Bianca Elizabeth Loyd
19 listopada 1991
III rok, wydział artystyczny, sztuki piękne.
Pokój numer 201, założycielka kółka plastycznego.
Trenerka kickboxingu w jednej ze szkół sztuk walki.
Jest i moja Bianca, która będzie z pewnością setki razy zmieniana.
Ze starej wersji wita Was Alexis Cartney, ta od fortepianu!
Nie gryzę, mogę zaczynać, mogę wymyślać, pełna dowolność :D
Ludzie boją się różnych rzeczy. Na świecie istnieją tysiące fobii, a większość z nich wydaje się być tak irracjonalna, że trudno nam w nie uwierzyć. Małe dzieci boją się utraty mamusi. Politycy chwytają się coraz to głupszych pomysłów, byleby nie zostać pozbawionym władzy. Milionerzy liczą na łut szczęścia i kolejną wygraną w amerykańskiej loterii. Alkoholicy zastanawiają się co zrobią, kiedy akcyza pójdzie w górę. Lęki wysokości, śmiertelne choroby, huragany, powodzie i pożary. Istnieje też garstka osób, które boją się czasu. Możesz być bezdomny, możesz nie mieć rodziny czy pracy, a mimo to żyjesz. Bez czasu staniesz się kolejnym nekrologiem w osiedlowej gazecie. Czas nie jest wcale zegarem, który wybudza cię ze snu swoim miarowym tykaniem. Nie jest dobą, mającą zbyt mało godzin. Czas to nie 365 dni w roku. To znicze palące się na cmentarzu. Czas jest nikłym uśmiechem staruszka, który prosi nas o pomoc przy ważeniu warzyw w supermarkecie. To okulary grube jak denka od butelek. Drewniana laska i sztuczny rozrusznik wszczepiony w serce. Maleńkie bruzdy na twarzy. Czerń, oznaczająca żałobę. Pożółkłe fotografie. Tak, tego właśnie boję się najbardziej.
Wydawać by się mogło, że Bianca doskonale zdaje sobie sprawę z tego jakie jest życie i jak twardym trzeba być, aby nie zabolały nas kopniaki w dupę, które od niego dostajemy. Wychowana przez brata. Pozbawiona resztek pamięci z wczesnego dzieciństwa. Dziurę z tego okresu zastępuje przydeptanymi papierosami, zbyt głośnym śmiechem i rękawicami bokserskimi. Włosy przeplecione kolorową farbą, dłonie pobrudzone węglem. Szczególnie upodobała sobie rysowanie portretów. Twarzy zniekształconych łzami, krzywo nakreślonych uśmiechów i potarganych myśli. Maleńkie chucherko, które nie chce kochać. Chodząca sprzeczność. Nie. Lubi. Zasad. Buntowniczka z wyboru. Cholerna indywidualistka. Wykazuje niebezpieczny pociąg do wszystkiego co interesować ją nie powinno. Poudawaj razem z nią, to takie fajne. Naucz się, że pustka i smutek w jej oczach to nie twoja sprawa.
Wydawać by się mogło, że Bianca doskonale zdaje sobie sprawę z tego jakie jest życie i jak twardym trzeba być, aby nie zabolały nas kopniaki w dupę, które od niego dostajemy. Wychowana przez brata. Pozbawiona resztek pamięci z wczesnego dzieciństwa. Dziurę z tego okresu zastępuje przydeptanymi papierosami, zbyt głośnym śmiechem i rękawicami bokserskimi. Włosy przeplecione kolorową farbą, dłonie pobrudzone węglem. Szczególnie upodobała sobie rysowanie portretów. Twarzy zniekształconych łzami, krzywo nakreślonych uśmiechów i potarganych myśli. Maleńkie chucherko, które nie chce kochać. Chodząca sprzeczność. Nie. Lubi. Zasad. Buntowniczka z wyboru. Cholerna indywidualistka. Wykazuje niebezpieczny pociąg do wszystkiego co interesować ją nie powinno. Poudawaj razem z nią, to takie fajne. Naucz się, że pustka i smutek w jej oczach to nie twoja sprawa.
Chcesz ją zobaczyć? Wieczorami znajdziesz Biance w pracowni plastycznej. Wyglądając rankiem przez okno, dostrzeżesz jak biega dookoła szkolnego dziedzińca. Jest wszędzie. W najciemniejszych zakamarkach Baltimore, w pobliskim parku, a przede wszystkim, wszędzie tam, gdzie być jej nie powinno.
Jest i moja Bianca, która będzie z pewnością setki razy zmieniana.
Ze starej wersji wita Was Alexis Cartney, ta od fortepianu!
Nie gryzę, mogę zaczynać, mogę wymyślać, pełna dowolność :D
[Może Claire i Bianca będa się już znały? W końcu obie są już na trzecim roku, więc jako tako z widzenia muszą się kojarzyć :)]
OdpowiedzUsuń[A serdecznie dziękuje i za zainteresowanie moją postacią, mogą się zać i nawet lubić. To co wątek w sali plastycznej czy coś bardziej ambitnego?]
OdpowiedzUsuń[Oczywiście, że tak. Ja tam się nie boję niczego, z pewnościa nie ładnych dziewcząt z ładnymi wątkami :) Ale musisz zacząć, bo ja jestem uroczym leniem :D]
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńLogan jak to Logan siedział za biurkiem, albo raczej ladą i bazgrał coś w swoim notatniku. Jako, że był nowy i do sklepu klient wpadał z częstotliwością uderzenia mateorytu o ziemię, siedział sobie z nogami na ladzie obok kasy i uwaznie przyglądał się tarczy zegarowej. Jeszcze tylko cholerne pięćdziesiąt minut - pomyślał, kiedy dzwonek do drzwi wywołał u niego w głowie istny armageddon. O mój Merlinie. Klient. Wolno się wyprostował, poprawił mankiety od sieciowo/służbowej koszuli w kratę i całą swoją uwagę skupił na klientce. Nie był aż tak dociekliwy swoim spojrzeniem, zauważył, że jest bardzo ładna i zgrabna, ale jego uwagę przykuły rękawice bokserskie w torbie. O Merlinie. Powstrzymał wybuch śmiechu, zachichotał jak mały chłopiec pod nosem i wstał.
- Mogę czymś w pani pomóc? - Dość niski schrypiały głos rozprzestrzenił się pomiędzy pędzlami i puszkami farb. Przez moment rozważał lekki skłon w jej stronę, ale to przesada. Chyba za mało klientów ma w tej okolicy na co dzień, bo głupieje.
[Je tam, zaraz głupiutki. Prosty, bo prosty, ale z tych zawsze można potem zawsze wykombinować coś mocniejszego, jak się komu chce! Ja na przykład je widzę kiedyś z tymi fajkami właśnie, przechadzające się o północy w środku miasta - powiedzmy, się spóźniła Bianca na zamknięcie akademika, zaczęła się włóczyć i natknęła na Mercedes - nie patrzą gdzie idą, wchodzą w jakąś ciemną uliczkę, a tam je ktoś napada i o, będzie wesoło! Tylko tyle czy od razu ruszamy z grubej rury, czy najpierw chcemy trochę spokojniej i Mercedes przyjdzie do Bianki o fajki żebrać, bo jej się skończyły albo co?]
OdpowiedzUsuńMercedes
Jako, że była piękna pogoda, Claire oczywiście ją dobrze wykorzystała i przez godzinę biegała w parku. Dodała sobie także skakankę, która teraz zwisała jaj na ramionach. Zmęczona, ale z uśmiechnięta kierowała się w stronę budynku, próbując doprowadzić swój kucyk do porządku. Leniwie wspinała się po schodach, kiedy dostrzegła znaną jej twarz.
OdpowiedzUsuń- Hej, Bianca - zawołała wesoło podchodząc do niej. Na twarzy Claire zawsze pojawiał się uśmiech, jeżeli widziała kogoś znajomego. - Co tam masz? - zapytała spoglądając jej przez ramię na trzymane przez nią ulotki. Była ciekawska i nie mogła się powstrzymać, ot co.
Claire
OdpowiedzUsuń- Najlepiej w takiej, która pasuje do mojej urody. Ach, zapomniałem, że ładnemu we wszystkim ładnie. I Tobie chyba też, w tych rękawicach, choć jak zobaczę to zapewne ocenię. – Nie, raczej nie utarła mu nosa a rozbawiła. Podwinął rękawy koszuli, odkrywając pokryte tatuażami przedramiona, zmierzwił krótkie włosy i uśmiechnął się dość niewinnie.
- Jeśli chcesz, żebym Ci pomógł, to mogę dać Ci katalogi, albo coś z Tobą poszukać. Jednak tutaj Ci pozować nie będę. Jakoś aura tego miejsca nie jest szczególnie wyjatkowa. – Stwierdził, wzdychając ciężko. Powietrze tu było ciężkie, a najgorsze to, że ściany miały bardzo szary, bylejaki odcień. Stelaże, na których znajdowały się puszki były obdrapane, a wykładzina miała kiedyś kolor burgundu, jednak teraz zostało po nim tylko wspomnienie.
[z rana to tak ciezko się ladnie rozpisać, także proszę o wybaczenie ;)]
- Oczywiście, że by była, ale bym musiała wtedy odpuścić sobie sen w nocy - zaśmiała się przyglądając się ulotce. - Ale jak chcesz to możesz przyjść dzisiaj do mnie na fitness, może któraś z dziewczyn będzie chętna - powiedziała uśmiechając się szeroko. Sama kiedyś tutaj stała rozdając ulotki i było to strasznie niewdzięczne zajęcie, dlatego doskonale wiedziała jak czuła się Bianca. - To ile już lat trenujesz kickboxing? - zagadnęła i wzięła z jej rąk kilkanaście ulotek i z szerokim uśmiechem zaczęła wciskać je ludziom.
OdpowiedzUsuń[Luzik-arbuzik, tylko jest mały problem, bo Mercedes nie mieszka w akademiku. ;_;]
OdpowiedzUsuńMercedes
Aredhel zazwyczaj spędzała wieczory w swoim pokoju, gdzie zajmowała się tworzeniem nowych szkiców, jednak od czasu do czasu zdarzało jej się bywać na głośnych imprezach. Tego wieczoru również kilka koleżanek zaprosiło ją na domówkę, a rudowłosa nie widziała powodu, aby im odmówić. Była jeszcze młoda i należało jej się coś od życia, a od tańca i ograniczonej ilości alkoholu jeszcze nikt nie umarł. A jeśli nawet, to Aredhel zdecydowanie nie planowała naśladować tej osoby.
OdpowiedzUsuńRudowłosa zdecydowanie nie spodziewała się, że na imprezie spotka Blancę. W gruncie rzeczy dziewczyny nie rozmawiały ze sobą ani razu, jednak Aredhel ją znała. W końcu jej beznadziejny eks chłopak z nią chodził. Szkoda tylko, że ona sama dowiedziała się o tym dopiero dobre kilka tygodni po tym, kiedy zaczęła się z nim spotykać. Krętacz i idiota.
Na początku Aredhel zastanawiała się, czy wyjaśnić dziewczynie, co tak naprawdę się wydarzyło, jednak w tamtym okresie była zajęta bardzo ważnym projektem, a potem po prostu wyleciało jej to z głowy. Również Blanca nie próbowała z nią porozmawiać i nie wyglądała na złą, więc dziewczyna dała sobie spokój. Aż do tego momentu.
Zdecydowanie nie ucieszyła się, kiedy Blanca zasugerowała, że z rozkoszą pójdzie do łóżka z tym obrzydliwym pijakiem. Poczuła prawdziwą złość, dlatego kiedy chłopak do niej podszedł, zmierzyła go wściekłym spojrzeniem i bez zahamowania kopnęła go nogą w krocze, doprowadzając do tego, że mężczyzna upadł na ziemię, zwijając się z bólu. A Aredhel wcale nie poczuła wyrzutów sumienia.
Minęła nieznajomego i podeszła do Blanci mierząc ją wściekłym wzrokiem.
- Odszczekaj to, co powiedziałaś - stwierdziła zimno. Nie znosiła, kiedy ktoś rzucał takie komentarze na jej temat. Szczególnie, że nie miały one nawet odrobiny wspólnego z prawdą.
- Tak, to prawdą - posłała dziewczynie uśmiech. - Tańczę od kiedy skończyłam siedem lat. W sumie to wszystko przez moją siostrę przyrodnią. Jej ojciec namówił moją matkę, by ta także mnie zapisała na balet. A potem to już poszło w błyskawicznym tempie. W sumie mogłabym nawet za to podziękować Bell, ale raczej nie przepadamy za sobą - skrzywiła się nieznacznie, ale grymas szybko ustąpił miejsca uśmiechowi, kiedy wręczała ulotkę.
OdpowiedzUsuńSklep był owszem w opłakanym stanie, gdyż poprzedni właściciel umarł i zostawił swoje dzieło w rękach kogoś, kto liczył jedynie na zyski. Szef Logana nie był zbyt wyrozumiałym człowiekiem. Farby miały się sprzedawać i konkurencyjne ceny miały zachęcać klientów. Jednak to nie wszystko, Logan wiedział, że taki biznes długo się nie utrzyma. Jednak Szef miał klapki na oczach. I basta. Koniec.
OdpowiedzUsuń- Wiedziałem. Widziałem także zachód słońca namalowany 30 odcieniami czerwieni, 10 rózu, około 15 pomarańczu i różnych odcieni brązu. Nie wiem jak Ty, ale ja już przy czterech bym się pogubił.
Chłopak podał dziewczynie z rękawicami katalog z próbkami nowych farb olejnych i skierował się w stronę półek z akwarelami skąd też wziął katalog.
- Chcesz, żebym dał Ci odpowiednie kolory dla mnie? Dobrze. Jednak nie wiem czy podołasz temu wyzwaniu. – Później już Logan bez słowa podszedł do regału. Sciągnął stamtąd puszkę czarnej farby i podał go dziewczynie.
- Najbardziej pasuje do mnie ten kolor. Kiedy namalujesz mnie innym, nie będzie to wiarygodny portret.
Cóż, Aredhel nigdy celowo nie unikała miłości. Naprawdę wierzyła, że któregoś dnia uda jej się znaleźć odpowiedniego faceta dla niej. Takiego, który zaakceptuje jej wady, jej pokręcony charakter i styl bycia, a także jej zasady, przez które większość jej eks chłopaków ją rzuciła. Naprawdę nie potrafili jej zrozumieć. Mieli w głowie własny obraz Aredhel Rasac, a kiedy po kilku tygodniach dochodzili do tego, że to tylko ich wyobraźnia, od razu zrywali z dziewczyną. Niewiele facetów miało ochotę się trudzić i starać. Oni woleli zdobywać, zaliczać, a potem rzucać. Kiedy coś nie szło po ich myśli, to po prostu zrywali wcześniej. Bo tak było najwygodniej.
OdpowiedzUsuń- Trafiłaś kulą prosto w płot - stwierdziła z rozbawieniem, spoglądając na dziewczynę zimnym wzrokiem. - Ok, możesz mnie nie lubić, ale chyba śmierci mi nie życzysz, co? A obawiam się, że właśnie tak bym skończyła, gdybym wylądowała w łóżku z tym idiotą i krętaczem. No dobra... Nie musisz odszczekiwać tego, co o mnie powiedziałaś. W sumie aż tak mi na tym nie zależy. Na szczęście moi przyjaciele wiedzą, że nie łażę do łóżka z kim popadnie - stwierdziła i odsunęła się od dziewczyny, wychodząc z imprezy. I tak w sumie nie za dobrze się bawiła.
- No... Żeby dostać się do szkoły baletowej trzeba mieć w sobie coś z cyborga. - zaśmiała się wciskając kolejnym uczniom ulotki. Szło jej to całkiem sprawnie. Uśmiechała się do wszystkich szeroko i nawet nie było widać, że jest to wymuszone czy coś w tym rodzaju.
OdpowiedzUsuń- To kiedy masz zamiar do mnie wpaść? Może inaczej - poprawiła się po chwili. - Chcesz przyjść na różne zajęcia? Będzie wtedy większa szansa, że ktoś się do Ciebie zapisze - powiedziała uśmiechając się wesoło. Sama pamiętała jak namawiała każdego, aby chodzi na jej zajęcia, dlatego miło było pomóc Biance.
Mercedes uwielbiała miasto nocą. Było ciche i spokojne, takie puste. Nikt się nie pałętał, nie zakłócał jej świętej chwili kontemplacji, mogła w błogości zatapiać się coraz bardziej we własnym smutku po śmierci Clydene i kolejnych fajkach. Clydene… ona była, była cudowna. Jedyna w swoim rodzaju. Kochała ją. Kochała najmocniej na świecie. Ale ten kretyn, ten idiota, ten skończony dupek… Oczywiście, żadne szczęście nie może trwać wiecznie. Wszystko kiedyś musi się skończyć, każdy kiedyś musi wylądować na dnie rozpaczy, dostać porządnego kopa w dupsko, żeby zrozumiał, że świat nie jest kolorowy. Jest szary, zepsuty i brudny. Mercedes zrozumiała to właśnie z dniem, w którym Clydene odeszła.
OdpowiedzUsuńWierzchem dłoni otarła łzę, która zakręciła jej się w oku na wspomnienie zmarłej. Wspomnienia. Mogła je przecież wyrzucić z głowy, bo one bolały i przypominały wszystko, o czym normalny człowiek chciałby zapomnieć. Szkopuł tkwił w tym, że Mercedes nie chciała zapominać. Nie, z dziką zawziętością pielęgnowała w sobie wszystko to, co wiązało się z Clydene. Nie mogła o niej zapominać, to byłoby nie w porządku wobec niej. Clydene nigdy by jej tego nie zrobiła.
Sięgnęła do kieszeni po wymiętą paczkę fajek. Fajki były tym, czego nie potrafiła się pozbyć od śmierci Clydene. Wtenczas żałoby właśnie zaczęła palić jak smok i nie chciała tego rzucać. To zawsze pozwalało się uspokoić, odstresować, powrócić no normalności i wziąć się w garść, kiedy za bardzo zatracała się w swoim poszukiwaniu natchnienia. Pech chciał, że gdy zajrzała do paczki, okazało się, że nie ma w niej nawet jednego, głupiego papierosa. Westchnęła ciężko i wyrzuciła zmięty kartonik na chodnik.
- Świetnie! – parsknęła pod nosem jak wściekła kotka. – Po prostu świetnie. – I zrezygnowana powlokła się następnymi uliczkami, coraz bardziej zatapiając się we własnych myślach i zapominając o bożym świecie. Nie patrzyła, dokąd idzie. W głowie huczał jej tylko ogromny, czerwony neon z pretensjami, że nie ma w kieszeni papierosów, a w pobliżu jak na złość nie ma żadnego otwartego sklepu, w którym mogłaby je kupić.
[Krótko i nędznie, bo już nie moja pora, a koniecznie muszę się dzisiaj za siebie wziąć, bo inaczej nie zrobię tego nigdy. Potem się poprawię, obiecuję.]
Mercedes
Spojrzała na nią jak na wariatkę. - A bierz ich sobie. - roześmiała się. - Wiesz ile ludzi ostatnio na zumbę przyszło? Dziewczyno, sala była wypełniona po same brzegi! Musiałam na lustrze tańczyć - zamrugała do niej wesoło pozbywając się kolejnych ulotek, już ostatnich w sumie. Siłownia, w której Claire prowadziła zajęcia, była całkiem popularna i duża. Wiązało się to z tym, że chodziło tam dużo osób i to bardzo różnych osób.
OdpowiedzUsuń- Jutro mam zajęcia od osiemnastej do dwudziestej pierwszej. Możesz przyjść przed dziewiętnastą i zostać do tej dziewiątej - zaproponowała zamyślając się. - Będziesz miała wtedy trzy razy większe prawdopodobieństwo, że ktoś się zapisze do Ciebie. Muszę już iść, bo zaplanowałam sobie jeszcze na dzisiaj trening. Czekam na Ciebie jutro na siłowni! - zawołała odchodząc od niej i machając z szerokim uśmiechem na pożegnanie.
Miałyby się kłócić? Pewnie z perspektywy Bianci takie rozwiązanie byłoby najlepsze, jednak Aredhel nie miała najmniejszego powodu, aby w ten sposób traktować dziewczynę. Ona jej właściwie niczym nie zawiniła. Oczywiście powiedziała kilka niemiłych rzeczy na jej temat podczas minionej imprezy, jednak rudowłosa już wyrzuciła to z głowy. Po co miała przejmować się takimi głupotami? Podejrzewała, że Bianca posądzą ją o odbicie chłopaka i pewnie powinna jej to wyjaśnić, ale samo wspomnienie tamtego idioty przyprawiało ją o mdłości. Wygląda na to, że zarówno Bianca, jak i ona zostały ładnie wykiwane, a teraz miały się kłócić między sobą ku uciesze chłopaka? O nie, na to Aredhel nie miała zamiaru pozwolić.
OdpowiedzUsuńZatrzymała się, aby z powrotem wrócić na imprezę i wszystko Biance wyjaśnić. Nie oczekiwała nie wiadomo jak wielkiej przyjaźni, ale nie chciała, aby kłócić się o coś, co nie było winą ani jednej, ani drugiej strony.
I w tym właśnie momencie usłyszała jak Bianca ją woła, a już po chwili do niej dobiegła.
- Świetnie się składa, bo właśnie miałam wrócić, aby z tobą porozmawiać. Chyba mamy jedną sprawę nie do końca wyjaśnią - stwierdziła, spoglądając na dziewczynę spokojnym, pewnym wzrokiem. Nie było w niej ciebie poczucia winy. Nie miała żadnych wyrzutów sumienia. W końcu nie zrobiła niczego złego.
[Pamiętam, jakżeby inaczej. Ze starej gwardii większość jeszcze kojarzę, przynajmniej z imienia. Nawet sobie przypomniałam w trakcie pisania karty, że Danonek miał dziewczynę, niejaką Blair bodajże, o twarzy aktorki z Plotkary, jakżeby inaczej. Pamiętam te kultowe spotkania na czacie, gry w butelkę, latanie po stołówce, wypad na łyżwy... Ach, to były czasy.]
OdpowiedzUsuń[Leoooooś <3 O Boże, o tym akurat nie pamiętałam. Swojego prawdziwego misia Leosia mam po dziś dzień.
OdpowiedzUsuńMoże niespodziewany wyścig rowerowy? Jakby tak jechali obok siebie i nagle znikąd zaczęli się ścigać aż w końcu nie dadzą rady pedałować?]
Rudowłosa skrzywiła się mimowolnie, kiedy dziewczyna zapaliła papierosa i automatycznie zrobiła kilka kroków do tyłu, aby trzymać się z daleka od dymu. Jasne, na imprezach trudno było uniknąć palących ludzi, jednak teraz, w takich sytuacjach jak te, kiedy Aredhel mogła się odsunąć, to wolała tak robić.
OdpowiedzUsuń- Dobra, ale jak chcesz ze mną rozmawiać, to zgaś to... - stwierdziła, kiwając głową w kierunku papierosa. - A zresztą. Nie zajmie nam to dużo czasu. Nie wiem, co tam ci naopowiadał twój eks, i na moje nieszczęście również mój eks chłopak i mało mnie to obchodzi. Kiedy zaczęłam się z nim spotykać, nie miała bladego pojęcia, że ma dziewczynę. Naprawdę nie interesuje się zajętymi facetami. No i po pewnym czasie wydało się, że chodził z tobą. Wtedy bardzo mnie przepraszał i mówił, że nie był w stanie z tobą zerwać, ponieważ obawiał się, że cię zrani. No i oczywiście wspomniał, że jedyną, którą kocha, jestem ja. Jakie ckliwe. A bardziej ckliwe jest to, że mu uwierzyłam. Potem chodziliśmy ze sobą jeszcze tydzień... Do momentu, kiedy facet dowiedział się, że nie mam zamiaru z nim iść do łóżka. Trochę się wkurzył i ze mną zerwał. Dwa dni później miał już nową dziewczynę. Koniec historii - opowiedziała bez cienia smutku na twarzy. Nie, nie żałowała, że ich związek się skończył. I tak prędzej czy później by się rozpadł, a Aredhel go tak naprawdę nigdy nie kochała.
[Do pudła?! How dare you?! Tak z miśkiem postępować, któż to słyszał?!]
OdpowiedzUsuńZ powodu jego wrodzonego skąpstwa przekazywanego w jego rodzinie z pokolenia na pokolenie Danny często decydował się na przejażdżkę rowerem zamiast komunikacją miejską wszelakiego typu. Trener drużyny też z pewnością nie miałby nic przeciwko - w końcu był to także pewnego rodzaju trening, prawda? Okej, raz wściekł się, kiedy w wyniku nieszczęśliwego wypadku Danny stłukł sobie rękę. Grunt, że nie była złamana i nie musiał pauzować z tego powodu. Pomimo upomnień nie porzucił jednak ulubionej maszyny z napędem atomowym i również dzisiejszego dnia wybrał ten środek transportu. Z impetem ruszył spod szkoły, włożywszy w uszy słuchawki od iPoda. Ujechał już spory kawałek drogi, jadąc odkrytymi niedawno skrótami, kiedy wyjeżdżając z jednej z przecznic, delikatnie zajechał drogę jakiejś dziewczynie. Miał się już odwrócić do tyłu i upewnić, czy przypadkiem nic jej się nie stało, ale w słuchawkach popłynęła kolejna energiczna piosenka i nie zaprzątał już sobie tym głowy. Nie zdążył jednak ujechać kilkuset metrów, kiedy ta sama dziewczyna wyprzedziła go niczym błyskawica. Wydało mu się nawet, że coś do niego krzyknęła, minąwszy go, lecz nie usłyszał.
- Chcesz się ścigać? - mruknął sam do siebie. - Okej, czemu nie?
Uśmiechnął pod nosem i jeszcze mocniej nacisnął na pedały. W przeciągu kilku chwil był już bliski jej dogonienia.
[Świetne nowe zdjęcia :D]
OdpowiedzUsuńRudowłosa nie wiedziała, czy Bianca jej uwierzy, ale musiała przynajmniej spróbować. Aby potem nie żałować, że między nimi zrodziła się widoczna niechęć, szczególnie, że obie zostały wykorzystane. Przecież nie miały najmniejszego powodu, aby żywić do siebie nienawiść. Obie w jakiś sposób na tym ucierpiały, jednak niestety Aredhel podejrzewała, że to jednak Bianca odczuła to mocniej. Po pierwsze Rasac krócej znała i krócej chodziła z tym chłopakiem, dodatkowo nie darzyła go miłością, nie zdążyła się w nim zakochać i za to była sobie bardzo wdzięczna. Sytuacja Bianci wyglądała jednak trochę inaczej. Wyglądało na to, że dziewczyna naprawdę go kochała, a ten skurczybyk to po prostu wykorzystał.
Dostrzegła, że dziewczyna czuję się głupio. Czyżby żałowała, że tak pochopnie oceniła Aredhel i była względem niej niemiła? Cóż, nie żeby rudowłosa była na nią o to zła. Gdyby odczuwała, że Bianca źle ją traktuje, to pewnie wyjaśniłyby to sobie już dawno temu. A tak to po prostu Bainca musiała źle o niej myśleć, ale tego nie pokazywała.
- Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniłyśmy. Nie lubię takich niedomówień - stwierdziła i nawet posłała dziewczynie lekko pokrzepiający uśmiech. Tak, aby pokazać, że nie musi się nią przejmować i że Aredhel nie jest zła.
[A mi się drugie bardziej podoba :P]
OdpowiedzUsuńTak, pod tym względem dobrze, że ten gość zainteresował się Aredhel. I bardzo dobrze, że wszystko na temat jego intryg wyszło na jaw. Przynajmniej Blanca rozstała się z tym kolesiem i nie musiała marnować kolejnego pół roku swojego życia. Jak widać, wszystko miało swoje złe i dobre strony. A Aredhel starała się w takich sytuacjach patrzeć głównie na te dobre.
- Słusznie - stwierdziła z lekkim rozbawieniem. - Szkoda tylko, że pewnie inne dziewczyny również tak oszuka, a my nie możemy nic na to poradzić. Przecież nie będziemy go śledzić, aby patrzeć, z kim się spotyka. Cóż, najwidoczniej jego przyszłe będą musiały na własnej skórze przekonać się, jakim jest człowiekiem. Trochę mi ich szkoda.
[Witam ;) oczywiście że jest chęć, tak sobie myślę co ty na to by zrobić taką relację że Dante traktował by dziewczynę trochę jak siostrę swoją, której nie ma tak w ogóle xD można by zrobić że Kurtz jej pomaga na zajęciach z kickboxingu skoro ona trenerką jest. co ty na to?]
OdpowiedzUsuń- Jeśli mnie poprosi o wybaczenie, to dam mu kopa w wiadome miejsca - stwierdziła, a na jej twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. Z reguły Aredhel była naprawdę dobrym i przyjaznym człowiekiem, jednak ludzie, którzy zaszli jej za skórę mieli naprawdę z nią przechlapane. Rasac nie obawiała się ich krytykować czy na nich krzyczeć, nie obawiała się również przechodzić do rękoczynów. A świadkiem jednego z takich jej zachowań była Bianca na poprzedniej imprezie.
OdpowiedzUsuń- Aredhel Rasac - odparła, ściskając lekko dłoń dziewczyny. Ona jeszcze nie miała żadnego zdania względem Bianci. Sama nie wiedziała, kiedy się to zaczęło, ale zrobiła się dużo bardziej nieufna względem kobiet niż mężczyzn. Może dlatego, że sama uważała, że to zazwyczaj kobiety powodują więcej problemów nić faceci. I w sumie po części miała rację.
[Witam. Ochota oczywiście, a nawet i nieuczesany pomysł się znajdzie. Skoro ona tak lubuje się w rysowaniu portretów to co ty na to, by narysować/namalować Javiera? Mogłaby zobaczyć go w nieprzychylnym dla niego momencie, całego roztrzęsionego albo nawet we łzach, co też mu się zdarza. Nie znaliby się i od tego mogłaby się rozwinąć ta znajomość. Co Ty na to?]/Javier
OdpowiedzUsuńDante nie był mistrzem w zawieraniu nowych znajomości, może przez to że nie należał do osobników przyjemnych. Raczej ukrywał emocje, a jesli już coś okazywał to głównie rozdrażnienie, złość czy znudzenie.
OdpowiedzUsuńJednak wyjątkiem była Bianka jakoś tak szybko wzbudziła w nim sympatię, a później nawet chęć by chronić ją. Tak więc dziewczyna stała się jego małą siostrzyczką co widać jej nei przeszkadzało, a jego bawiło ile razy o tym myślał.
Odkąd też usłyszał czym ona się zajmuje to szczerze z chęcią zaczął w tym uczestniczyć. Taki sport był dość agresywny i to mu się chyba głównie podobało.
Oczywiście zauważył że dziewczyny, ktore pojawiały się na treningach jawnie udawały że coś się stało. Jednak do każdej zawsze podszedł.
Lubił niewinny flirt obojętnie z którą płcią, ważna była zabawa.
Dziś miał właśnie podjechać po dziewczynę i przez swojego brata prawie o tym zapomniał. Cholerny gnojek, musiał go wkurzyć porządnie.
Spóźniony wyjechał za zakrętu i podjechał do krawężnika.
Spojrzał na dziewczynę wyraźnie nie zadowoloną.- Wiem wiem, spóźniłem się...ale to nie moja wina - mruknął gdy ona zajeła miejsce pasażera.
Włączył się do ruchu gdy tylko zamknęły się drzwi.
- nie rób takiej miny bo jeszcze poczuję jakieś wyrzuty sumienia - dodał z krzywym uśmiechem. Wyrzuty sumienia nie istniały u niego w ogóle, nie było szansy by poczuł się winny i to pewnie Bianka wiedziała.
[sorry za taką długość, ale nie mogę jakoś dziś więcej nakreślić]
Aredhel nawet nie przeszło przez myśl, aby w ten sposób zemścić się na chłopaku. Po pierwsze nie wiedziała, czy byłaby w stanie być aż tak bezwzględna i podła. Chociaż pewnie umiałaby przekonać się do tego, że to jest konieczne, aby dać mu nauczkę. Większym problemem byłoby udawanie, że wszystko jest w porządku. Chodzenie z nim za rękę, uśmiechanie się jak przygłupia nastolatka, całowanie... Uhh... Aredhel zbierało się na wymioty, kiedy o tym myślała. Naprawdę nie chciała, aby ten facet kiedykolwiek jeszcze położył na niej swoją rękę. Rudowłosa była przekonana, że porządnie by oberwał, a ona nie umiałaby się opanować.
OdpowiedzUsuń- To zależy w jaki sposób - odparła, spoglądając na dziewczynę z mimowolnym zainteresowaniem. W sumie chciałaby się na nim odegrać, jednak najpierw musiała usłyszeć, jaka miałby być jej rola w tym całym planie.
Łapie przepisy drogowe nałogowo od kiedy tylko zdał prawo jazdy, nie jest to żadna nowość, której by zaprzeczył. Motor nie może przecież mknąć przez ulicę jakimś nędznym tempem, musi wyprzedzić pozostałe ścierwa i wyrwać się na sam przód. Tego jest pewien i teraz, choć podstawy ma to zupełnie inne, skupia się właśnie na wyprzedzeniu czerwonego Sedana. Trzęsą mu się dłonie, z ledwością wymija samochód, nieomal odrywając mu lusterko. Włączają się klaksony i oto zostaje strąbiony przez pół miasta. Przeciska się wąskim przejściem, by w końcu zaparkować w niedozwolonym miejscu. Oddycha ciężko i przez chwilę jeszcze nie zdejmuje kasku, zdając sobie sprawę w jakim jest stanie. To przecież chore, żeby dorosły mężczyzna tak reagował na świat, to nienormalne. I wie o tym doskonale, to samo w sobie jest doskonałym pretekstem, by skończyć to wszystko, a jednak nie potrafi i dalej gubi się we własnym życiu. Wstaje, podpierając się o motor i powoli ściąga z siebie niepotrzebny już asortyment, by schować do go baku, usytuowanego pod siedzeniem. Ramieniem ukrytym pod skórzaną kurtką przeciera twarz, co by pozbyć się wszelkich oznak swojej słabości. Zaczerwienienie jednak nie uchodzi z łatwością i w zasadzie łatwo domyślić się, że płakał. Oddycha ciężko i wtem łapie na sobie cudze spojrzenie. Marszczy brwi w niezadowoleniu, zostawia motor i rusza w tamtym kierunku. Tego mu brakuje, wścibskiej pary oczu. W normalnych okolicznościach nie zbliżałby się do niej w ogóle, zignorowałby obecność i zawrócił do mieszkania, ale cały dzisiejszy dzień doprowadza go do wściekłości, że koniec końców, nie wytrzymuje i robi coś zupełnie pozbawionego sensu, podchodzi do tej dziewczyny.
OdpowiedzUsuń- Masz jakiś problem? – pyta nieprzyjemnie, krzyżując ręce na torsie. Usta ściągnięte ma w cienką kreskę, a oczy lekko przymrużone, pełne złości. – Bo jeśli tak to ja chętnie go zaraz rozwiążę.
Javier
Ukazywanie słabości w żaden sposób nie należy do spraw częstych, mało tego, w ogóle nie powinno należeć, choćby do rzadkości. Tym razem tylko znajduje się poza własną świadomością, gdzie, nie do końca zwyczajnie, przechodzi w kolejne stany, których w zasadzie nie rozumie, nie chce. A ta dziewczyna obserwuje go, nawet nie ukrywa tego, że interesuje ją ten stan nienormalny, ten którego tak się wstydzi. I to go martwi, może nawet złości, bo czemu nie może zostawić go w spokoju? Jest spostrzegawczy, to nie problem znaleźć w jej ręce ołówek, spostrzec szkicownik i to typowe dla artysty spojrzenie. Nie musi mówić ani słowa, by domyślił się, co robi w tym parku z oczami wlepionymi w zaczerwienioną twarz. Milczy przez chwilę, zbity z tropu przez tak adekwatną odpowiedź. Nie daje się jednak zwieźć ani wyprowadzić w pole. Co innego, że powracają mu do głowy wspomnienia z całego dnia – te swoiste problemy, o których mówi, a nie ma pojęcia. Wzdycha ciężko, porażony ilością nieprzyjemnych zdarzeń, które wirują mu w głowie, jak w cholernym lunaparku.
OdpowiedzUsuń- Czy mogłabyś mnie nie rysować? – pyta spokojniej, może nawet grzecznie, przy czym rzeczywiście musi się hamować, bo lekceważąca poza z jaką siedzi i to jak się do niego zwraca, nie ułatwiają mu zadania. Nie lubi, gdy ktoś nie potrafi zachować względnych zasad, które on sam ustanowił sobie już kilka lat temu, które wydają mu się potrzebne. – Mój stan, moje problemy to nie Twoja sprawa.
Javier
[Możliwe, często tam przesiadywał kłócąc się z Vicky. A Alexis coś tam kojarzę, ale jako że z moją pamięcią do końca nie jest dobrze to niczego sobie dokładnie nie przypominam. Whateva. Jak masz już pomysł to dajesz. :D]
OdpowiedzUsuńNie interesuje go w jaki sposób człowiek jest zbudowany i co musi wypierać, żeby być kim jest. Jako że końcowy efekt zależy od niego samego, nie ma to żadnego znaczenia czy udajemy. Owszem, mogłoby się wydawać, że to cholernie ważne, ale tylko i wyłącznie dla Ciebie samego, otoczenie może na to gwizdać. I co ważniejsze – robi to i jeszcze śmieje Ci się w twarz. Javier odbiera to wszystko i czuje w sobie jak każde kolejne spojrzenie roztapia mu duszę, tak skruszoną przez tysiące ognistych sztyletów. Ile to razy bliski był załamania? Ile razy rzeczywiście do niego doszło? Przeklęta chęć bycia kimś, a nie nikim to męczarnia.
OdpowiedzUsuńPrzygląda się dziewczynie co raz mniej gniewnie, mimo że przecież wcale mu nie przechodzi. Wręcz przeciwnie. Nie dlatego, że ta ma rację, bo tu mógłby się kłócić (gdyby tylko był człowiekiem, który traci mało cenny czas na kłótnie z kimkolwiek, warto przecież nadmienić, że skoro już i tak dąży do śmierci to przynajmniej wykorzystuje czas w sposób dość produktywny, a mianowicie przeradza go w autodestrukcyjną papkę).
-A niektórzy woleliby, żeby ich słabość została zatracona – odpowiada spokojnie, wręcz zbyt spokojnie, co dziwi nawet jego. – Posłuchaj mnie, ja nie jestem w nastroju na takie zabawy – dodaje po chwili, gdy rzeczywiście traci wszelkie siły i jedyne czego chce to zapaść się gdzieś pod ziemię i umierać tam powolną (albo i szybką) śmiercią, otoczony szkarłatem własnej krwi. Upajałby się samotnością. I ciszą.
[Wybacz, że tak krótko]/Javier
Uśmiechnął się rozbrajająco, ten uśmiech mu pasował, ale pojawiał się bardzo bardzo rzadko, teraz miał jednak powód.
OdpowiedzUsuń- no,a jak...ja zawsze jestem niewinny jeśli chodzi o spóźnienia - powiedział udając poważnego. Chociaż tak naprawdę był w niezłym humorze, ale po prostu po nim nie było to za bardzo widać.
Położył dłoń na jej udzie i lekko zacisnął palce, często tak robił.- nie złość się na mnie - mruknął zerkając na nią. Zabrał rękę by zmienić bieg.
Bez wątpienia wszyscy wiedzieli że Dante mial trudny charakter, a przynajmniej ci, którzy mieli z nim jakąkolwiek styczność nawet jeśli widzieli go kilka minut, ale co dziennie. Czy czuł się w jej towarzystwie dobrze? Raczej tak, gdyby było inaczej ta znajomosc nie istniała by już bo on nie lubił na siłę z kimś miać jakąkolwiek relację.
- Wcale nie, wyrzuty sumienia gdybym je faktycznie miał prawdopodobnie by mnie zabiły, wiesz ile ludzi uważa że zrobiłem im coś...przecież to w depresje można było by popaść - stwierdził zatrzymując się gdy zaświeciło się czerwone. Świateł było w tym mieście o wiele za dużo, normalnie nie można było przejechać.
- Oby to tylko było omdlenie, głupio by wyszło jakby któraś sobie naprawdę coś zrobiła by zwrócic uwagę - odparł.- chyba muszę oficjalnie powiedzieć że jestem gejem, może wtedy dadzą mi spokój - dodał udając że to naprawdę rozważa. Jego orientacja była dla wszystkich jedną wielką niewiadomą, nawet najbliższe mu osoby nie miały przy tym pewności, a on tematu też zręcznie unikał.
Dante