Składniki:
1 kg niezdecydowania
2 łyżki stołowe uroku osobistego
1 ½ szklanki niezdarności do kompletu z „ja tego nie zrobiłem”
Kostka głupiego szczęścia
3 krople wyciągu z upartości całego świata
Krem z najsłodszego możliwego uśmiechu
Owoce ciężkiej pracy do dekoracji
Sposób przygotowania:
Niezdecydowanie wymieszać z niezdarnością i doprawić
kroplami uporu. Całość mieszać do uzyskania jednolitej masy (nie przejmujemy
się faktem, że niezdecydowanie przeważa w każdy możliwy sposób). Kostkę szczęścia
utrzeć z urokiem osobistym, połączyć z pozostałą masą, uformować dość zgrabnego
młodzieńca z miną, która aż promieniuje „Tak,
tak słonko. Na bank cię słucham.” . Przełożyć do pieca nagrzanego do
wspaniałych 20 stopni Celsjusza, bowiem wypiek nie znosi upałów i piec przez 23
lata. Wyciągnąć 21 września.
Po ostudzeniu ciasto przekroić, obłożyć kremem i udekorować owocami.
Po ostudzeniu ciasto przekroić, obłożyć kremem i udekorować owocami.
Zjedzenie grozi otruciem, więc częstować teściowe.
Archer Fairley to człowiek, którego nie sposób opisać
kilkoma słowami. Jest… tęczowy. Czasem się uśmiecha przypominając słońce, innym
razem jest jak ta ciemniejsza część- fioletowa, czy niebieska. Wtedy też ciska
wyzwiskami niczym gromami, aż strach podchodzić.
Oszukuje ludzi tym wyglądem szkolnego mięśniaka, a tak serio
to studiuje gastronomię. Pedał jeden. Nie chcesz go spotkać? Nie idź do
biblioteki i unikaj 102 pokoju. Z resztą on jest wszędzie. Jak zarazki. I co
gorsza- brak na niego leku.
~*~~*~Archer Fairley~*~Kalendarzowe
23 lata~*~Ur. 21 września 1990~*~II rok na wydziale technicznym, kierunek
gastronomia~*~Zbyt leniwy by chodzić na jakieś zajęcia dodatkowe~*~Kocha białą
czekoladę~*~I cytrynę~*~Żelmisie! ~*~Oczęta po Harrym Potterze~*~Włosy raz
brązowe, raz czerwone~*~w Sylwestra na zielono! ~*~Przemycił ze sobą szczura
Quasimodo~*~~*~
Aktywny działacz GLCCB.
Obecnie pracuje nad założeniem Stowarzyszenia Lambda na kampusie.
Obecnie pracuje nad założeniem Stowarzyszenia Lambda na kampusie.
~*~
Karta
jest krótka! Serio! Normalnie jest pięć razy tyle...Okej, krócej już nie umiem.Witamy
się, uśmiechamy, nie gryziemy, ale pieczemy, kucharzymy i nawet ludzi ciastkami
obdarowujemy. Kawą też. Full serwis, niemal catering :-D



[Kierunek gastronomiczny? Może ktoś tu zechce nakarmić tego szkieletora? :D Zapraszam do wątku. Obdarują ją ciachem to będzie Cię wielbić]
OdpowiedzUsuńEnthe
Tego dnia Bastuś był totalnie zmęczony. W końcu pierwszy dzień, wyprowadzka, nowe znajomości i tak dalej. Dość szybko leciał czas, a i nie brakowało emocji. Kiedy więc jego szanowna współlokatorka była tak miła i wreszcie dała mu trochę spokoju, to najzwyczajniej w świecie rzucił się na łóżko. Nie minęło czasu wiele, a powieki przymknęły się, by mógł za chwilę Bastek zasnąć ładnie i odpłynąć gdzieś tam do krainy kolorowych snów. Leżał sobie na brzuchu i zdołał jeszcze poczuć, że Claire przykrywa go czymś, a potem panowała tylko ciemność.
OdpowiedzUsuńDziewczyna siedziała na swoim łóżku i grzebała w laptopie, kiedy to usłyszała pukanie. Podeszła do drzwi i je otworzyła. Kiedy ujrzała znaną buźkę, natychmiast wciągnęła Archera do środka i ukradła mu kilka ciastek, nie przejmując się zbytnio tym, że dla niej one nie były.
- Pilnuj mi tu ładnie Bastka, a ja uciekam sobie - oznajmiła, po czym zjadła ostatnie ciastko, narzuciła coś na siebie wybiegła z pokoju, pozostawiając panów samych.
Może niewiele osób wiedziało, ale Bastek zdecydowanie lubił zasypiać, kiedy wiedział, że ktoś jest w pobliżu. Dziwne, ale do tego był zwykle przyzwyczajony. Nie podzielił się tą tajemnicą ze współlokatorką, bo i głupio się tak przyznać. Spał sobie jednak grzecznie dalej z twarzą odwróconą w stronę łóżka Claire.
Tak, nie ukrywajmy - Archer został wkopany w "opiekowanie się" śpiącym Bastianem. I pewnie będzie musiał poczekać, aż się nasz artysta obudzi, bo przecież szkoda, by taka niespodzianka smaczna się zmarnowała, prawda?
Bastek
[Ręce do góry! Kim jesteś! ]
OdpowiedzUsuń[ jakaś podpowiedz? ]
OdpowiedzUsuń[hmm... to ja żadnego jina nie znam:> xD]
OdpowiedzUsuń[Już wiem kim jesteś :)]
Usuń[ to kiedy znów do zoo
Usuń[Pozwolę sobie coś zacząć :]
OdpowiedzUsuńAredhel naprawdę nie znosiła, kiedy życie zmuszało ją do zrobienia czegoś, na co nie miała ochoty lub co kompletnie jej nie wychodziło. I właśnie jedną z takich rzeczy było gotowanie. Dziewczynie niezmiernie podziwiała ludzi, którzy mieli ręce stworzone do gotowania oryginalnych, smacznych potraw, dzięki czemu ludzie uśmiechali się już na sam widok jedzenia. A jeśli jeszcze dobry smak potraw był połączony z idealnym wyglądem na talerzu, to dla rudowłosej był to niemal raj.
Jeśli chodziło o nią, to dziewczyna faktycznie byłaby w stanie ułożyć na talerzu coś, co wyglądałoby ładnie dla ludzkiego oka. Miała zmysł artystyczny, dlatego to nie sprawiłoby jej większego problemu. Gorzej prezentowała się sprawa związana z jej umiejętnościami kulinarnymi... Mimo że Aredhel już od ponad sześciu lat gotowała dla siebie, to do tej pory wciąż nauczyła się tylko kilku podstawowych potraw. Dodatkowo nawet one były wielce dalekie od ideału. Krótko mówiąc... Rasac miała dwie lewe ręce do gotowania.
Mimo swojego braku umiejętności Aredhel niezwykle ceniła dobre jedzenie. Właśnie dlatego, kiedy poczuła w szkole zapach jakiejś potrawy, od razu skierowała się w kierunku pokoju, gdzie ktoś gotował. Uchyliła lekko drzwi i dostrzegła nieznajomego chłopaka, który stał nad kuchenką i coś właśnie mieszał w garnku. Coś, co bardzo dobrze smakowało.
Dziewczyna zerknęła na plakietkę na drzwiach i tak jak się spodziewała, napis głosił, że jest to sala przeznaczona dla kierunku gastronomicznego. Najwidoczniej chłopak właśnie to studiował, ponieważ w innym wypadku dyrekcja z pewnością nie dałaby mu kluczy do tego pomieszczenia.
- Przepraszam, uzdolniony nieznajomy - zaczęła, uśmiechając się promiennie do chłopaka. - Znajdzie się odrobina jedzenia dla głodnej studentki? - Spytała szczerze, jakby nie było nic dziwnego w tym, że prosi o jedzenie kogoś, kogo kompletnie nie znała.
[Za pewnie tęskni, ja za nim też! Zorientowałam się przy Jinie :D
OdpowiedzUsuń[Jasne, że tak ;]
OdpowiedzUsuńCóż, Aredhel nie miała pojęcia, co też nieznajomy tam gotuje i z pewnością nawet gdyby zauważyła zawartość rondelka, to i tak nie umiałaby rozróżnić nawet połowy składników. I w sumie dobrze jej z tym było... Jedni, jak pan stojący przed nią, mieli talent do tego, aby tworzyć niesamowite jedzenie. Inni, tacy jak ona, dużo lepiej się czuli z nożyczkami w dłoniach... Przez co niekoniecznie czuli się dobrze ludzie, którzy z nimi przebywali, ale to już tylko niewielki szczegół.
Rudowłosa wsunęła się do sali i zamknęła dokładnie za sobą drzwi, licząc, że może przyjemny zapach pozostanie tylko w tym pomieszczeniu. Oczywiście Aredhel nie chciała, aby nagle zbiegło się tutaj połowę uczniów. W takim wypadku pewnie nie zostałoby dla niej jedzenia, a taka hojna to ona nie była. Nie żeby w ogóle była.
- Hmm... No jak muszę, to poczekam - stwierdziła z rozbawieniem i podeszła do blatu, przyglądając się z zabawnie zmarszczonym czołem jedzeniu. - Wygląda... interesująco. W każdym razie widzę tutaj mięso, a reszta to sama zagadka - podsumowała szczerze, a następnie usiadła na wolnym krześle, czekając na gotowy posiłek. - Ach, i jestem Aredhel, tak przy okazji.
Aredhel przypatrzyła się dokładnie potrawie i dzięki temu, że nie była daltonistką, udało jej się rozróżnić czerwone składniki, które prawdopodobnie były papryką i pomidorem. Tylko trochę trudniej było odróżnić je od siebie w tej całej masie, ale chyba nie to było najważniejsze, prawda? Rudowłosej zależało tylko na tym, aby w całości smakowało to naprawdę dobrze.
OdpowiedzUsuńDziewczyna uniosła wzrok do góry, słysząc pytanie z ust chłopaka.
- Cóż... Trochę to i to. Jestem cały czas głodna, ale to dlatego, że nie lubię gotować. Skutek i przyczyna. - Roześmiała się. - I może chęci do gotowania to swego czasu miałam. Byłam bardzo zmotywowana, że będzie sobie codziennie gotować inną potrawę, że bardzo wiele się nauczę. Nawet kupiłam taki wielki tom z potrawami, a teraz się niestety tylko kurzy, ponieważ nie jestem w stanie nawet jednej rzeczy stamtąd zrobić. Jak chcesz, to mogę ci oddać książkę... - zaproponowała swobodnie, uśmiechając się szeroko jak to miała w zwyczaju. - U ciebie z pewnością spełni ona swoją rolę.
Podniosła się z krzesła i podeszła do chłopaka z łobuzerskim uśmiechem.
- Ale w zamian za to dasz mi to przymierzyć - powiedziała, zachodząc Archera od tyłu i rozwiązując jego słodki fartuszek. Naprawdę jej się podobał, jednak nie ulegała wątpliwości, że będzie w nim zabawnie wyglądać. Chociaż pewnie nie aż tak zabawnie jak chłopak.
Bastek spał sobie dalej, nie wiedząc zupełnie, że tym razem to nie Hipcio(Claire) go pilnuje. Ot, kiedy zasypiał miał ją obok, a teraz czekała go niespodzianka. Oczywiście do głowy by mu nie przyszło, że w BIC jest ktoś, kto tak smakowicie wita pierwszorocznych, więc absolutnie się tego nie spodziewał. Pływał sobie gdzieś między jednym snem, a drugim, kiedy nagle wszystko się skończyło i nadszedł czas powrócić do akademickiej rzeczywistości. Swoją drogą podziękował w duchu swojej starszej siostrze, absolwentce BIC za to, że niemal siłą wyrzuciła go wraz z torbami z domu i oznajmiła, że naprawdę warto już w połowie sierpnia przyjechać, zaaklimatyzować się i poznać ludzi. Jakoś nie wierzył, że ktokolwiek wpadnie na taki sam pomysł i tak szybko zamieszka w akademiku, a tymczasem okazało się, że spora grupa ludzi to była. Wiało pustkami, owszem, ale poznał już kilka osób.
OdpowiedzUsuńOtworzył oczy i ujrzał jakiegoś faceta. Książka i zafascynowane spojrzenie. Oho, skądś to znał. Czyżby wyobraźnia działała? Podniósł się nieco, po czym dokładniej się mu przyjrzał.
- Claire nie mówiła, że będziemy mieć gości. - Przerwał ciszę i najwyraźniej wybudził go z czytelniczego transu. Ziewnął przeciągle, wyprostował nieco plecy, po czym uśmiechnął się do niego. Tak, Bastuś, brawo. Poduszka odciśnięta na jednym policzku, potargana blond czupryna i ubranie jakoś tak całkiem wygniecione. A do tego zaspane spojrzenie. Można wyglądać jeszcze bardziej dziecinnie? No cóż, w końcu jest pierwszakiem, prawda? Ma prawo.
- To Twoja dziewczyna? - zapytał, przechylając lekko główkę w bok. - I pochwal się, co takiego czytasz - dopowiedział natychmiast, po czym walnął się niedelikatnie na miejsce obok niego na łóżku dziewczyny. Tak, chyba lekko niedyskretnie zajrzał do książki.
Bastek
[to pokochaj ;D]
OdpowiedzUsuńTabitha
Foch byłby, jakby na głos padło, że jest uroczym chłopaczkiem. On wcale nie jest uroczy. Już to dzisiaj raz usłyszał i tym samym całkowicie wyczerpał się limit. Po prostu dopiero się obudził i miał prawo wyglądać, jak wymacana, wygnieciona poduszka, ot co.
OdpowiedzUsuńNie chciał przerywać jego czytania, bo to pewnie nie było zbyt miłe z jego strony, ale czułby się dziwnie, gdyby mógł go tak sobie obserwować przez dłuższy czas i nie dałby znać o tym, że już się obudził. A na co popatrzeć zdecydowanie było, ale cśś, nie to teraz.
Kiedy zaś chłopak odpowiedział i machnął mu łapką przed nosem, Bastek akurat zaspane oczęta przecierał, więc umknęło to jego uwadze. Jako tako się biżuterii wszelkiej nie przyglądał, dopóki nie miał przyjemności bawić się czyimiś dłońmi. Teraz jednak jak taki zdezorientowany chłopak patrzył na niego i już miał nawet spytać, co tak właściwie on tutaj robił. W główce snuł teorie spiskowe, bo w końcu Claire go zostawiła i ten tutaj znalazł się na jej miejscu. Niemniej jednak nie zapytał, nie zdążył, choć to, że przyszedł do niego, było dość intrygujące. W końcu niecodziennie przystojny facet składa mu wizytę.
Nim przeczytał, co to za książka, nim przyjrzał się okładce, ten zaczął go witać głośno i chłopak nieco się zdziwił. Zamrugał parokrotnie, po czym zerknął na ciacha i porwał je w swoje łapki.
- Zapomniałeś dodać tego cukierkowego tekstu, że tutaj każdy odnajdzie przyjaźń i miłość - dodał, po czym uśmiechnął się do niego pięknie. - Em, dzięki za powitanie, to naprawdę niespodziewane - skomentował, zajadając się ciachami. - Pyszne, wiesz? Skąd je wziąłeś?
Bastek
Akurat pod tym względem Aredhel bardzo dobrze go rozumiała. Ona nie potrafiła przetrwać dnia bez naszkicowania chociaż jednego projektu. Podobnie było z igłą i nitką... Praktycznie codziennie coś szyła, co nie zmieniało faktu, że bardzo często następnego dnia uznawała, że to, co stworzyła, to kompletny niewypał i po prostu to wyrzucała. Akurat w tym przypadku Archer miał lepiej. On przynajmniej wszystko zjadał lub rozdawał jedzenie innymi, dzięki czemu jego wysiłek nigdy nie szedł na marnie.
OdpowiedzUsuńZ drugiej zaś strony jego potrawy szybko znikały, a dobre projekty Aredhel pozostawały na wiele lat, dzięki czemu jej przyjaciele mogli nosić rzeczy, które sama zaprojektowała. To też miało swojego plusy.
Aredhel i jej dziwne rozważania. Z pewnością żaden normalny człowiek nie chciałby mieć dostępu do jej głowy. Była ona przepełniona stoma myślami na sekundę, przez co ciężko było odnaleźć w niej ład i porządek. Istny chaos niczym w Stajni Augiasza.
- Najważniejsza kobieta w życiu, mówisz? - stwierdziła, unosząc brew do góry. Jasne, była niezmiernie ciekawa, kim ta osoba jest. Mama? Siostra? Dziewczyna? Przyjaciółka? Miała tylko dwadzieścia pięć procent szansy, że trafi. - Spokojnie, jestem tylko koleżanką. Twoja najważniejsza kobieta nie musi być zazdrosna. - Uśmiechnęła się promiennie i po rozwiązaniu fartuszka, ściągnęła go chłopakowi przez głowę. - Tylko na chwilę! - dodała jeszcze i sama przymierzyła ubranie, obracając się dookoła, aby przyjrzeć się końcowemu efektowi. - I co sądzisz? Pasuje mi?
Gdyby Aredhel wpuściła kogoś do swojej głowy, to nim dotarłby do małego pokoiku z jej największymi sekretami, po drodze jej kolorowa tęcza wykończyłaby natrętnego intruza. A jeśli tęczna Archera była chociaż w połowie równie kolorowa co dziewczyny, to rudowłosa z pewnością nikomu nie życzyłaby takiej podróży. Nadmiar kolorów mógłby sprawdzić, że biedaczek trafiłby do psychiatryka, licząc tylko na to, że wokół będą czarne ściany. Ani trochę koloru.
OdpowiedzUsuń- No widzisz, i wszystko się wydało. - Pokiwała głową z miną znawcy i wskazała dłonią na potrawę. - Smacznego ci życzę! Oto potrawa o wdzięcznej nazwie chili coś tam. Składa się ona z niezwykłego rodzaju mięsa, papryki, pomidorów, czerwonej fasolki i kawałków czekolady. Zgadłbyś? Widzisz jaka ja jestem mądra! Zalety bycia szefem kuchni! - Uśmiechnęła się promiennie, kryjąc rozbawienie. - A że jestem taka dobra, to pozwolę ci nawet spróbować mojej genialnej potrawy. Jestem przekonana, że tego nie pożałujesz!
Usiadła na krześle i wzięła widelec nadziewając na niego trochę potrawy. Następnie skierowała widelec w kierunku ust chłopaka, jednak w tym samym czasie wszystko, co miała na sztućcu [co za beznadziejne słowo xD], spadło jej na stół. Aredhel zrobiła niezadowoloną minę i zgarnęła ręką to, co wylądowało na blacie i wsadziła sobie do ust.
- Nie wolno marnować jedzenia! - powiedziała poważnym tonem, a następnie zmieniła nieszczęsny widelec na łyżkę. Ona już była dużo bardziej mocno. Ponownie nałożyła trochę potrawy i przybliżyła łyżkę do ust Archera. - Amm... Spróbuj jakie to dobre. Ja już spróbowałam, więc możesz uwierzyć, że nie ma w tym żadnej trucizny. I nie, wcale wcześniej nie wzięłam antidotum.
Gdyby tylko Archer był jego współlokatorem, to wiedziałby, że Bastek po obudzeniu się jeszcze długo się wybudza, a w tym stanie z reguły nie za bardzo docierają do niego pewne rzeczy. Trzeba wtedy mu wszystko ładnie, prosto i cierpliwie tłumaczyć. Kiedy zaś się rozbudzi i znowu odzyska energię, to wszystko wraca do normy. Nic więc dziwnego, że totalnie nie zwrócił uwagi na nową informację, jaką przekazał mu ten (nie)znajomy.
OdpowiedzUsuńCieszył się, że poznał jakiegoś faceta. Dookoła były same baby i trochę czuł się już tym przytłoczony. Udzielało się mu ich towarzystwo i przez to dziwne myśli królowały czasami w jego głowie. Zdecydowanie czuł potrzebę spędzenia czasu z facetem. W jakikolwiek sposób. Naprawdę.
[i w tym momencie Asiorożce mają kosmate myśli... ;> ]
- O tak, już chyba nawet am kilka kandydatek na przyjaciółki - zaczął z uśmiechem. Rany, jak on uwielbiał się uśmiechać. - Choć im chyba nie do końca o to chodzi... Niemniej jednak na damskie towarzystwo narzekać nie mogę.
Kurcze, jak mu te ciastka smakowały. Jeszcze trochę, to go porwie, uwięzi w jakiejś fajnej kryjówce i będzie zmuszał do tworzenia takich wspaniałych smakołyków. Oj, szatański plan zrodził się w główce naszego młodego Bastiana. Nie, jednak nie, porywanie ludzi to coś, czego jeszcze nigdy nie próbował. Chyba.
- Bastian Collins, miło mi - odpowiedział, po czym uścisnął jego łapkę. Za chwilę jednak przyłożył dłoń z ciastkiem do serca i zrobił taki teatralny gest. - Masz problem. Ja się chyba właśnie zakochałem... - powiedział całkiem poważnym głosem, po czym znowu się uśmiechnął i pochłonął kolejne ciastko. Ojej, to już ostatnie?
Zawiedziona minka wkroczyła na jego buźkę.
Bastek
A Aredhel właśnie nie była taką wielką fanką tęczy jak wszyscy sądzili. Jasne, miała naturalnie rude włosy po matce, nie ona o tym zadecydowała. Ubierała się całkiem elegancko i z pewnością nie jak choinka. Ale cóż... Jej sposób bycia sprawiał, że wszyscy kojarzyli ją z wesołą tęczą pełną pomysłów. I nie żeby Aredhel była zdziwiona. Była człowiekiem pełnym życia i energii, a te cechy zdecydowanie kojarzyły się z całą masą kolorów.
OdpowiedzUsuńPrzez chwilę przyglądała się śmiejącemu chłopakowi, a już po chwili nie wytrzymała i tylko się do niego dołączyła. No dobrze, sytuacja była całkiem komiczna przez zachowanie rudowłosej, ale Aredhel naprawdę się dobrze bawiła. A przy okazji jedzenie również było naprawdę dobre.
W czasie ich śmiechu, na nieszczęście dziewczyny jedzenie spadło jej również z łyżki i pozostawiło drugą brudną plamkę na stole. Rudowłosa przyjrzała się temu z niezadowoleniem i postąpiła tak samo jak poprzednio, wkładając sobie jedzenie ze stołu do ust.
- Wiesz co, lepiej jedz sam. Zdecydowanie lepiej stół na tym wyjdzie - stwierdziła z szerokim uśmiechem i przesunęła do niego miskę. Kiedy już Archer miał zanurzyć widelec w jedzeniu, Aredhel się rozmyśliła i ponownie zabrała talerz do siebie. - A może jednak nie. Nie wiem, czy mi coś zostawisz, a muszę się najeść. - Wytknęła do chłopaka język niczym małe dziecko i nałożyła sobie jedzenie do ust, wsuwając sztuciec [xD) do ust. Tym razem nic jej nie upadło! Eureka!
[Umiejętności nie ograniczają się do bycia humanistą i nauk ścisłych xD Zresztą, fakt, że lubi matematykę, czy fizykę, nie robi z niej chemiczki, ani nie świadczy o tym, że jest w tym dobra. To, że czyta i próbuje pisać nie robi z niej dobrej pisarki, napisałam, że tańczy, ale niezbyt dobrze, śpiewa nieco lepiej, co nie znaczy, że dobrze, więc nie wiem, o co chodzi. Ona próbuje wszystkiego, a czy jej wychodzi, to inna sprawa. A ostatniego zdania (''Do tego wszystkiego dodajmy fantastykę, komiksy i fakt, że jest dziewczęcą chłopczycą'') to w ogól nie łapię, bo jestem multum gatunków książek, a komiksom do fantastyki to akurat blisko. Poza tym, nigdzie nie napisałam, że jest chłopczycą. Fakt, że lubi piłkę, czy chodzi po drzewach chyba jej z niej nie robi, nawet jeśli mama tak sobie wmawia, ale mama Lei to zupełnie inna historia.]
OdpowiedzUsuńLeia
[Nie ze względu na fabułę, jednak dziwnym trafem fantasty i science-fiction to chyba dwa, najczęściej mieszane gatunki. A fani jednego, są bardzo często fanami drugiego. Nie rozumiem o co się rozchodzi w tym momencie. Poza tym, fanami fantasy i sci-fi są nierzadko właśnie umysły ścisłe. Wystarczy zobaczyć, jakie książki najczęściej wypożyczają ludzie z mat-fizów, czy na polibudzie.
OdpowiedzUsuńOgraniczyć się? Więc próbowanie wszystkiego i szukanie czegoś, co się lubi, to według ciebie marysuizm?
Leia lubi śpiewać i nucić pod nosem, czy to już interesowanie się śpiewem? Przecież nie chodzi na lekcje śpiewu, nie śpiewa z nut, nawet nie śpiewa publicznie. Tańczy we własnym pokoju, choć nie umie, co robi prawie każda nastolatka. Kopie piłkę, owszem, ale czy gdzieś napisałam, że trenuje? Jakby uprawiała jogging, to już też zainteresowanie?
Ta rozmowa jest bez sensu. Mam wrażenie, że moja karta została tylko przeleciana przez Ciebie wzrokiem.]
[W moim otoczeniu jest zupełnie inaczej, mangi czytają ludzie uznawani powszechnie za ''artystów'', a książki fantasy, czy sci-fi pożyczam od kolegów z polibudy. Sama zresztą jestem na studiach humanistycznych, a uwielbiam matematyką, fantasy, sci-fi i komiksy. No ale, co kraj, to obyczaj, tylko w tym wypadku nie kraj, a może region.]
OdpowiedzUsuń[Spodnie też dobre. Wiadomo przynajmniej, na czym stoimy (tak bardzo staram się nie dopuścić jakichkolwiek skojarzeń...) xD
OdpowiedzUsuńTo co, jakieś pomysły?]
Luka
Bastek chętnie by sobie popatrzył, jak to jest, kiedy widzi się takiego nieogarniętego Archera z rana, ale chyba musiałby z nim spać w jednym łóżku lub chociaż pokoju, by tego doświadczyć, prawda? Niemniej jednak póki co pozostaje chłopaczek nieświadomy, że ten oto tu milusi mężczyzna jest tak uroczy o poranku. Gdyby wiedział... [ten kawałek czytać słodkim głosem -> ]To przyszedłby do niego ze smutną minką i poduszką, bo Claire ma chłopaka, a on.. no nie ma się gdzie podziać i biedny jest taki, więc się powinien nim Archer zaopiekować, prawda? A łóżko, jak to się przed chwilą dowiedziałam, jest szersze, więc problemu nie będzie, prawda? Może czasem się otrą o siebie tu i tam, ale chyba się wyśpią. Bastek ma mocny sen i grzeczny jest bardzo, kiedy śpi. Gorzej już, gdy zasypia lub właśnie się obudził.
OdpowiedzUsuń- Ja tak nie do końca jestem przekonany, co do tego, czy te wszystkie dziewczyny dookoła widzą we mnie tylko przyjaciela - mruknął, po czym skulił się na łóżku i zrobił nieco smutniejszą minkę. - Są naprawdę sympatyczne i tak dalej, ale ja...um, no mniejsza. - Bastek w przeciwieństwie do Archera nie był aż taki.. otwarty, choć chodziły już plotki na jego temat i wiedział, że dziewczyny mają podejrzenia. Jednak żadna nie spytała wprost, więc nie spieszyło się, by te plotki stały się czymś więcej. Przecież póki co nie miały dowodów żadnych oprócz tego, że on na nie nie leci i jest jakiś taki kochany, słodki, uroczy i tak dalej. Wrr, co za określenia!
Oczka mu się zaświeciły, kiedy oznajmił, że przyniesie więcej. Momentalnie zniknęła ta nieco niemrawa minka i znowu był radosnym Bastkiem. Pokiwał głową z entuzjazmem. Chciał jeszcze dodać coś, ale chyba wypowiadanie się w tym momencie nie było dobre. Bosh, powinien się już nie odzywać. Powinien też te ciacha ograniczyć, bo będzie gruby i wtedy żaden facet na niego nie spojrzy, ot co. Zresztą teraz też jakoś specjalnie nie przyciąga uwagi. Cały Bastek. Z zewnątrz nie widać pewnych rzeczy, które siedzą w nim głęboko w środku.
Archer stał przy drzwiach i nie wychodził. Coś się stało? Szybko zerwał się z łóżka i wyminął go, by stanąć przed nim. Sam osobiście pociągnął za klamkę, ale nic. Zero reakcji.
- Czy Claire wspomniała, o której wróci? W ogóle dzisiaj wróci? Bo wiesz, chyba szybko stąd nie wyjdziemy - powiedział, odwracając się w jego stronę. - Fajną mam współlokatorkę, prawda?
Bastek
Gorączkowo zaczął się zastanawiać, dlaczego Claire to zrobiła. Czy miała w tym jakiś konkretny cel, czy po prostu mściła się za któreś słodkie przezwisko, jakie nadał jej Bastek? Był skłonny uwierzyć, że ten Klopsik mógłby ją urazić do tego stopnia. Po tym ostatnim cyrku..Zdecydowanie się nie rozumieli, ot co. Przynajmniej na razie. Jednak spędzili ze sobą zaledwie kilka godzin i wszystko jeszcze mogło się wydarzyć.
OdpowiedzUsuń- Tak, pierwszy dzień. Raczej nie byłem przygotowany na coś takiego - stwierdził z cichym westchnieniem. - Mam nadzieję, że jakoś zniesiesz moje towarzystwo - oznajmił już z uśmiechem i puścił mu oczko.
A Claire to on przepuści chyba przez niszczarkę do papierów. Co chciała w ten sposób udowodnić? Gotował się po części, ale gdzieś tam w duchu najzwyczajniej w świecie śmiał się z tego. Ostatecznie mogło być zabawnie, tylko nie był pewien, co Archer o tej sytuacji tak naprawdę sądził.
Powiódł za nim wzorkiem i ujrzał, jak rzuca się na jego łóżko. Bardzo dobry pomysł, ot co. Może na leżąco będzie się lepiej myślało, co by tutaj zrobić. Tak więc chłopak walnął się na posłaniu koleżanki, ale pech chciał, że... przy okazji zahaczył o butelkę z kolorowym napojem. Bez nakrętki. Zawartość momentalnie rozlała się i na łóżko dziewczyny i na koszulkę Bastka. Świetnie. Cóż, będzie miała blondyna niespodziankę piękną. Ściągnął koszulkę i zaczął grzebać w torbach swoich, które póki co nie były w ogóle rozpakowane. Szybko też znalazł się już w świeżym ubraniu.
- Posuń się, mój towarzyszu niedoli...
I walnął się zaraz obok niego. Na jednoosobowym łóżku. Zdecydowanie uwielbiał leżeć na brzuchu. Zdawało się, że to naprawdę pomagało w myśleniu. Teraz tylko pytanie: co dalej?
Bastek tego wszystkiego nie widział, bo zajęty był kompletnie wtedy swoimi działaniami, które polegały na pozbyciu się śladów swojej niezdarności z ubrania. Tak oto i teraz leżał niewinnie bardzo blisko Archera i nie podejrzewał niczego specjalnego. W końcu czasami bywał okropnie niedomyślny, ale chyba źle z nim nie było, bowiem tak działo się naprawdę tylko czasami. Na przykład dzisiaj.
OdpowiedzUsuńTwarz miał zwróconą w stronę przeciwną do Archera, a oczy przymknięte. Poczuł się nagle tak błogo i wspaniale, choć... czar prysł, kiedy został poczochrany. Rzucił jakieś odruchowe "ej!", po czym przekręcił się i spojrzał na niego. Uśmiechał się i chyba nawet ten uśmiech się jakby powiększał.
- Bądź grzeczny i zostaw moje włosy w spokoju - oznajmił i omal się nie roześmiał. Co on w sumie wygadywał? Niemniej jednak podniósł się nieznacznie,ale tylko po to, by wygodnie przygładzić i "ułożyć" swoje włosy. Tak, bo Archer tak nieładnie się z nimi zabawił, jakby wcześniej rzeczywiście wcale a wcale nie były potargane.
Chyba właśnie w tym momencie przestał być śpiący. I znowu padł ładnie z główką na podusię. Patrzył tak sobie na niego, po czym rzucił jeszcze jedno, jakby bardziej speszone spojrzenie i przekręcił się na plecy. Zdecydowanie bezpieczniej było się gapić w sufit. Przecież nie chciał, by sobie Archer pomyślał nie wiadomo co. Tylko Bastek mógłby mu się tak przyglądać i przyglądać. To był całkiem miły widok.
No i tak jakoś nie wiedział, co miałby powiedzieć teraz.
Faktycznie zrobiło się jakoś tak gorąco. Wszystko to wina upałów. Zdecydowanie.
Aredhel nie trzeba było powtarzać tego dwa razy. Z niezwykłą prędkością zjadła całą potrawę z talerza, nie zostawiając nawet odrobinę sosu. No dobrze, to już może była lekka przesada. Sos pozostał. Pewnie w normalnych okolicznościach dziewczyna wylizałaby talerz, jednak teraz... Tak przy obcym? Już była uważana za wiewiórkę, teraz miała dojść do tego świnka? Wiewióro-świnka? W sumie całkiem fajnie brzmi, jednak Aredhel zdecydowanie nie chciałaby, aby ktoś tak ją wołał na korytarzu. Już teraz część uczniów ma sporo powodów, aby się z nie śmiać, a gdyby jeszcze usłyszeli jej magiczną ksywę. Oj nie, zdecydowanie zbyt ryzykowne.
OdpowiedzUsuń- Ale wy wszyscy jesteście twórczy - stwierdziła z rozbawieniem, odkładając widelec, kiedy skończyła. - Czy każda ksywka musi być związana z kolorem moich włosów? Wiewiórka już nie jesteś zaskoczeniem. Byłam już Meridą, a jedna osoba nazwała mnie nawet "Ginny" - no tak, jak ktoś nie zna mojego imienia, to najłatwiej posłużyć się rudą dziewczyną z Harry'ego Pottera - dodała ze szczerym rozbawieniem. - Wymyśl coś bardziej kreatywnego. A deser oczywiście chcę! Lody, czekolada... Mniam. Myślę, że będę skora cię polubić.
Uśmiechnęła się szeroko, dając do zrozumienia chłopakowi, że nie polubiła go tylko ze względu na jedzenie. Że to był pewnego rodzaju żart. Chociaż oczywiście smaczne posiłki były bardzo miłym dodatkiem do ich znajomości.
Bastek, owszem, patrzył, ale naprawdę sądził, że dłuższe wpatrywanie się może mu się wydać dziwne. Co ciekawe, kompletnie nie zauważył, że Archer też na niego t a k zerkał. Przy nim jednak, tu i teraz czuł się naprawdę dobrze. Było może ciasno i lekko krępująco, ale jakoś mu to kompletnie nie przeszkadzało. Kołdra dziewczyny przesiąkała słodkim, klejącym napojem, a oni leżeli sobie jak gdyby nigdy nic, choć upał powinien dawać się we znaki. Tymczasem nic takiego się nie działo. Czy to jakiś znak?
OdpowiedzUsuńPrzekręcił się na bok i w tym momencie ujrzał, że Archer zasnął. Uśmiechnął się automatycznie na ten widok i tak sobie na niego patrzył, zastanawiając się, o czym chłopak może śnić. To zajęcie jednak szybko przyczyniło się do tego, iż sam Bastuś momentalnie zaczął odpływać. Może to nie przez cudowny zapach brzoskwiń, którego nie czuł kompletnie, ale tak jakoś po prostu... a przypomnijmy sobie, że Archer niedawno zastał go śpiącego, kiedy przyszedł się przywitać. Bastek więc nie powinien być zmęczony, prawda?
Zasnął i chyba nic mu się nie śniło. Nic, głupia pustka. Gdyby jednak wiedział, że właśnie odruchowo wtulił się w swego znajomego i, ba, nawet wcisnął swoją jedną nogę między jego, to wolałby zdecydowanie, aby w jego sennych marzeniach pojawił się koszmar. Przynajmniej by się obudził i jakoś opanował sytuację. Tymczasem, o, koszmaru nie było, a błoga senność sprawiała, że przyklejał się do Archera, jakby ten miał się stać jego ostoją ciepła i bezpieczeństwa.
I znając bastkowe szczęście, to obudzi się zaraz Archer pierwszy z takim przylepionym do siebie chłopakiem. Cóż, będzie miał budzenie z niespodzianką.
Bastek
[Twarz to ma mało pedalską, muszę przyznać, ale i tacy krypto przecież się chowają. Ogólnie milutki z niego typ, skoro się w Lambadę angażuje. Wątek chcę, owszem. Jeżeli Archer wybywa do gejowskich klubów to mogą się tam spotkać, bo Javier lubi pić tamtejsze piwo za pół ceny i obserwować tańczące pasywy. Twój pan może nie spodziewać się mojego w takim miejscu i trochę się zdziwić. To nic, że się nie znają i nie ma żadnego prawa się dziwić, to blog, niech się dzieje co chce.]/Javier
OdpowiedzUsuń[Mówiłam, że zgłoszę się do swojego ulubionego przystojniaka :) Kumpel by się Sidney przydał, taki, który zastąpi jej przyrodniego brata, ale zawsze może być coś innego.]
OdpowiedzUsuń[Znać się mogą, natomiast Javier ma w zwyczaju nie pamiętać o swoich znajomych, jako że nie posiada ich i nie interesują go żadne przydługie znajomości, natomiast Twój chłopaczek może rzeczywiście go kojarzyć i kiedyś obdarować go jakimiś pysznościami. Mnie też mógłby obdarować, bo mi brak cukru]
OdpowiedzUsuńCały się trzęsie, gdy wychodząc z mieszkania, spadają mu klucze. Schyla się po nie, zamyka drzwi i wsuwa pęk do kieszeni. Powinien być w klubie od co najmniej godziny, przyglądać się pijanym mężczyznom, szukać sobie kogoś na tę noc, bo wie, że dzisiaj kogoś potrzebuje, co by wymazał z pamięci przykre zdarzenia z poranka, a i dalszej części dnia. Przemyka przez ulicę i staje u progu gejowskiego klubu, który odwiedza dość regularnie – jak nie ten, to inny. Siada przy barze, zamawia lane piwo, jako niezbyt bogaty student nie może pozwolić sobie na więcej. Większość ledwo już stoi na nogach i łatwo byłoby ich zdominować samym umysłem, on jednak nie szuka łatwej przygody, potrzebuje oderwać myśli od tego przeklętego dnia, a pójście prostą drogą nie oferuje mu tego wcale. Przy drugim piwie jest trochę lepiej, odnajduje w tłumie zgrabną sylwetkę, na oko, trzydziestolatka, umięśniony, tańczący z jakimś małolatem, którego mógłby wygryźć w kilka sekund. Zdaje sobie sprawę, że do tego potrzebował będzie jeszcze co najmniej pięć piw, ale nic straconego, ma wiele czasu. Sam w sobie przecież, nigdy nie podszedłby do obcego, ba!, nawet nie znalazłby się w takim miejscu. Jak gdyby szatan go opanował i zmusił do tak nędznego działania, szukania sobie pocieszenia.
Słyszy głos i odwraca głowę na bok. W głowie ukazuje mu się wspomnienie dnia, w którym spotkał tego chłopaka, jednak nie jest w stanie przypomnieć sobie jego imienia. Było ładne, tyle wie. Słucha go w spokoju i dopiero, gdy wzrok pada na oczy, zdaje sobie sprawę z kim ma do czynienia: Archer.
-Czego się spodziewałeś? – pyta, bez większego zainteresowania sytuacją, wciąż śledząc zza jego ramienia, tamtego trzydziestolatka, który dziś ma być jego.
[Wybacz, że tak strasznie, ale mnie cholerny czas goni]/Javier
Bastek spał sobie w najlepsze i właśnie ujawniło się to, jak bardzo mu snu ostatnio brakowało. Niby parę godzin wcześniej też spał, ale widocznie za krótko. Czuł, że mógłby tak calutki dzień spędzić. Claire jednak by mu na to nie pozwoliła. Wystarczyło sobie przypomnieć, coż takiego cudacznego wyczyniała, kiedy ostatnim razem próbował przymknąć oczy i odpłynąć. Tymczasem teraz jej nie było. Był ktoś inny, ale śpiący Bastek zdecydowanie teraz o tym nie myślał. Wszystko jednak wyjdzie na jaw za chwilkę, kiedy to przyjdzie czas na budzenie się.
OdpowiedzUsuńZanim zdążył otworzyć oczy, poczuł zapach. Zapach obcy, ale jednak tak bardzo intrygujący. Wraz z nim zaś roznosiło się ciepło, a Bastek ciepło lubi, więc przyległ mocniej w tej fazie rozbudzania się. Chyba już bardziej się nie dało. Ba, skończyło się na tym, że on niemal leżał na Archerze, choć nie wiedział jeszcze, co stanowi źródło tego przyjemnego gorąca. Dopiero za chwilę stało się wszystko jasne. Lekko uchylone powieki i widok jakby przez mgłę. Wcale nie taki wstrętny dotyk na plecach. W pewnym momencie ta głaszcząca łapka dotarła w takie miejsce, że się wygiął cały i napiął, mrucząc pod nosem. Jeszcze! Tylko oczywiście nie powie tego głośno. Kiedy zaś otworzył bardziej oczy, zastygł przerażony i wzdrygnął się nieznacznie. Uniósł głowę i spojrzał zaspanym spojrzeniem na Archera. Tak, znowu ten sam widok, którym wcześniej nasz Fariley się rozkoszował.
Najpierw spojrzał w bok, potem spuścił głowę znowu na jego pierś, ale wszystko przepadło. Przepadło, bo się spłoszył niebywale. O dziwo jednak, nie uciekł, ale zastygł tak nieruchomo. Jakby nie mógł uciec od tego ciepła, zapachu i jego opiekuńczych ramion. To nagle okazało się takie trudne. W dodatku Archer wcale nie spał. Bastek poczuł się naprawdę głupio i właśnie został niemową. Wdech, wydech. Dobrze, że się już nie rumienił jak pensjonarka. No może tylko czasem, ale nie teraz! Chyba.
Bastek
Gejdar, sam w sobie, z pewnością może szwankować nie raz, nie dwa, natomiast w skrajnych przypadkach nie ma on żadnego zastosowania. Szczególnie, gdy obiekt zainteresowania zwyczajnie wychodzi poza ramy i trudno o większą ignorancję, niż wepchnięcie go do jakiejkolwiek grupy. Sam Javier nigdy nie daje żadnych znaków, jeżeli chodzi o swoją seksualność, stąd też z góry zakłada się, że jest heteroseksualny. Spodziewał się raczej odwrotnych reakcji, skoro nie widuje się go z kobietami, a ludzkie domysły w większości przypadków nie są przychylne, dałby sobie rękę uciąć, że zakwalifikują go jako pedała i to już na pierwszym roku.
OdpowiedzUsuńSpogląda na niego z wolna, raczej niezbyt przejęty informacją o swojej domniemanej heteroseksualności i w żaden sposób na nią nie reaguje. Nie trwoni słów, nie widzi potrzeby odzywania się w takich momentach, nawet jeśli ktoś tego wymaga, przy czym Acher nie wygląda na wymagającego. Wzrokiem namierza mężczyznę, którego chce dziś mieć dla siebie i uśmiecha się lekko, niemalże wcale.
- Idealnie – mówi, dopijając piwo do końca. Odwraca się w stronę baru, zamawia sobie butelkowanego Samuela Adamsa, po czym ponownie zawiesza wzrok na chłopaku ze szkoły. – Dużo mówisz – stwierdza, powoli unosząc piwo do ust.
Jego opinia o mężczyźnie tylko potęguje chęć spotkania z nim, jako że przecież nie chce stałego związku, potrzebuje tylko odrobinę rozrywki dla ciała, skoro umysł ma wiecznie chory, uwieńczony, zmordowany. Skoro Rick (bądź Dick) miał już każdego, a każdy jego, nie będzie problemu z uwinięciem się po seksie, zniknięciem na zawsze i zakończeniem znajomości, a tego mu właśnie trzeba, szybkiego zapomnienia.
[Nie jestem pewna czy uda mi się znaleźć wenę, póki co nie zapowiada się na to.]/Javier
[No może seanse romantycznych szitów to trochę przesada XD Bo Sidney się w tym nie miłuje, aż tak :D
OdpowiedzUsuńZ teksasu niestety nie jest, ale zawsze można zrobić tak, że pojechała z Cameronem odwiedzić babcię (xD) Sidney, i tam trochę posiedzieli. Akurat w tym samym mieście, co mieszkał Archer. Polubili się, Cameron i jego zapędy homoseksualne w tym pomogły, ale nic z tego nie wynikło, Sidney utrzymywała z nim kontakt, czy ty telefoniczny, czy to internetowy i są, w jednym mieście teraz. Co ty na to?]