Aktualności

Lucy Fitzgerald, Annabelle Sanders, Rose Deckard zostały usunięte.
Aktualnie czystki brak. Jak na razie! :D

8 sierpnia 2013

But that's ok, baby, cause in time you will find

Claire Parker
III rok || 23 lata || mieszka w pokoju 202
Wydział artystyczny, kierunek taneczny || Założycielka kółka fitnessowego
Dorabia prowadząc zajęcia fitness w jednej z siłowni w Baltimore

     Z początku ciężko określić jej charakter, gdyż raz jest spokojna i cicha, a już za chwilę biega, skacze i gada niczym tornado. Swoim wzrostem często onieśmiela innych, w szczególności mężczyzn, gdyż mierzy aż metr siedemdziesiąt dziewięć. Jest siostrą przyrodnią Bell Parker, która teraz jest już absolwentką BI College.
     Największe prawdopodobieństwo, aby ją spotkać istnieje w sali gimnastycznej lub siłowni. Jest bardzo zaangażowana w to co robi, dlatego większość czasu poświęca na ćwiczenia i doskonalenie tego co już potrafi.

________
Hej, misiaki! Większość z was może mnie znać z postaci Bell Parker. Nie? No to z chęcią się poznamy :)

103 komentarze:

  1. [Wątek koniecznie :D Chcesz, aby się już znały? :]

    OdpowiedzUsuń
  2. [To może zrobimy, że kiedy były na pierwszym roku, to Aredhel przez rok chodziła na fitness do Claire. No i tam się poznały.
    Jednak na drugi roku Aredhel założyła swój klub i już nie miała tyle wolnego czasu, aby chodzić jeszcze na fitness, dlatego zrezygnowała. Ale dziewczyny dalej utrzymują kontakt.
    Co o tym sądzisz?]

    OdpowiedzUsuń
  3. Bastek był wielce zadowolony, że udało mu się doczołgać do własnego pokoju, bo torby to miał ciężkie niebywale i to aż cztery. Czuł się z tego powodu trochę jak baba, bo przecież facet nie powinien mieć takiej ilości ciuchów, ale... ale mnóstwo miejsca zajmowały jego przeróżne przybory, bez których nie mógłby wykonywać projektów i swoich prac. Szkoła niby miała duże zaplecze, a już zwłaszcza wydział artystyczny, ale i tak zawsze lepiej jest mieć swój sprzęt, bo nigdy nie wiadomo, na co się tutaj trafi. Oczywiście wiele rzeczy mógł spokojnie kupić tu na miejscu, więc nie przytargał farb ze sobą, ale pędzle, ołówki, szkicowniki... Pozwolił sobie sztalugę pozostawić w domu, ot co. Niemniej jednak wszedł do pokoju i już miał westchnąć i zrzucić torby, kiedy nagle usłyszał to wyzwisko i podskoczył niemal. Przestraszony zrzucił torby z hukiem i spojrzał niepewnie na swoją współlokatorkę. Kobieta? Tego to się nie spodziewał. Za chwilę jednak padła groźba i przez chwilę myślał, czy przypadkiem nie pomylił numerków na drzwiach.
    Dopiero po chwili dotarło do niego, że ona musiała mówić do tego kogoś w laptopie. Kogoś, czegoś, czy co to tam było. Uff, chyba jednak nie stał się kretynem w jej oczach. Jeszcze.
    Zapukał w otwarte cały czas drzwi.
    - Witam uroczą współlokatorkę. - Uśmiechnął się i przeszedł parę kroków w jej stronę. - Powinienem się uzbroić jakoś, czy...
    Cokolwiek leżało na podłodze, sprawiło, że poślizgnął się, przewrócił i jego tył boleśnie przywitał się z podłogą. Pięknie, Bastuś, pięknie. Wyszedłeś na ofiarę.
    Taka rola pierwszaka,a prawda?

    Bastek

    OdpowiedzUsuń
  4. [O, ja już nawet mam pomysł! :D Bianca stałaby przed budynkiem BIC i wtykała studentom ulotki dotyczące zajęć kickboxingu. Jako, że Claire jest instruktorką fitness, a dziewczyny się lubią, zaoferowałaby jej pomoc i zaprosiła na siłownie, żeby rozdała reklamy. Co ty na to? :> ]

    OdpowiedzUsuń
  5. Aredhel była tak mocno zamyślona, że faktycznie nie usłyszała, jak Claire wolała ją pierwszy, drugi raz... Usłyszała dopiero niesławną ksywkę "HEL", a na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Naprawdę nie znosiła, jak ludzie tak do niej mówili! Przeklęty Daniel wymyślił jej głupie przezwisko i w krótkim czasie nawet inni jej znajomi zaczęli tak na nią wołać. Aredhel szczerze tego nie znosiła.
    Tym razem z premedytacją się nie odwróciła i tylko przyspieszyła kroku. Miała na imię Aredhel, a nie żadne Hel, które brzmiało tak samo jak piekło. Nie no, aż taka zła to ona nie była. No może dla wrogów.

    OdpowiedzUsuń

  6. Najpierw zauważył dość odblaskowe buty na drobnych nogach. Później zauważył dziwną, puchową spódnicę albo sukienkę, on nie rozróżniał, wyglądało to w każdym razie czarna beza. On by takiej bezy nie zjadł, bo nie lubił słodyczy, oprócz sernika. Jednak kogo to obchodziło. Zabolało go coś. Coś co działo się szybko, bo on w głowie miał cały czas jakieś popieprzone pomarańczowe buty. Coś mu ten kolor przypominał. Jednak luki w pamięci działały i nie pamiętał. Położył powoli dłoń na klatce piersiowej i rozmasował tępy ból. Nie był duży, ale rozchodził się w stronę żeber, które były kilkukrotnie połamane. Nawet chyba więcej razy.
    Facet potrząsnął głową, zarmugał i zarejestrował, że ta chudzinka, musiała się o niego zahaczyć. Czyli to pewnie on stanął jej na drodze. Więc dość solidnie trzeba było przeprosić.
    - To ja przepraszam, pewnie stanąłem Ci na drodze. – Mruknął, ale wyraźnie, unosząc dziwnie zranione spojrzenie szarych oczu i spoglądając na twarz kobietki. – Nic Ci się nie stało? Może chcesz usiąść? Jestem raczej niewygodnym wypadkiem, co do stłuczek. – Trochę namieszał i zmieszał się, spuszczając wzrok na podłogę. Podniósł jej torbę i podał dziewczynie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście zastanawiało go to, że dziewczyna przebiera się na środku korytarza. Puścił to mimo zastanowienia płazem, widocznie była bardzo otwarta, albo zabiegana, albo nie miała po prostu ochoty iść nigdzie indziej i przebierała się tutaj, na środku korytarza. Logan cofnął się o kilka kroków obok ściany, by nie przeszkadzać tez innym. No proszę, jaki empatyczny mężczyzna z tego Logana.
    - Nie, przeżyłem raczej gorsze wypadki niż uderzenie takiej ptaszyny jak Ty. - Zaśmiał się prawie gorzko, ale jednak nie niegrzecznie, czując pod palcami wypukłości na mostku. I nie tylko. Szare tęczówki natychmiast zapłonęły czymś nieodkrytym. Jednak to nie była złość na dziewczynę. To było nieodgadnione.
    - Pomóc Ci z czymś jeszcze? Wyglądasz na zabieganą, albo spóźnioną.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Sztuki teleportacji jakoś jeszcze nie posiadłem i nie opanowałem nawet w jakimś stospniu, ale posiadam auto i to dośc szybkie, więc mogę Cię gdzieś podrzucić. - Mrugnął porozumiewawczo do dziewczyny i nie czekając na jej odpowiedź, zaczął iść do oszklonych, dużych drzwi wyjściowych, przez które było widać parking. Trzy kroki później odwrócił się, patrząc czy dziewczyna podąża za nim. On lubił wysokie dziewczyny, jednak Logan nadal był wyższy. Zsunął lustrzane okulary na nos, żeby nie widziała na razie jego pustych oczu i zajął się poszukiwaniem kluczyków w kieszeni, zaraz po tym jak wsunął do ust papierosa. - Mozna wiedzieć, gdzie się tak spieszysz? Poza tym, Logan jestem. - Wyciągnął w jej stronę dloń.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Już wcześniej sie zastanawiałam, no i doszłam do wniosku, że chcę wątek. Ale nie mam pomysłów. Rzucisz czymś, to zacznę?
    Mogą się nie lubić, mogą się przyjaźnić, obojętne, ale byleby się już znały, bo wątki zapoznawcze są... nudne ;_;]

    Laila

    OdpowiedzUsuń
  10. - Milo mi Cię poznać Claire. – Mruknął, dopalając papierosa. – Mam nadzieję, że te zajęcia na siłowni nie trwają kilku godzin, bo z chęcią wypiłbym z Tobą dietetyczną kawę zaraz po ich skończeniu. – Logan pierwszy raz od spotkania dziewczyny uśmiechnął się szczerze i szeroko, jednak Claire i tak nie mogła dostrzec jego oczu. Za to on mógł dokładnie zza lustrzanego odbicia szkieł okularowych zmierzyć sylwetkę dziewczyny. Mimo wszystko blond włosy i jasne oczy przypomniały mu o czymś co rozpuściło na kilka sekund jego serce. Już wiedział skąd pamiętał te pomarańczowe buty. Przez co zacisnął palce w pięści, otworzył samochód, a i nawet otworzył dziewczynie drzwi, jednak nie patrząc na nią. – Musimy się spieszyć w takim razie, Claire. – Ryk silnika zawsze budził w nim potwora. A może to po prostu była tęsknota za pędem, za predkością, za adrenaliną i speedem. Przede wszystkim to była rozrywająca tęsknota za czymś, po co sięgnąć nie mógł. – Nie będziesz się bała jeśli pojadę nieprzepisowo? Tyle koni pod maską, a oni zawsze w centrum ustawiają durne ograniczenia. Poza tym, chyba mamy dobrą wymówkę…

    OdpowiedzUsuń
  11. [Właśnie Laila to stworzenie, które nieczęsto chodzi na imprezy. I wgl ten temat na wątki jest już trochę nudny, bo prawie na każdym blogu co najmniej 3 osoby proponują coś takiego.
    To może ja coś zaproponuję?
    Laila mogła kiedyś chodzić przez krótki czas na te zajęcia fitness Claire, ale szybko zrezygnowała, bo załóżmy że spotykała na nich swoją byłą, o. Ale i Claire i ona nie chciały zrywać ze sobą kontaktu, więc się jeszcze czasem spotykają, żeby porozmawiać, poplotkować itd. Parker może nie zdawać sobie jeszcze sprawy z tego, że Lai jest lesbijką, więc będzie ciekawiej jak się o tym dowie.
    I załóżmy że już wyciągnęła moją na tą imprezę, ale już jest ranek następnego dnia i obudziły się gdzieś w jakimś dziwnym miejscu, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak daleko od domu. Podczas powrotu mogą się poznawać lepiej.
    Pasuje?
    Jak tak to zaczynasz Ty :D]

    Laila

    OdpowiedzUsuń

  12. - Myślisz, że Twoje towarzyszki z chęcią powypinają przede mną swoje pośladki? Będą miały motywację, huh? – Zasmiał się cicho i ruszył swoim volvo, które było jego największa miłością w życiu. A przynajmniej jedną z nich. – Mogę dotrzymać wam towarzystwa, zobaczymy co ciekawego tam robicie na tych całych fitnessach, bo ja znam się jedynie na joggingu i siłowni, ewentualnie basenie. – Popatrzył przez krótką chwilę na dziewczynę, kiedy wyprzedzał trzecie już z kolei auto. Czarne volvo pod maską kryło mnóstwo koni, więc manewr wyprzedzania nie był trudny. Takich rzeczy można się wyuczyć po prostu, albo trzeba mieć do tego pewną rękę. Zwłaszcza, jeśli to zatłoczone popołudniami Baltimore.
    - Ja nie wyglądam na takiego co pije dietetyczną kawę. Po prostu pomyślałem, że latte i lody to nieodpowiedna propozycja dla Ciebie – Puścił jej oczko. Okulary zsunęły mu się z nosa i znów mogła dostrzec jego szare spojrzenie. Jednak tylko przez moment.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Tylko błagam, nie dawaj im go. Z resztą wiem, że go nie masz, ale nie obiecuj. Ja chcę, żeby mój numer trafił tylko w jedne zgrabne ręce. Jednak włascicielka ma lekko problem ze wzrokiem, bo wpadła na takiego dryblasa jak ja na korytarzu. – O dziwo, Logan zaśmiał się cicho, bo stwierdził, że żart mu się naprawdę udał. – No zobaczymy, ptaszyno, ile jesteś w stanie wydziubać. Możemy zrobić nawet zawody, co Ty na to? – Podpuszczał ją, ale tak raczej przyjaźnie. Teraz pomyślał sobie, że powinien tej dziewczynie podziękować za to, że na niego wpadła. Tak mało znał tu osób, które były otwarte zaraz po zapoznaniu. Tak mało miał w tym mieście do roboty. Tak bardzo miał ochotę powrócić do starego życia. Lenistwo odbijało mu się czkawką. Nawet w pieprzonym sklepie z farbami się nudził. Dlatego takie sytuacje były ogniwem zapalnym do podejmowania spontanicznych decyzji. W tym Logan – był mistrzem. Chociaz w jakiejś pozytywnej dziedzinie został mistrzem.

    OdpowiedzUsuń
  14. Obudzila sie duzo wczesniej przed kolezanka. Sama nie wiedziala dlaczego ugiela sie i poszla z Claire na jakas impreze. Nieczesto wychodzila upic sie, a pozniej ledwo co wracac do domu, w przeciwienstwie do niektorych. Na poczatku nie byla przekonana co do pomyslu dziewczyny, ale w koncu zdala sobie sprawe ze dawno nie byla nigdzie sie rozerwac. A teraz, siedzac na jakims brudnym materacu, nie wiadomo gdzie i jak daleko od domu, zaczynala powoli tego zalowac. I to bardzo.
    - Tu jestem. - krzyknela i podniosla sie, lapiac sie przy tym za glowe. Zeszlej nocy musiala troche przesadzic, sadzac po tym jak sie teraz czula. - Nic ci nie jest? - spytala, gdy juz podeszla do Claire i z nadzieja w glosie wypowiedziala pytania klebiace sie jej w myslach: - Wiesz gdzie jestesmy? Jak sie tu dostalysmy? Albo jak stad trafic do domu?

    Laila

    OdpowiedzUsuń
  15. - Phi! Ja bym tam tej bluzy na Twoim miejscu nie ubierał wcale. A gdyby to ode mnie zależało… - Nie dokończył i chwała Merlinowi. Uslyszał komendę w prawo, więc redukcja, hamulec, sprzęgło, hamulec do dechy i cały obrót kierownicą wystarczył by wjechali w zakręt odpowiednio by nikogo nie potrącić. Jednak dziewczyna, która siedziała obok niego, mogła lekko stracić równowagę nawet jeśli przypięta była w pasy.
    - No Ptaszyno, wysiadamy. To tutaj o ile się nie mylę. – Zerknął do góry na banner reklamujący studio fitness. Zanim dziewczyna wysiadła, otworzył jej drzwi i zdążył wciągnąć do płuc już pół papierosa. Poprawił mankiety koszuli, które skrywały jego tatuaże na rękach i ramionach, ziewnął z braku kawy i popatrzył na Claire. – Wchodzimy prawda? I pamiętaj, nie rozgrzewaj tych panien za mocno, bo się zapomną i z rozpędu mnie ze sobą zabiorą do domu i z kim Ty te lody zjesz?

    OdpowiedzUsuń
  16. - Claire co Ty... robisz? - spytala, krzywiac sie na widok przyjaciolki zagladajacej sobie pod spodnie. Pokrecila jedynie glowa i usiadla obok, gleboko wciagajac powietrze. W myslach szybko zaczela zastanawiac sie nad wszystkimi mozliwosciami i szczegolami, ktore zapamietala z poprzedniej nocy. Nie mogly byc daleko od domu, na pewno. - Co teraz? Chyba powinnysmy isc, poszukac jakiejs pomocy czy... cos. - mruknela, znowu krzywiac sie. Brawo Laila, brawo., klebilo jej sie w myslach. A chciala wyjsc tylko na kawe i porozmawiac. I oczywiscie jak zwykle wyszlo na tym, ze posluchala sie Claire i utknely nie wiadomo gdzie. - Chodz, chce jak najszybciej wrocic.

    OdpowiedzUsuń
  17. Na dobrą sprawę widok miał genialny. I te wszystkie kobiety, które miały ćwiczyc na jego oczach. O merlinie. Chyba zaraz zemdleje z wrażenia. Kiwnął dziewczętom na przywitanie i usunał się nieco zakłopotany na krzesełko.
    - Niczym VIP. - Stwierdził, rozkładając się na krześle jak lord. No co, był facetem było mu wolno. Lord Logan, zerkał przez całe zajęcia ni to na kobiety, które wyglądały jakby przeżywały tortury, to na widok z okna, a co chciał ukryć i nie bardzo wychodziło najwięcej uwagi poświęcał Clair. I sam nie wiedział, czy Ptaszynie sie to na dobrą sprawę spodoba. Już nie podejmował wewnętrznych dywagacji, tylko ziewając coraz bardziej skupił się na technice ćwiczeń (i na tyłku Clair też, ale subtelnie i kąem oka)

    OdpowiedzUsuń
  18. A mówi się, że to faceci są bałaganiarzami. Przecież ten pokój, to nie jest po prostu zaśmiecony pokój, tylko istne pobojowisko. Zamrugał Bastek parokrotnie, po czym wymacał, czy jest w jednym kawałku. Wreszcie wstał i porządnie się rozejrzał, a na końcu jego ujrzał dziewczynę, która ukucnęła przy nim. No tak, z tego wszystkiego w ogóle nie zwrócił na nią uwagi. Niczym anioł przyłapany na grzechu. Nie, skąd, to wcale nie jej wina i Bastek pod żadnym pozorem nie zamierzał jej tego wypominać. Zresztą nie należał nawet do takich osób.
    Podał jej dłoń, coby wstała, po czym uśmiechnął się i pociągnął za jej blond kosmyk.
    - Blondyn, blondynka i chaos wokół nich, czyż nie? - spytał z jakąś taką teatralną nutką. - No, moja droga, nie Ty jedna masz problem z bałaganem. Jak tylko dorzucę swoje graty, to chyba podłoga przestanie być widoczna - skomentował, przyciągając swoje torby bardziej pod swoje łóżko.
    Za chwilę już leżał na nim i oddychał nieco ciężej, jakby właśnie totalnie się czymś wykończył.
    - Jestem Basitan - przedstawił się, choć to tak nieładnie leżeć, kiedy kobieta stoi, ale to jest... Bastek,noo. W dodatku przez dzisiejsze emocje i chaos spowodowany wprowadzaniem się do akademika, uczelnią, wydziałem, nowymi znajomościami... Ach, wszystko mu się naraz nałożyło i zapragnął zamknąć oczy, by po krótkiej chwili odpłynąć.

    Bastek

    OdpowiedzUsuń

  19. [Nie wiem czy starczy mi energii w laptopie na kolejny odpis, ale zaczaruje go. A jak padnie, to czas w kimę, więc do jutra ;)]

    OdpowiedzUsuń
  20. - Nie przepraszaj, nie ma za co w sumie. - rzuciła krótko w jej stronę, bez zastanowienia, przez co za chwilę ugryzła się w język. Nagle miała ochotę wydrzeć się na nią, że jest za co przepraszać, że wkopała ją w takie gówno, bo zachciało jej się iść na imprezę. W jej głowie zaczęły się pojawiać najczarniejsze myśli, które zżerały ją od środka z niepokoju. A co jeśli to wszystko o czym myślała się wydarzyło?
    Wszystko działo się tak szybko, że nie wiedziała kiedy wyszła z pokoju w którym obie się znajdowały. W korytarzu podeszła do wielkiego okna, w nadziei że rozpozna widok na okolicę, jednak nic takiego nie nastąpiło. W najlepszym wypadku były to jakieś nieodkryte przez nią przedmieścia Baltimore, bo na pewno nie znajdowały się gdzieś w centrum. Cofnęła się od okna, i w pośpiechu wróciła w pokoju gdzie zastała stojącą w tym samym miejscu Claire.
    - Nie jesteśmy w Baltimore. Jestem tego pewna. - mruknęła, przygryzając dolną wargę ze zdenerwowania. - Chodźmy już. - dodała, wyciągając rękę w kierunku przyjaciółki. Nie mogła jej winić za taką drobnostkę. Ile razy coś podobnego zdarzyło się ludziom. A przecież nikt nie zrobił nic złego, wyszły tylko do klubu.

    Laila

    OdpowiedzUsuń
  21. Oczywiście Logan wiedział o dancehallu, salsie, rumbie, zumbie i innych tych tańcach tyle co kot napłakał dzieciom do piaskownicy przed domem. Owszem, podobało mu się jak panie dawały z siebie wszystko, ale bardziej zaimponowało mu to jak wysportowana jest Claire. No i dodatkowo był w szoku, że młode dziewczyny, jak i starsze kobiety można zmotywować do takich wygibasów. Bo to co te kobiety robiły z biordami, udami, tyłeczkiem było nie do powtórzenia. On, sztywny jak kij, połamany były gitarzysta nic nie potrafił zrobić. Niby poczucie rytmu miał, ale to po trzecim takcie się kończyło. A zaczynała się prawdziwa impreza, gdzie potrzebna była zwinięta pięćdziesięcio-dolarówka, karta kredytowa i lusterko.
    Potrząsnął głową aby odgonić te myśli i skierowal uwagę na Clair.
    - Serio? I Ty po tym wszystkim będziesz miała siłę zejść do samochodu? Bo ja sądze, że ja nawet sprzęgła nie byłbym w stanie wcisnąć po takim wycisku. Musze Ci powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem ptaszyno. I Nie siadaj mi, bo jeszcze zemdlejesz. – Zaśmiał się cichutko i wstał, podając jej ręcznik. Tylko tyle mógł zrobić. – Trzeba Cię nakarmić – zawyrokował z uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  22. No dobra, Aredhel uznała, że to najwyższa pora, aby przestać drażnić się z dziewczyną. Szczególnie, że rudowłosa tak naprawdę wcale nie była na nią zła. Jasne, nie lubiła przezwiska "Hel", jednak Daniel tak często ją tak nazywał, że Rasac właściwie już się do tego przyzwyczaiła. Nawet powoli zaczęło akceptować tę beznadziejną ksywkę... Chociaż nie bez bólu głowy i zgrzytania zębów.
    - Obawiam się, że w przypadku seksownego męskiego ciała może być problem. Albo ja nie mam ochoty na któregoś z facetów, albo wręcz przeciwnie... To ja się okazuje niewystarczająco dobra. - Wzruszyła ramionami z lekkim rozbawieniem. - Więc wychodzi na to, że faktycznie trzeba krzyczeć. No dobra... A tak na poważnie. O co chodzi, że tak żwawo i z energią za mną biegniesz? Stęskniłaś się? - Uśmiechnęła się promiennie, odsłaniając szereg równych, białych ząbków.

    OdpowiedzUsuń
  23. To nie tak, że Logan był napaleńcem. Po prostu Clair mu się podobała, co zaskutkowało dość intensywnym błyskiem w oku. Logan był dość oziębły jeśli chodzi o kontakt z płcią piękną. Kto dobrze go zna, wie, że do kobiet ma uraz, a może to kobiety powinny mieć go do niego, a on się tego wstydzi?
    Co do Clair w sukience, nie różniła się od Clair w obcisłym stroju, jednak teraz, kiedy już się ściemniło, sukienka dodała jej jeszcze więcej subtelności i uroku. Pokiwał z uznaniem głową i zwrócił się do dziewczyny:
    - Lepiej Ci w tej sukience, niż w tej czarnej bezie, co miałaś ją na sobie kiedy na mnie wpadałaś. – Delikatny uśmiech rozjaśnił jego twarz. – Ptaszyno, zatem kolacja, a kawa jutro? I nie pytaj mnie skąd mam tyle śmiałości, żeby po kilku godzinach znajomości zapraszać Cię na randkę, bo sam tego nie wiem… - W tej całej pewności siebie nieco się zmieszał i przygryzł dolną wargę. Otworzył auto, nie zapomniał o drzwiach dziewczyny i pomógł jej wsiąść do samochodu. Volvo zawyło, kiedy odpalił silnik. – Jakaś kolacja poza miastem? – Zapytał cicho, włączając wsteczny bieg. Postanowił, że jeśli robi coś tak szalonego, to niech nawet pozwoli swojej maszynie robić szalone rzeczy. Bo przecież za miastem też są knajpy, a jechać można dużo szybciej.

    [Pani Claire, Pani się nie gniewa, ale Logan taki chaotyczny jest. A ja z rana to już w ogóle :D ]

    OdpowiedzUsuń
  24. Denerwowało ją wystawanie na schodach uniwersytetu i wciskanie ulotek każdemu przechodniowi. Nie, żeby nie chciała ściągnąć do szkoły nowych uczniów. Po prostu nie rozumiała idei ulicznej reklamy. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że każdy ciśnie ją do najbliższego kosza na śmieci i tyle po jej staraniach. Cieszyła się jedynie z tego, że nie przyszło jej robić tego w strugach deszczu. Łapała zachłannie każdy promień słońca, licząc na to, że jej skóra delikatnie zbrązowieje. Czasami zaczepiła jakąś znajomą osobę, wymieniła z nią kilka zdań i wróciła do swojego zajęcia. Kiedy zauważyła podchodzącą do niej Claire, pomachała jej ręką na przywitanie. -O, cześć! Ulotki zajęć kickboxingu. Nie mam pojęcia po co nam jeszcze więcej uczestników, ale jak mus to mus - westchnęła ciężko, przesuwając palcem po pliku kolorowych kartek. -Byłabyś może zainteresowana? - zapytała pośpiesznie, uśmiechając się jak najszerzej i wyciągając w jej stronę reklamę.

    Bianca

    OdpowiedzUsuń
  25. Leżał sobie tak błogo i czuł się wyśmienicie. Nie zapowiadało się jednak na to, by ten cudowny stan się przedłużył, albowiem jakiś hipopotam wylądował w jego łóżku, co odczuł "bardzo" dobitnie, kiedy materac w przy jego nogach się ugiął. Wyglądało też na to, że Claire nie zamierzała przykrywać go ładnie kocykiem i zasłaniać okien, coby mógł sobie odpłynąć w objęcia Morfeusza i odpocząć. Otworzył jedno oko, ale nie po to, by ujrzeć ją, bo to i tak fizycznie teraz nie było możliwe, ale po to, aby jednak tak szybko nie uciekać do sennej krainy. Był nieźle wykończony i w sumie to nie dokładnie wiedział czym.Jak już mówiłam, miał Bastuś dosyć szalony dzień.
    - Dużo, dużo różnych gratów - mruknął nieco zachrypniętym głosem. - Chociaż może do nich zajrzę i znajdę coś, co pomoże mi zrucić z łóżka takiego hipopotama, przez którego teraz mój kręgosłup potrzebuje regeneracji - wyjaśnił, podnosząc się nieco. Leżał na brzuchu, ale teraz przekręcił się na plecy i wsadził dłonie pod głowę, coby ją lepiej widzieć.
    - Nie dasz mi spać, co, Hipcio? - spytał z uśmiechem i pokręcił głową.

    Bastuś

    OdpowiedzUsuń
  26. Fakt. Odkąd Aredhel przestała uczęszczać na zajęcia fitnessu, to zdecydowanie rzadziej widywała się z blondynką. Jasne, podczas zajęcia nie rozmawiały ze sobą, ponieważ były zbyt zajęte wykonywaniem ćwiczeń, ale bardzo często po fitnessie szły gdzieś razem na kawę, aby trochę razem poplotkować na temat facetów. Zazwyczaj wtedy to właśnie Claire miała spore pole do popisu, ponieważ lubiła opowiadać rudowłosej o jej chłopakach lub o kolesiach, którzy nieudolnie próbowali ją poderwać. Aredhel wtedy mówiła trochę mniej, ale bardzo chętnie słuchała opowiadań blondynki. Ona po prostu miała tylko kilka poważniejszych związków, ale żaden właściwie nie był dla niej bardzo ważny.
    - Masz rację. Muszę ci w końcu dać adres do mojego domu, bo ciągle o tym zapominam. Jestem zawsze chętna na niespodziewane odwiedziny - stwierdziła z szerokim uśmiechem. - A nie mieszkam daleko od szkoły, więc dwudziestominutowy spacerek z pewnością nikomu nie zaszkodzi.

    OdpowiedzUsuń
  27. Zastanowiła się przez chwile nad pytaniem dziewczyny. Owszem, planowała wrócić teraz do pokoju i skończyć projekt pewnej bluzki, którą zaczęła rano, ale równie dobrze mogła to zrobić wieczorem. W końcu ani rysunek, ani pomysły jej nie uciekną.
    - Jestem wolna, więc spokojnie możemy gdzieś pójść - stwierdziła ze szczerym uśmiechem, odgarniając dłonią kilka kosmyków rudych włosów, które opadły jej na twarz. - To jak... Chcesz się wybrać do mnie czy planujesz coś innego?

    OdpowiedzUsuń
  28. Posłała dziewczynie uśmiech pełen wdzięczności, kiedy ta przejęła od niej kilkanaście ulotek i z ochotą zaczęła je rozdawać. Dołączyła do niej, mając od razu znacznie lepszy humor i więcej werwy. -Dzięki za zaproszenie, z chęcią wpadnę. Może któraś stwierdzi, że do twarzy byłoby jej z rękawicami bokserskimi. - Roześmiała się wesoło, zerkając kątem oka na swą towarzyszkę. -Trochę to już jest... w październiku minie dziewiąty rok. Sama się sobie czasem dziwie, że nadal nie jestem nim znudzona. Ale ty masz tak pewnie z tańcem, prawda? - spytała, unosząc pytająco brew do góry.

    OdpowiedzUsuń

  29. - Tutu brzmi jak nazwa jakiegoś egzotycznego ptaka. – Powstrzymał się przed zrobieniem idiotycznego zeza, bo lubił się niestety czasami tak powygłupiać. – Więc tańczysz, tak? To jest balet o ile się nie myle? – Zapytał zapinając szybko pasy i ruszając do tyłu. Po niecałych pięciu minutach byli już za miastem, tutaj dopiero mógł poczuć moc czarnego volvo. Lubił szybkie samochody, lubił wszystko co wiązało się z adrenaliną, a wciskanie gazu do dechy i szósty bieg był jego światem. Jakoś musiał rekompensować sobie powrót do normalności z życia, które normalne niestety nie było. Niebezpieczeństwo to powinno być jego drugie imię, jednak w samochodzie teraz było bezpiecznie. Nawierzchnia płaska, sucha, pasy zapięte. 90. 110. 150. 180. Zrezygnował z dalszego szarżowania. Co jakiś czas zerkał na dziewczynę, przyglądając się tym iskierkom w jej oczach. Mnóstwo czasu czekał na taką okazję.
    Przez większość drogi uśmiechał się jedynie tajemniczo, nie dając Clair ani jednej wskazówki. Wiedziała, zapewne, że w ten sposób facet się z nią droczy.
    - Nie boisz się, że Cię gdzieś porwę, zaknebluję i zostawię w lesie samą? – zapytał cicho, parkując samochód zaraz za zakrętem (którymś z rzędu) w zaciemnionym miejscu. Widać było tylko księżyc. Zgasił silnik, odpiął pas i pochylił się w stronę dziewczyny. – Nie przeraża Cię nieznajomy?

    OdpowiedzUsuń
  30. Temat czarnego łabędzia pozostawi na po kolacji. Miał już na końcu języka, aby przyznać się do tego, że on nie potrafi wcale tańczyć, ale się powstrzymał. Jeszcze go kobieta z własnego samochodu wywali i co dalej? Biedny Logan się załamie, a jego ego to już w ogóle skoczy z mostu.
    - Nieznajoma, która ma tak anielskie oblicze? Nie sądzę bym się takiej nieznajomej bał. – Mruknął, zaplatając swobodnie opadający kosmyk jasnych włosów Clair za jej ucho. To było szybkie, nieprzemyślane i chyba zbyt wczesne. Taki gest, miał w sobie dużo czułości, do której Logan nie przywykł. Zlapał za klamkę samochodu, wyjął kluczyki i wysiadł. Otworzył dziewczynie drzwi, nieco zmieszany.
    - Nie mam zamiaru Cię zostawiać gdzieś w lesie. To zbyt duża strata dla ludzkości. A co by sobie pomyślały te biedne kobiety, które katujesz tą całą salsą czy tam tortillą? – Chyba wróciło mu niezbyt fajne poczucie humoru. Mrugnął do dziewczyny, zamknął samochód i nadstawił swoje ramię.
    - Ptaszyna wie w ogóle gdzie jesteśmy? – Poprowadził blondynkę w stronę wąskiej, dość stromej ścieżki prowadzącej w dół. Na plaży nad dużym jeziorem znajdowała się oblepiona lampkami choinkowymi budka. A raczej mini bistro. Tam można było najeść się do syta, a i jeszcze widoki były niczego sobie.
    - Nie pytaj, jak to miejsce odkryłem.

    OdpowiedzUsuń
  31. Dziewczyna ruszyła swobodnym krokiem w kierunku swojego mieszkania, w między czasie zerkając na Claire.
    - Serio? Mam nadzieję, że jest przynajmniej miły i zbyt szybko nie zaczął się do ciebie dobierać - stwierdziła ze szczerym rozbawieniem, wyobrażając sobie taką sytuację. Coś obawiała się, że biedaczek mógłby porządnie oberwać, gdyby próbował chociażby na siłę pocałować blondynkę. Z pewnością po jednej próbie od razu by zrezygnował z dalszych. - Będziesz musiała mi go przedstawić.

    OdpowiedzUsuń
  32. - A może po prostu jest homoseksualny? - rzuciła lekko z rozbawieniem, wzruszając ramionami. - Może po prostu się z tym kryje, ponieważ wiesz, jak ludzie potrafią reagować na inną orientację. Jakby była to co najmniej jakaś zaraźliwa choroba. Paranoja.
    Niektórzy uczniowie w szkole śmiali się, że Aredhel powinna założyć jakąś kampanię dla obrońców homoseksualistów. Chyba każdy, kto ją znał wiedział, że dziewczyna bardzo ich wspiera i szanuje. I oczywiście nigdy nawet nie przeszło jej przez myśl, aby się z nim śmiać. Orientacja jak orientacja... To już zależy indywidualnie od człowieka.
    - Słodki blondyn? Kobieta! Wiesz, ile słodki blondynów jest w tej szkole! Gdybyś powiedziała, że szukasz dziewczyny z długimi, rudymi i kręconymi włosami, to pewnie każdy wiedziałby, o kogo chodzi... Ale blondyn? Nie żartuj! - Roześmiała się szczerze. Fakt, ją nie trudno było rozróżnić z pośród innych uczniów.

    OdpowiedzUsuń
  33. A czy to, że coś jej nie pasowało oznaczało, że on jest jakiś zły? Logan nie należał do normalnych facetów. Zachowywał się spontanicznie, był porywczy i potrafił być cichy jak myszka chowająca się pod miotłom. Dobrze mu się mówiło i milczało. Był chyba raczej odrobinę sprzeczny. Jednak wszyscy zawsze wmawiali mu, że taki jego urok.
    Albo przekleństwo. Nie mu to oceniać.
    - Wiesz, żadne krwiożercze bestie tu raczej się po tym lesie nie pałętają, niedźwiedzie, wilki, dinozaury czy inne czupakabry z zębami jak opony mojego volvo. – Mówiąc to starał się być calkiem poważny, ale jednak chyba mu nie wyszlo. – Wątpisz w moje zdolności logistyczne? Oczywiście, że Cię tu nakarmią. Nie będzie tu jakichś wykwintnych dań z trufli lub kawioru, ale najeść się można do syta. A później spacer brzegiem jeziora. W końcu jesteśmy na randce. – Podsumował, otwierając przed dziewczyną drzwi. Bistro w środku wydawało się znajome. Mieszczański klimat przełamany był zdjęciami dzikich zwierząt na ścianach, bar migotał w nieco tandetnym napisie „Teddy’s bar - your tummy can’t be angry.” Jednak mieli nawet ładnie ubraną w czerwony fartuszek kelnerkę i karty dań.
    - Chcesz kieliszek wina do kolacji? – Zapytał Clair, przenosząc wzrok z kelnerki na blondynkę z którą przyjechał. Obsłuhująca ich dziewczyna miała nie więcej niż 17 lat, tak więc przestępowała z nogi na nogę, czekając aż zdecydują się na coś z karty dań, które im zostawiła.
    - To może ja przyjdę później. – Mruknęła, odchodząc za bar. A to ci niecierpliwa.

    OdpowiedzUsuń
  34. No, Bastek, łatwo to z nią nie będzie. Wprawiłeś dziewczynę w złość, jesteś światkiem minek wielce niezadowolonych na młodej, dziewczęcej buźce, to teraz masz za swoje. Ale cóż poradzić? Czy nazwanie takiej kobietki Hipciem, to coś złego? Pogubił się trochę i lekko zdekoncentrował. Przecież Hipcio to słodkie, miłe określenie. Dlaczego się aż tak o to wściekła? Ach, no tak. Wszystko wydało się jasne po jej ostatnich słowach. Usiadł na łóżku i stuknął palcem w jej nosek, a potem objął ją i pociągnął do góry.
    - O rany! Ale z Ciebie klops... chyba nie dam rady, a już na pewno nie sam. Musiałaś sobie to piórko ubzdurać. Ile Ty ważysz, dziewczyno? - mówił, mocując się z Hipciem i teatralnie grając, że taka to ona niby jest ciężka i trudna w przetransportowaniu.
    Po chwili jednak całkiem zwinnie, szybko i niekoniecznie delikatnie zrzucił ją na drugie łóżko i posłał jej z góry swój uroczy uśmiech. Otrzepał dłonie i westchnął ciężko.
    - No, trochę się namęczyłem, ale po wielu trudach w końcu się udało.
    I szybko też rzucił się wreszcie na swoje wyrko. Tam zakopał się w kołdrze i tylko kawałek twarzy wystawał z tej "warowni".
    - Boję się Ciebie, Klopsiku. Błagam, nie rzucaj się na mnie, bo jeszcze skończę jako naleśnik... - zaczął panikować. Oczywiście celowo. W duchu ostatnimi siłami powstrzymywał się, coby nie wybuchnąć śmiechem.

    Bastuś

    OdpowiedzUsuń
  35. - Romantyk? A któż to taki? Bo nie znam gościa. – zrobił skonfundowaną minkę, uniósł brwi do góry i podwinął rękawy koszuli, szykując się do jedzenia. Nawet kebaba, oczywiście w wersji potrójnej, bo małym’’ brzdącem’’ w życiu by się nie najadł. Kiedy koszula powędrowała wyżej, odsłoniła tatuaże na przedramionach. Nie wstydził się ich, nie żałował, ale czasami ukrywał je przed innymi. Były naprawdę barwne i większość z nich miała swoją własną historię.
    - Randka, to randka. Powinienem zabrać się w ładne miejsce, żebyś mogła pławić się w blasku księżyca no i żebym ja mógł to podziwiać. Czy nie na tym dokładnie to polega, Claire? – Jej imię wymówił z dziwnym akcentem. Ogólnie ukrywał dość dobrze swój europejski akcent, gdyż dzieckiem był wielonarodowym. Szybko opanował język, którym dzisiaj się posługiwali. Logan naprawdę był dla kogokolwiek zagadką?
    - Skąd pochodzisz? – Zapytał, kiedy dziewczyna w czerwonym fartuszku przyniosła im zamówienie. Poprosił jeszcze o dwie butelki coca coli. Nie, no nie wolno sobie tego odmówić. Niezdrowe = w sam raz dla Logana.

    OdpowiedzUsuń
  36. Na przedramionach miał wytatuowane spore ilości symboli i wzorów. Jednak jeden szczególnie przykuwał uwagę. Był to portret czerwonowłosej dziewczyny, uśmiechniętej i pełnej blasku. Szkoda, że to było tylko jego wspomnienie. Dlatego też często zakrywał tatuaże. Mimo że bardzo były mu bliskie, nie mógł codziennie krajać sobie serca krajalnicą do jajek. Nie mógł patrzeć na to piękne oblicze, dziewczyny, która niestety już tak nie wyglądała. Kim ona do cholery była…
    - Ty się czujesz piękna na takim spacerku, a ja mogę podziwiać. A nie na tym to polega? To chyba naoglądałem się zbyt dużo filmów z miłością w tle. Możesz mi pokazać jak Twoim zdaniem wygląda randka. – Puścił dziewczynie oko i zabrał się za jedzenie. Cola to było coś. A nie jakiś sok, który bardzo drapał w gardło. Sok pomarańczowy albo z innych owoców kojarzył mu się z odwykiem. Z każdym odwykiem, bo narkomanom lubiano dawać w ośrodku sok pomarańczowy. Kwas z owoców wypalał mu w gardle dziurę. Był wspomnieniem po cracku, kokainie i wszystkim co wciągał i wstrzykiwał. Dlatego brzydził się sokiem. Więc nawet na niego nie patrzył.
    -Pochodzę z Amsterdamu. Do stanów przyjechałem kilka lat temu, na rekonwalescencję, że tak to określę. – Usmiechnął się lekko, ale uśmiech nie objął oczu. – Nie zapomniałem, że założyłaś się ze mną o jedzenie. Tylko… Pytaniem jest o co my się w ogóle założyliśmy, Ptaszyno?

    OdpowiedzUsuń
  37. - Wiesz, nie rozumiem jednego w facetach. Jak kolor włosów kobiety może świadczyć o jej inteligencji. – Mruknął, kiedy przemyślał sprawę z opisem ostatniego roku jej randek. – To musiało być monotematyczne. Drink. Krótka rozmowa. Nie nie chcę seksu przed ślubem i wypad z baru. Czy to, że kobieta jest ładna dba o siebie i jest blondynką przesądza o tym, że jest łatwa? Nie kumam, czaczy w tym przypadku. – Na swoje słowo ‘drink’ które padło z jego ust, zadrżał minimalnie. Krótki dreszcz, przeszedł przez jego barki, ramiona i plecy, jednak Logan starał się nie pokazywać jaki jest zmieszany. Jego mózg na takie słowa reagował w jeden sposób. Przypominał mu jak smakuje whisky z colą, albo wódka z lodem. A to nie było dla niego dobre.
    - Widzisz, Claire, ja mam taką szczególną przypadłość, że albo szybko zapominam i wypieram z pamięci, albo na moje nieszczęście nie potrafię zapomnieć. – Pokiwał głową jakby to miało potwierdzić jego słowa. – I pamiętam, że zakladalaś się ze mną, że zjesz więcej. A przynajmniej się przechwalałaś. Dlatego kiedy pojedziemy już do Baltimore, poproszę swoją nagrodę. Bo mnie w jedzeniu, nie prześcignie nikt. – uniósł podbródek wysoko, pławiąc się w triumfie. Widział, że dziewczyna więcej już nie zje. Od kilku minut dziubała porcję na swoim talerzu, nie miała szans na zmieszczenie tego wszystkiego w swoim smukłym ciałku.

    OdpowiedzUsuń
  38. - Faceci są zazwyczaj prości jak drut. Zdarzają się jedynie tacy, którzy są jak zaplątane wielokrotnie sznurowało, ale to rzadko. Faceci to dziwne stworzenia, bo wszyscy myślą, że to oni są od dominowania i od bezpieczeństwa i od opiekowania się i zdobywania. A przynajmniej ci faceci, których ja dobrze znam. – westchnął, mając nadzieję, że kelnerka nie zauważy jak wyciąga i odpala papierosa na środku Sali, gdzie zapewne nie wolno było palić. A i Claire moglo się to nie spodobać, ale nie mógł inaczej, to była jedyna forma uzależnienia, która zostanie z nim na zawsze. Lepszy papieros niż działka heroiny.
    - Ptaszynko, ja nie umiem tańczyć. Czyżbyś sugerowała, że chcesz mnie poprowadzić? W to akurat uwierzę. Jeśli Ty to potrafisz, to zapewne moje dwie lewe nogi Cię posłuchają. – Zaśmiał się cichutko pod nosem dopijając swoją colę. Chwała merlinowi, że nie była dietetyczna. – Ja nie oszukuje. Po prostu nie mieliśmy ustalonych zasad co do zakładu, to Ty wypaliłas z nim jak filip z konopii. A co, Ptaszyna się teraz boi przegranej? – Zapytał, patrząc jej prosto w oczy. – Nie wiesz co wymyślić?

    OdpowiedzUsuń
  39. - Ale ja nigdy nie tańczyłem. Nawet na balu kończącym liceum. Na parkiecie czuje się jakbym miał nogi w gipsie. Albo i coś jeszcze wyżej. – Skrzywił się i zrobił dość posępną minę. – Mam Ci udowodnić, że jestem męzyczyzną? Sadzisz, że kobieta ma takie mięśnie? – Zapytał cicho i napiął specjalnie biceps, a może i napiąłby brzuch gdyby nie byli w miejscu publicznym no i gdyby właśnie nie zgasił niedopałka papierosa w jakiejś różowej doniczce z kwiatkiem na parapecie na co kelnerka zareagowala cichym piskiem niezadowolenia.
    - Jesteś bardzo pewna siebie Ptaszyno, wiesz, że czarny łabędź to może być Twoja życiowa rola? – W sumie, gdyby się zastanowić głębiej, to miało sens. Była wytrzymała na treningi, piękna, tajemnicza a przede wszystkim silna.
    - Masz silny charakter. Nie dasz się szybko złamać. Jesteś delikatna, ale tylko wtedy kiedy możesz. – Zniżyl tembr głosu i schwycił jej dloń w swoje, czując subtelne i miękkie opuszki jej palców. – Boisz się przegranej, czy tego, że będziesz musiała dać mi coś w zamian za przegrany zakład? Myślisz, że poproszę, Cię o coś niemożliwego? Daj mi coś, co sprawi Ci radość. Wtedy będę zadowolony.
    - A i jeszcze jedno. Zbieraj tą swoją zgrabną pupę na spacer, Ptaszyno. To w końcu randka.

    OdpowiedzUsuń
  40. Aredhel przewróciła tylko oczami, słysząc nad jakimi rzeczami zastanawia się blondynka. Czy to w jakim stroju będzie spała było naprawdę takie istotne? Nawet jeśli jej współlokator faktycznie był homoseksualny, to wciąż pozostał facetem. Cóż... Chociaż w jednym musiała się zgodzić z Claire. Jeśli był gejem, to z pewnością nie przejmie się dziewczyną nawet jeśli będzie paradowała przed nim w sam bieliźnie. A nawet bez niej.
    - Jeszcze może być biseksualny - rzuciła z rozbawieniem. - Zresztą co za różnica, wciąż jest twoim współlokatorem. To od ciebie zależy, jak wiele ciała chcesz mu pokazać. - Wzruszyła tylko ramionami. Jakoś Daniel, jej najlepszy przyjaciel, był biseksualny, a ona nie latała przed nim w samej bieliźnie. No może czasami się zdarzyło...
    - Szczeniak? Biedny facet! Jestem przekonana, że nie chciałby usłyszeć, że przypomina ci małego, słodkiego szczeniaczka. To z pewnością nie spodobałoby się jego dumie!

    OdpowiedzUsuń
  41. - Myślisz, że znasz mężczyzn, że potrafisz przejrzeć ich na wylot. Owszem, to łatwe, w niektórych przypadkach, jednak nie każdy facet jest taki sam. Za bardzo generalizujesz, Ptaszyno. Nie wszystkim chodzi o to samo. – Mruknął cicho, jakby do siebie. Skoro chciała się tak upierać, pozwoli jej na to. Dłuższa rozmowa na ten temat nie ma sensu. Logan był taki, że gdy ktoś mu nie wierzył, nie starał się go przekonać za wszelką cenę do swoich racji. Rozumiał, ze nawet jeśli ma racje, nie ma sensu wdawać się w spięte sprzeczki.
    - Nie sądzę, żebyś mogła nauczyć mnie tańczyć. To naprawdę niezbyt dobry pomysł. Podepczę Cię, na dodatek możesz zostać skontuzjowana. I wtedy nie będę mógł popatrzeć na Ciebie, w roli Czarnego łabędzia. – Mrugnął do dziewczyny, jednak nie wiedział czy to zauważyła. Nad jeziorem było cicho, robiło się chłodno, jednak nadal było przyjemnie. W końcu było lato. Piasek na plaży wydawał się prawie srebrny, kiedy bił na niego blask księżyca. Nie była to typowo romantyczna sceneria. A może Logan nawet takowej nigdy nie widział, chyba że w tych całych komediach romantycznych.
    Kiedy już szli po tym srebrnym piasku, w tym romantycznym świetle księżyca, Logan wydawał się zamyślony. Jakby cofnął się pamięcią w czasie, jakby myśli na moment zbiegły na inny tor. Mimo wszystko wiedział, że dziewczyna jest obok niego, słyszał jej delikatne kroki.
    - Nie jest Ci zimno?

    OdpowiedzUsuń
  42. A rudowłosa wręcz przeciwnie. Wśród jej znajomych było sporo homoseksualistów i biseksualistów, ale Aredhel w żaden sposób to nie przeszkadzało. Byli takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni. Tak samo mogła z nimi rozmawiać, tak samo mogła z nimi gdzieś wyjść, tak samo mogła się z nimi pośmiać... A co za różnica z kim uprawiali seks? Czy to ich w jakikolwiek sposób zmieniało? Oczywiście, że nie.
    - Jasne, jasne, nie powiem mu. - Roześmiała się szczerze. - Z pewnością nie chciałby tego usłyszeć od kobiety. A od faceta to pewnie tym bardziej - dodała jeszcze z rozbawionym uśmiechem. - A jeśli chodzi o moje projekty, to wczoraj skończyłam pewną bluzkę i osobiście jestem z niej dumna. Pokażę ci ją, kiedy o mnie dojdziemy. Była naprawdę trudna, ale wygląda świetnie.

    OdpowiedzUsuń

  43. Nie czekał na jej odpowiedź. I tak pewnie będzie się upierać, że nie jest jej zimno. Zdjął z ramion koszulę, choć nie była ona odpowiednia, mogła się przydać. Zawsze to jakaś ochorna przed chłodnym powietrzem. Zarzucił dziewczynie koszulę na braki, przewiązując rękawy tuż pod jej szyją. Żeby to zrobić, musiał się zatrzymać, przed nią. Dośc komicznie wyglądała w tej kreacji. Uśmiechnął się, kąciki ust przez chwilę powędrowały ostro w górę, gdyż koszula była za duża. Mimo że Logan był raczej szczupły, jego barki były znacznie szersze od tych Clair.
    - Widzisz, jak ładnie. Zrobiłem Ci ochronny namiot, może być? – Wyszczerzył się, bo faktycznie wyglądała jak w namiocie, albo w pelerynie przeciwdeszczowej. Nawet nie pomyślał, że koszula nadal będzie pachnieć jego perfumami. No i nie pomyślał, że Ptaszyna będzie mogła zauważyć jego wytatuowane ramiona. Jeszcze się przestraszy i co wtedy?
    - W tym na pewno nie będzie Ci zimno. A o tańcu już mi nie wspominaj, bo na sama myśl o parkiecie i muzyce i koordynacji ruchowej mam gęsią skórkę. – Skrzywił się nieznacznie, po czym potarł kark nieco zdezorientowany. – Nie musisz dziś dawać mi czegoś za przegrany zakład. Możesz to odwlec w czasie, w sumie byłbym nawet Ci za to wdzięczny, będę mógł spotkać Cię kolejny raz. – Uśmiech nie zniknął z jego ust, ale stał się bardziej tajemniczy. – No i nie chcę żadnej rzeczy materialnej, pamiętaj. – Pokiwał głową, bo Logan miał taki zwyczaj potakiwania na swoje zdanie, jakby dla upewnienia się czy jego słowa są rzeczywiście na miejscu.
    Gdyby nie było tak późno, pokusiłby się o to by wziąć dziewczynę na ręce i wrzucić do jeziora. A może po prostu ją trochę postraszy?

    OdpowiedzUsuń
  44. - Tak, kojarzę go. Ostatnio wprosiłam się do sali, w której gotował i poczęstował mnie jakąś taką dziwną potrawą. Oczywiście nazwy nie pamiętam, brzmiała bardzo skomplikowanie. Ale najważniejsze, że jedzenie było dobre. - Roześmiała się na wspomnienie spotkania z chłopakiem. No tak, tylko ona potrafiła zachowywać się jak gdyby nigdy nic przy obcych ludziach. - Ale nie wiem, czy jest homoseksualny lub biseksualny. Wbrew temu, co sądzą ludzie, nie da się tego tak po prostu zauważyć po stylu ubierania czy po zachowaniu.
    Oj tak, ludzie kochali stereotypy, że każdy gej nosi rurki albo różowe podkoszulki. Śmiechu warte... Tak naprawdę to nie różniło ich nic od normalnych ludzi.
    - A tak w ogóle to kto powiedział, że nie projektuję butów? - Uniosła brwi do góry w geście pytania. - Projektuję wszelkiego rodzaju ubrania, buty, zajmuję się makijażem, a także włosami - zaczęła wymieniać, powoli odginając palce u lewej ręki. - To taki mój zakres. W końcu w przyszłości chciałabym zostać stylistką.

    OdpowiedzUsuń
  45. On też był przerażony tym, ze miał wytatuowane obie ręce. I nadal było mu mało. Takie kompilacje tatuaży nie były robione na raz. Kolejne wzory, symbole i napisy były tatuowane co jakiś czas. Żaden tatuażysta nie podjął by się od razu wydziarania dorosłemu człowiekowi całego rękawa. A co dopiero dwóch. To byłby ból nie do wytrzymania.
    Na temat tańca postanowił się już nie wypowiadać. Chyba pod wpływem całego tego gadania o tańcu stracił całkowicie ochotę na takie wygibasy. Już zrobiło mu się gorąco na samą myśl jak można się katować powtarzając w nieskończoność kilkanaście kroków pod rząd. Merlinie.. Już chyba zaczęły mu się trząść ręce. Potrząsnął głową chcąc zostawić te myśli na razie. Odwiedzie ją od tego pomysłu. Tak. Nawet nie będzie o tym wspominał.

    - Moja droga, może na odprężenie, wskoczysz do wody? Zobacz, jaka przyjemna fala. Z chęcią bym się tak zamoczył… - Mruknął do niej, pochylając się w stronę jej ucha. Był dość nieprzewidywalny, a w dodatku stał teraz tak blisko niej.

    OdpowiedzUsuń
  46. Trenowała do kastingu, chciała go wygrać i robiła wszystko by dotrzeć do celu. a kiedy już ona oś sobie postanowiła robiła wszystko by wygrać. Nie przejmowała się bólem kolana, który był coraz groszy, a jednak nieustannie tańczyła. Coraz bardziej intensywniej sama sobie robiła krzywdę i nie przejmowała się tym- nie zawracała uwago na konsekwencje, która jeśli będzie tak dalej robić szybciej się pojawią.
    -O.. cześć- powiedziała słysząc czyjś głos. Był juz wieczór i nikogo się nie spodziewała, jednak nie zamierzała nikogo wyganiać, co jak co, ale była towarzyska. -Enthe jestem - przedstawiła się od razu.

    OdpowiedzUsuń
  47. -Wiesz, nawet Ci zazdroszczę. Moja mama była zafascynowana baletem. Od małego ciągnęła mnie na wszystkie przedstawienia i starała się wszczepić we mnie miłość do tańca. Udało jej się to. Traktowałam zajęcia bardziej jako zabawę, ale prawdziwa harówka zaczęła się, kiedy zbliżały się egzaminy do szkoły baletowej. Nie dostałam się. Nie wiem nawet dlaczego, a w domu nie poruszaliśmy już więcej tego tematu. Rozczarowałam matkę, a jako dziesięcioletnia dziewczynka bardzo mocno to przeżyłam. Kilka lat później odnalazłam swoje nowe hobby jakim stał się kickboxing. Ze skrajności w skrajność, prawda? Pointy i rękawice bokserskie mają ze sobą niewiele wspólnego. - Wzruszyła ramionami, posyłając jej szeroki uśmiech i przetasowując plik ulotek.

    OdpowiedzUsuń
  48. To teraz sprawa załatwiona, a ona niech lepiej grzecznie tam siedzi i da mu pospać w spokoju, zanim będzie musiał zabrać się za rozpakowywanie swoich rzeczy. Sama myśl o tym, ile tego jest, naprawdę go przerażała. A kiedy sobie przypomniał, że będzie musiał jeszcze coś jeść(czyli organizować sobie posiłki, robić je, chodzić na zakupu lub cwanie podczepić się pod kogoś), to naprawdę odechciewało mu się wszystkiego. I znalazł się nagle jego wewnętrzny leń, który okropnie urósł. Może bałagan Hipcia tak na niego wpływał? Tak, to całkiem możliwe.
    Kiedy ta mała niewdzięcznica wskoczyła na niego i zaczęła swój oskarżycielski, obfity w groźny wywód, wywrócił tylko oczyma i usiadł z nią na swoich udach. Szybko też objął ją i podniósł, by po chwili posadzić ładnie na jej łóżeczku. Tym razem był tak miły i nie rzucił nią.
    Przykucnął przy siedzącej dziewczynie i pogłaskał ją ładnie po główce.
    - Powiedz, kochanie, będziesz już grzeczna i dasz Bastusiowi pospać? - spytał, uśmiechając się delikatnie do niej. - Bawić się możemy później, jak tylko będę musiał walczyć z zamykającymi się oczyma, dobrze?

    Bastuś

    OdpowiedzUsuń
  49. - Ogólnie większość osób w szkole nie wie, że interesuję się aż tyloma rzeczami związanymi z modą i wyglądem. Naprawdę mogłabym wyliczyć na palcach jednej ręki, ile osób o tym wie... A prawdopodobnie i tak zostałoby wolne miejsce - stwierdziła z lekkim uśmiechem. - Już teraz czasami słyszę głupie komentarze od jakiś dziewczyn zainteresowanych przedmiotami ścisłymi czy sportem. Uważają mnie za pustą dziewuchę, która dla zabawy projektuje stroje, aby się trochę powywyższać. Jasne, ignoruję to, co mówią, ale to naprawdę przykre... Nawet nie wiedzą, ile pracy trzeba włożyć w to, aby stworzyć najprostszą bluzkę.
    Dopiero po powiedzeniu tego wszystkiego zdała sobie sprawę, że w jej głosie można było wyczuć żal, nutkę złości. Po co ona właściwie to powiedziała? Żalenie się zdecydowanie nie było w jej stylu.
    - Wybacz, zapomnij. - Pokręciła głową z przepraszającym uśmiechem. - W każdym razie jak będzie u mnie, to pokaże ci moje najnowsze projekty. A odnośnie pytania, czy chciałabym to rozwinąć. Pewnie, że tak. Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad stroną internetową, gdzie zamieszczałabym swoje projekty do kupna. Niestety nie za bardzo znam się na html i tych wszystkich innych bzdurach, dlatego muszę poprosić Daniela o pomoc. Ale mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Nie wyobrażam sobie innej pracy dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  50. - Uważam, że to jest naprawdę strasznie - stwierdziła szczerze rudowłosa. - Czy już nie można osiągnąć sukcesu, nie niszcząc przy tym innych ludzi? Nawet gdybym uzyskała sławę w ten sposób, to jestem przekonana, że nie byłabym szczęśliwa. Dlatego będę działa po prostu po swojemu.
    Jasne, Aredhel miała wielkie plany względem swojej przyszłości i naprawdę miała zamiar osiągnąć chociaż połowę z tego, o czym marzyła. Jednak na pewno w tym czasie nie zamierzała czyhać na potknięcie się swoich rywali. Nie była tego typu osobą.
    - Tak, Daniel jest na informatyce. Ale spokojnie, nie jest taki mądry za jakiego się uważa - stwierdziła, a kąciki jej ust drgnęły z lekkim rozbawieniem. - Ale mu tego nie powtarzaj, ponieważ uzna, że oczerniam go w oczach innych. Nie no, ogólnie to bardzo fajny facet. Żaden z niego ważniak czy sztywniak jak niektórzy z informatyki.

    OdpowiedzUsuń
  51. - Myślę, że nie będzie problemu, jak go ładnie poproszę. - Uśmiechnęła się szeroko, będąc pewną, że komu jak komu, ale jej Daniel na pewno ulegnie. Zresztą facetów bardzo łatwo było do wszystkiego przekonać, jeśli wiedziało się jak. Ale nie, z pewnością Aredhel nie miała zamiaru wykorzystywać do tego swojego ciała. A przynajmniej nie przed wszystkim. [Nie mogłam się powstrzymać xD] - Zostaw go u mnie, jak dojdziemy. Pewnie Daniel wpadnie do mnie wieczorem, więc mu go od razu pokażę. Ach... No i oczywiście, że o tobie nie zapomnę! O przyjaciołach się nie zapomina! - zapewniła, mijając kilka pojedynczych, jednorodzinnych domków. Przeszły jeszcze kilka metrów, aż w końcu Aredhel się zatrzymała.
    - Ta dam, mój dom - stwierdziła, wskazując dłonią na całkiem duży, jednorodzinny domek z parterem i pierwszym piętrem. Na pierwszy rzut oka było widać, że Aredhel raczej nie należy do tych biednych lub średniozamożnych.

    OdpowiedzUsuń
  52. Em, ale w sensie, że co? Bastek podrapał się po głowie i zrobił zdezorientowaną minkę co znowu zrobił nie tak? Cholera, on to się jednak na kobietach nie zna. Są niebywale skomplikowane i tak ciężko dowiedzieć się, co zrobić, aby były zadowolone. Naprawdę, medal dla faceta,który kobiety rozumie i się z nimi dobrze dogaduje. To będzie ciężkie mieszkanie. Chociaż może to się jakoś unormuje? Może ona tak tylko dzisiaj ma? Albo nie rozumie sposobu działania Bastka?
    Usiadł na łóżku i patrzył tępo w ścianę. No dobra, co teraz? Powinni utrzymywać stosunki przyjazne, skoro mają razem dzielić pokój. Wygląda na to, że Claire całkiem źle go odebrała. Nie chciał wypaść w jej oczach jako zboczeniec jakiś, czy coś. Przecież ani przez moment nie miał na myśli czegoś takiego. Baa, nawet nie leciał na Hipcia, więc... No kurcze, to jest Bastek. Kochany i troskliwy. Tylko czasem w swych żartach niezrozumiany.
    Zrobiło się jakoś tak dobijająco i poważnie. Nie podobało mu się to za bardzo.
    - Claire, czemu tak właściwie jesteś zła? - spytał głupkowato. Tak, musiała mu to wytłumaczyć, bo przestał rozumieć cokolwiek. Droczenie się widać nie kończy się dobrze w jej przypadku.

    Bastek

    OdpowiedzUsuń
  53. W życiu każdego mężczyzny… Nie, w życiu każdego człowieka przychodziła chwila, w której ten zmuszony był do wyjęcia portfela i zapłacenia, za przyjemność, której kosztował.
    W tym wypadku ową przyjemnością było czerpanie z uroków sprzętu zgromadzonego w siłowni Baltimore sprzętu, dzięki któremu w żyłach burzyć się mogła adrenalina, a z mózgu eksplodować hektolitrami endorfina. No dobrze… Może to lekka przesada, ale Aaron zawsze lubił wysiłek fizyczny. Do tego, przekonał już się, że dzięki takowemu można sporo pieniędzy zyskać. No i stracić – tak jak teraz, gdy zapłacić musiał za korzystanie z wszelakich ciężarków, sztang… Wszystkiego co się na tej zapoconej salce ledwo dwa metry od niego znajdowało.
    Szczerze powiedziawszy i tak, jako student tego miejsca miał sporą zniżkę – marudzić zanadto nie mógł, gdy pomyślał o ludziach, którzy płacić musieli 100% stawki.
    Tak czy owak Aaron wyciągnął z kieszeni brązowy portfel rodem z Pulp Fiction. Taki z napisem „BAD MOTHER FUCKER” i odliczać już zaczął należną kwotę z niezbyt pokaźnej zawartości tego skórzanego cudeńka, gdy drzwi od sali fitness rozwarły się, a przez próg, jak rozjuszony byk przeskoczył młody chłopak, który w tym miejscu znajdował się chyba pierwszy raz.
    Nogi jak u sarenki, ptasie ramionka… Stanowczo za chudy. Widać nie znał złotej zasady „najpierw masa, potem rzeźba”. Do tego rudy. Do tego z tak wielkimi pryszczami, że Aaron na jego miejscu albo udałby się do najlepszego dermatologa w kraju, albo najzwyczajniej na świecie założył sobie torbę na głowę. Do tego… Bogowie. Ten chłopiec wyglądał tak strasznie, że nasz student kompletnie nie miał ochoty skupiać się na jego aparycji. Zwłaszcza, że ten młodzik miał najwidoczniej coś naprawdę ważnego do powiedzenia.
    - Pani Claire! Jej noga! Chyba złamana! Upadła! Karetkę! Olaboga! Olaboga. – Aaron uniósł brew i zostawiając na ladzie w recepcji odliczoną kwotę, nawet nie biorąc pokwitowania wsunął portfel do kieszeni. Bez wahania, dość szybkim, sprawnym krokiem ruszył w kierunku sali, w której znajdowała się poszkodowana.
    Jakby na to nie spojrzeć – przez kierunek, na którym się znajdował, zobligowany był do udzielenia pierwszej pomocy… I gdyby tego nie zrobił mogliby go nawet wsadzić! Tak sobie tłumacząc ten nieco zbyt ludzki odruch przekroczył progi pomieszczenia.
    - Bogowie! Naprawdę? Dzwonię po karetkę. – Tak z kolei zawyrokowała recepcjonistka, która natychmiast uniosła do ucha słuchawkę.
    Po panice tamtego wnosił, że tej noga pewnie w strzępkach znajdowała się na wszystkich czterech ścianach, a tymczasem… Tymczasem nie było tak strasznie.

    OdpowiedzUsuń
  54. Przewróciła oczami, słysząc pytanie dziewczyny. No cóż, mogła się spodziewać, że właśnie tak zareaguje i zacznie sobie wyobrażać nie wiadomo co.
    - Na pewno nie tak ładnie, jak właśnie sobie myśli - stwierdziła z lekkim uśmiechem. - Przykro mi. Mnie i Daniela nie łączą takie pikantne relacje. Jesteśmy po prostu przyjaciółmi. I tak, gdybyś miała wątpliwości. Nigdy z nim nie spałam... I dzisiaj wieczorem, jak do mnie przyjdzie, też nie będę - zmierzyła Claire spokojnym spojrzeniem, sprawdzając, czy blondynka zrozumiała. A Aredhel naprawdę nie kłamała. Ona i Daniel byli czyści. Przynajmniej w większości.
    - Jasne, nie ma problemu. Co prawda nie robię tak dobrej kawy jak Daniel, który jest baristą, ale spoko się od niego nauczyła - powiedziała z rozbawieniem i wpuściła dziewczynę do środka, kierując się w stronę kuchni. - Chodź. Zrobię ci kawę i pójdziemy do mnie do pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  55. Aaron nie kształcił się na ortopedę, a na chirurga, ale… Szczerze mówiąc (gdy udało mu się już przepchać do poszkodowanej) na pierwszy rzut oka orzec mógł, że kostka jest najzwyczajniej w świecie zwichnięta, nie złamana.
    Z wszelkiego rodzaju zwichnięciami i skręceniami jednak było o tyle źle, że bywały i boleśniejsze od złamań. Wzywanie karetki do czegoś takiego było stanowczą przesadą.
    - Przynieś, pani ten lód. I powiedz żeby tam do k… - Ugryzł się w język co by nie przekląć. – Powiedz w recepcji, żeby ta karetka nie przyjeżdżała. Na bogów, to tylko zwichnięcie.
    W głosie aż kipiało od irytacji, a mężczyzna najwidoczniej nie był zbyt zachwycony paniką tych wszystkich kobiet.
    Przyklęknął na jednym kolanie obok Claire i nawet nie spoglądając na jej twarz pochwycił za jej nogę – lewą ręką. Wyglądał na agresywnego kolesia. I wyglądało na to, że ta cała sytuacja go irytuje, ale.. Okazał się być naprawdę delikatny. Uważnie obchodził się z uszkodzoną stopą, sprawnie odwiązując sznurówki, rozluźniając je, by ostatecznie zsunąć ze szkitki różowy bucik.
    - Niech się panie cofną, przecież tu idzie się udusić. – Czyżby był do zapachu spoconego obuwia?
    No… Raczej nie.
    Na oburzone spojrzenia kobiet nie musiał nawet spoglądać. Poczuł je na sobie z taką intensywnością, że wzdłuż kręgosłupa przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
    - Ta pani jest zmęczona po intensywnym treningu. Nikt chyba nie chce żeby zasłabła, tak? Proszę mi zaufać, znam się na tym.
    Lekarzem nie był to i takim tytułem się nie przedstawiał. Był jednak na trzecim roku medycyny i miał już za sobą praktyki w jednym z tutejszych szpitali. Do tego przecież z pierwszej pomocy, przez dwa semestry miał piątki!
    Mężczyzna usiadł na własnych łydkach i przyłożył do kostki kobitki lód, który podano mu w woreczku. Teraz dopiero postanowił skupić swoją uwagę nie tylko na obolałej kostce, ale i na buźce poszkodowanej.
    - Trzeba to usztywnić. – Tak jej powiedział tak… Nieprzyjemnym dla ucha, lodowatym tonem, że pewno byłby w stanie nim zamrozić i wrzątek. – Macie tu jakąś apteczkę? Bandaż elastyczny?
    I… Brak odzewu i fakt iż kobiety spojrzały się jedynie po sobie naprawdę wiele tłumaczył. Aaron odetchnął ciężej.
    - Mieszkam naprzeciwko, pójdziemy tam, dobrze? – Nawet zapytał, a nie oświadczył! Miło z jego strony, że czasem potrafił się zachować jak lekarz.

    OdpowiedzUsuń
  56. Nie chce fatygować? Woli lekarza? On już się tu pofatygował! I chciał jej pomóc! Co za… Nadęte dziewczę. Mężczyzna przymknął powieki.
    - Bardzo boli? – O tak właśnie zapytał. Bo… O ile on już się tu pofatygował, o tyle fatygowanie lekarza mogło być niebolesne.
    Jak na jego oko kontuzja nie była paskudna. Nie puchło bardzo, piszczałaby z bólu, gdyby chwytając za kostkę nacisnął na torebkę stawową – nie była pęknięta. Po prostu… Musiała ją skręcić, krzywo stanąć. To wiedział i bez pytań, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że powinien je na początku zadać. Z tym, że ta irytacja najzwyczajniej w świecie mu na to nie pozwoliła. Teraz starał się nieco uspokoić i choć wciąż był tak samo chłodny, tak samo nieprzyjemny podejść do tego… bardziej profesjonalnie.
    - Jestem studentem medycyny. Nie jedną zwichniętą kostkę już widziałem, ale rzeczywiście. Tutaj może być konieczne prześwietlenie i być może nawet szyna. Myśmy to leczyli altacetem, albo octem… Po prostu żeby nie puchło, ale jeśli pani uważa, że ból ma wysokie natężenie, sam panią zawiozę na pogotowie. Nie uważam, by wzywanie karetki było tu konieczne.
    Nie uśmiechał się, wciąż w tonie pobrzmiewała ta nieprzyjemna nuta, ale tamte babska już się odsunęły nie robiąc z głupiej kostki tragedii, teraz.
    Podniósł się, by na lekko zgiętych nogach przystanąć obok swojej pacjentki.
    - Jest pani zdolna, by wstać? – O… Taki test postanowił przeprowadzić. Bo jeśli nie będzie z tym ogromnego problemu… Bogowie, po co tak irytować?
    Aż przed oczyma przebrnęły mu wszystkie te stare hipochondryczki, które z byle czym stawały przed obliczem specjalistów tarasując kolejkę przed połamanymi, cierpiącymi dzieciakami i ciężarnymi kobietami.
    Chyba najgorszy rodzaj pacjentów, jakie widywał na praktykach.

    OdpowiedzUsuń
  57. Trzeba przyznać… Nieźle sobie radziła tak skacząc na jednej nodze. Musiała być dobrze wysportowana. Nie powinna go bawić, na pewno ją bolało w ogóle, ale on… On nawet się uśmiechnął widząc jak skacze przed nim jak zajączek. Ciekawe po ilu takich skokach zda sobie sprawę, że może sobie nadwyrężyć i łydkę? Westchnął bezradnie, po raz kolejny zdradzając w tym swoim drobnym geście nawet irytację i ten chłód, który tak bardzo nie spodobał się Claire. Po schodach? Na jednej nodze? No bogowie… Ta dziewczyna miała siano w głowie? Chciała sobie zrobić jeszcze większą krzywdę? Przed chwilą przecież chciała lekarza wzywać. Już na pierwszym stopniu zrównał z nią kroku, złapał ją za przegub, by zarzucić sobie jej ramię na szyję. Pochylił się przy tym mocno, bo przecież… No kawał chłopa z niego był, tak? Dwa metry wzrostu. Chciał jej posłużyć za oparcie, bo szczerze wątpił, by ktoś, kto tak bardzo zadziera nosek i jest tak bardzo dumny pozwolił się wziąć na ręce.
    - Tak wiem, poradzisz sobie. – Mruknął jakby spodziewając się, że pomoc od niego odrzuci. - Daj mi swoją torbę. – Polecił tak samo sucho, tak samo bezbarwnie. Naprawdę musiał mieć mocno parszywy charakter.
    Pewnie nie miał przyjaciół, ani dziewczyny. Pewnie rodzina się do takiego gnojka nie przyznawała! O ile za bardzo nie kręciła nosem - zabrał od niej torbę sportową, z którą przecież kicała.
    - Do lekarza, czy do mnie? – Zapytał spoglądając kątem oka na swoją towarzyszkę.
    Naprawdę nie żywił do nich żadnych pozytywnych emocji! Naprawdę mogłaby nie unosić się tak parszywie honorem, powinna choćby odpowiedzieć na to co wcześniej powiedział, no… bogowie no. Kompletnie nie wiedział jak postępować z nastolatkami.
    Bo w sumie z wyglądu Claire troszkę nastolatkę przypominała. I z zachowania również. Dreszcze go przechodziły na te wszystkie fochy, na ten teatrzyk, który odstawiała.
    I nie wiedział ostatecznie jak ma się ta kostka. Bo nie pokazała, czy może na nią stanąć… Tak wszystko musiało babsko utrudniać no!
    Mocniej aż zacisnął palce na uchwycie torby. O ile mu rzecz jasna Claire bez większego marudzenia oddała.

    OdpowiedzUsuń
  58. Wyprowadził ją przed budynek wciąż nieco ją podtrzymując. Dlaczego nawet nie spróbowała stanąć na nogę? Może tak bardzo ją bolało? A jeśli pomylił się w ocenie i tej małej stanie się jakaś krzywda.
    Czy daleko znajdowało się jego mieszkanie? Nie, ledwo po drugiej stronie ulicy, ale… Na czwartym piętrze, w czteropiętrowym, starym budynku, w którym niestety nie było windy. Rzecz jasna na ostatnim piętrze.
    Na pewno ta Claire nie poskacze na górę, na pewno jej łydka tego nie wytrzyma. Do tego może nadwyrężyć drugi staw skokowy, a wtedy pewnie nie potańczy przez kilka, długich miesięcy. Przewiesił sobie torbę przez ramię – tak by już mu nie przeszkadzała.
    - To tamten budynek.- Wskazał kamieniczkę skinieniem głowy. - Tylko czwarte piętro. Zaniosę cię. – Tak oświadczył. W głosie znów nie było ani deka czegokolwiek wesołego. Ani się nie uśmiechnął, ani nie zabarwił go współczuciem… Naprawdę trafiła na nieprzyjemnego typa, który z jakiegoś powodu zdecydował się jej pomóc.
    - Złap mnie za szyję. – To poleciwszy, pochylił się by chwycić ją pod kolana.
    Nie przejmując się zanadto spojrzeniami ludzi ruszył przed siebie.
    Była lekka, naprawdę lekka. Do tego jej zapach no… Niby była po intensywnym wysiłku fizycznym. Powinna się lepić od potu i pewno nim pachnieć, a w tym wypadku… No podobał mu się! Podobała mu się woń jej włosów. Podobało mu się, że mimo swojego stanu jest tak zacięta i uparta. Silniejsza niźli mogło się wydawać. Tak… Bardzo kojarzyła mu się z pewną osobą. Właściwie jedyną istotą pod nieboskłonem, która potrafiła rozświetlić jego serce i wywołać w tym ogromnym cielsku jakiekolwiek pozytywne odczucia.
    Szybko odgonił od siebie te myśli i… Skupił się na drodze. Stanął przy grupce studentów oczekujących na zielone światło na pasach. I tutaj nawet na nich nie spojrzał mimo iż dwie kobiety zwróciły uwagę na to, jak szalenie romantyczny jest mężczyzna który niesie kobietę bez… Bez jednego buta. Bo chyba ostatecznie różowy adidasek został w tamtej sali, prawda?
    Podróż nie trwała długo, a mężczyzna, który przecież uczęszczał na siłownię nawet się nie spocił. Claire była lekka jak piórko i wcale, a wcale mu nie ciążyła.
    Jak Syzyf normalnie pokonywał kolejne stopnie, w drodze do swojego mieszkania. Dopiero przed nim zdecydował się ostrożnie postawić swoją pacjentkę na ziemi. Wygrzebał z kieszeni breloczek uwieszony kluczami. Breloczek, o dziwo był różowy, a kiedy mu się przyjrzeć… Widniał na nim napis „PUSSY WAGON”. I jeśli Claire oglądała Kill Billa to bliźniaczy widzieć mogła w scenie, w której Czarna Mamba morduje Bucka (epicko, bo drzwiami od sali w której się kurowała!), by wyciągnąć z jego kieszeni klucze ozdobione właśnie takim breloczkiem.
    To i portfel z „BAD MOTHER FUCKER” bez wątpienia świadczyły o zamiłowaniu tego mężczyzny do filmów Quentina Tarantino.
    Ale… Wracając. Mężczyzna zaprowadził ją do niewielkiej kawalerki. Pokój z aneksem kuchennym, jedno łóżko, jeden fotel, telewizor, laptop i… Drzwi, które pewno prowadziły do łazienki.
    Aaron nie był pedantem, ale nadzwyczajnego bałaganu również u niego nie było. Wszędzie zalegał kurz, gdzieniegdzie dostrzec można było niedbale zrzucone spodnie, czy koszulkę, ale… Nie śmierdziała i choć nieco duszno naprawdę nie było źle.
    Doprowadził swoją pacjentkę na to łóżko, a właściwie… No rozłożoną kanapę, coby mogła nań spocząć.
    - Założę opatrunek. – Oznajmił kierując się do tego aneksu kuchennego właśnie. Otworzył jedną z szafek, wyjął z niej dwa pudełka po butach, które w tym miejscu służyły za apteczkę. Wyciągnął z jednego gazę i bandaż elastyczny. Pod zlewem odnalazł butelkę octu. Wpierw umył ręce, założył na dłonie rękawiczki i… Teraz dopiero zajął się przygotowywaniem okładu.
    Wrócił do kobiety, przykucnął przed jej nogą i ostrożnie ją uniósł. Dość sprawnie nałożył namoczoną octem gazę, później założył bandaż elastyczny, który naprawdę dobrze zdawał się usztywniać staw skokowy. Dopiero po tym zdecydował się wyprostować.
    - Musisz mi pokazać czy możesz przystanąć na tej nodze. - Oznajmił bezlitośnie zsuwając z dłoni rękawiczki i... Odrzucając je na podłogę.

    OdpowiedzUsuń
  59. [Cały czas źle piszesz jej przezwisko :p Ona jest Hel od AredHEL. Nie ma żadnej Heli :P]

    No tak, ale przecież kiedy Aredhel użyła jakże skomplikowany sposobów, aby zeswatać Claire i tego szatyna, to miała jak najlepsze intencje. Naprawdę wydawało jej się, że chłopak jest sympatyczny i może się okazać fajnym facetem (chociaż jej nie odpowiadał, dlatego była skora oddać do komuś innemu xD). Dodatkowo nie wierzył w stereotyp o blondynkach, dlatego rudowłosa sądziła, że to świetna partia dla Claire. Jak się później okazało, oboje chodzili ze sobą mniej niż zajęło Aredhel ich zeswatanie. Ironia życia.
    Dziewczyna wstawiła wodę na kawę dla Claire i na gorąco czekoladę dla siebie. Odwróciła się w stronę przyjaciółki, opierając o blat.
    - Co to był za przyjaciel, skoro wylądowaliście razem w łóżku? - Uniosła brwi do góry z lekkim rozbawieniem. - Chociaż sama to nie powinnam się odzywać... - stwierdziła, a po kilku sekundach zdała sobie sprawę, że powiedziała za dużo. Że zasugerowała, że ona i jakiś jej przyjaciel również przeżywali swoje wojaże łóżkowe. Cholera!

    OdpowiedzUsuń
  60. Rzecz jasna złapał ją za rękę, choć nie było w tym niczego miłego, ani czułego. Bardziej skupiał się na nodze właśnie.
    - Ja pierdolę. – Tak właśnie przeklął w ogóle już się nie przejmując tym, co to dziewczę o nim pomyśli. Wypuścił jej rękę, gdy usiadła na kanapie i odetchnął głębiej.
    - Jeśli do jutra nie będzie lepiej będziesz musiała iść do lekarza. Nie powinno aż tak boleć. – Oświadczył odwracając się ponownie w kierunku aneksu kuchennego. I… Podszedł tam, coby otworzyć lodówkę i przejrzeć jej naprawdę marną zawartość. Nawet jeśli chciałby ją czymś poczęstować no… Nie miał czym.
    - Na imię mi Aaron. – Oznajmił zatrzaskując nieco zbyt mocno drzwi od lodówki. Odwrócił się w stronę kobiety. Sięgnął do kieszeni, by wydobyć zeń telefon, wystukać numer i… No zadzwonić. Podniósł telefon do ucha.
    Długo na odzew nie trzeba było czekać.
    I… No w tamtym momencie najzwyczajniej na świecie zamówił pizzę. Nie byle jaką, bo z kurczakiem, szynką, salami, boczkiem i… tak żeby było nieco mniej mięsnie z pieczarkami. Dużą! Albo sporo jadł albo najzwyczajniej w świecie wziął pod uwagę to, że Claire będzie chciała coś zjeść. Bo nie planował jej wygonić. O ile był oschły i naprawdę nieprzyjemny, o tyle… No imponowała mu najzwyczajniej w świecie. I tak jak w myślach wcześniej stwierdził – kojarzyła mu się z kimś bliskim. Do tego tak ładnie pachniała!
    Jakkolwiek wielkim chamem by nie był to wciąż facet. Faceci lubią kobiety. Zazwyczaj.
    - Powiedz, Claire… Bo tak ci na imię, tak? Często dajesz się zabierać obcym, dwumetrowym gościom do ich domów? - Zagaił nieco wrednie, choć… Nie pojawił się na jego twarzy szyderczy uśmiech. Za to jedna z jego brwi podskoczyła do góry zmieniając w końcu tę oziębłą maskę. Nadał jej wyrazu zaciekawienia. – To nieodpowiedzialne, ktoś może ci zrobić krzywdę.
    Nie to, że sam tę pomoc zaoferował, a gdy z niej skorzystała no… Krytykował ją! Jak widać zatem był osobą dość bezpośrednią. Naprawdę nieprzyjemną w obejściu.
    Jakby na to jednak nie spojrzeć, gdyby okazał się być jakimś zboczeńcem, gwałcicielem, to Claire nie miałaby zbyt ciekawie. Był większy i silniejszy od niej. Mógłby jej zrobić krzywdę nie wysilając się przy tym za bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  61. [Nie, nie wiesz :P I weźcie sobie wszyscy darujcie te ksywy: Merida, Hel, Hela... -.-' Robi się to irytujące xD]

    Tak, Aredhel coś na ten temat wiedziała. Czasami, a ostatnio jakoś wyjątkowo często, kręciły jej się po głowie myśli, co by było, gdyby poszła z Daniel do łóżka, gdyby zostali parą. Jakby dalej potoczyły się ich relacje, gdyby do tego doszło. Czy ich związek by przetrwał? Czy po tygodniu stwierdziliby, że to jednak nie było to, a na tym ucierpiałaby również ich przyjaźń. Rudowłosa nie miała zamiaru ryzykować.
    - Ej, nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego - rzuciła, chociaż na jej twarzy pojawiły się zdradliwe rumieńce. No kurde, opanuj się! Przecież nie zrobiła niczego złego. - Nie spałam z żadnym ze swoich przyjaciół, jeśli o to ci chodzi. Jakieś tam pocałunki czy odrobina więcej, to przecież nic takiego! Nawet najlepszym się zdarza, szczególnie po alkoholu.
    Aredhel była naprawdę ułożoną osobą pod względem seksu. Tylko raz miała sytuację, w której między nią a jej przyjacielem doszło do czegoś więcej. Tak, wtedy faktycznie wylądowaliby w łóżku, ale jednak to się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  62. - Wcześniej sama chciałaś do niego się udać, nie mam racji? Nie chciałaś karetki, nie chciałaś, żeby recepcjonistka kogoś wezwała? – Pokręcił przecząco, z zażenowaniem głową. – Nie powinnaś tego aż tak bagatelizować. Taka kostka ma tendencję do kolejnych zwichnięć, a im ich więcej, tym ciężej przywrócić jej sprawność, więc… - Machnął ręką. – Twoja sprawa.
    A to ci uparta kobieta.
    Nie lubiła lekarzy… Właściwie mało kto lubił lekarzy, ale w tym momencie… Naprawdę wcześniej wziął ją za przesadzającą ze wszystkim hipochondryczkę. Teraz zdanie się zmieniło. Bo jak można takim mianem ochrzcić kogoś, kto nie ma ochoty wybrać się do doktora, jeśli nawet wie, że zaważyć to może na jego karierze..? Bo pewnie chciała być tancerką, tak? To ćwiczyli w tamtej sali? No… Wnosząc po lustrach na ścianach, mylić się nie mógł.
    - Na razie… - Po raz kolejny uniósł brew nadając buźce wyrazu zaciekawienia. Jakby… Jakby coś miał planować w stosunku do tej małej.
    Szczerze mówiąc w tym mieszkaniu rzadko gościły jakiekolwiek kobiety. A jeśli już jakaś się zdarzała, to z racji na swą… otwartość w pewnych kwestiach szlachetnym mianem kobiety nie można było jej nazwać. Takie panienki na jedną noc nie były niczym dziwnym i w karierze kogoś, kto był przecież ochroniarzem z pewnością się zdarzały.
    Co do zaś opuszczenia mieszkania… To mogła być ciekawa kwestia. On nie zamierzał jej wypraszać, chyba, że ta zażyczy sobie, by zadzwonił po taksówkę, albo odwiózł ją do domu. Wtedy pewnie by to zrobił. Póki co – choc nie było tego po nim widać, choć sam przed sobą by się do tego nie przyznał – rozkoszował się jej towarzystwem. Właściwie… Towarzystwem kogokolwiek. Niczym dziwnym bowiem nie było, że raczej rzeszy znajomych i przyjaciół to on nie posiadał, prawda? On właściwie nie miał nawet na to czasu. Studia, praca, ćwiczenia – rzadko znajdował czas na swoje hobby, na jakiekolwiek rozrywki. Jaki sens jest jeszcze marnować te krótkie chwilę na kogoś, do kogo i tak się nie przywiąże?
    Tak czy siak z tym powrotem mogło być ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli zaś idzie o torbę na którą dziewczyna tak sugestywnie zerkała... Chyba miała o nim niższe mniemanie niż on sam o sobie. Bo zorientowawszy się, że dziewczyna najzwyczajniej w świecie chce się przebrać - podszedł do niej, podał ją kobiecie. Właściwie... Położył obok niej na łóżku.
      - Nie krępuj się, nie jestem podglądaczem.
      Sam o dziwo się odwrócił! I wrócił do aneksu kuchennego. Nie namierzał jej napastować wzrokiem nawet! Może nie był aż tak straszny jak by się to wydawać mogło? Wsparł się oboma łokciami przed sobą na blacie, przyglądał się lodówce oczekując, że tamta się odezwie jak skończy.

      Usuń
  63. Zrobiła skłon pozostając w tej pozycji chwilkę, później wyprostowała się i odeszła od drążka do miejsca przy ławkach, tam zajęła miejsce obok swojej torby i wyciągnęła z niej butelkę z zimną herbatą. Wiedziała, że lepiej gdyby wzięła do picia wodę, ona jednak wolała herbatę z cytrynką.
    Enthe nie czuła się pewnie, przyjechała tu dopiero na drugi rok, więc była tu w pewnym sensie nowa. Nie wiedziała co robiła źle. Jednak, ludzie wciąż oceniali ją niezbyt przychylnie. Miała nadzieję, że w nowej szkole w końcu pozbędzie się od tych niemiłych słów, zachowań, a jednak już nie raz usłyszała za plecami „nienormalna Enthe” chciała się zmienić, jednak nie wiedziała w czym jest problem, gdzie zachowuje się źle.
    Upiła kilka łyków z butelki i przyglądała się dziewczynie . Jej spojrzenie i ton głosu nie sugerował niczego przyjaznego, a jednak Enthe postanowiła się odezwać.
    -Miło poznać… ćwiczysz dla przyjemności czy jakiś konkurs się szykuje?- zapytała z ciekawością.

    OdpowiedzUsuń
  64. Nie skomentował sprawy z kobietami, choć w jego mniemaniu dobrze było, gdy w otoczeniu był ktoś troszczący się o pokrzywdzoną osobę. Wtedy człowiek nie patrzył tylko na siebie, wtedy wiedział, że jego zdrowie jest istotne nie tylko dla niego, ale i dla innych, dla ludzi, którzy będą się przejmowali i bali, jeśli wydarzy się coś nieprzyjemnego.
    - Zrobisz jak uważasz. – Oznajmił odnośnie tego lekarza. Bo… Ile miał powtarzać jedno i to samo? To jej zdrowie i jakkolwiek miał za zadanie się o nie troszczyć, to nie mógł zrobić niczego wbrew jej woli.
    - Powiedziałaś, że na razie staruszka zrobiła ci krzywdę, nie ja. Przypuszczasz, że zamierzam coś złego? – Zapytał wciąż wpatrując się w niezwykle fascynującą kartkę pocztową przymocowaną na lodówce.
    Tak, wyjaśnił jej skoro go nie rozumiała i… Powoli chyba zdawał się rozluźniać. Całe spięcie i irytacja opuściła jego ciało, a on już nie wyglądał jakby chciał jej przygrzmocić. Owszem, ciągle się nie uśmiechał. Ciągle biła od niego nieprzyjemna aura, ale... Teraz przynajmniej tonu nie zabarwiała irytacja, ani wściekłość. Tak jak wtedy, gdy znalazł się wśród stada przerażonych kobiecin. Teraz kobiecina była jedna i wcale, a wcale go nie irytowała. Była raczej… Pocieszna. Może nie spędził z nią zbyt wiele czasu, może prawie jej nie znał, ale... czuł się dobrze w jej towarzystwie, do czego nie był w stanie przyznać się przed samym sobą. Jakże to tak? Dlaczego niby? Przecież najfajniej było iść samotnie przez życie i cieszyć się jedynie z faktu wspinania się po kolejnych szczeblach na drabinie kariery?
    Odwrócił się ponownie w jej stronę, gdy podziękowała i przypuszczać mógł, że żadnego cycka przypadkiem nie zobaczy.
    I obie brwi uniósł, gdy do jego uszu dotarło pytanie, które dziewczyna zadała. Dlaczego jej pomagał? To nie było oczywiste..?
    Przecież nie chciał zostać chirurgiem dlatego, by zarabiać miliony! Chciał pomagać ludziom. Naprawdę bardzo chciał pomagać ludziom, a ta ścieżka ku temu wydawała się być najlepszą. Przecież mówił, że jest studentem medycyny. Dlaczego więc o to pytała?
    - Po prostu. – Mógłby nawet wzruszyć ramionami, przy tej chyba najmniej satysfakcjonującej z odpowiedzi, które mógł na to pytanie udzielić.

    OdpowiedzUsuń
  65. Nie robiłby tego przecież, gdyby nie miał na to ochoty, prawda? No dobra… Może i nie był zbyt usatysfakcjonowany faktem, że musiał przebywać wśród tamtych spanikowanych kobiet i w ogóle, ale… No właściwie naprawdę nie przeszkadzała mu obecność Claire w jego mieszkaniu. Naprawdę podobało mu się, że tu siedziała, choć rzecz jasna do jego świadomości nie zostało to jeszcze dopuszczone. Tak czy owak milczał pozwalając się wypowiedzieć dziewczynie. Słuchał jej i układał sobie powoli to wszystko w głowie.
    Nie polubiła go.
    I na pewno nie uważała za miłego.
    To właściwie nic dziwnego, bo on przeciez nie był miły i uprzejmy. Był raczej bezpośredni i dość wredny. Robił uszczypliwe uwagi, czasem miał zbyt wysoko usytuowane ego…
    Nie zapowiadało się na to, by w jakikolwiek sposób skomentował jej wywód. Bo to nie wymagało komentarza. Z jakiegoś powodu również nie chciał wiedzieć co miało nastąpić przed tym zawieszeniem się Claire i tym „ale”.
    I od dłuuugiej, niezręcznej ciszy wybawił tę dwójkę dzwonek domofonu. Aaron ruszył zadek coby doń podejść i podnieść słuchawkę. Ciach prach i drzwi zostały otworzone. Nim się ta dwójka obejrzała przed progiem już stał dostawca z pudłem o średnicy pół metra. Aaron zapłacił, nawet chamsko nie podziękował i… No wrócił do pomieszczenia dzierżąc w dłoni pożywnie. Położył pudło obok swojego gościa, otworzył, wziął sobie kawałek.
    I właściwie dla niego było oczywistym, że dziewczyna jeśli ma ochotę może się poczęstować, tak? Inaczej nie kładłby tego tak blisko niej.
    On sam, z kawałkiem pizzy w zębach znów poczłapał do tego swojego kuchennego kącika, gdzie z lodówki wydobył butelkę pepsi, a z szafki dwie szklanki.
    Polał sobie i dziewczynie, coby jej szklankę podać.
    Raczej nie mógł wymagać, by sama sobie za wszystkim latała.
    I to wszystko w takim dziwnym, przeklętym milczeniu!
    Choć no… Wyraz jego twarzy się nie zmienił. Aaron ciągle nie wyglądał na urażonego, a po prostu na… tak strasznie niezadowolonego, był pewnie sfrustrowany z jakiegoś powodu i… no znowu spięty.
    Teraz dopiero przysiadł na tym samym łóżku co dziewczyna. Przeżuł ostatni kęs pizzy i… wziął kolejny kawałek uprzednio jeszcze popijając pepsi.
    I teraz dopiero zdecydował się odezwać!
    - Nie interesuje mnie to jak to wygląda, Claire. – O… tak rzekł! Odnośnie tamtej ich przerwanej przez pizzermana, a wcześniej jeszcze milczenie, rozmowy.

    OdpowiedzUsuń
  66. Uniósł po raz wtóry brwi, gdy dziewczyna zaczęła się z jakiegoś powodu z niego śmiać. Przerażające, gdy jesteś wulkanem pozytywnej energii, a twój towarzysz nie sili się nawet na uśmiech… Brr. No, a tak generalnie to on nie do końca wiedział o co może tej dziewczynie chodzić. Wsunął pizzę do ust, przeżuł, przełknął i wtedy dopiero zdecydował się odpowiedzieć na jej pytanie.
    - Nie obchodzi mnie co ludzie o mnie myślą. – Tak powiedział, podkreślił to nawet, bo w gruncie rzeczy, było kilka osób, na których naprawdę mu zależało, które kochał. Nie można powiedzieć, że nie interesuje go kompletnie nic.
    Do tego naprawdę chciał pomagać ludziom.
    A taka osoba do kogoś, kto ma wszystkich w głębokim poważaniu nie pasuje, prawda
    Odebrał od niej napój spoglądając na zawartość.
    Ta… Nie pije gazowanego. Pewnie żeby ładną figurę utrzymać.
    Aaron nigdy nie ogarniał i chyba nie ogarnie kobiet.
    No to… Cóż, musiał wypić obie szklanki z pepsi. Niczego niegazowanego nie miał, więc napoju innego zaproponować jej nie mógł.
    Zjadł kolejny kawałek pizzy, gdy Claire dobiegała dopiero do końca swojego pierwszego. Odetchnął głębiej, popił i… Wziął kolejny. Widać potrafił w sobie jednak naprawdę sporo zmieścić.
    Jego gość nieco rozpogodniał. To chyba dobrze, że dziewczyna już tak nie warczała i zadzierała nosa… To on się zmieniał z chwili na chwilę? Trzeba było spojrzeć na nią! Widział ją już w przynajmniej kilku odsłonach i nie do końca wiedział, która jest tą prawdziwą.
    Gdy w końcu skończył i trzeci kawałek podniósł zad kanapy na której oboje siedzieli. Szklanki, które opróżnił zabrał do zlewu, przepłukał wodą i odłożył na suszarkę.
    - Chcesz żeby cię odwieźć? – Tak zaoferował spoglądając na nią tylko przez ramię. – Gdzie mieszkasz?
    Nie chciał się z nią rozstawać, ani jej wyganiać, ale… No chciał mieć plan co dalej.

    OdpowiedzUsuń
  67. -Poświęciłabyś mi ostatnie dwie minuty swoich zajęć? Mogłabym co nieco opowiedzieć i wyjaśnić, że żadna z nich nie połamie sobie od tego nosa, a z rękawicami może być im całkiem do twarzy. - Pozbywała się w coraz szybszym tempie ulotek. Nie przeszkadzało jej nawet to, że połowa z nich za moment wyląduje w koszu, a druga połowa znajdzie się w czyjejś kieszeni i zostanie tak bardzo pognieciona, że nie da się z niej nic odczytać. Wypełniała swój obowiązek. Uważała, że nie da się nikogo zmusić do tego, aby coś pokochał. Spotykała się już z wieloma osobami, które przyszły na pojedyncze zajęcia i zniechęcone kilkoma siniakami, rezygnowały. Wolała mieć stałą grupę złożoną z siedmiu uczestników, niż tłum nowicjuszy ze słomianym zapałem. Niestety jej szef tego nie rozumiał. -Mam tylko nadzieję, że nie ukradnę Wam klientów - roześmiała się serdecznie, zerkając kątem oka na Claire.

    OdpowiedzUsuń
  68. [Na razie mi się nie nudzi, więc możecie sobie darować :P]

    - Całe szczęście, że moje wyobrażenia pozostają tylko moimi wyobrażeniami i nie przechodzą na życie. Obawiam się, że źle bym na tym wyszła - stwierdziła z dobijającą szczerością, na chwilę wbijając wzrok w ścianę w zamyśleniu. Kiedy jednak usłyszała, jak Claire stwierdziła z rozbawieniem, że woda gotuje się już od dobrej minuty, szybko otrzeźwiała. Zalała ich napoje i podała jeden kubek Claire.
    - Chodź. Pokażę ci mój pokój. A właściwie pokoje... Jeden to taka wielka garderoba ze wszystkimi rzeczami, które zaprojektowałam. Gdzieś to muszę trzymać - stwierdziła z rozbawieniem, wchodząc po schodach na górę. - Ogólnie, jeśli masz ochotę, to możesz dzisiaj u mnie nocować. Jest sierpień, więc chyba nikt się nie wkurzy, jak nie wrócisz do akademika. Zajmują się tobą dopiero od września - dodała z cichym śmiechem i otworzyła drzwi do swojego pokoju.
    Cóż, panował tam istny sajgon. Wszędzie można było zauważyć rozrzucone karty papieru z niedokończonymi szkicami, skrawki materiałów, ołówki, gumki... No ciężko było się we wszystkim połapać. Jedynie jej biblioteczka z książkami była szczelnie czysta i tam faktycznie nie można było znaleźć żadnej zagubionej karteczki z rysunkiem.
    - Właśnie dlatego większość moich gości przyjmuję w pokoju na dole. Jak myślę, że mam tutaj posprzątać, to robi mi się niedobrze - rzuciła, krzywiąc się. Odstawiła kubek z gorącą czekoladą na biurku i przejrzała kartki, które zajmowały całą powierzchnię blatu. - Niewypał, niewypał, niewypał - mówiła po kolei zgniatając szkic i wrzucając go do kosza. Oj tak, kosz był niezbędnym elementem w jej pokoju. A i tak musiała go codziennie opróżniać, ponieważ był wypełniony jej nieudolnymi pracami. - No dobra, przynajmniej biurko jako tako wygląda. Kanapa jest w miarę czysta, więc możesz siadać. Jeśli znajdziesz jakie papiery czy coś, to po prostu zrzuć na ziemię.

    OdpowiedzUsuń
  69. [No ja myślę ;) Jeeejciu, jak dziwnie jest znów wrócić do blogowania. Sentyment jednak został i nie mogłam zignorować reaktywacji, bądź, co bądź, BIC to kawałek mojego życia.
    To co, jakiś wątek? Oprócz tego, że są duuużo dłuższe niż kiedyś, to chyba mniej banalne i nie wszystkie zaczynają się od jakiegoś upadku, potknięcia czy otarcia się o kogoś na korytarzu. Może niech Danny uprze się, żeby korzystać z siłowni na kampusie akurat, kiedy ty masz zajęcia z koła fitnessu albo coś w tym stylu?]

    OdpowiedzUsuń
  70. [Wypadałoby, żeby co najmniej już siebie kojarzyli, na pewno musieli się czasem spotkać na jakiejś imprezie, mijać na kampusie czy coś w tym stylu. Albo jeszcze lepiej, Bella nas kiedyś poznała przy jakiejś okazji. Swoją drogą Bellcia twoja zdążyła już skończyć szkołę, a Danonek dalej się uczy, kujon jeden.]

    OdpowiedzUsuń
  71. Aredhel z premedytacją zignorowała słowa Claire, które nawiązywały do niej i Daniela. Zrobiła to dlatego, że trudno było jej się bronić przed tak oczywistymi dowodami. Sanders był dla niej bardzo ważny, z pewnością dużo ważniejszy niż wszyscy jej byli faceci razem wzięci. Ale był jej najlepszym przyjacielem. Koniec. Kropka. Rudowłosa naprawdę miała nadzieję, że Claire nie będzie się wtrącała. Jeśli zasugerowałaby chłopakowi, że Aredhel chciałaby czegoś więcej, to dziewczyna nie była przekonana, jak blondyn mógłby na to zareagować. Zdecydowanie za duże ryzyko.
    - Tej jeszcze nie uszyłam - odparła, biorąc do reki kartkę ze szkicem. Tak, to był temat, który spokojnie mogły kontynuować. Aredhel musiała sprawić, aby Claire zapomniała o temacie jej i Daniela.- Miałam to zrobić, ale zawieruszył mi się szkic. Dzięki za znalezienie. I ogólnie jeśli chcesz, to mogę uszyć tę sukienkę dla siebie. Zmierzę cię dzisiaj i za kilka dni powinnam ją spokojnie skończyć. Do tej pory rzadko dawałam swoje stroje innym, ale może najwyższa pora to zmienić.
    Aredhel w porę ugryzła się w język, aby nie powiedzieć, że Danielowi uszyła kilka rzeczy. Oj tak, na święta czy jego urodziny zawsze dawała mu coś, co sama zrobiła. Według niej takie prezenty prosto z serca były najlepsze.
    - A co do wieczora. Po prostu zadzwonię do Daniela i powiem mu, aby nie przychodził. Biedaczek przeżyje, jak jeden dzień mnie nie zobaczy. - Dobra, ostatnie zdanie było zbędne i zdecydowanie nieprawdziwe, ale Aredhel nie mogła się powstrzymać. W końcu tak naprawdę nie widywała się z chłopakiem codziennie.
    Dobra. Aredhel postanowiła, że to był ostatni raz, kiedy wspomniała dzisiaj o Danielu. Powoli zaczynało robić się to niebezpieczne.
    - A jak tam u ciebie z facetami? Spotykasz się z kimś obecnie? - Tak, najlepszą obroną był atak, czyli w ich przypadku zmiana tematu na jakiś inny.

    OdpowiedzUsuń
  72. - Wiesz, naprawdę się przejmę, jak ta koszula się zamoczy. – Zaśmiał się cicho, ale nie posunął się ani na milimetr do przodu. Nadal patrzył na nią z góry. Faktycznie, wyglądała taka przestraszona słodko i jakoś tak bardzo niewinnie. Wystarczył jeden ruch, a już miał ją na rękach. Była lekka, mimo że była dość wysoką dziewczyną. Westchnął, patrząc na nią, myślał jaka reakcja go teraz czeka, z jej strony. – Może woda nie jest taka zimna na jaką wygląda? Nigdy nie miałaś ochoty wykąpać się przy pełni księżyca? – Chyba niechcąco znów się zaśmiał, cicho gardłowo, przymykając powieki. A miał być poważny i ją wystraszyć. Przesunął się w stronę tafli jeziora, która była przeraźliwie czarna. Chyba nic z tego. On wiedział, że jej tam nie wrzuci. Nie po to troszczył się, żeby nie było jej zimno. Ale Claire tego nie wiedziała. I on zamierzał to wykorzystać.

    OdpowiedzUsuń
  73. Rzeczywiście. I tym razem mężczyzna jej pomógł. Nie silił się na kolejne komentarze… Uważał, że nie ma już o czym rozmawiać. Teraz musiał po prostu odstawić ją tam gdzie sobie mieszkała i… Dać jej spokój licząc na to, że następnego dnia naprawdę zdecyduje się odwiedzić lekarza.
    Baltimore nie było jakimś ogromnym miastem. Nic więc dziwnego, że droga zajęła góra piętnaście minut.
    Samochód pozostawiał wiele do życzenia właściwie. Nie był to najnowszy model, ale samochód był przestronny i bezpieczny. Wnętrze czarnej skody fabii przedstawiało się… Podobnie do mieszkania. Ani nie było tam specjalnie brudno, ani też za czysto. Zalegał tu kurz…
    No, tak czy owak Aaron pomógł dziewczynie wsiąść do samochodu, a gdy sam zajął miejsce za kierownicą, upomniał ją żeby zapięła pasy.
    No tak… Nikt mandatu nie chciał dostać, prawda?
    No i… Zgodnie z jej wskazówkami pojechał pod akademik, w którym dziewczyna mieszkała. Odprowadził ją pod same drzwi jej pokoju, pożegnał się grzecznie absolutnie się nie wpraszając i… Odszedł, po prostu. Ani nie poprosił o numer telefonu, ani o buziaka. Nic! Wykonał swój obowiązek i ją zostawił.
    Zostawił tę osobę, która tak bardzo przypominała mu ważnego KOGOŚ, nie orientując się nawet, czy jest szansa na to, by jeszcze kiedykolwiek ją zobaczyć.
    Głupek*. Jak to mężczyzna.

    *if you know what I mean.| dop. aut.

    OdpowiedzUsuń
  74. - Podyskutowałabym nad tym, czy jest to jeden z moich pierwszych projektów. Tak naprawdę zaczęłam tworzyć jakoś w wieku ośmiu. Tyle, że moje "dzieła" raczej nie przypominały czegokolwiek, co można byłoby na siebie założyć - stwierdziła i szczerze się roześmiała na wspomnienie swoich pierwszych szmatek. Naprawdę dużo czasu poświęciła na to, aby się polepszyć. Pewnie właśnie dlatego jej ręce były już tak zniszczone od ciągłego szycia. Ciekawe, co będzie za kilka lat.
    - Zły pomysł. Jak przyjdzie tutaj na chwilę to już go nie wypuszczę. Zawsze u mnie nocuje. - Kolejny błąd. Tego również zdecydowanie nie powinna mówić. - I oczywiście, że chcę posłuchać o facetach, którzy się wokół ciebie kręcą. Co to za pytanie! - I znowu zmiana tematu. Musiała się chyba zacząć do tego przyzwyczajać.

    OdpowiedzUsuń
  75. Kokietowała go i nawet nie była świadoma, że to robi. Jednak on był tego bardzo świadomy i stchórzył. Po prostu. Odezwały się nieciekawe wspomnienia, ciemne myśli zalały jego umysł w jednej chwili. Jakby zadrżał, kiedy poczuł jej oddech na skorze. Na pewno zadrżał. Powoli postawił dziewczynę na nogi, złapał ją za dłoń, zerknął w stronę księżyca i zawrócił. Czekał aż przerażona dziewczyna odetchnie z ulgą, jednak nic nie mówił. Do czasu. Kiedy poczuł się winny, zmieszał się i o mały włos ukazał swoją wrażliwą stronę faceta. A przecież nie powinien prawda? Powinien być twardy, silny i nie-do-przełamania. Powinien.
    Ale nie był.
    - Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. Jestem chyba za bardzo spontaniczny. – Mruknął, unikając kontaktu wzrokowego z dziewczyną. – Mam nadzieję, że za bardzo Cię nie wystraszyłem? – Teraz zwrócil twarz w jej stronę, ale nie do końca zerknął jej w oczy. A zauważył ich kolor, wcześniej, kiedy prosiła go, żeby nie szedł w stronę jeziora. Były piękne, ale niestety prawdopodobnie nie zasługiwał by w nie dłużej patrzeć.
    - Odwiozę Cię do domu, co Ty na to? Zrobiło się późno, pewnie chciałabyś odpocząć.
    Gdzieś w krzewach przy skarpie, cykały świerszcze. Było już pewnie po północy, więc robiło się coraz chłodniej. Miał nadzieję, że Claire nie będzie żywiła do niego urazy. Chyba nawet nie zauważył, że wciąż trzymał jej drobną i chłodną słoń w swojej.

    OdpowiedzUsuń
  76. A jednak! Odmienne ścieżki tej dwójki po raz kolejny miały spleść się ze sobą na koncercie zespołu, który szczerze powiedziawszy stanowczo nie odpowiadał Aaronowi. Dziękował bogom, za zatyczki do uszu, które tym razem znalazły się w jego zaopatrzeniu.
    Z drugiej jednak strony – na takim nieco… delikatniejszym koncercie, mógł mieć pewność, że nikt go z glana nie zdzieli. Wiedział również, że nie będzie musiał chwytać tysiąca ciał, które przemykały się po fali bliżej sceny, bliżej artystów. Także… Wieczór zapowiadał się może artystycznie nie w jego guście, ale całkiem spokojnie. Niewielu „karków” przemknęło przez bramki, przy których stał przeszukując kolejnych mężczyzn. Wraz z kolegą w podobnym wieku. Średnio zwracał uwagę na dziwny ruch w ciągnącej się w nieskończoność kolejce. Średnio, dopóki do jego uszu nie dotarł kobiecy głos, który od razu obudził w nim instynkt samca. Podniósł głowę, klepnął blondyna, którego przeszukiwał w ramię, pozwalając mu przejść dalej i… Spojrzał na to co się tam działo.
    Serce w klatce piersi załomotało mocniej, gdy do jego umysłu dotarło to, co oczy przyuważyły. Oto zjawiła się tu Claire – dziewczyna, której miał więcej nie spotkać – przedzierała się przez tłum, by dostać się do bramki. Do tego ubrana była… Ubrana była jak wszystkie tancerki, które minęły go niemal godzinę temu, spiesząc się na jakieś ostatnie przygotowania, o których średnio miał pojęcie. Jakieś makijaże, czy inne rozgrzewki. Tak czy owak ta gwiazdka z pewnością nieco się spóźniła przez co miała problemy z przebrnięciem przez kolejkę. I do tego najwyraźniej komuś spodobała się w kusym wdzianku, bowiem średniej wielkości gość postanowił ją zaczepić. Od razu dostrzegł palce zaciskające się boleśnie na skórze kobiety, od razu wezbrała w nim złość i nie zwracając uwagi na kolegę, który wrzasnął, że ten pracę spowolni, dość sprawnie przebił się przez tłum, by dobrnąć do zagrożonej samicy!
    - Odsuń się od niej, bo cię zapierdolę. – Ostrzegł tak agresywnym, tak pewnym siebie tonem, że mężczyzna, rzeczywiście zostawił dziewczynę i już coś odparsknąć miał, ale… No Aaron nie miał ochoty na bójkę w tym tłumie. Mógłby kogoś uszkodzić. Złapał dziewczynę w talii i bez największych problemów przeprowadził Claire przez kolejkę – w końcu ochroniarza nikt się czepiał nie będzie, prawda? A uniform miał! I zajebiście się w nim prezentował, także Claire mogła to docenić. To, ze jej rycerz naprawdę dobrze się prezentuje w czarnym wdzianku.
    Tak czy owak udało jej się ją wyprowadzić z kolejki i… Spojrzał z tym samym chłodem co poprzednio – tym razem na jej ramię. Zmarszczył brwi widząc zaczerwienienie i… Wyglądał na zdenerwowanego, że ktoś tej małej znowu krzywdę zrobił.
    - Wszystko okej? – Zagaił przenosząc spojrzenie na jej twarz.
    Cham się nawet nie przywitał, ani nic!

    OdpowiedzUsuń
  77. Oczywiście, że nie przeszkadzał jej to, że Claire czuła się u niej jak u siebie w domu. Ona sama zresztą też tak miała, kiedy szła do osób, które dobrze znała. Co złego jest w tym, aby czuć się swobodnie u przyjaciół? Przecież nic.
    - Ugh, przecież powiedziałam ci, że nie sypiam z Danielem! Czy to, że zostaje u mnie na noc musi o czymś świadczyć? Jakoś jak mieszkał u mnie przez rok, to do niczego między nami nie doszło! Ale w sumie chyba nie powinnam ci tego mówić. Zapomnij! - powiedziała szybko. Już nawet nie chodziło o to, że Aredhel przyznała się do tego, że Daniel u niej mieszkał. Chodziło bardziej o prywatne życzenia Sandersa, a nim Aredhel nie zamierzała powiedzieć ani słowa. - Spać możesz u mnie w pokoju. Zresztą jeszcze zobaczymy. To duży dom, więc na pewno znajdziesz miejsce dla siebie. Zapewniam cię. A właśnie. Chcesz zobaczyć garderobę z moimi projektami?

    OdpowiedzUsuń
  78. [Na początek, muszę pochwalić zdjęcie - przepiękne *-* A następnie podzielę się z moim pomysłem, na który wpadłam. Bo skoro obie mieszkają obok siebie, to może Claire usłyszy jakieś tajemnicze rozmowy Rose i zaintrygowana tym, z kim rozmawia Roselyn, wpadnie do jej pokoju (pukając oczywiście) i będzie dopytywac? :) (jak sie okaże, Rose będzie głośno, tak bardzo głośno, czytać książkę, tzn. tylko fragmenty gdzie mówi główna bohaterka xDD)]

    Roselyn

    OdpowiedzUsuń

  79. On nie lubił kilku rzeczy w życiu. Po pierwsze nie lubił hip hopu. Gardził nim. Drugą rzeczą było przesadne słodzenie życia, słodzenie kawy, polewanie ciastek lukrem, smarowanie karmelem czekolady. Po trzecie nie lubił kobiet, które go kokietowały, kiedy im się nie podobał. Kiedy nie widziały w nim jakiejś dobrej rzeczy, jakiegoś pierwiastka ‘fajności’. On sam chyba wcale tego w sobie nie widział. Nigdy. Zaczął żałować, że wyciągnął dziewczynę w taką podróż, bo przez niego się nie wyśpi. A i może trochę się bał, że dziewczyna mu się za bardzo spodobała. Ogólnie, Logan był zdrowo popierdolony. Naprawdę. I to było widać, gołym okiem. To cud, że kiedy Claire na niego wpadła, nie uciekła z korytarza gdzieś daleko.
    - W zasadzie, to ja nawet nie wiem gdzie mieszkasz, skąd pochodzisz ani w sumie czego się uczysz. To na pewno coś z tańcem? – Zwrócił się do Claire, chwilę po tym jak wpuścił ją do czarnego volvo uprzednio otwierając jej drzwi, zapinając się w pasy. Odpalił silnik, wrzucił wsteczny bieg, lecz po chwili byli już na drodze do miasta. Nie spieszył się. Chyba nieświadomie wydłużał czas powrotu do miasta. A przecież bał się, że blondynka zaśpi, a wstać musi niemiłosiernie wcześnie. Dla niego 8 rano to środek nocy, zwłaszcza, jeśli kładzie się o 6 nad ranem. – Włączyć ogrzewanie? Nawet nie wiedziałem, że zrobi się tak chłodno. – Tym razem już nie patrzył na nią. Patrzył na okrągłe 130 na jego liczniku. Piękne 130. Czy kiedykolwiek przejdzie mu zamiłowanie do szybkiej jazdy? Kiedy przerzucił bieg na szósty, właczył radio. Ciche, melodyjne, gitarowe solo. Jego matka określiłaby to jako szarpanie strun i wycie szatanistów. Ona sama była dla niego szatanem. Uciekał od niej jak najdalej. Przez całe życie.

    OdpowiedzUsuń
  80. Uniósł brwi w zdziwieniu… No, ta mała naprawdę się spieszyła. Nie zdążył niczego powiedzieć. A może nawet nie zamierzał? Przecież był z niego gbur i cham, prawda?
    Spojrzał raz jeszcze tylko na jej plecy, gdy odbiegała w swoim kierunku. Miała szpilki. Do tego biegła w tych szpilkach! Mógł mieć pewność, w swej krótkiej ocenie, że dziewczyna zupełnie wyleczyła zwichnięcie. Inaczej przebywanie w takich butach z pewnością byłoby katorgą.
    Nie uśmiechnął się. Po raz kolejny zachował się tak jak się zachował. Po raz kolejny jej nie zatrzymał i nie próbował przedłużać tego kontaktu.
    Biedak był zupełnie upośledzony w kwestiach damsko-męskich i szczerze powiedziawszy, pewnie nawet sobie nie zdawał sprawy z tego, że być może chciałby spędzać więcej czasu z tą dziewczyną.
    Dzięki bogom tego dnia chłopak nie miał dyżuru pod sceną. W takiej sytuacji pewnie nie mógłby nawet spojrzeć co się działo wśród tancerzy i muzyków. Miał rozglądać się po publiczności, pilnować, by nic złego się nie działo, by nikt nie pokładał się na podłodze z nadmiaru alkoholu, by nie było żadnych bitek, by nikomu nie stała się krzywda.
    A nieba rdzo pilnował szczerze mówiąc, więc szczęście, że tego wieczoru nic niepokojącego się nie działo. Obserwował tancerzy i muzyków. No dobra… Tylko tancerzy. DOBRZE! Jedną tancerkę! Claire rzecz jasna, która z uwagi na to okropnie dziwne podobieństwo do pewnej istoty wydawała mu się być naprawdę… Potrzebna, po prostu.
    Mimo fatalnej dla jego uszu muzyki ten koncert trwał dla niego krócej niż mrugnięcie. Stał sztywno, w lekkim rozkroku. Nie bawił się, bo najzwyczajniej w świecie nie potrafił. Patrzenie dostarczało mu dostatecznie dużo rozrywki.
    I gdy kolejny bis pożegnano wiwatami i oklaskami, mógł mieć pewność, że ta impreza zmierza ku końcowi. Ludzie zaczęli się rozchodzić, a on starał się nie tarasować nikomu przejścia. Spoglądał tylko w tłum czujnym okiem.
    Szczere mówiąc miał nadzieję, że zauważy Claire.
    Tylko co wtedy?
    I tak pewnie nie będzie potrafił się do niej odezwać.

    OdpowiedzUsuń
  81. [ Ciebie też dobrze widzieć :D Co ty na to, aby razem biegały w parku? Aż do utraty tchu, sił i wszystkiego z osobna. Claire mogłaby też gnębić Audrey za palenie tłumacząc, że to ją tylko osłabia itd. Moze być?]
    Audrey

    OdpowiedzUsuń
  82. On naprawdę BARDZO nie znał się na kobietach. I naprawdę nie wiedział jak się w takiej sytuacji zachować. To była pewnie… Normalna dziewczyna. Nie taka, która zaraz pójdzie mu w ramiona jak te wszystkie blondyneczki po koncertach. Te, które interesowały go tylko na jedną noc, a nie… Nie takie od których nie mógł oderwać wzroku, gdy tańczyły na scenie.
    To było pewne. Z tym oziębłym skurwielem coś się święciło i on nie bardzo to tolerował, ale… Nogi jakoś same go poniosły w stronę dziewczyny. Twarz nie zmieniła się nawet na moment. BA! Aaron teraz wyglądał na wkurwionego. Ładniej rzecz ujmując – irytowała go jego własna osoba, która miejscami okazywała się być nieporadna jak pięcioletnie dziecko.
    Przecież Claire go nie pogryzie, przecież go nie uderzy. Co najwyżej wyśmieje, a… Tego się nie bał. To by było dobre, to by go do niej zniechęciło i nie zadręczałby się myślami o niej.
    I tak… Właśnie! Aaron do niej podszedł spoglądając na zawartość torebki na jej udach i… Milczał dobre kilka sekund nie wiedząc co mógłby jej powiedzieć.
    I przyszedł mu do głowy tekst, przez który czas spędzony z nią mógłby trwać nieco dłużej! A potem się przecież zbierze na odwagę i nie będzie się zachowywał jak jakiś ułom, a jak pewny siebie mężczyzna. Bo był mężczyzną do jasnej cholery! Nie chłopcem! Nie dzieciakiem, który czegokolwiek się wstydzi!
    A ona była kobietą!
    Mężczyzna miał prawo interesować się kobietą!
    - Jak kostka? Byłaś u lekarza? – Zapytał ze średnim zainteresowaniem, bo… Jak wcześniej nadmieniono – sam doszedł do wniosku, że u jakiegoś musiała być. Spojrzał pobieżnie na jej stopę, sprawdzając jeszcze, czy nie jest opuchnięta.
    - Odwieźć cię do domu? – Brawo geniuszu, naprawdę brawo.
    Z tak grobową, zirytowaną miną, z pewnością zachęciłeś ją do spędzenia kilku chwil ze sobą. Weź na siebie spójrz! Ile ty masz lat?! HA?!

    OdpowiedzUsuń
  83. [Istotnie, pomyłka. Trzy razy musiałam kartę wstawiać i edytować, bo mi internet szalał i koniec końców zapomniałam sprawdzić, co poprawiłam. Dziękuję za uwagę :)]

    OdpowiedzUsuń

  84. Może oboje mieli nierówno pod sufitem. Może oboje lubili szybką jazdę i zero ograniczeń. A może byli zupełnie przeciwni. Bo wiedzieli o sobie niewiele, reszty mogli się domyślać. Tylko domyślać. A może kiedyś zdarzy się, że więcej się o sobie dowiedzą.
    - Możliwe, czasami mam zaniki pamięci. A czasami pamiętam za bardzo i za mocno. Taki już jestem, nienormalny. A raczej mój mózg świruje. Jak było Ci w Hiszpanii? – Spojrzał na nią. Mijało ich inne auto i oświetliło obie twarze. Bez obaw, nie wpadnie na przeciwległy pas, jest za trzeźwy, zbyt rozbudzony jak na tą porę. I za dobrze prowadzi. Ale zdradził wyraz swoich oczu. Który był zadziorny, smutny i przymglony zasłoną złych wspomnień. I jak tu nie czytać z niego jak z kartki? To nie była wina dziewczyny. Po prostu zapomniał, że nieco odstaje od normalności. Że nie jest normalnym facetem jakby chciał. Podrapał się po brodzie, czując delikatnie odrastające włosy. Facet. Fizycznie normalny, psychicznie wrak.
    Po chwili jednak dotarło do niego. Bieganie o 8 rano? Że co?
    - Słucham? O 8? Toż to jest środek nocy, Ptaszyno! – Uniósł głos, śmiejąc się delikatnie. Aż odrzucił lekko głowę do tyłu. – Musiałbym kłaść się spać zaraz po przyjeździe do akademika. A to jest prawdopodobnie nierealne. – Przemyślal sprawę i przekrzywił lekko głowę. – A co za to dostanę, jak wstanę tak wcześnie?

    OdpowiedzUsuń
  85. Skinęła delikatnie głową, wyciągając z torby ręcznik i ocierając się nim, ściągnęła też gumkę z włosów i upięła wysoki kok jeszcze raz. Przyglądała się uważnie temu co robi, jak wykonuje podstawowe kroki, jak ćwiczy. Lubiła przyglądać się ludzią, wciąż uczyła się od nich czegoś nowego. Oblizała usta i upiła jeszcze dwa łyczki, a później zakręconą wodę, wraz z ręcznikiem schowała do torby. Usiadła na ziemi i zaczęła się rozciągać.
    -Cóż to za przesłuchanie? - zapytała z ciekawością, kto wie, może spotkają się na tym samym.
    Dziewczyna wydałą jej się osobą chłodną, o neizbyt przyjemnym charakterze. Może to przez jej ton głosu i spojrzenia.

    OdpowiedzUsuń
  86. [Myślałam dwa dni i w sumie nic bardziej sensownego nie wymyśliłam. Ale coś jednak mam.
    1. Liz ma czasem dni, kiedy zwyczajnie potrzebuje trochę wyładować wszystkie złe emocje, jakie wciąż się w niej gnieżdżą po śmierci Clydene. Więc raz na ruski rok pojawia się na szkolnej siłowni i wali w worek ile wlezie, bez żadnej techniki, ładu i składu, a potem przed dwa dni nie ma siły, żeby ruszyć ręką czy nogą. A że Claire często na siłowni bywa, to jakoś by to dalej poszło.
    2. Zawsze można spalić ciasto w akademickiej kuchni. :>]

    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  87. Damskie torebki były magiczne.
    Nie dość, ze było w nich wszystko.
    To jeszcze niczego nie można było w nich znaleźć!
    I o tym wiedział nawet Aaron, który z kobietami nie miał zbyt wiele do czynienia ostatnimi laty.
    No i właśnie prezentowała co miała najlepsze. W tych szpilkach! A Aaron znów poczuł się spięty. I tak pewnie nad nią górował, w końcu wielki był jak niedźwiedź, choć.. No proporcje zachował. Ani za chudy, ani za gruby. Wszystko na swoim miejscu. Spiął się biedaczek, gdy tak patrzyła na niego z tą pewnością siebie i… To go zirytowało! To frustrujące uczucie bezradności nie powinno mu towarzyszyć w takich sytuacjach. Nie jemu na bogów. Czego tu się bać? Przecież to filigranowe dziewczę nic ci nie zrobi.
    Do boju Aaron! DO BOJU!
    No bogowie… Żeby autorka musiała dopingować postać w narracji!
    - Nie chcę się ciebie pozbyć. I nie jesteś utrapieniem. – O tak zaczął, z wyjątkową wrogością w głosie. Właściwie… Ze złością. Oj na pewno nie robił tego tak jak należy, na pewno nie zachowywał się po dżentelmeńsku. Był zirytowany! I wyglądało na to, że irytuje się na nią właśnie dlatego też szokiem mogło być to co nastąpiło w moment później.
    - Chciałem się z tobą umówić. – O! Tak właśnie wypalił. Po męsku. Prosto z mostu, choć ton miał naprawdę szorstki i nieprzyjemny.
    Nie dlatego, że jej nie lubił. Nie dlatego, ze go irytowała, czy coś w tym stylu. On… Po prostu nie lubił własnych słabości i krył cały stres za maską tego podenerwowania. Nie działało to na jego plus, ale… Cóż poradzić? Nie był zbyt dobry w tych wszystkich społecznych sprawach niestety.
    - Masz chęć na jakieś… Piwo? – Proszę bardzo! Jak romantycznie.
    Zaraz, pacanie. Ona nie pije gazowanego!
    - Albo pizzę? Herbatę? Cokolwiek..? – Odwrócił spojrzenie od niej, czując jak coraz bardziej się wkopuje.
    Dobrze, że w tym miejscu panował półmrok, bo wyraz jego twarzy również nie zachęcał do żadnego randkowania z tą istotą.

    OdpowiedzUsuń
  88. I rzeczywiście, wyśmiała go. On się nawet rozluźnił odbierając to jakby z ulgą i… Nawet cofnął się o krok, gdy wyjmowała telefon bo… Bo po co chciała gdzieś dzwonić? I gdzie? No aż brwi obie uniosł i mimo, że ona była rozweselona jak skowronek o poranku to jemu absolutnie nie było do śmiechu. W pewnym stopniu bowiem poczuł się upokorzony i…
    ZGODZIŁA SIĘ?
    Tego nawet najstarsza Cyganka z kieleckiej Sienkiewki by nie przewidziała… A jednak. Z jakiegoś powodu chciała z nim gdzieś wyjść.
    Milczał dając jej swobodnie to wszystko dokończyć. I… Poczuł się co najmniej dziwnie. Nie można powiedzieć, że się wystraszył, ale…
    Obawiał się na pewno. Obawiał się tego, że kobieta najzwyczajniej w świecie chce się z niego pośmiać.
    Ale jeśli powiedziało się „A”, należy również powiedzieć „B”, prawda? A on się chciał umówić z tą pozytywną duszą. I nawet mu się udało!
    Wracając jednak do wyśmiewania. Wybór klubu, na który się zdecydowała nieco go w tym przekonaniu upewnił. Onyx nie był miejscem, w którym można było sobie porozmawiać, czy poznać się bliżej. Tam przychodziła właściwie młodzież… Studenci – po to by się pobawić. Miejsce z renomą, miejsce całkiem popularne, w którym Aaron bywał.
    I nie było obaw, że ktoś ich na bramce zatrzyma.
    - Musisz poczekać aż się przebiorę. – Oznajmił tak właśnie bo… No przecież ciągle był w tych roboczych ciuchach, prawda?
    Wręczył jej kluczyk do samochodu – jechała już nim, powinna wiedzieć jak wygląda. Ale… No mimo to powiedział, że to skoda fabia, że czarna i że stoi przy samym zjeździe na ulicę przy zamkniętej już budce z lodami. Pozwolił jej bez obaw wejść do swojego samochodu, coby zanadto nie zmarzła.
    Sam poszedł do tej kanciapki, w której zostawił swoje ciuchy, przebrał się w zwyczajną, czarną koszulkę, jeansy i czarne adidasy, w których z pewnością by go do żadnego klubu nie wpuszczono, gdyby nie fakt, że… Znali go ochroniarze, którzy przecież stali na bramkach.
    Dziewczyna nie musiała długo czekać.
    Aaron niebawem zbliżył się do samochodu, by zająć miejsce kierowcy. Zakładając, że dziewczyna czekała w samochodzie, rzecz jasna. Na tylne siedzenie rzucił czarną, niewielką torbę, w której pewnie trzymał cały swój sprzęt.
    I mogli ruszyć. Do Onyxu.

    OdpowiedzUsuń
  89. I znowu zignorowała słowa dziewczyny, unikając odpowiedzi. Dobra, mogłaby się przyznać, że kilka... A właściwie to kilkanaście razy myślała o tym, aby przespać się z Danielem. Za każdym razem jednak rezygnowała z tego pomysłu, uznając, że przyniosłoby im tą znacznie więcej złego niż dobrego w relacji.
    Ale to nie dlatego Aredhel nie odpowiedziała. Po prostu Claire zadała dość konkretne pytanie związane z jej życiem łóżkowym. A ono niestety, chociaż Aredhel jakoś specjalnie nad tym nie ubolewała, nie było zbyt bujne. Wolała to po prostu ominąć.
    - Więc chodź, ale zostaw tutaj resztę kawy. Nie przeżyłabym, jakbyś przypadkiem to na coś wylała - powiedziała szczerze, sama odstawiając kubek z gorącą czekoladą. W końcu tyle czasu spędziła nad tymi wszystkimi projektami, że naprawdę nie chciałaby, aby coś się zniszczyło.
    Wyszły z pokoju i skierowały się do sąsiedniego pomieszczenia. Aredhel pchnęła drzwi i tym razem Claire ukazał się całkiem składny pokój złożony z tylko kilku szaf. Rudowłosa otworzyła jedną z nich, pokazując kilkanaście sukienek wiszących na wieszakach. Każda właściwie była inna... Aredhel starała się tworzyć, jak najbardziej oryginalne rzeczy. Raz się udawało, raz nie, ale ze wszystkich tych ubrań była dumna.
    Otworzyła szufladę, pokazując złożone bluzki, w szufladzie poniżej znajdowały się różnego rodzaju spodnie.
    - Projektowałam już prawie wszystko, ale do tej pory nie udało mi się zrobić ani jednego dobrego płaszcza czy kurtki. To trochę wyższa liga. No i zdecydowanie nie uszyłabym tego sukienki ślubnej albo jakiejś bardziej skomplikowanej sukni balowej. Ale cały czas nad tym pracuję!

    OdpowiedzUsuń
  90. [Może to dlatego, że w ogóle zapomniałam, jaki Pacio był na początku. No cóż, wydaje mi się, że Johhny wyszedł nawet w porządku. Chętnie jakiś wątek bym poprowadziła, ale kompletnie nie mam pomysłu na niego. Także jeśli cokolwiek ci wpadnie do głowy to obiecuję zacząć. :D]

    OdpowiedzUsuń
  91. Nawet nie włączył radio. Przypuszczał, że muzyka, w której on gustuje najzwyczajniej w świecie nie spodoba się Claire. A sam nie chciał katować się popem z jakiejś komercyjnej stacji radiowej.
    Mężczyzna właściwie nie jechał zbyt szybko. Nie jechał też specjalnie wolno i przepisowo, bo nie przystawał na każdym znaku STOP, czy światłach warunkowych, ale… Nie szalał na drodze. Nie widział ku temu potrzeby, zwłaszcza, gdy był w mieście i gdy u jego boku siedziała kobieta, której krzywdy nie chciał zrobić. A samochód bywał pułapką. Śmiertelną pułapką. I dobrze zdawał sobie z tego sprawę.
    I… Mogła się zawieść nieco w tej kwestii, ale on nie zastanawiał się nad tym co siedzi w głowie dziewczyny i dlaczego ta się nie odzywa. Nie przejmował się tym. Milczenie nie było dla niego niczym krępującym, ani przerażającym.
    Tak czy owak ostatecznie dojechali przed klub. Zostawił samochód na parkingu, wyłączył silnik i odpiął pasy.
    - Nie będę tańczył. – Zastrzegł z góry spoglądając na Claire krótko. Tak samo zimno, tak samo obojętnie jak wtedy, gdy się poznali.
    A przecież nie była mu do końca obojętna, prawda? Nigdzie by jej nie zaprosił, gdyby tak było. Z pewnością nie miałby ochoty z nią randkować, a już na pewno nie dałby się wyciągnąć do klubu jakim był Onyx. Kompletnie nie w jego stylu. Owszem, mógł tu bywać, ale… Jako pracownik. Jako klienta nigdy go tutaj nie uświadczono.
    Poczekał na dziewczynę. No, ale… Nie otworzył jej drzwi, nie zachował się jak dżentelmen, bo najzwyczajniej w świecie nie potrafił.
    Mogli ruszyć do klubu, gdy tylko zamknął jednym pstryknięciem na guzik samochód. W drzwiach rzeczywiście, stało dwóch ochroniarzy, którzy odsyłali wszelkich karków, czy wielbicieli adidasków do domu. Aarona i dziewczynę wpuścili bez najmniejszych problemów. Jednemu z nich nawet ten gbur uścisnął rękę. Uścisnął, choć szczerze powiedziawszy nawet nie pamiętał jego imienia. Raczej nie przywiązywał się do współpracowników.
    No… On do nikogo się zanadto starał nie przywiązywać, bo jak powszechnie wiadomo, na czymś takim można się nieźle przejechać. Ma to swoje wady… Dobra, więcej wad niż zalet, ale tak było dla niego stanowczo łatwiej. Nie musiał się starać, ani nic.
    Gdy tylko przekroczył progi klubu w jego uszu uderzyła znienawidzona muzyka, której słuchać musiał średnio raz w miesiącu, gdy tu właśnie sprawował dyżur. Albo i częściej, bo jakby na to nie spojrzeć muzyka w takich miejscach raczej nie wyróżniała się oryginalnością i raczej skupiano się na tym co znane i lubiane jest , w związku z czym… Powtarzalne.

    OdpowiedzUsuń
  92. Aredhel otworzyła jedną z szafek i zaczęła przeglądać złożone bluzki, szukając tej, o której mówiła Claire. W między czasie jednak odpowiedziała na jej pytanie.
    - Cóż... W sumie nigdy nie próbowała projektować biżuterii i prawdę mówiąc myślę, że się do tego nie nadaję. Jasne, jeśli mam doszyć jakieś koraliki do bluzki czy sukienki, to w porządku, ale tworzenie samej biżuterii. Nie widzę tego... Och, mam! - krzyknęła zadowolona i wyjęła z szafki czerwony top bez ramiączek. Ogólnie z przodu była to zwykła, obcisła bluzka odsłaniająca ramiona... A z tyłu. Były same sznurki.
    - Nawet nie wiesz, jak ciężko było to zrobić. Ciągle coś się pruło i bluzka się rozpadała - skrzywiła się na samą myśl. - W komplecie są też sylikonowe ramiączka, ale jeśli ktoś ma duży biust, to powinno się trzymać nawet bez nich - stwierdziła z rozbawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  93. On naprawdę nie był łatwym człowiekiem. I na pewno ciężko mu było do kogokolwiek się przekonać, a ta pannica już po wkroczeniu do klubu zachowywała się jakby go nie było. Rzucała niemiłymi komentarzami choć… Cóż, faktycznie nie mógł pić, skoro miał zamiar wsiąść za kółko. Oferta, którą złożył szczerze powiedziawszy zakładała jakieś… Odleglejsze czasy. Nie przepadał za spontanicznymi akcjami i jakkolwiek czasem były przyjemne tak dla niego wszystko co nieprzewidziane było najzwyczajniej w świecie nieprzyjemne. Klub też był nieprzyjemny. I fakt, ze nie mógł się napić również. A najgorsze z tego wszystkiego było chyba to, że dziewczyna, z którą chciał się umówić, żeby choć troszkę ją poznać już po opuszczeniu jego wozu zachowywała się jakby przestał istnieć. Nie spodobało mu się to. A nie był nieśmiałym, miłym chłopaczkiem, który gotowy jest coś takiego bez szemrania znosić. Niestety.
    - Po chuj się zgodziłaś, co? – Tak zapytał dość nieprzyjemnie, ale głośno, bo… Bo muzyka, tak? Wziął dla siebie szklankę wody gazowanej. TAK! Wody! Bo na słodkie nie miał ochoty, a alkoholu musiał się wyrzec, jeśli zamierzał odstawić to dziewczę całe i zdrowe do domu.
    I znów brzmiał na zirytowanego!
    Znów wyglądało na to, że ma ochotę kogoś najzwyczajniej w świecie uderzyć. I to ją chyba. Bo jakby na to nie spojrzeć, z jej powodu był podenerwowany, a ona mu i tak trudnej i naprawdę skomplikowanej sprawy jaką były dla niego relacje międzyludzkie nie ułatwiała.

    OdpowiedzUsuń
  94. Towarzyskie porażki nie były niczym strasznym, niczym nadzwyczajnym w jego sytuacji. Co do pytania zaś… Nawet nie zamierzał na nie odpowiadać. Z tym nieprzyjemnym chłodem i irytacją obserwował jak dziewczyna za siebie płaci, jak potem wychodzi.
    Powinien ją dogonić, powinien przeprosić i odwieźć, prawda? Powinien oddać torbę, którą zostawiła u niego w samochodzie. Tak zachowałby się normalny mężczyzna po takim zachowaniu w stosunku do kobiety.
    To był jednak Bad Boy.
    A Bad Boye rzadko zachowują się tak jak powinni, prawda? Dlatego też Aaron pozwolił jej odejść, pozwolił jej na to wszystko, tylko przez chwilę zastanawiając, się, czy dziewczyna będzie miała jak dotrzeć do domu.
    Nieopodal znajdował się postój taksówek. Podczas przejścia na drugą stronę ulicy nie może się jej przydarzyć nic złego, prawda?
    Tak… Aaron nie rozważał nad tym, że popsuł dziewczynie wieczór, że sam nie miał teraz najlepszego humoru, a właśnie nad tym, czy będzie cała i zdrowa. Odetchnął głębiej. Zapłacił za swoją wodę i dopiero po chwili sam również opuścił klub, by w swoim samochodzie odkryć torbę należącą do Claire.
    Pięknie.
    Jeśli miała w niej coś cennego… Znaczyło, że jeszcze się spotkają.
    Ale nie, Aaron nie zamierzał jej odwozić. Przynajmniej nie teraz, gdy Claire jest wzburzona i z pewnością nie ma ochoty na niego patrzeć.
    Więc… No po prostu wrócił do domu zostawiając ten niewypał za swoimi plecami.
    Przynajmniej chwilowo.

    OdpowiedzUsuń
  95. Szczerze mówiąc, to miał wrażenie, że Claire już więcej nie zobaczy. A to wrażenie pojawiło się… Po tygodniu, gdy nie odbierała torby. Nie zaglądał do niej. Położył ją przy ścianie, za szafką. Tam mu nie przeszkadzała. I… zajął się swoim życiem. Skupił się głównie na pracy, na… Swoich sprawach po prostu. I teraz był w trakcie realizacji jednaj z takich spraw. I akurat czekał na pizzę, która miała pojawić się lada chwila.
    Nie zdziwiło go to, ze domofon nie zadzwonił. Gość z piętra wyżej miał tendencję do zamawiania pizzy w tych samych, wczesnych godzinach… Tak jak on! Z samego rana, kiedy wracał z pracy zamawiał pizzę, żeby pójść spać z pełnym brzuszkiem. W takich chwilach dziękował wszystkim znanym sobie bogom za pizzerie całodobowe.
    I za drzwiami Claire usłyszeć mogła o dziwo głos. Jakby Aaron z kimś rozmawiał.
    Bo rzeczywiście, może dwie minuty przed pukaniem zadzwonił jego telefon, sprawa była dość pilna więc…
    - Przecież wysłałem wam pieniądze w zeszłym tygodniu, Sue. – Takie zdanie usłyszeć mogła równocześnie ze szczękiem klucza przekręcanego w zamku, gdy ten otwierał drzwi. – Dobra, dobra. Tylko musisz poczekać aż dostanę… - Urwał, gdy zobaczył kto stanął przed drzwiami.
    I o dziwo, z osobą, z którą rozmawiał przez telefon mówił w sposób raczej… Swobodny. Nie był spięty, choć chłodny i oschły, jak zwykle.
    - Sue, zadzwonię wieczorem. – Powiedział do tej osoby po drugiej stronie słuchawki, gdy usłyszał po co przyszła Claire. A właściwie… Gdy zobaczył jak wyglądała. – Kurwa, zadzwonię. Obiecuję. – To powiedziawszy, nie dając szansy na odpowiedź ze strony Sue, rozłączył się. Wsunął telefon do kieszeni i… Zrobił miejsce dla wściekłej, a może i smutnej kobiety w drzwiach.
    - Wejdź. – Tak właśnie polecił taksując ją badawczym spojrzeniem.

    OdpowiedzUsuń
  96. On nie zamierzał właściwie zanadto się z tym telefonem jej narzucać. No bogowie… Przecież nie wiedział, że idzie i nie przekonał telepatycznie Sue, żeby do niego zadzwoniła. BA! On szczerze mówiąc wolałby żeby w ogóle nie dzwoniła. A na pewno nie w takiej… Sprawie. Mężczyzna zesztywniał bardziej jeszcze, gdy zauważył, że dziewczyna utyka.
    - Zamknij się. Głęboko w dupie mam to, ze chcesz torbę.
    Zamknął drzwi do mieszkania z… Dość głośnym trzaskiem. I o dziwo, przesyconym agresją głosem do Claire się odezwał.
    - Ktoś cię skrzywdził.
    Na początku zdawać się mogło, że zdanie to zabarwione zostanie kolorami pytania, ale.. Nie, zdecydował się najzwyczajniej w świecie to oznajmić. Zmarszczył groźnie brwi mierząc dziewczynę wzrokiem od stóp do głów.
    - Kto? – O, tak właśnie zapytał coraz… Coraz bardziej się denerwując.
    Nie, dziewczyny nie płakały z byle powodu. A Claire musiała się przejąć kimś bliskim, skoro płakała, co poznał po ewidentnie podpuchniętych oczach. I tym pustym spojrzeniu.
    Bogowie… Co się jej stało? Plecy mężczyzny zdawały się być proste jak struna, a sam Jagear zacisnął dłoń w pięść. Drżała.
    Oj, on powinien pogadać z kimś o tej agresji. I zszarganych nerwach, które zdawały się pompować go adrenaliną, za każdym razem, gdy działo się coś nie tak.

    OdpowiedzUsuń
  97. - Co się dzieje do kurwy nędzy? – Warknął po raz kolejny coraz bardziej się irytując.
    Pod tą maską irytacji rzecz jasna kryło się nieco inne odczucie, które u normalnych ludzi nazwać by można zmartwieniem, albo i troską. O ile jego osoba kompletnie jej nie obchodziła, o tyle on teraz dość mocno zainteresował się Claire. Dlaczego tak paskudnie wyglądała? Chorowała? Tak to troszkę wyglądało.
    - Nie, nie oddam Ci twoich rzeczy. – Tak właśnie odpowiedział podchodząc nieco bliżej.
    Przystanął obok mierząc ją wzrokiem.
    - Mam cię obezwładnić, czy grzecznie pójdziesz ze mną i pozwolisz się zabrać do lekarza.
    I tak… Tak! Chciał być bliżej niej, nie dlatego, że ją lubił i mu się podobała. Chciał być bliżej, żeby w razie czego móc ją asekurować, nie wyglądała na pełną energii i wigoru.
    - Claire. Brałaś coś? – O, tak zapytał, po krotkiej ocenie symptomów. Bowiem jak dla niego wyglądało to troszkę na złą podróż. Widywał takich ludzi, swego czasu obracał się w takim towarzystwie więc… Więc cóż.
    - Tu wcale kurwa nie jest duszno. Jest chłodno. – Jakby na to nie spojrzeć, był poranek, a jego okna właściwie wszystkie skierowane były na zachód więc… Więc tu naprawdę nie było gorąco.
    Ta… Był bardzo na nią zdenerwowany. Zaryzykować można nawet stwierdzenie, że na nią… choć… To właściwie było normalne dla niego zachowanie, prawda?
    Dobrze się spisywał w dramach.

    OdpowiedzUsuń
  98. [Hej, ciesze się że jest zainteresowanie wątkiem. Może najpierw ustalmy czy jakaś relacja będzie między nimi i jak już to czy pozytywnie czy negatywnie ? ;)]

    OdpowiedzUsuń
  99. - Uszy sobie gównem szorowałaś? – Naprawdę był delikatnie to ujmując… Zdenerwowany. – Nic mnie nie obchodzi, że potrzebujesz swoich rzeczy. Co inne jest teraz ważne, idiotko.
    Tak właśnie na nią warknął i może… Może byłby nieco bardziej miły, ale dotykała go bez uprzedzenia, bez potrzeby. A on z jakiegoś, tylko sobie znanego powodu w takich sytuacjach czuł się najzwyczajniej w świecie spięty. Uniósł rekę dość szybko, by pochwycić nadgarstek dłoni spoczywającej na jego czole. Nie zaciskał mocno palców. Nie robił niczego, co mogłoby sprawić jej ból. Przynajmniej fizyczny. I… Nie zamierzał jej puścić. Nie trzymał mocno, ale na pewno stanowczo. Z dala od siebie.
    - Albo powiesz mi w tej chwili co się dzieje, albo pierdolnę cię tak, że stracisz przytomność i zostawię pod drzwiami szpitala. – To brzmiało… No naprawdę poważnie. Jakby chłopak rzeczywiście zamierzał zachować się w ten sposób. Nie jakieś żartobliwe pogróżki.
    Dobra… U niego ciężko było wyczuć cokolwiek żartobliwego. NO DOBRA. Było to niemal niemożliwe, ale… No taki był, do takiego człowieka przyszła w takim właśnie stanie i choć w drobnym stopniu musiała spodziewać się tego, co mogło nastąpić, gdy się go zdenerwuje.
    A owszem, był zdenerwowany, bo najzwyczajniej w świecie nie wiedział co się z tą dziewczyną dzieje. Dlaczego utyka, dlaczego jej gorąco… Dlaczego tak wygląda?! Jakby nie spała przynajmniej ze trzy doby…
    - Zrozumiałaś mnie?

    OdpowiedzUsuń
  100. -Tak, wybieram się też - powiedziała i wstała. Podeszła do drążka i zgrabnie podniosła nogę do szpagatu. Złapała dłonią kostkę nogi i przytrzymała się drugą drążka, delikatnie przechylając się na bok. Później położyła nogę na ziemię i zrobiła to samo z drugą. Ona też nie za bardzo przepadała jeśli ktoś stał z nią w sali i ćwiczył. Ba! Jeszcze jej konkurentka. Teraz na pewno ni będzie spoglądała na nią zbyt przyjemnie, cóż jednak poradzi. Zaczęła ćwiczyć przymykając oczy.

    OdpowiedzUsuń
  101. Patrzył na nią, zastanawiając się po cichu, jakby tu dziewczynę udobruchać. Bastek był z tych, którzy nie lubili patrzeć, jak ludzie się złością przez nich. A że był facetem, to i naprawdę niezbyt ją rozumiał. Cóż, znali się widocznie dość krótko. Zaledwie parę godzin, prawda? A czekało ich jeszcze trochę wspólnego mieszkania.
    Zaczęła mu łaskawie tłumaczyć, a on stwierdził zaraz,że chyba sam by na to nie wpadł. Jak można się fochać za coś takiego? Jakby to była jego wina, że to coś leżało na podłodze. Pfi, przecież no nie miał jak przejść, ale oczywiście nie oznaczało to, że ten bałagan mu przeszkadzał. Wręcz przeciwnie, dodawał jej nieco słodkości, a jak jeszcze dodamy tą obrażoną minkę...
    Zaśmiał się pod nosem, kiedy skończyła mówić i pokręcił głową, ale to tak bardziej do siebie. Za chwilę podniósł swe spojrzenie na dziewczynę i myślał o czymś przez chwilę.
    - Pozwolę sobie zwalić winę na to, że jestem tu całkiem nowy i najzwyczajniej w świecie mam pecha. Jak myślisz? Znajdę gdzieś instrukcję obsługi Claire? - spytał tak, jakby to wszystko miało być owiane tajemnicą. - Może i jesteś dla mnie Hipciem, ale za to całkiem uroczym i dbającym o figurę - usprawiedliwił się ładnie, mając nadzieję, że cokolwiek zdziała.
    Jednak to nie były tylko słowa. Bastek to przecież dobre stworzenie. Męskie, ale dobre. No i umiał zauważyć zadbane, kobiece ciało. No bez przesady... A ona pewnie też wiedziała, że wcale nie miał na myśli wielkiego, tłustego i brudnego hipopotama, prawda?

    Bastian

    OdpowiedzUsuń