyna pewna siebie, wygadana i całkiem fajna w obejściu. Dążąca uparcie do wyznaczonych sobie celów, jednak nigdy nie wybierająca drogi na skróty. Mało mówiąca o sobie, o tym że pochodzi z rozbitej rodziny i była wychowywana przez matkę, z ojcem mając znikomy kontakt. Jest dobrą słuchaczką, jednak kiepską pocieszycielką. podobno w jej głowie kłębią się różne szalone pomysły, które czasem realizuje. Lubi wyjść i się zabawić. Nie, nie słucha jedynie muzyki klasycznej. Ojciec zaraził ją miłością do starego rocka. Ma pokaźną kolekcję winyli, uwielbia dobre książki oraz filmy.  Optymistka, jednak jak każdy miewa gorsze dni, kiedy woli zostać sama. Uwielbia nocne spacery, jest miłośniczką zwierząt, a najbardziej wilków. Niepoprawna romantyczka, co ukrywa głęboko w sobie. Jej hobby jest fotografia, nigdzie nie rusza się bez swojego aparatu. Nie należy do rannych ptaszków, uwielbia wylegiwać się w łóżku. Pomimo swoich dwudziestu lat, Meredith nadal uwielbia oglądać bajki. 
Jest dziwna, jest zmienna jak pogoda, przez niektórych niezrozumiała. Chwilami bujająca w obłokach, marząca o niebieskich migdałach. Ale ma coś w sobie, jakiś urok, który przyciąga. I chyba nie zapowiada się na to, aby miała się zmienić. 
Ballet | via Tumblr
Zapraszamy do wątków ;)

"In vitam communem sunt duae condiciones: screwed sursum aut aliquid, aut quis enarraverit vobis ex inferno."


Dante Kurtz

Pół Niemiec, pół Rosjanin
dwudziestopięciolatek,
Na piątym roku chirurgii na wydziale medycznym.
Właściciel poziomowego mieszkania, które dzieli z Tytanem.
Jeździ po mieście mustangiem shelby
Osobnik nie do ogarnięcia
Istny człowiek zagadka
Chodząca tajemnica
Nałogowy palacz
Młodszy o parę minut bliźniak.

Chcecie go poznać? Podejdźcie i spróbujcie zacząć rozmowę. O, ile wam się to uda zobaczyć chłopaka, który naprawdę wolałby być w innym miejscu jednak rodzinna tradycja wrobiła go w studia medyczne. Nastawiony pesymistycznie do chirurgii twierdzi, że będzie najgorszym Panem Chirurgiem, czego jednak nie widać w jego wynikach, tak naprawdę radzi sobie bardzo dobrze.
W życiu chłodny realista będący święcie przekonany, że nikogo nie potrzebuje i sam poradzi sobie najlepiej, to nastawienie już praktycznie zniszczyła pewna osóbka. Ma starszego brata bliźniaka, więc nie zdziwcie się gdy zobaczycie dwóch takich samych chłopaków w jednym miejscu. Kiedy jest zły zdarza się, iż mówi po niemiecku, to wszystko przez te nerwy. Kurtz jest typem, którego ogarnąć jest bardzo ciężko, drażni swoim istnieniem ludzi. Ponoć ukrywa emocje, ma wiele twarzy. Kiedy jest szczery, a kiedy nie to ciężko ocenić. Obserwuj go, wtedy może poznasz prawdę o nim.
_____________________
Witam, jest i Kurtz.
Mam słabość do tej postaci,
a ten blog wydaje mi się idealny by Dante tu był.
Mam nadzieje że się przyjmie dobrze ;)
Wszelkie wątki i powiązania jak najbardziej tak!
Kartę może rozbuduję gdy zostanie Kurtz lepiej poznany.

12 sierpnia 2013

Thoughts arrive like butterflies.

Sidney Selfox
          |   dziennikarstwo   |   trzecia klasa   |   kółko fotograficzne   |   pokój nr 27   |

Jedna z tych, co nigdy nie uznawała problemu za problem. Jako nastolatka przyłapała swojego ojca na zdradzie i nie powiedziała o tym nikomu, bo obiecał jej wymarzoną wycieczkę i, że to się już nigdy nie powtórzy. Skorzystała, powtórzyło się, matka się wyprowadziła i zostawiła ją z ojcem. Nie rozmawiała z nią od tamtej pory. Kiedy jej tata przechodził załamanie nerwowe była na każde jego skinienie, pocieszała go, chociaż nie powinna, bo wszystko było jego winą, ale taka już jest, że zawsze współczuje nieodpowiedniej stronie. Wspierała ojca, aż znalazł sobie dziewczynę, zapoznał ją z Sidney, chociaż ta zupełnie jej nie polubiła przy pierwszych kilku wizytach, nie odezwała się nawet słowem, bo szczęście taty było ważniejsze. Los ją za to wynagrodził i podarował jej Camerona, najcudowniejszego faceta na całym świecie, który od razu wkroczył w jej życie i stał się najlepszym bratem przyrodnim, jakiego mogła sobie wymarzyć. 
Ludzie zawsze wykorzystują jej uprzejmość, to że rzadko mówi, co myśli. Nie lubi się z nikim kłócić, często ustępuje i to ściąga do niej tych "niewłaściwych", którzy robią z nią, co tylko zechcą. Zawsze pomoże, nawet obcym, zdarza jej się za to oberwać, bo niektórzy nie lubią otrzymywać pomocy. Nie potrafi krzyczeć, uczucia chowa w sobie, prawie zawsze jest uśmiechnięta. Nie lubi mówić o swoich problemach, bo zawsze obstawia, że po prostu ich nie ma. Trudno jest nakłonić ją do zwierzeń. 
Fotografia to jej życie, aparat ma zawsze przy sobie, niemożliwie uwielbia fotografię analogową i jeszcze kiedy mieszkała w domu miała w piwnicy własną ciemnię. Interesują ją ludzie, często robi im zdjęcia z ukrycia, kolekcjonuje uśmiechy. Drugą jej pasją jest gitara, pieczołowicie uczy się wszystkich utwórów Pearl Jamu i próbuje osiągnąć jakiś poziom, ale zawsze sama. Boi się próbować grać przy innych, toteż jest samoukiem. W jej słuchawkach zawsze słychać grunge na przemian ze starymi rockowymi klasykami. Imię zawdzięcza Sidowi Vicious i swojemu ojcu maniakowi. Jej drugie imię brzmi Cassandra, jednak nie lubi go i bardzo rzadko go używa.
Sporadycznie pali papierosy, pije do towarzystwa, książki wciąga jedną po drugiej, muzyka ją cieszy.
Do szkoły dostała się nie dzięki rodzicom, ale bogatej babci, która usilnie chce zrobić z niej wzorową damę i kobietę z elegancją. Pierwotnie była zapisana na medycynę, wbrew swoim planom, ale dzięki uprzejmości dyrekcji udało jej się zmienić profil. Poszła na dziennikarstwo, bo lubi rozmawiać z ludźmi i pisać, chociaż od dawna robiła to drugie zupełnie sporadycznie i wyszła z wprawy.

powiązania
myśli
album


Karta króciutka, ale będę ją uzupełniać w trakcie poznawania Sidney przez innych autorów, żeby za dużo nie wyszło na jaw. Na powiązania jestem bardzo chętna. 

Masz coś do blondynek? Fuck you!

21 wiosen
II rok Filologii angielskiej
Klub czytelnika
 Pokój nr 204

Piętnastego maja narodziła się mała dziewczyna o zielonych oczkach i czerwonych usteczkach. Z czasem urosły jej długie blond włoski. A mała dziewczyna urosła i stała się wysoką kobietą o ładnych kształtach. Z czasem zaczęła się malować. Taki delikatny makijaż. Zaczęła też ubierać się modnie. Jak na kobietę przystało.Okazało się też, że jest kobietą o silnej psychice, potrafi poradzić sobie w trudnej sytuacji.Wymarzona feministka. Od dzieciństwa bardzo silna. Przez życie mogłaby przejść samodzielnie. Jest pewna siebie i nie ukrywa tego. Wręcz przeciwnie. Trzeba dużego wysiłku, by ją uspokoić, gdy się zdenerwuje. I niepodważalnych argumentów, bo byle co do niej nie przemawia. Reaguje przesadnie, pod wpływem nagłych impulsów.Cechuje ją oryginalność, niecierpliwość i impulsywność. Pragnie wiele i to natychmiast. Jeżeli nawet podporządkuje się poleceniom innych, to i tak zachowa własne zdanie. Często bywa arogancka. Nie cierpi jak ktoś coś jej dyktuje. Pyskata laska, która nie da sobie w kasze napluć.Postawi się nawet mężczyźnie.Żywa, pomysłowa i nieprzeciętnie ruchliwa, ma chłonny i błyskotliwy umysł, namiętność, niemniej jednak powinna uważać na swoją porywczość. Nie przejmuje się porażkami. Przez to często ma nierozwiązane sprawy. Trudno jej się oprzeć, jest zarazem wdzięczna i kłująca. Rzuca się na oślep i uderzeniami głowy toruje sobie drogę. Swoim dynamizmem potrafi zaskoczyć nawet najbliższych. Trudno nadążyć za nią fizycznie oraz uchwycić bieg jej myśli. W większym stopniu interesuje ją ruch niż sam cel. Ma także dar wplątywania się w beznadziejne sytuacje, z których potem trudno wybrnąć. Nie jest stała w uczuciach. Nie za często plącze się w dłuższe związki. Woli krótkie romanse. Nie patrzy na wiek. Uważa, że to tylko liczby.

Od autorki: 
Wiem, że krótko. Ale taki miałam zamiar. Z czasem pewnie coś dopiszę. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś chętny na wątki i powiązania. Będę pisała wątki w I osobie. Wizerunek: Amber Heard 

Byłem buntownikiem łagodnym, najłagodniejszym z możliwych, ale krańcowym.


Poszedłem do końca.
Czy za daleko?
Chciałem unieść wszystkie nieszczęścia świata ludzi.
I zwariowałem.
E. Stachura

Gdyby tak zamknąć się w klatce i obdarzyć uczuciem jedyne stworzenie w zasięgu wzroku, padłoby na burego kota, co z pewnością wydaje się być lepszym rozwiązaniem niż kochanie człowieka. Swoista apatia, w którą wpadasz po wejściu do mieszkania nie ma nic wspólnego z pustą lodówką, pustym łóżkiem, a jednak byłoby znacznie przyjemniej – posiadać butelkę mleka, ser w plastrach, ketchup i jedno trzydzieści sześć i sześć. Ale nie na zawsze. Trzydzieści sześć i sześć nigdy nie powinno być stałą, bo gdy zaczynasz w to wierzyć, marniejesz, staczasz się i opowiadasz niestworzone historie. Musisz patrzeć trzeźwo na wszystkich skurwieli przetaczających się przez Twoje łóżko, bo każdy jest potencjalnym zagrożeniem. Chciałbyś być samowystarczalny; jesteś w pewnym stopniu, ale nie lubisz masturbacji, wolisz żywe ciało i to Cię gubi. Seks mimo wszystko ma jakieś znaczenie, tak jak kanapki z serem czy kot na kanapie. Wychodzisz na zewnątrz mieszkania, umysłu; to kompletnie bez znaczenia, idziesz na spacer, tracisz grunt, bo oto stoi Twój cień, gotów ponownie namieszać Ci w głowie, zniszczyć fundamenty. Trzymasz się jeszcze, gubisz wroga artylerią argumentów, tęgim umysłem i bystrością. Nadarza się jednak moment zwątpienia, gdy pomimo pewniejszej pozycji, dajesz przeciwnikowi przejąć kontrolę i sam już nie wiesz czy pozwalasz na to, jako że masz w sobie coś z masochisty, czy nie dajesz rady i rozbraja Cię na cząstki elementarne Twoja niemoc. Coś w tym jest. Trudzisz się w zrozumieniu wszechświata, a on przychodzi do Ciebie, puka, dzwoni, wchodzi dziurą w podłodze i otwartym oknem. Trochę Ci niedobrze, gdy tak patrzysz na ludzi dookoła, tak mętnych i jednakowych, bez ambicji, bez nadziei. Wmawiasz sobie, że kiedyś im się odmieni, że zbliżą się do Twojej idei człowieka, choć ta przecież została obalona, zanim przekroczyłeś granicę dorosłości – wtedy już wiedziałeś jak cholernie trudna jest ta droga i jak źle, jak przykro, gdy rozrywa Cię ból, trzeszczą kości. Mówisz mi, że nie odczułem jeszcze tego cierpienia, które Ty przeżywasz na co dzień tylko żyjąc, bo dla mnie życie to wszystko, a dla Ciebie element dodatkowy, kiepska imitacja czegoś dobrego. Nie rozumiem tego w jaki sposób siedzisz godzinami z tym kotem, jak możesz łkać bezgłośnie, jak milczysz tak pięknie. Nic z tego nie jest mi bliskie, a Tobie owszem; obrastasz tym, zabierasz na własność i nie chcesz nikogo, niczego, by wsunęło się w Twoje niebycie, nieczucie, nieżycie.


Javier Klein, dwudziestopięcioletni student psychologii na szóstym roku, namiętny palacz, posiadacz burego kota, kawalerki na przedmieściach i starego Harleya Davidsona.
~

Dzień dobry bardzo. Oto Javier, który wyszedł całkowicie spontanicznie i jeszcze nie wiem kim jest. Można go spotkać w bibliotece, w parku, w kawiarni, zagląda na wykłady, czasem korzysta z komunikacji miejskiej, robi zakupy, płaci rachunki, zdarza mu się zjeść w McDonaldzie albo Burger Kingu, tankuje paliwo, chodzi na wieczorki poetyckie, choruje, ogląda wystawy, zwiedza miasto. I lubi wątki, ja też. 
Jamie van de Warenburg
rok IV na filologii japońskiej | klub mangi i anime
szalenie małe i obskurne mieszkanie nad jedną z cukierni
Holender z dziada pradziada, mający tiki nerwowe i dziwne pomysły


Proszę państwa, macie przed sobą nieciekawy okaz człowieka, który potrafi irytować własnym istnieniem. Gada jak najęty, lata niczym z piórkiem w dupie, jęczy, sapie, poprawia wszystko co popadnie. Holender, który nigdy nie palił zioła? To przecież nie jest prawdziwy Holender! Wszędzie go pełno, a zazwyczaj przesiaduje tam, gdzie nie powinien. Ma słabość do pięknych pań, a jeżeli któraś z nich czyta mangę lub ogląda anime, to już można zapomnieć o trzeźwym myśleniu. Tata chciał zrobić z niego kwiaciarza, mama kolekcjonera chińskiej porcelany, jednak wyszło, jak wyszło. Ot co. Mieszka sobie razem z Audrey, a prace przyjmie od zaraz. Paplanie się w słodkich ciasteczkach jakoś mu nie pasowało. Niestety.
____________________________________________
wolę zaprzestać autorskiej paplaninie, więc tylko się przywitam - hej!

Przyjme propozycję, zamknę oczy i złożę usta do pocałunku?

 Rose Deckard
20 lat, rok I, nr. pokoju 104
Wydział Humanistyczny-archeologia
Zajęcia dodatkowe: Klub Mangi i Anime




Jest bardzo nieśmiała, ale kiedy się ją pozna jest śmiała i przyjacielska, jest to jej pierwszy rok szkolny w tej szkole.  Uwielbia czytać książki, interesuje się historią świata. Lubi jazdę konną Czasami w wolnych chwilach rysuje nad jeziorem. Zaczyna się jąkać przy chłopakach.  Najczęściej można ja spotkać w jej pokoju, bibliotece,nad jeziorem i w stajni dla koni który jest za miastem. Należy do bogatej rodziny, ma dwóch braci. 





















Nadzieja na przyjaźń...
...na to tylko czeka Rose.







Musiałam trochę pozmieniać.

Nie chcę Cię straszyć, ale i tak zdechniesz samotnie.

 Esther Julia Nelson

13.09.93, II rok studiów na wydziale humanistycznym; prawo.
 przyszła pani prawnik
fotograficzna pamięć
 chodząca encyklopedia
brytyjski akcent
kółko czytelnicze i teatralne.


Najmłodsza z czwórki rodzeństwa. Wywodząca się z zamożnej rodziny. W jej żyłach płynie czysto angielska krew. Ranny ptaszek. Stąpając po niepewnym gruncie, szuka swojego miejsca na ziemi. Zwierza się kartce papieru, przy kieliszku wina. Rosyjska literatura to jej najbliższa przyjaciółka. Wieczorami przesiaduje na dachu kamienicy, w której mieszka. W drodze na uczelnie zawsze wstępuje do kawiarni, gdzie tradycyjnie kupuje latte i ciastko. Niektórzy uważają, że gdyby mogła to zabijałaby wzrokiem. Ignorantka. Momentami arogancka. Przepełniona ironią. Ma duży temperament. Zbyt często się denerwuje. Zbyt szybko daje się wywrócić z równowagi. Jednak ma silny charakter i szybko się nie poddaje. Czuła kochanka. Specyficzne spojrzenie na świat. Nie szuka problemów, to problemy szukają jej. Co sobotę łazi do klubu, by rozluźnić swoje spięte mięśnie. Szanuje tylko tych, którzy na to zasłużyli. Niektórzy powiadają, że jest bezczelna. Uwielbia rodzinkę Adamsów. Posiada czarnego kocura, który z pewnością jest opętany. Uwielbia się śmiać z ludzi, u których jest wypisany brak inteligencji na twarzy. Czasami wychodzi z niej romantyczka. Nie jest ani dobra, ani miła. Jednak dla bliskich zrobi wiele. Bardzo wiele. Może za wiele.

 


A teraz spójrz na tę kobietę i zastanów się, czy jesteś gotów, by ją poznać. Przemyśl trzykrotnie czy nie boisz się tej znajomości. Czy nie boisz się jej. Jej czekoladowych oczu, delikatnych dłoni i niewyparzonego języka. Zastanów się, czy nie obawiasz się tego, że ta drobna istotka, może rzucić na Ciebie urok? Nie boisz się, że zaczaruję Cię uroczym uśmiechem, mimo wszystko ciepłym głosem, albo sposobem chodzenia? Jeśli jesteś odważny - wrota do jej świata są otwarte. Na wypadek weź broń.




Cześć i czołem.
Dawno się w to nie bawiłam, także tego..
No to kto chętny zawrzeć znajomość z przemiłą Esther?

11 sierpnia 2013

Najgorszą samotnoscią jest samotność w lóżku.

 Lucas Spencer aka Luka
rocznik '91; student
Baltimore International College; filologia germańska
Saturday Morning Cafe; barista
kawaler w kawalerce bez kawalera

Twoje dłonie to coś, co interesuje mnie najbardziej. Zaraz potem plecy - początek wszystkiego. Piżmo i nikotyna, zapachy mieszające się ze sobą nieustannie. Beznamiętne spojrzenie, niezakrzywiona linia ust, nic nonszalanckiego. Banał, prostota, bezpośredniość. Dusza podzielona na dwoje: angol i esesman w jednym. Do widzenia zamiast dzień dobry, obojętność w każdym calu. Zimne palce, gęsia skórka, granatowe oczy. Nieugięte bydle. Jogging co wieczór, komiks przy śniadaniu, papieros na balkonie tuż po. Szczerość ponad wszystko. Moje t-shirty, twoje koszule. Prawa strona łóżka, zapalone światło. Burzowe noce. Nie ma nic seksowniejszego od czytającego faceta. Zbyt mała kołdra. Schmitt, Schmitt, Schmitt. Dylematy i trudne decyzje. Porozmawiajmy o sobie. Ulubione słowa, zdjęcia na lodówce, niemy zegar. Alergia na sierść i nietolerancję. Szuranie kapci w korytarzu. Szepty nocą, spragnione usta, niecierpliwe dłonie. Pozwolę sobie nie kończyć. Otwarte okna, zamknięte drzwi. Mój kubek. Poplamione listy zza granicy. Trzy paczki na zapas. Symbolika obrączki na palcu. Wyrachować, wychowany, wyrachowanie. Rodzina? A co to takiego? Kawa o każdej porze dnia. Wierność nas zgubi. Ucisz, uspokój, ugłaszcz. Łaskotki na szyi, słaba głowa, uzależnienie silniejsze niż ja. Godna podziwu cierpliwość. Więcej pokory nie zaszkodzi. Każda noc jest pamiętna. Pomyśl, zanim się odezwiesz. Poliglotyzm, wygórowane ambicje, siły na zamiary.

lucy in the sky with diamonds

Leia Adler
ur. 31 października 1992 roku
wydział humanistyczny, literatura
klub czytelnika, kółko nauk ścisłych
pokój numer 210

Właściwie to ma na imię Leanne, ale to imię jest beznadziejne. Gwiezdne Wojny są lepsze, więc funkcjonuje na świecie jako Leia, od kilku lat planując zmienić imię także w papierach. Książki od zawsze były całym jej życiem, sukcesywnie rozbudowuje swoją prywatną bibliotekę, całkiem już pokaźnych rozmiarów. Lubuje się zwłaszcza w fantastyce, bo przecież nie ma nic lepszego, niż elfy, krasnoludy, magia i inne rzeczy, które, jeśli ktoś się postara, istnieją naprawdę. Leia lubi udawać, że tak jest, z rozbawieniem obserwując zdezorientowanie ludzi, którzy nie wiedzą, czy żartuje, czy zwariowała. Żeby nie było zbyt humanistycznie, regularnie odwiedza kółko nauk ścisłych, oddając się rozkoszy liczenia i dociekania prawd tego świata, co powinien robić każdy szanujący się miłośnik fantasy. Chodzi w kolorowych sukienkach, bo są słodkie i dziewczęce, jednak przed butami na obcasach i kosmetykami ucieka jak przed ogniem. Zdarza jej się zapomnieć o grzebieniu, na szczęście włosy nie są takie niesforne, na jakie wyglądają. Jej matka jest święcie przekonana, że była w ciąży bliźniaczej, ale Leia wchłonęła swojego brata i stąd jej uwielbienie do kopania piłki, czy chodzenia po drzewach. Jakby to było dziewczętom zabronione. Dużo się śmieje, sepleni i ma krzywe nogi, a ludzie częściej nazywają ją uroczą, bądź śmieszną, niż ładną. Zdążyła się przyzwyczaić, liczy jednak, że znajdzie swojego elfa/krasnoluda/rycerza/Spider-Mana, który pokocha ją za jej wnętrze. W wolnym czasie, jeśli akurat nie czyta, to rysuje komiksy ze sobą i Peterem Parkerem w rolach głównych. Czasami zahaczy o innego, równie atrakcyjnego superbohatera. Lubi udawać, że jest mutantem, lubi tańczyć, choć nie potrafi. Śpiewanie idzie jej lepiej, śpiewa dużo, męcząc ludzi dokoła ciągłym mruczeniem pod nosem. Żałuje, że nie zabrała perkusji do akademika, wymyka się więc czasami na wydział muzyczny. Dużo mówi, nierzadko bez sensu, dużo się rumieni, plącze i ucieka. Potyka się o własne nogi, rzadko wiąże stare, znoszone tenisówki. Zobowiązania i głębokie uczucia są trudne. Wychowały ją matka i babcia, nie ma pojęcia jak kobieta powinna traktować mężczyznę, więc wszystkich traktuje jak kumpli. Lubi dobrą muzykę (dobra=stara w większości przypadków), dobre filmy, a jak zabierzesz ją do teatru, to za Ciebie wyjdzie. Piecze ciasteczka dla całego akademika.

Czy jestem jedyną, która nie była na poprzedniej odsłonie tego bloga?
Jeśli tak, to mam nadzieję, że tak czy siak, się tu zadomowię i mnie cieplutko przyjmiecie.
Moja kolejna postać taka jak wszystkie poprzednie. A co, bo lubię.
Buzia nieznana, znaleziona w odmętach tumblra.
W tytule Beatlesi.
Oddaję wam Leię, róba, co chceta!

Strongest taste.



Audrey Imogen Bloomwel
Urodzona 12 listopada 1992 roku
studentka dziennikarstwa
członkini drużyny lekkoatletycznej, która za nic ma zdrowy tryb życia- ważne jest, by się zmęczyć
klub czytelnika


 Wybierając kierunek studiów stwierdziła, że będzie się dobrze bawić. Zapomniała jednakże, że dziennikarstwo to nie tylko sztuka mówienia do ludzi, ale także obcowania z nimi- a z tym było u niej trudno. Nieufność. Audrey prawdopodobnie wyrośnie na jedną z tych kobiet, która straszą i przed którymi podwładni trzęsą portkami pomimo, że takowe nawet sobie na to nie zasłużyły. Wystarczą cygaretki, koszula i para firmowych szpilek- przepis na posłuszeństwo. Najpierw jednak czeka ją długa droga...
Zaczęła ją w Londynie, skończy pewnie samotnie w dużym apartamencie na Manhattanie wraz z jakimś futrzastym przyjacielem. Obecnie posiadaczka Kota. Obecnie posiadaczka bzika. Ha, żart. Ona jest zbyt spokojna.
 Wyszalała się, gdy mając piętnaście lat biegała po dachach popalając tanie papierosy i pijąc, również tanie, wino. Umiała przesiadywać na dachu sąsiadów pisząc godzinami, kompletnie zapominając o tym, co działo się wokół. Miała iść na literaturę, ale stwierdziła, że jeśli ma być bezrobotnym to chociaż takim, który może zrobić ze swojego losu dobrą historię. Do tego dodać jej biseksualność, to, że mężczyzn lubi do rozmowy i łóżka, zaś dziewczynom szybciej ufa. Bo tak. Skrzywienie dziecka pozostawionego z samą matką, która może zła nie była, ale jasno dawała odczuć Audrey, że jest zwyczajnie gorsza. Kto mówi własnemu dziecku, że nigdy do niczego nie zajdzie, gdy to nie chciało przebierać się na przyjęcie koleżanki? Dzięki matce nauczyła się mieszać ludzi z błotem, oraz udawać silną kobietę, bo to łatwiejsze, niżby się wydawało. 
Obgryza paznokcie, czasami pluje na chodnik i pali dużo. Przy tym wszystkim ubiera się w zwiewne sukienki, przez co gdy drapie się po głowie mając wyraz twarzy jakby coś śmierdziało, wygląda... Zabawnie. 
Obserwatorka.

[Autorka Naddi Lorn się kłania. Dobry :)  ]




Zrozumiałem - by żyć musisz chwytać dzień.

http://24.media.tumblr.com/tumblr_mb89a84yaF1qkz4ico1_500.jpg http://www.c-heads.com/wp-content/uploads/Lucas-Passmore-8.jpg 
R O S E L Y N   C A M P B E LL

d w a d z i e ś c i a  l a t.
r o k    p i e r w s z y.
w y d z i a ł   a r t y s t y c z n y.
m u z y k a.
k ó ł k o   m u z y c z n e.
k ó ł k o  c z y t e l n i k a.
p o k ó j   n u m e r  d w i e ś c i e  t r z y.
h e t e r o s e k s u a l n a.
p a n n a.
a n g i e l k a.

Nie idź ścieżką, własną depcz, otwórz głowę

Kim jesteś? Zapewne sobą. Jak to rozumieć? Ty znasz siebie najlepiej, ale inni i tak będą twierdzić inaczej. Co to znaczy? Że jesteś gorszy albo lepszy. Co zrobić żeby być lepszym, a co, by być gorszym? Nic. To oni decydują. Chociaż nie. Udawaj, to może ci pomóc. Udawać kogo? Nie wiem, byle kogo. W czym miałoby to pomóc? Staniesz się lepszy albo gorszy. A gdy będę sobą? W grę wchodzi prawo dżungli. Zero zasad? Tak jakby. Raźniej? Jesteś tak jakby nagi, oczywiście w symbolicznym tego znaczeniu! To znaczy? Będziesz albo podziwiany, albo wyśmiewany. Większa szansa na co? Nie wiem, z ludźmi różnie bywa. Co się stanie jak będziesz podziwiany? Będziesz miał farta. A co się stanie jak będziesz wyśmiewany? Zapewne uciekniesz. Gdzie? Gdziekolwiek, byle z dala od tych kretynów. A ty, gdzie byś uciekła? W miejsca, które lubię. A które miejsca lubisz? Są takie. Na przykład? Miejsce gdzie działa moja wyobraźnia. Biblioteka? Tak. Tylko tam? Nie. Więc gdzie jeszcze? Do miejsca gdzie będe robić to, co lubię. A co lubisz robić? Śpiewać. Do sali muzycznej? Zgadłeś. Więc gdzie jeszcze? Do serca natury. Ogród, dziedziniec, park? Między innymi. Tak mało miejsc? Nie powiedziałam, że to koniec. Więc gdzie jeszcze? W moim królestwie. Gdzie? W akademiku, wytęż mózg. Och, no tak. Gdzie jeszcze? W szkole. Ale przecież tam mogą być ci kretyni? Co z tego, mogę schować głowę do szafeczki szkolnej. Serio? Tak. I gdzie jeszcze mogłabyś się schować? Księgarnia... Sklep muzyczny... Księgarnia... Mówiłaś! Tak? Och, no widzisz... Mało tych miejsc jest... A dom? W niedzielę. A hala szkolna? Jasne, mogę sobie wtedy pokrzyczeć w duchu. A jak trenują? To czekam. A basen? Też. A plaża? Wolę jeziora, no ale tam też bywam. Gdzie jeszcze? W schowku na miotły. Serio? Z ręką na sercu. Po co? Bo lubię myśleć w ciemności. Kim ty w ogóle jesteś? Wszystkim i niczym. Jestem sobą.

Przerzuć kartkę, zaryzykuj, bądź dziwakiem


http://zengarage.com.au/wp-content/uploads/2012/10/tumblr_mb8adtgBbv1qkz4ico1_1280-602x401.jpeg

Cześc, hej! :)
Karta pisana na szybko, zła chyba nie jest... xd I tak ją poprawie :D
Wątki bardzo chętnie. Wymyślam, zaczynam. Ze mną różnie bywa. Lubię dramaty. Tak, bardzo lubie dramaty. Lubię R O M A N S E. Lubie dzieciaki. Lubię intrygi. Lubię tym podobne pierdoły. :3 I nie odpisuje po kolei Xd
Powiązania również mile widziane ^^
Nie gryzę, Rose też nie.
Lenię się. Dośc często. Dlatego proszę o solidne kopniaki w tyłek, żebym odpisywała i w ogóle. xd
No to zapraszam do wątkowania :D
W tytule LemON - Nice, w karcie podtytuły też :D
A zdjątka to autorstwa Lucas'a Passamore ;]


Nie rzucaj mi róż pod nogi,
kiedy idę korytarzem


John Evans

dwadzieścia jeden lat    ∕  pokój nr 208
II rok filologii angielskiej    ∕  członek klubu czytelnika

Jeśli zastanawiasz się, co on tu właściwie robi to uwierz, że nie tylko ty stawiasz sobie to pytanie. Johnny ciągle nad tym rozmyśla, będąc duchowo nieobecnym na wszelkich wykładach. Jeśli się w ogóle zdecyduje pojawić. "Leniwy, ale zdolny." Tak chyba mówią o nim wszyscy. Kiedy się przyłoży, potrafi mieć najwyższy wynik z egzaminu. Jednak często gęsto napisze jedynie tyle, aby zdać. Lubi zrzędzić i irytować wszystkich wokół, aby oddalić się w stronę słońca z niewinną miną. Właściciel burzy włosów, który nie posiada szczotki. Choć podziwia bezdomnych za to, że mają swój własny styl - powszechnie zwany hipsterskim - obstaje przy normalnych ubraniach, które żelazka nigdy nie widziały. Johnny to towarzyski facet, ale towarzystwo książek pasuje mu bardziej niż impreza w nowym klubie. Kocha przeżywać nowe przygody, poznawać ludzi oraz fakt, że ma zniżkę na pizzę dzięki swojej super posadzie w Domino's Pizza. Szlaja się po całym mieście, bo nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. Duchowy przewodnik kotów, ukryty geniusz, mieszkaniec Baltimore od urodzenia, dostawca pizzy oraz zagorzały fan kryminałów i książek fantasy.

__________________________
Miał być Pacio 2.0, ale coś w połowie mi nie wyszło. Zresztą nieważne, podeszłam do tematu ambitnie wraz z Johnnym i oto jesteśmy na kolejnej odsłonie BICa. Witam wszystkich i zapraszam do wątków!

Santa Claus, ekhm, Danonek is comin' to town.


DANONEK
Daniel Coleman, 22 lata.
Wydział techniczny, architektura. II rok.
Kapitan szkolnej drużyny koszykówki.

Don't you cry for the lost, smile for the living 
Get what you need and give what you're given 
Life's for the living so live it or you're better of dead

     Danny to typ studenta rozkochanego w jedzeniu ze stołówki i zniżkach dla uczniów. Najchętniej nigdy nie wyprowadziłby się z pokoju numer 208. Nietrudno odnaleźć go po zajęciach grającego na boisku w koszykówkę lub szwendającego się po terenie college'u. Jeśli opuszcza kampus, to najchętniej udaje się do Inner Harbour. Po roku studiowania ekonomii zmienił zdanie i przeniósł się na architekturę ku niezadowoleniu rodziców. Baltimore upodobał sobie jeszcze jako dziecko, kiedy przyjeżdżał tu z siostrą na wakacje do dziadków. Chciałby tworzyć budynki, które byłyby wyrazem jego miłości do miasta. Dorabia, pracując w weekendy w barze Max Taphouse.
    Uwielbia przybywać z innymi, jest prawdziwą duszą towarzystwa. Swoim optymizmem stara się obdarować wszystkich wokół. Wariackim zachowaniem potrafi rozgonić deszczowe chmury i natychmiast sprowadzić w to miejsce słońce, co zostało potwierdzone naukowo. To typ człowieka, który zauroczy każdego swoją bezpośredniością i gadulstwem. Wciąż jeszcze musi nauczyć się być bardziej odpowiedzialny, ale na to przyjdzie jeszcze czas.
  

Tęskniliście, prawda? Minęło milion lat od mojej ostatniej przygody z blogiem grupowym (dość powiedzieć, że dopiero uczę się blogspota), także wybaczcie wszelkie potknięcia.  Zastanawiałam się nad adopcja nowej postaci (od tamtego czasu dorobek zdjęciowy Stephena Collettiego powiększył się chyba o dwa zdjęcia), ale spójrzmy prawdzie w oczy, BIC nie byłby kompletny bez Danonka ;)

10 sierpnia 2013

Sie sind das Essen und wir sind die Jäger




Aaron Jegear to dwudziestoczteroletni student trzeciego roku chirurgii na Wydziale Medycznym w Baltimore International College. Wynajmuje za grosze mieszkanie.  Kawalerka, którą najmuje znajduje się w pobliżu uczelni . Z racji na fakt, iż mężczyzna mimo ciężkiego kierunku studiów zmuszony jest również pracować  - jako ochroniarz na większych imprezach, koncertach, czy po prostu w klubach  - zdecydował się również uczęszczać na siłownię, której jest gościem do kilku razy w tygodniu.
Jak łatwo wywnioskować można go spotkać na siłowni właśnie, na uczelni, na wszelkich imprezach, tudzież koncertach, na których niestety nie bywa w celach towarzyskich.
Życie dało mu w kość. Uczyniło to z niego nieco oziębłego, zbyt ambitnego drania, który postanowił, że i po trupach dotrze do swojego celu.  Mierzy sobie blisko dwa metry wzrostu. Jest dobrze zbudowany, ale na pewno nie nazbyt umięśniony.  Ubraniem się nie wyróżnia. Zwyczajne t-shirty, proste buty, jeansy… Nic nadzwyczajnego. Żadnych dodatkowych ozdób: biżuterii, czy tatuaży się u niego zatem nie uświadczy. Dość, choć nie nadzwyczajnie przystojny.  Ot, póki go nie poznać – to najzwyczajniejszy facet, jakich dziesiątki  mija się na ulicach zatłoczonych miast.