Aaron Jegear to dwudziestoczteroletni student trzeciego roku
chirurgii na Wydziale Medycznym w Baltimore International College. Wynajmuje za
grosze mieszkanie. Kawalerka, którą
najmuje znajduje się w pobliżu uczelni . Z racji na fakt, iż mężczyzna mimo
ciężkiego kierunku studiów zmuszony jest również pracować - jako ochroniarz na większych imprezach,
koncertach, czy po prostu w klubach -
zdecydował się również uczęszczać na siłownię, której jest gościem do kilku
razy w tygodniu.
Jak łatwo wywnioskować można go spotkać na siłowni właśnie,
na uczelni, na wszelkich imprezach, tudzież koncertach, na których niestety nie
bywa w celach towarzyskich.
Życie dało mu w kość.
Uczyniło to z niego nieco oziębłego, zbyt ambitnego drania, który postanowił, że
i po trupach dotrze do swojego celu. Mierzy sobie blisko dwa metry wzrostu. Jest dobrze
zbudowany, ale na pewno nie nazbyt umięśniony.
Ubraniem się nie wyróżnia. Zwyczajne t-shirty, proste buty, jeansy… Nic
nadzwyczajnego. Żadnych dodatkowych ozdób: biżuterii, czy tatuaży się u niego
zatem nie uświadczy. Dość, choć nie nadzwyczajnie przystojny. Ot, póki go nie poznać – to najzwyczajniejszy
facet, jakich dziesiątki mija się na ulicach
zatłoczonych miast.

[Czy on jest Niemcem? Ja kocham Niemców. Mercedes też pokocha. :D
OdpowiedzUsuńDzień dobry znaczy. Wątek jakiś bym zaproponowała. Mało ambitnie, bo pijana Mercedes w klubie, gdzie akurat Aaron kończy swoją zmianę? Załamana, zdruzgotana dziewczyna, rozryczana i bełkocząca bezsensu i on, w którym odzywa się współczucie i ją wyprowadza? Widzisz to? Czy widzisz coś lepszego?]
Mercedes
[E, to smutno trochę. Ale to nic, przeżyjemy. Ale mówisz dobrze, spróbować można. Można też spróbować zrobić z nich sąsiadów, tak mi teraz przyszło do głowy. Albo połączyć obie opcje i się potem Mercedes skrępowana będzie czuła, jak go w klatce mijać będzie, bo 'ona przecież taka nie jest'. Ale jeśli o mnie idzie, to jestem zła, bo zacząć dzisiaj ani jutro nie dam rady - dwa wątki przede mną i jeszcze kolejne dwa do wymyślenia. Jak mi się uda Ciebie teraz wykorzystać, to będę wdzięczna na wieki. Jak nie, to musimy dać trochę na wstrzymanie. Co Ty na to? Dasz się wykorzystać, jak ładnie poproszę? :>]
OdpowiedzUsuńMercedes
[Co ty na to by jakimś trafem przyglądał się jak ćwiczy i zauważył że coś z jej nogą jest nie tak - opuchnięta i będzie co chwile ją łapać?]
OdpowiedzUsuńEnthera
[Nie no... To nazwisko. Strasznie kojarzy mi się z jedną postacią z anime (ale pewnie nawet nie wiesz, o czym mówię xD).
OdpowiedzUsuńDobra, do rzeczy. Ogólnie Aaron i Aredhel to kompletne przeciwieństwa, więc wątek może wyjść ciekawy. Zastanawiam się tylko, gdzie mogliby się spotkać.
Dobra, mam beznadziejny pomysł, który brzmi, jakby go prosto wyjęli z komedii romantycznej (możesz krytykować i żądać czegoś innego xD). Dodatkowo biorąc pod uwagę, że zarówno Aredhel, jak i Aaron mieszkają po za akademikiem, to jest praktycznie nierealny xD
No w każdym razie jakimś cudem oboje znaleźli się w szkole. Był akurat trening na sali, a Aaredhel tam czekała na jakąś koleżankę. Po treningu trzeba było zanieść wszystkie rzeczy do składzika, w tym coś naprawdę ciężkie (nie ważne co xD) i dziewczyny na sali nie mogły sobie poradzić. No to trenerka złapała na korytarzy dwóch chłopaków i poprosiła, aby oni to zrobili. Jednym z nich był Aarton. No to posłusznie to zrobił, a Aredhel zdecydowała, że też pomoże i zaniosła do składzika jakąś piłkę. Ten drugi koleś wyszedł, a oni zostali razem zamknięci.
Jak tak o tym pisałam, to stwierdziłam, że brzmi to... Co najmniej nierealnie xD]
[ To może ja się ładnie przywitam z panem. :) Witamy w BICu! ]
OdpowiedzUsuńBastek
[Ahh :D no dobra, to hm, nie wiem,pozostaje im spotkanie na uczelni, np będą donocy siedzieć w bibliotece i ich ktoś zamknie, albo już się znać i spotkają się po latach, może ty masz jakiś pomysł i mi pomożesz? :)]
OdpowiedzUsuń[Boże, znasz Shingeki no Kyojin i Erena! Jestem pełna podziwu!
OdpowiedzUsuńNo dobrze, niech stracę. W takim razie zaczynam :P]
Tego dnia Aredhel zastanawiała się, po co się fatygowała, aby przyjść do tej szkoły. Jasne, miała spotkać się z koleżanką, dlatego grzecznie czekała przed budynkiem collegu, jednak wkrótce uznała, że jest to piekielni nudne, dlatego weszła do środka. Okazało się, że właśnie odbywa się jakiś trening na sali gimnastycznej, dlatego uznała, że skoro i tak się nudzi, to równie dobrze może go poobserwować. Nie spodziewała się, że w trakcie dostanie wiadomość od koleżanki, że coś jej wypadło i nie może się spotkać. Świetnie... I po co ona tutaj przychodziła i marnowała swój cenny czas? No trudno.
Dziewczyna już miała wyjść ze szkoły i wrócić do domu, kiedy zobaczyła, że pod jej nogi potoczyła się piłka od koszykówki. No tak, najwidoczniej trening dziewczyn również się już skończył.
Aredhel westchnęła cicho, podniosła piłkę i ruszyła w kierunku schowka, aby ją odłożyć. Nie spodziewała się, że ten jeden, drobny gest sprawi, że wpadnie w takie tarapaty.
Dalsze wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. W drzwiach rudowłosa minęła się z jakimś chłopakiem, który wychodziła. Zdążyła odłożyć piłkę na miejsce, kiedy usłyszała zamknięcie drzwi od składziku, a następnie charakterystyczny dźwięk świadczący o tym, że w skali gimnastycznej wyłączono światło. Wszyscy wyszli, a ona została sama w ty przeklętym, małym, ciemnym składziku.
Aredhel była tak przerażona, że nawet nie miała siły krzyczeć. Strach sparaliżował ją na tyle, że jedynie osunęła się na ziemię i podciągnęła pod brodę kolana, oplatając je dłońmi. Chciała stąd wyjść. Chciała pooddychać świeżym powietrzem. Wszystko byłoby lepsze niż siedzenie w tym zamknięciu.
W całej tej sytuacji Aredhel nie zauważyła, że w składziku nie została zamknięta sama.
Ten dzień zapowiadał się na prawdę piękny. Chociaż nie. Piękny to zbyt poetyckie słowo. Ten dzień był dobrze zaplanowany i udany. No może nie do końca udany jak się okazało.
OdpowiedzUsuńDzisiejsza zumba była dynamiczna. Ludzi przyszło więcej niż kiedykolwiek wcześniej i na tej dużej sali nagle zrobiło się ciasno. Przyszło sporo nowych osób i Claire musiała im poświęcać dużo uwagi i cierpliwości. Także praktycznie non stop krążyła po sali poprawiając ruchy innych, pokazując jak powinny poprawnie wyglądać.
Pech jednak chciał blondynkę ukarać. Kiedy wracała już na swoje miejsce na początku sali, tuż przed lustrem, starsza pani wykonała obrót z takim zamachem, że Claire pośpiesznie odskoczyła do tyłu. Niefortunnie zaczepiła nogą o nogę innej pani lądując na podłodze w nienaturalnej pozycji. Z jej gardła wydobył się syk kiedy poczuła pulsujący ból w kostce. Szybko podniosła się na rękach, żeby dalej nie siedzieć na stopie.
- Clairie, wszystko w porządku? - zapytała przekrzykując muzykę średniego wzrostu brunetka podchodząc pośpiesznie do niej. Nie, nie było w porządku i Parker już zdawała sobie z tego sprawę. Dlaczego ta muzyka gra tak głośno? Nagle zaczęło ją to irytować. Znalazł się ktoś na tyle mądry, że wyłączył wieżę, a w okół niej zgromadził się wianuszek kobiet. Musiała zmienić pozycję, gdyż zaczynały już ją boleć ręce. Zmuszona była do przeniesienia całego ciężaru ciała na obolałą stopę. Jej twarz wykrzywił grymas tak u niej nie spotykany. Cholera.
Kiedy mężczyzna wszedł do sali nie mógł od razu zobaczyć poszkodowanej, bo Claire otoczona była przez wianuszek kobiet. Jedna drugą zaczęły się szturchać i po chwili zrobiły mu wąski dostęp do niej.
"Pani Claire" okazała się być młodą kobietą o długich blond włosach i przejrzyście niebieskich oczach. Ubrana w sportowy stanik i czarne legginsy sprawiała, że od razu było po niej widać, że jest dobrze wysportowana. Musiała być skoro prowadziła zajęcia fitness w jednej z lepszych siłowni w Baltimore.
- Nie, Mary, na pewno nie jest złamana - próbowała się zaśmiać, aby uspokoić przerażone panie, ale jej śliczny uśmiech szybko został zastąpiony przez grymas zapewne bólu.
Dopiero teraz dostrzegła mężczyznę, który wszedł na salę ćwiczeń. Przez krótką chwilę spojrzała na niego pytająco, a potem zwróciła się z prośbą o lód do kobiety stojącej najbliżej niej.
Claire była osobą bardzo pogodną i niezwykle rzadko bywała smutna lub miała zły humor, a co najlepsze ciężko jej było go popsuć. Lecz od nieznanego mężczyzny bił taki chłód, że odechciało jej się wszystko, a myśl o kilkudniowym uziemieniu jeszcze bardziej pogłębiła jej ponury nastrój. Zdecydowanie nie mogła sobie teraz pozwolić na kontuzję. Nie w tym czasie, kiedy niedługo zaczną się przesłuchania, a ona musi na nich dać sto siedem procent siebie.
OdpowiedzUsuńNa niewypowiedziane przekleństwo mężczyzny zmarszczyła brwi. Czemu on był taki agresywny? A skoro już taki był, to czemu jej pomagał. I dlaczego mają nie wzywać karetki. Już miała się do niego odezwać, ale zrezygnowała widząc jaki jest zły i zirytowany.
- Dziewczyny, trening na dzisiaj skończony. Spisałyście się jak zawsze świetnie - powiedziała swoją mantrę uśmiechając się blado.
Pomimo całej delikatności tego agresywnego typa, uszkodzona kostka zabolała, a Claire zacisnęła usta, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Musi jak najszybciej wygrzebać się z tego gówna, a zmartwione panie na pewno w tym jej nie pomogą.
- Posłuchajcie tego miłego pana i odsuńcie się - poprosiła grzecznie starając się, aby w pierwszej części zdania nie było słychać ani krzty ironii. Nazwanie tego agresywnego typa miłym wykraczała ponad wszystkie dopuszczalne normy.
Trzeba to usztywnić? Eureka! Szkoda, że tyle to ona sama wiedziała. Już mniejsza z tym, że zapewne by tego dobrze zrobić nie potrafiła, ale koleś był na prawdę oschły i chciała spędzić z nim jak najmniej czasu. Jeszcze odzywał się do niej tonem, za który powinna mu być wdzięczna, że w ogóle poświęca jej swój cenny czas. Powstrzymała w sobie chęć parsknięcia i zacisnęła mocniej zęby.
- Jest pan bardzo miły - Tfu! Gówno nie jest! Z ledwością jej te słowa przez gardło przeszły. - Ale chyba będzie lepiej jak recepcjonistka zadzwoni po lekarza. Nie chcę pana fatygować - powiedziała zabierając się jakoś, aby wstać. Nawet nie obdarowała go uśmiech, który zawsze dla każdego miała. Mężczyzna był tak oziębły, że miała wrażenie, że temperatura w pomieszczeniu spadała do kilku stopni.
Czy boli? Boli jak sam skurwysyn, ale Claire starała się to przypasować do bólu jaki musiała znosić tańcząc na pointach. Także nie chciała dać sobie poznać, że ją boli przybrała najbardziej obojętny wyraz twarzy na jaki ją było w tej chwili stać.
OdpowiedzUsuń- Pobolewa - odpowiedziała w końcu zwracając wzrok na twarz mężczyzny. Jego oczy były tak chłodne, że aż odpychały, ale jednocześnie paraliżowały.
Powiedział, że ma zwichniętą kostkę. Czyli nie jest tak źle. Nie musi jechać koniecznie do lekarza, a to wiąże się z tym, że nie wsadzą nogi w gips. Ta myśl poprawiła trochę blondynce humor. Tak. Ona też to będzie leczyć altacetem i octem. Za półtora tygodnia musi mieć sprawną nogę, a gips czy szyna zdecydowanie by nie poprawiła tej sytuacji. Pogotowie nie jest koniecznie. Tak, to kolejna w miarę dobra wiadomość. Rozejrzała się po sali i dostrzegła zmartwione spojrzenia kobiet. Musi się podnieść i sprawiać wrażenie jakby w ogóle nie odczuwała tego bólu. Inaczej, któraś z nich może donieść na uczelnię i troskliwi trenerzy stwierdzą, że nie może brać udziału w przesłuchaniu. Nie ma nawet takiej opcji.
Podparła się rękami i powoli podniosła się na jednej nodze. Pomyśl, że robisz piruet. Tak samo się go robi, też na jednej nodze. Starała się pocieszyć tą myślą, kiedy niechcący ruszyła kostką, ale miała nadzieję, że nie było po niej tego widać. Spojrzała przelotnie na mężczyznę i jak gdyby nigdy nic zaczęła skakać na jednej nodze do wyjścia. Całkiem sprawnie jej to szło. Skubana musiała mieć mocne mięśnie u nóg.
W holu zapewniła jeszcze recepcjonistkę, że nic jej nie jest, a rudy, piegowaty chłopak przybiegł jeszcze przynosząc jej torbę sportową. Podziękowała mu uśmiechem i zaczęła zeskakiwać po schodach nie odwracając się nawet, by sprawdzić czy facet podąża za nią. Każdy kolejny skok był bolącym impulsem. Pointy bolą bardziej, pointy bolą bardziej, pointy bolą bardziej... Powtarzała cały czas w głowie te trzy słowa zupełnie jakby miały zmniejszyć jej ból.
Do dziesięciu stopniach musiała sama przed sobą przyznać, ze porwała się z motyką na księżyc. Kurczowo trzymała się poręczy bojąc się, że zaraz się poślizgnie i zrobi sobie gorszą krzywdę. Głupia, głupia, uparta oślica. Czemu musiała sama sobie utrudniać życie? Wcale nie! Utrudniła jej życie ta baba, której nagle zachciało się piruety robić.
OdpowiedzUsuńKiedy mężczyzna do niej podszedł i zarzucił jej rękę na ramię odetchnęła w duchu z ulgą. Zostało jej jeszcze mnóstwo schodów, a ryzyko zrobienia sobie większej krzywdy wzrastało. Nawet przy nim poczuła się niska, co przy jej wzroście prawie metr osiemdziesiąt, rzadko się zdarzało. Mogłoby być więcej wysokich facetów, pomyślała z irytacją.
Na jego słowa o radzeniu sobie mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. Nie pozwoliła by się znieść obcemu facetowi, który tak bardzo niemiły i oschły. Posłusznie oddała mu swoją torbę i obejrzała się przez ramię sprawdzając czy na pewno jej nie widać. Kiedy już się upewniła, cały ciężar ciała przeniosła na ramię mężczyzny i syknęła z bólu kiedy niechcący poruszyła stopą. Skoro już ten oziębły facet oferował jej pomoc to ją wykorzystała i schodzenie po schodach stało się o wiele łatwiejsze.
- Do Ciebie, nie chcę żadnych pisemek od lekarzy - odpowiedziała krótko dalej zmagając się ze schodami. Ta nagła zmiana zachowania u dziewczyny mogła pewnie trochę zdziwić mężczyznę, ale Claire miała to gdzieś.
- Daleko to? Nie dam rady już tak długo skakać - mruknęła nawet nie próbując postawić stopy na ziemi, bo po prostu bała się bólu, którego mogłaby doświadczyć. Tak, Claire bała się najbardziej jednego - bólu.
Blondynka powiodła wzrokiem po kamieniczce, a na słowa "czwarte piętro" pobladła nieco. Nie było nawet opcji, żeby dała radę wejść jeszcze tak wysoko, nawet z czyjąś pomocą. Jeżeli dalej będzie się katować to nadwyręży drugą nogę i wtedy dopiero będzie miała problem.
OdpowiedzUsuńW normalnych okolicznościach nie dałaby się ponieść, ale kurde no... to nie były normalne okoliczności. Zresztą ten facet był tak oziębły, że już bardziej być nie można, więc będzie udawać, że tego nie widzi, albo nie będzie zwracać na niego uwagi, o!
Postanowiła, że będzie słuchać jego poleceń. No w każdym razie do pewnego stopnia. Dlatego też bez sprzeciwu objęła go smukłymi ramionami za szyję od niechcenia przyglądając się otoczeniu. Kiedy ją niósł nie czuła się skrępowana, czy coś w ten deseń. Chciała, aby jakimś magicznym sposobem wyleczył jej kostkę, aby rano mogła wstać i normalnie chodzić. Ale jakoś, że była dorosłą kobietą, a nie małą dziewczynką, wiedziała, że niestety tak nie będzie.
Ich obraz można by podpiąć pod rolę współczesnego kopciuszka. Z tym że magicznym pantofelkiem był różowy adidasek, a sama para jakoś nie pałała do siebie sympatią, a co tu dopiero mówić o miłości!
Jako, że Claire nie oglądała filmów, bo nie lubiła i miała mało czasu, dlatego nie miała pojęcia co owy breloczek oznacza. Za to okazał się jej bardzo ciekawy, bo kompletnie nie pasował do wizerunku mężczyzny. O portfelu żadnego zdania też nie miała, bo przecież go nie widziała.
Mieszkanie było na prawdę czyste, w porównaniu do jej pokoju w akademiku, który dzieliła z Bastianem. Nie to, żeby Claire była bałaganiarą, co to to nie. Ona po prostu nie miała czasu!
Z westchnieniem ulgi opadła na łóżko. Niby taka krótka podróż, a się zmęczyła. Męczyło ją także zachowanie mężczyzny, który nie wiadomo czemu jej pomagał.
Cały czas dokładnie przyglądała się mu co robi. Nie dlatego,że bała iż zaraz obleje ją jakimś kwasem, po prostu nie miała nic innego do roboty. A może zapamięta na przyszłość co zrobić? Ta jasne.
Stanąć na nodze? Spojrzała na niego wzrokiem mówiącym "nie każ mi tego robić". Ale mężczyzna był oschły, oziębły i w ogóle na nie, więc chcąc nie chcąc musiała zrobić to co kazał. Zaraz. Jak to musiała? Nic nie musiała! Chciała to zrobić dla swojego dobra. Na pewno. Nawet nie pytając o zgodę złapała jego rękę ułatwiając sobie wstanie. Miała gdzieś czy zareaguje na to kolejnym ironicznym pomrukiem. I tak to cały czas robił, więc co za różnica?
Kiedy postawiła nogę zacisnęła zęby z bólu, żeby nie krzyknąć i nie zacząć obrzucać go wyzwiskami jaki to on jest okropny i znęca się nad nią. Jej twarz momentalnie wykrzywił grymas bólu. W końcu, dla niej po całej wieczności, uniosła ponownie stopę.
- Nie mogę dłużej, boli mnie - powiedziała cicho i ponownie usiadła na kanapie. I co ona teraz biedna zrobi? Do domu daleko. Skakać znowu na dół do taksówki to istne samobójstwo. Dupa.
Podobno urazy z dzieciństwa są dużo twardsze i silniejksze niż te z dorosłego życia. Aredhel nie wierzyła w te słowa do momentu, kiedy została zamknięte w składziku. To właśnie teraz powrócił do niej lęk z przed dwunastu lat, kiedy wraz z rodzicami zatrzasnęli się w windzie między siódmym a ósmym piętrem. To było coś strasznego. Uczucie, że wisi się kilkanaście metrów nad ziemię i w każdej chwili można spaść. A upadek na pewno zakończyłby się śmiercią. Uczucie, jak powoli zaczyna brakować powietrza w maleńkim pomieszczeniu. Za mało powietrza, za dużo ludzi, za mało miejsca, za dużo lęków.
OdpowiedzUsuńPrzez ostatnie dwanaście lat udało jej się unikać takich małych pokoików. Trzymała się od nich z daleka, jakby co najmniej w każdym z nich znajdował się jakiś morderca, który chce ją pociąć żywcem, a następnie zjeść. Tak, nawet do windy już nigdy więcej nie wsiadła. Nie ważne, czy było to piąte czy piętnaste piętro, wolała się przejść po schodach dla własnego bezpieczeństwa. Aredhel nie wiedziała, jakby zareagowała, gdyby ponownie zatrzasnęła się w windzie. Jej trauma tylko by się pogorszył.
Nawet teraz ciemny, mały składzik wywoływał u niej dreszcze na ciele i całą masę negatywnych myśli w głowie. Dopiero po kilku sekundach Aredhel spróbowała zacząć myśleć racjonalnie. Tak, było tutaj ciasno i ciemno, ale przecież nie wisiała nad ziemią i nie groziła jej śmierć. Nie groził jej również brak powietrza... A może jednak? No dobrze, jeden problem. Ale z pewnością nim skończy się powietrze, ktoś ich odnajdzie na pewno.
Kiedy dziewczyna zaczęła się uspokajać, nagle dotarła do niej inna rzecz. Składzik... Brudny, ciemny składzik. Pająki. Oślizgłe, czarne bestie, które były jej drugim lękiem zaraz po klaustrofobii. Tyle, że lęk przez małymi pomieszczeniami umiała jakoś poskromić przez logiczne myślenie, lęk przed pająkami nie.
W tym momencie Aredhel poczuła się jeszcze gorzej i akurat ten moment wybrał chłopak, aby się do niej odezwać. Dziewczyna uniosła zaskoczona wzrok, nie spodziewając się, że ktoś tutaj z nią jest. Poczuła ulgę... Teraz jeśli zbliżyłby się do nich jakiś pająków, to przecież by go zabił. Była bezpieczna. Boże, jak dobrze, że nie została tutaj zamknięta.
- Przecież nie rodzę - szepnęła słabo, starając się o lekki uśmiech. Nawet w takiej sytuacji, nie była w stanie podarować sobie takiej drobne uwagi. W końcu w normalnych okolicznościach Aredhel była wygadaną, roześmianą dziewczyną pełną życia. Teraz trochę straciła tej energii, ale wciąż była tą samą osobą.
Do lekarza? Wpatrywała się w niego przerażona. Nie ma takiej opcji. Jak w ogóle mogło do tego dość?!
OdpowiedzUsuń- Nie, nie, nie - powiedziała szybko kręcąc głową. - Byleby bolało na tyle, abym mogła na niej stawać - powiedziała zrozpaczona. W tej całej swojej bezradności była nawet słodka. Ale ujawniło się w niej coś z masochistki. No bo jaki normalny człowiek chciałby, aby ból był trochę mniejszy, żeby stawać na zwichniętej kostce? To chyba jakiś żart, albo ona ma coś nierówno pod sufitem.
Kiedy jej się przedstawił była trochę zszokowana. No, ale co się jej dziwić skoro mężczyzna tak zalatywał chłodem, że aż dłonie marzły. Podnosząc telefon myślała, że dzwoni po taksówkę dla niej. Byłoby to normalne zachowanie. No tak. Ten facet nie jest normalny! I w dodatku zamówił pizzę? Claire spojrzała na swoją nogę zastanawiając się czy nie jest przypadkiem w jakiejś ukrytej kamerze. No bo kto zachowuje się tak irracjonalnie?
Usłyszawszy swoje imię wyrwał się w letargu, w który niespodziewanie wpadła. Spojrzała na faceta lustrując go wzrokiem. Faktycznie musiał mieć dwa metry.
- Zazwyczaj każę im się wypchać i spadać, ale dzisiaj mam konkretny powód, by tak nie robić - odparła wzruszając ramionami. Unosząc się na rękach przesunęła się do tyłu, aby oprzeć się o ścianę. Nie zapowiadało się na to, aby szybko miało opuścić mieszkanie Aarona. Zapewne stanie się tak wtedy, kiedy on stwierdzi, że tak stać się musi. Cholerny samiec.
- Jak widać krzywda stała mi się jak na razie z powodu miłej starszej pani niż przez dwumetrowego osiłka - uśmiechnęła się kątem ust uznając teraz te sytuację za bardzo zabawną. Tak, bardzo zabawnie jest. Będzie musiała zjeść pełno tabletek przeciwbólowych, aby jutro samą siebie oszukać, że kostka boli ją mniej. O losie! Co za ironia.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jest tylko w sportowym topie i legginsach. Podążyła wzrokiem po pomieszczeniu i dojrzała swoją torbę sportową w kącie pokoju. Za daleko by chciało jej się tam doskoczyć. Spojrzała na mężczyznę, który nadal się w nią wpatrywał. O nie, nie będzie go o nic prosić. Jeszcze jej powie, że przecież to nie jest daleko i może sama ją sobie wziąć. Może i by dała radę. Ba! Na pewno by dała! Ale jej się po prostu już nie chciało.
[Witam, jakiś pomysł na wątek? ;)]
OdpowiedzUsuńTabitha
[To może gdzieś na imprezie będzie się borykała z jakimś nachalnym chłopakiem, który nie rozumie sprzeciwów i Aaron by ją wybawił?]
OdpowiedzUsuńTab
Spojrzała na niego jakby właśnie przyleciał z inne planety. - Czy ty widziałeś ten tłum kobiet? - zapytała nieco rozbawiona, że mężczyzna kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego co by się stało. - Gdybym powiedziała, że mnie mocno boli załatwiłyby zwolnienie lekarskie na pół roku. Z kolei gdybym sama "poszła" do lekarza - co znaczyło, że albo by nie poszła,albo poszłaby do byle jakiego - To byłabym uziemiona o wiele krócej, a i moje kursantki byłyby spokojne. - wzruszyła ramionami jak gdyby to oczywiste było. Bo dla niej oczywiście było.
OdpowiedzUsuń- Jeżeli jutro nie będzie żadnej poprawy - dodała podkreślając przedostanie słowo - pojadę do lekrza. - westchnęła przeczesując dłonią włosy.
- Na razie? - powtórzyła za nim unosząc obie brwi dając wyraz swojemu zdziwieniu. Owszem, miała tendencję do nie rozumienia facetów, ale ten to w ogóle był wyjątkiem z wyjątków. Zmieniał nastawienie częściej niż kobieta zdanie podczas okresu.
Nie mogąc choć trochę przewidzieć jak się zachowa stwierdziła, że odpocznie trochę, ułoży w głowie jakąś logiczna wersję wydarzeń i poprosi, żeby zamówił jej taksówkę. Tak to będzie najlepszy pomysł. Tylko te cholerne schody... Można powinna zjechać po nich na sankach? Dlaczego wszystko musi być tak skomplikowane. Może mogłaby zadzwonić po Aredhel? Nie to odpada, nie dałaby rady jej pomóc, a gdyby powiedziała, że właśnie siedzi u jakiegoś dwumetrowego gościa w mieszkaniu będąc sam na sam, Rasac stwierdziłaby, że to na pewno kolejny romans. Niech ją szlag trafi. Zresztą było już późno i nie chciała nikogo fatygować. Zapewne była już dwudziesta pierwsza, bo właśnie do tej trwały zajęcia. Na samą myśl o tych wszystkich wydarzeniach zrobiło jej się niedobrze. Bała się jutra, kiedy będzie musiała zmierzyć się z problemami, które owo niefortunne wydarzenie przyniosło.
Spojrzała na swoją torbę, która nagle znalazła się obok niej. Uniosła głowę i udało jej się nawet uśmiechnąć w podziękowaniu. Oczywiście wcale się już nie zdziwiła kiedy masa chłodu, ani na moment nie opuściła twarzy mężczyzny. Chyba już powoli się do tego przyzwyczajała.
Przyciągnęła torbę do siebie i zaczęła szukać konkretnej rzeczy, a to było trudne, gdyż znajdowało się w niej niemal wszystko. Szybko zmieniła top zarzucając na siebie jakąś koszulkę. Legginsy zdecydowała się zostawić, bo nie chciała przypadkiem ruszyć kostką.
- Dziękuję - odezwała się po chwili, a to dla Aarona był znak, że mógł się już odwrócić. Blondynka znalazła szczotkę i teraz powoli rozczesywała włosy, które jeszcze przed chwilą były spięte w niechlujny kok.
- Dlaczego mi pomagasz? - w końcu wyraziła na głos pytanie, które cały czas krążyło jej po głowie. Skoro jest taki chłodny i nie lubi towarzystwa ludzi w okół siebie, to dlaczego przyniósł ją do siebie do domu zamiast po prostu odwieść do pobliskiej przychodni?
- Przepraszam jeśli cię to urazi, ale wyglądasz jakbyś w ogóle nie miał ochoty mi pomagać - wrzuciła szczotkę do torby i potrząsnęła głową, aby włosy naturalnie się ułożyły. Kiedy już skończyła zajmować się sobą przeniosła spojrzenie na Aarona. Rozśmieszyło blondynkę jego zdziwienie i uśmiechnęła się do siebie. Czy ten facet na prawdę nie rozumie, że jego zachowanie jest sprzeczne? Pomaga, ale krzywi się przy tym jakby ktoś mu gówno podetknął pod nos. Jest miły, ale oziębły jednocześnie.
OdpowiedzUsuń- I to, że przyprowadzasz mnie tutaj - dłońmi ogarnęła pomieszczenie - jeszcze bardziej przeczy Twojemu zachowaniu. Oczywiście dziękuję za Twoją pomoc, to miłe i w ogóle, ale... - zacięła się wlepiając spojrzenie w okno. No właśnie, ale co? Mówiło się, że to kobiety są ciężkie z charakteru, ale to była nie prawda. To mężczyźni byli dziwnymi samcami, którzy dodatkowo jeszcze kierowali się pokrętną logiką.
Widocznie zaniechała dalszego odzywania się, bo przyciągnęła zdrową nogę pod brodę i kontynuowała wpatrywanie się w okno.
Co tym facetem kierowało? Męska potrzeba, bo jeżeli tak no to faktycznie jest w beznadziejnej sytuacji, bo dałby sobie z nią radę jedną ręką, a dodatkowo nie może chodzić. Niech to szlag.
A może jest tak na prawdę miłym facetem, który dostał w kość w życiu i teraz się odgrywa? Taa... Na pewno. Jakoś słowo "miły' kompletnie jej do niego nie pasowało.
Na dźwięk dzwonka drgnęła nieznacznie i odwróciła się w stronę drzwi. Faktycznie pizzerman z prędkością światła znalazł się na górze, gdy jej w aktualnym stanie zajęłoby to chyba z godzinę.
OdpowiedzUsuńZ zainteresowaniem przyjrzała się pizzie i po chwili chwyciła najmniejszy kawałek jaki udało jej się znaleźć. Nie należała do osób, które się krępują zrobić cokolwiek. Także częstowanie się pizzą przy przebieraniu się na środku zatłoczonego korytarza to był pryszcz. Kiedy zobaczyła jak nalewa pepsi do szklanek chciała się odezwać, ale miała pełną buzię, więc nie wypadało. A potem to już było za późno, by teraz dodać, że nie pije gazowanego.
Zdążyła zauważyć to, że ponownie stał się spięty. Ale cholera no! On był jak chodząca bomba zegarowa. Nie ważne co się zrobi i powie to może wybuchnąć, albo tykać sobie dalej. Kiedy on skończył swój kawałek, ona ledwo co dobrnęła do połowy. Potrafiła dużo zjeść, ale nie dzisiaj kiedy żołądek wciąż miała ściśnięty.
Na słowa, którymi notabene przerwał ciszę, roześmiała się, a śmiech miała przyjemny dla ucha. Zdawała się zyskiwać swój normalny humor, bo gdy się uspokoiła na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. - A czy coś Cię w ogóle obchodzi? - zapytała rozbawiona unosząc jedną brew. Wetknęła mu w rękę szklankę z napojem mówiąc:
- Masz, nie piję gazowanego - i uśmiechając się pod nosem wróciła do jedzenia pizzy. Wygodnie oparła się o ścianę zginając lekko zdrową nogę. Dopiero teraz było zaczynać widać jej prawdziwą osobowość.
- No na pewno - powiedziała nawiązując do tego, że ma gdzieś opinie innych. Nie wiadomo czy się z niego naigrywała czy się z nim zgadzała. W końcu była kobietą, więc mogła sobie pozwolić na coś takiego, tak jak i na zmianę humorków.
OdpowiedzUsuńW sumie nikt nadal nie wiedział, dlaczego gazowanego nie pije, bo w sumie nigdy nikt nie zapytał. Może i byłby to dobry motyw do rzekomego utrzymywania figury, ale czy wtedy jadłaby pizzę? Raczej nie. W sumie picia nie musiał jej proponować, bo wyciągnęła się do torby, którą wcześniej odsunęła od siebie, i wyjęła z niej butelkę wody. Czego ta kobieta nie ma w tej swojej magicznej sportowej torbie?
- W BIC - odpowiedziała po chwili, gdy wszystko przekalkulowała w głowie. Odwiezie ją, czyli pomoże jej zejść - nie zmęczy się. Odwiezie ją, czyli nie będzie musiała dzwonić do Aredhel i jej się tłumaczyć co robi u obcego faceta w mieszkaniu. Jak na razie same plusy udało jej się znaleźć, więc przybliżyła się do brzegu łóżka. Sprawnie stanęła na jednej nodze i ostrożnie postawiła drugą. Znowu się skrzywiła, więc zapewne musiało ją zaboleć, ale wcale nogi nie podniosła.
Dziewczyna od razu poczuła, że raczej ona i facet, z którym została zamknięta w tym nieszczęsnym mini-pokoiku, raczej się nie polubią. W końcu był on strasznie poważny, rzucał niezbyt miłe komentarze w jej kierunku i zamiast okazać jej odrobinę współczucia, to był po prostu dla niej niemiły. Aredhel była przyjaźnie nastawiona raczej do wszystkich ludzi, jednak podejrzewała, że tego człowieka nawet jej optymizm by nie ostudził. Z drugiej jednak strony rudowłosa nie miała prawa go oceniać, o czym bardzo dobrze wiedziała. Znali się od niespełna pięciu minut, zamieni ze sobą z jakieś dwa zdania, dlatego Aredhel właściwie wcale go nie znała. Może miał powody, aby się tak zachowywać? Może po prostu zawsze traktował tak nieznajomych, a dla przyjaciół był bardzo mili? Ludzie byli różni, a Aredhel poczuła chęć, aby rozpracować chłopaka. Ale to może nie teraz, ale dopiero jak stąd wyjdą i dziewczyna poczuje, że ma panowanie nad sytuacją, w jakiej się znajduje.
OdpowiedzUsuń- Słuchaj, nie jestem żadna Ginny z Harry'ego Pottera - stwierdziła, na chwilę zapominając nawet o tym, że jest zamknięta w pomieszczeniu pełnym pająków i powinna się bać.
- Jeśli nie wiesz, jak mam na imię, to możesz się po prostu spytać. Jestem Aredhel!
Dopiero po chwili dotarło do niej, że chłopak pyta, czy może zadzwonić. A to również przypomniało jej, gdzie jest i że strach w tym momencie jest jak najbardziej wskazany. Świetnie. A już czuła się trochę lepiej dopóki się nie odezwał.
Wyciągnęła komórkę z kieszeni i spojrzała na wyświetlacz, krzywiąc się lekko.
- Nie, nie mam - stwierdziła. I w tym samym momencie nagle wydarzyło się kilka rzeczy.
Aredhel nagle krzyknęła, podnosząc się z ziemi i podbiegła do chłopaka, chwytając go za ramię i chowając się za nim. Wzrok miała wbity w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała. Tak się okazało, że przez światło wyświetlacza rudowłosa dostrzegła pająka, który znajdował się tuż koło jej stopy. Nie potrafiła się powstrzymać i krzyknęła na cały głos, a następnie poszukała wsparcia u nieznajomego. Tylko to jej pozostało.
Gdyby tylko Aredhel wiedziała, co też siedzi w głowie chłopaka. Ona i kompleks rudych włosów? Zabawne! Ona kochała kolor swoich włosów i była z niego bardzo dumna. Jak wiele osób na świecie ma włosy blond, brązowe lub czarne? A jak wiele rude? No właśnie. Dodatkowo naturalne, rude włosy. Rasac był dumna ze swoich genów i przenigdy nie przefarbowałaby swoich włosów. Kompleks? Dobre sobie. Chyba jej dumna!
OdpowiedzUsuńKiedy dziewczyna obserwowała, jak pajączek ginie pod podeszwą butów chłopaka wpierw poczuła ulgę i radość, a następnie lekkie poczucie winy. W końcu to przez nią zginęło stworzenie. Male, brzydkie o sześciu czarnych odnóżach... Bleee... Jednak dobrze, że zginęło. Aredhel potrafiłaby się zaprzyjaźnić z każdym. Człowiekiem, zwierzęciem, kwiatkiem, rzeczą... Ale na pewno nie z pająkiem!
Kiedy w końcu jej strach się ulotnił, a przynajmniej zniknął na tę chwilę, kiedy w pobliżu nie było małej bestyjki, Aredhel zorientowała się, że zacisnęła mocno dłonie na ramieniu nieznajomego. Ups. Powoli rozluźniła uścisk i w następnej chwil zrobiła coś, co pewnie Aarona zaskoczyło dużo bardziej niż jej klaustrofobia, arachnofobia, krzyk i wszystko inne.
- Waa, przepraszam. Musiało naprawdę boleć - stwierdziła ze szczerym poczuciem winy i zaczęła głaskać, tak właśnie, głaskać, ramię chłopaka. W końcu jednak przerzuciła się na lekki masaż w miejscu, gdzie z pewnością pod ubraniem znajdowało się zaczerwienienie.
W całym tym zamieszaniu zapomniała o pytaniu mężczyzny związanym z tym, czy ma wsuwkę do włosów. Jasne, pewnie jakąś tam miała, ale do tej pory nie wpadła na to, że dzięki niej mogliby stąd wyjść.
W duchu dziękowała za to, że tym razem nie musiała się już tak wysilać. Pasy za to sama zapięła. Zrobiła to w momencie, gdy ten ją o tym chciał upomnieć. Szybka bestia z niej.
OdpowiedzUsuń- Dziękuję - powiedziała uśmiechając się delikatnie, kiedy otwierała drzwi od pokoju 202. Słysząc jakiś męski głos teatralnie wywróciła oczami i robiąc przepraszającą minę pożegnała się i weszła do środka.
Czy następnego dnia poszła do lekarza? Prawdopodobnie tego Aaron się nigdy nie dowie, bo z Claire cwana bestia jest.
Na całe szczęście kostka ją już tylko lekko pobolewała i to wtedy kiedy na niej mocno stanęła. Jak zwykle cały dzień była zabiegana. Wróciła już dzisiaj do pracy i panie przyjęły ja bardzo ciepło, a nawet kupiły czekoladę i malutki bukiecik kwiatów. Zrobiło jej się tak miło, że aż miała łzy w oczach i musiała każdą z pań uścisnąć.
Czasu miała już mało. Pośpiesznie zrobiła mocniejszy makijąż niż na co dzień, a włosy zostawiła rozpuszczone. Miała dług wdzięczności wobec Angeliny, która wcześniej zabrała jej rzeczy. Ubrana było tylko w krótką, czarną sukienkę z frędzelkami, takie, które nosiło się na tańce latynowskie. Na stopach miała również czarne szpilki. W biegu popryskała się olejkiem, aby nabłyszczył nogi, ramiona, ręce i odkryte plecy.
Zdecydowała się zamówić taksówkę, bo chodziła już dwudziesta pierwsza, a piętnaście po zaczynał grać zespół, z którym ona i cztery inny dziewczyny miały zatańczyć.
Wszystko zaczęło się od Angeliny, która poprosiła Claire o pomoc w układzie, a potem zaproponowała, żeby wystąpiła razem z nimi. Na początku blondynka była średnio przekonana, ale zespół powiedział, że im zapłaci, więc skoro ma mieć imprezę za darmo to dlaczego nie?
Wysiadła z taksówki i zaczęła się przepychać przez kolejkę. Panie od razu zaczęły się burzyć, że się wpycha, niektórzy panowanie za to chętnie ją przepuszczali. Aż znalazł się jeden, wyższy od niej o jakieś dwadzieścia centymetrów. A już prawie była w środku...
- Koteczeku, może spędziłabyś dzisiaj ze mną noc? - zapytał facet zagradzając jej dalszą drogę.
- Przykro mi, ale nie mam czasu - odpowiedziała automatycznie próbując go wyminąć. Temu widocznie nie spodobała się odpowiedź, bo nagle złapał ją boleśnie za ramię. - Puść mnie! - krzyknęła głośno mając nadzieję, że któryś z ochroniarzu zauważy. Będzie miała siniaka jak nic.
Cóż, Aredhel musiała przyznać, że trochę zaskoczyła ją stanowczość chłopaka. Aż tak bardzo przeszkadzało mu to, że go dotknęła? Większość ludzi nie reagowała w taki sposób, szczególnie, że przecież nie zrobiła niczego wielkie. Tylko dotykała jego ramię. Cóż, wcześniej, kiedy się go chwyciła ze strachu, nie odepchnął jej. Dlaczego? Z litości? Teraz właściwie nie zrobiła dużo więcej, a widocznie chłopak nie był zadowolony z jej zachowania.
OdpowiedzUsuńBył skomplikowany. I ciekawy. I przede wszystkim stanowił dla rudowłosej pewnego rodzaju wyzwanie. Takich ludzi nie spotkały się na co dzień. A może właściwie spotykało... Cóż, nawet rudowłosa miała okazje spotkać naprawdę dużo ludzi, którzy gardzili jej zachowaniem. Śmiali się z jej otwartości, szydzili z naiwności, kpili z niej, kiedy próbowała się z nimi dogadać. Jednak Aaron taki nie był. Nie śmiał się z niej, a przynajmniej nie otwarcie. Trudno było go zrozumień, jednak Aredhel nie sądziła, aby aż tak bardzo mu przeszkadzała.
Chciała się dowiedzieć, dlaczego taki jest. Chciała go lepiej poznać. Chciała go do siebie przekonać. Chciała się z nim zaprzyjaźnić. Naprawdę wierzyła, że to wszystko jest możliwe.
Prawdę mówiąc, dziewczyna nawet nie zwróciła uwagi na to, że raczej nie każdy zwykły człowiek jest w stanie za pomocą wsuwki otworzyć zamek. Jakoś Aredhel w ogóle nie przeszło przez myśl pytanie, dlaczego akurat on potrafił to zrobić. Raczej ważniejsze było to, że oboje za chwilę opuszczą to małe pomieszczenie, którego najwidoczniej oboje mieli już dosyć.
Minęło kilka sekund, kiedy dziewczyna usłyszała charakterystyczny zgrzyt otwieranego zamka. Popatrzyła z nadzieją na drzwi, które już po chwili się otworzyły, a Aredhel wybiegła ze składziku z ogromnym uśmiechem na twarzy. Tak, na sali gimnastycznej w tym momencie również było ciemno, jednak nie była to mała klitka, której tak bardzo bała się rudowłosa.
- Jesteśmy wolni! - krzyknęła i uniosła do góry ręce w geście zwycięstwa. Odwróciła głowę w kierunku chłopaka i posłała mu szczery, szeroki uśmiech. - Dziękuję! Nie wiem, jakby tam przeżyła bez ciebie! Naprawdę!
Kiedy usłyszała agresywny, znajomy jej głos, niemal podskoczyła. Ból w ramieniu zmniejszył się, a opryszek dał jej spokój. Nadal nie bardzo wiedząc co się dzieję dała się poprowadzić Aaronowi przez kolejkę. Największy problem z głowy. Nie będzie się musiała już przedzierać przez stado małp.
OdpowiedzUsuńKiedy tak szła zdążyła zlustrować mężczyzne i nawet w głowie przyznała, że jako ochroniarz prezentował się na prawdę bardzo przystojnie. Z trudem powstrzymała głupi uśmieszek. Bowiem zaczęła zastanawiać się jakby zareagował, gdyby mu coś takiego powiedziała. Ale stwierdziwszy, że lepiej nie drażnić lwa i nic nie powiedziała.
Podążyła za wzrokiem mężczyzny i zobaczyła na swoim ramieniu czerwony ślad. Będzie przed wyjściem musiała go przypudrować.
- Tak, wszystko w porządku - odpowiedziała obdarzając go wdzięcznym uśmiechem. - Znowu ratujesz mi tyłek. Bym Ci nawet drinka postawiła w podzięce, ale zdaje się, że oboje jesteśmy w pracy - przeczesała dłonią włosy, a potem pokręciła głową, aby opaść na plecy.
Światła nieco przygasły i reflektory powędrowały na scenę, na której stał jakiś koleś zapowiadający zespół.
- Muszę lecieć, dzięki! - krzyknęła i pobiegła w stronę bocznego wejścia na scenę. A trzeba przyznać, że w tych szpilkach biegała całkiem szybko.
Zdążyła. Miała nawet jeszcze 5 minut, aby dokończyć rozgrzewkę, którą zaczęła w domu. Kiedy wyszła na scenę znalazła się w swoim żywiole.
Tancerek było pięć. Ona i Angelina stały z przodu, a za nimi pozostały trzy. Na ustach Claire od razu pojawił się zalotny uśmiech, który nie był skierowany konkretnie do nikogo. Ot gra sceniczna, której nauczyła się od siostry przyrodniej.
Układ, który wymyśliły z Angeliną na początku nie bardzo przypadł do gustu blondynce, ale teraz wiedziała, że był to strzał w dziesiątkę. Akurat na te imprezę pasował.
Pełno kocich ruchów, kręcenie biodrami, wplecione elementy salsy. Ot powstał taniec kuszący i pełny zmysłów.
Nie było tak źle jak myślała. W sumie to bawiła się całkiem nieźle, a i dodatkowa kasa w kieszeni cieszyła. Chwyciła swoją sportową torbę, która tak bardzo nie pasowała teraz do jej sukienki, i ruszyła w stronę wyjścia. Zeszło jej jeszcze trochę na przekonywaniu Angeliny i zespołu, że niestety nie zostanie na after party, bo musi wracać do akademika. Gówno, nie musiała. Nie miała dzisiaj ochoty na ostrą imprezę. W sumie mało kiedy miała taką ochotę. Raz na pół roku, ewentualnie jak miała doła, albo coś...
OdpowiedzUsuńKiedy już w końcu udało jej się opuścić zaplecze sala była już prawie pusta. Rozejrzała się po tym istnym pobojowisku i zaczęła szukać w swojej mniejszej torebce telefonu komórkowego. Nie mogą go znaleźć zatrzymała się w miejscu, a stukot jej szpilek ucichł. Zirytowana uniosła głowę i je spojrzenie zatrzymało się na Aaronie. Jak zwykle maska obojętności obejmowała całą jego twarz. Przekrzywiła lekko głowę na bok i posłała mu przyjazny uśmiech. A co! Już chyba bardziej zimny i oschły być nie może, więc co jej szkodzi ładnie się uśmiechnąć? Zresztą nawet porządnie nie podziękowała za "naprawienie swojej kostki" i uratowanie przed nachalnym facetem.
Odwracając wzrok od mężczyzny podeszła do głośnika i jakby nigdy nic usiadła na nim wysypując zawartość małej torebki na swoje kolana.
A na jej udach znajdowały się typowo babskie rzeczy. Chusteczki higieniczne, pilniczek do paznokci, puderniczka, mały portfel, dwa błyszczyki i... telefon! Tak to jego szukała.
OdpowiedzUsuńWzięła jeden z błyszczyków i naniosła odrobinę na usta i nimi go rozsmarowała. Wszystko wrzuciła z powrotem do małej torebeczki, która magicznie to wszystko pomieściła, oprócz telefonu komórkowego.
Czując na sobie czyjeś spojrzenie uniosła głowę i ujrzała Aarona. Uśmiechnęła się do niego pytająco i wrzuciła swoją małą torebeczkę do sportowej torby, którą mężczyzna już znał. Kiedy dostrzegła, że znowu jest zdenerwowany jakoś specjalnie się tym nie przejęła. Chyba zdążyła się przyzwyczaić do właśnie takiego jego stylu bycia.
- Byłam - powiedziała wymijająco starając się przesłonić swoją wypowiedź czarującym uśmiechem.
- A co, chcesz się mnie już pozbyć? - zapytała rozbawiona wstając tuż przed nim. Teraz prawie dorównywała mu wzrostem, a jej nogi zdawały się sięgać nieba, do czego przyczyniły się szpilki, które miała na stopach.
- Swoją drogą, muszę być dla Ciebie utrapieniem. Zawsze musisz mi pomagać - powiedziała z delikatnym śmiechem. Nie, ona wcale nie miała zamiaru sobie iść. Stała tak sobie przed nim w tych swoich wysokich szpilkach prezentując wszystko co ma w sobie najlepsze.
Panująca wrogość w jego głosie śmieszyła blondynkę. Skoro nie wiedziała o co się tak denerwuje, a pewnie na nią, to nie będzie się tym przejmować. Ale kiedy usłyszała to co powiedział później to nie potrafiła już powstrzymać parsknięcia śmiechem. Kiedy już się opanowała na jej ustach zagościł czarujący uśmiech.
OdpowiedzUsuńJednak nadal się do niego nie odezwała. Wykręciła na swoim telefonie jakiś numer i chwilę oczekiwała na sygnał.
- Aredhel? Słuchaj będę później. Co?... Nie, wszystko w porządku... Głupia jesteś - zakończyła rozmowę ze śmiechem i wrzuciła swój telefon do torby.
- Na piwo nie idę, nie piję gazowanego - odpowiedziała słodko podnosząc swoją torbę. Stała tuż przed nim i chyba wcale jej nie przerażało to, że stała tak blisko niego, a on miał minę jakby chciał komuś przywalić. Ryzykantka z niej.
- Za to na drinka możemy iść - czy ona właśnie się zgodziła?
Claire uznała, że skoro go tak wkurza swoją osobą to powkurza go jeszcze podwójnie. Swoją osobowością i swoją kobiecością. Stwierdziła, że to całkiem zabawne będzie patrzeć na niego kiedy będzie zaciskał zęby ze złości.
- Ale! - dodała opierając jedną dłoń na biodrze i przekrzywiając głowę na bok. - Ja wybieram klub - powiedziała z dziwną satysfakcją w głosie.
Tak, ona powiedziała klub, a nie pub.
Wyminęła go i ruszyła w stronę drzwi zalotnie kręcąc biodrami po sobie zostawiła tylko zapach perfum. Skubana, potrafiła wykorzystać każdy kawałek swojego ciała. Kiedy była już przy drzwiach odwróciła się przez ramię.
- To jedziemy do tego Onyxa, czy nie? - zapytała słodko.
Kaplica. Onyx był jednym z popularniejszych klubów w mieście w którym leciała muzyka taneczna.
Wzięła od niego kluczyki i pobrzękując nimi cicho ruszyła w stronę miejsca, gdzie stał samochód. Usiadła na miejscu pasażera zostawiając swoją sportową torbę z na tylnym siedzeniu. Kluczyki automatycznie włożyła do stacyjki. Czyżby to był już nawyk i sama miała prawo jazdy?
OdpowiedzUsuńClaire osobiście bardzo lubiła Onyxa. Nie bywała tam jakoś super często, ale kiedy już tam była bawiła się świetnie. Muzyka jak najbardziej jej odpowiadała i zawsze znalazła dla siebie kawałek parkietu do tańczenia.
Podczas jazdy nie odzywała się w ogóle. A niech zachodzi w głowę o co jej chodzi. Niech się pomęczy tak jak ona. Blondynka miała nadzieję, że dzisiaj uda jej się wyluzować w klubie. Dawno nie była nigdzie dla własnej radości, ostatnio wszędzie bywała ze względów zawodowych. Bycie tancerką nie było takie złe. Za wcale niedługie występy kluby całkiem sporo płaciły. Oczywiście nie mowa tutaj o go-go. Na coś takiego Claire by się nie zgodziła.
Kiedy podjechali pod dość duży budynek oświetlony neonowymi światłami, uśmiechnęła się do siebie. Zanim wysiadła z samochodu rzuciła Aaronowi krótkie, wyzywające spojrzenie, a potem znowu zainteresowała się klubem. Dała się nawet zaprowadzić do wejścia. Było już późno, więc kolejki nie były wielkie.
W sumie razem wyglądali całkiem dobrze. Claire musiała przyznać, że Aaron był nawet przystojny. A teraz miał czarny t-shirt, a ona baaaardzo lubiła czarne t-shirty. Z rozbawieniem zdała sobie sprawę, że teraz tak na dobrą sprawę ma własnego ochroniarza.
Ale wracając do ich wyglądu. W tym świetle i z mocnym makijażem Parker można by podciągnąć nawet pod modelkę. Wzrost doskonale pasował, nogi jak najbardziej na miejscu. Ale to co jej się podobało to to, że Aaron, pomimo swoich super wysokich szpilek, które notabene zmieniła, gdyż wcześniej miała buty do tańca, nadal był od niej wyższy. To dobrze, bo ona nie miała zwyczaju garbienia się, a gdyby był niższy mogłoby to nieciekawie wyglądać. Za to Aaron... Niby zwykłe jeansy i koszulka, ale wyraz twarzy dawał mu plus tysiąc do nonszalancji. Lubiła BadBoy'ów. Ciężko jej to było przed samą sobą przyznać, ale cóż poradzić? Tylko, dlaczego to tacy zazwyczaj okazywali się dupkami?
Gdyby Aredhel wiedziała, co siedzi w głowie Aarona, to prawdopodobnie zrobiłoby jej się smutno. Była mu obojętna? Według rudowłosej było to najgorsze uczucie, jakim można było darzyć człowieka. Pewnie wielu ludzi by to zaskoczyło, jednak Aredhel wolała, kiedy ludzie ją nienawidzili niż gdy była im kompletnie obojętna. Nienawiść była przynajmniej jakimś uczuciem. Jasne, mało pozytywnym, ale uczuciem. Wtedy przynajmniej rudowłosa miała pewność, że ludzie nie przechodzą koło niej obojętnie, że nie jest przezroczystą plamą, powietrzem, na które nikt nie zwraca uwagi. Ludzie mogli jej nie akceptować, ale przynajmniej ją zauważali.
OdpowiedzUsuńPokrętny sposób rozumowania. Idealnie pasujący do panienki Rasac.
To ją zaskoczyło. Była przekonana, że kiedy tylko oboje uwolnią się z zamknięcia jakim był nieszczęsny składzik, to Aredhel będzie musiała się nieźle postarać, aby jakoś pociągnąć ich rozmowę. Była przekonana, że Aaron będzie chciał się jak najszybciej pozbyć jej towarzystwa, że postawi krzyżyk na ich znajomości. A tutaj proszę... Chłopak zaproponował, że odwiezie ją do domu. Cóż, prawdopodobnie zrobił to z powodu czystej przyzwoitości, ponieważ w końcu była kobietą. Ale jednak! Był to już jakiś krok do przodu. Przynajmniej Aredhel mogła spróbować przekonać nieznajomego do siebie.
Rudowłosa podała chłopakowi swój adres, wsiadając do samochód. Zapięła pasy i przeniosła wzrok na chłopaka, uśmiechając się ciepło.
- Do tej pory nie powiedziałeś mi, jak masz na imię - stwierdziła. - Moje imię znasz, chociaż już pewnie go nie pamiętasz. Ja spróbuję zapamiętać twoje.
Aredhel nie przepadała za ciszą. Oczywiście zdarzyły się momenty, kiedy nawet dla niej nic nie mówienie było najlepsze, jednak zdarzało się tak naprawdę, naprawdę rzadko. Rudowłosa mówiła dużo, niekoniecznie z sensem i pożytecznym przekazem. Po prostu lubiła rozmawiać z innymi. Śmiać się, uśmiechać. W przypadku Aarona okazało się to niezwykle trudne, ponieważ chłopak najwidoczniej postawił sobie za cel nie odzywanie się do Aredhel przez całą podróż. W jednym rudowłosa się nie pomyliła... Najwidoczniej Aaron chciał odwalić czarną robotę, którą w tym momencie było odwiezienie jej do domu, a następnie uwolnić się od jej towarzystwa. A prawdopodobnie również o towarzystwa każdej innej osoby. Samotnik? Na to wyglądało.
OdpowiedzUsuń- Powiedz mi... Zawsze jesteś taki... Cichy? Tak, to chyba odpowiednie słowo. Dodatkowo wyglądasz, jakbyś mnie nie lubił. A znamy się od niespełna godziny, więc to trochę dziwne, nie sądzisz? - Uniosła brwi, przyglądając się chłopakowi bez cienia zawstydzenia na twarzy. Większość dziewczyny słodko by się zarumieniło i ukradkiem zerkało na twarz towarzysza. Nie, Aredhel robiła to bezczelnie, nie obawiając się, że Aaron to zauważy.
- Och, zatrzymaj się! - powiedziała nieco głośniej niż powinna, a Aaron niechętnie wykonał jej polecenia, najwidoczniej spodziewając się, że znowu coś się stało.
Rudowłosa wysiadła z auta i widząc, że chłopak nadal siedzi w środku, przewróciła oczami z lekkim rozbawieniem. Otworzyła drzwi od strony kierowcy, chwyciła go za nadgarstek i pociągnęła za sobą.
Tak, prawdopodobnie Aaron nie był zadowolony z jej dotyku, jednak Aredhel zadziałała szybko, dlatego chłopak nie miał nawet czasu, aby okazać swoje niezadowolenie.
- Spójrz! - powiedziała, kiedy oboje podeszli do jeziora, mijając wcześniej kilkanaście drzew. Wskazała ręką w kierunku rozgwieżdżonego nieba i uśmiechnęła się szeroko. - Bardzo często tutaj przychodzę, kładę się koło jeziora i obserwuję gwiazdy. Nie sądzisz, że wyglądają pięknie. Niby z każdego miejsca na świecie wyglądają tak samo, ale tutaj jest to jakoś wyjątkowo magiczne! W otoczeniu drzew i jeziora... A wiesz, że często pojawiają się tutaj również świetliki! - stwierdziła i uśmiechnęła się promiennie do Aarona. Ona się jeszcze nie poddała. Chciała przekonać chłopaka do siebie.
- Jak tam sobie chcesz - wzruszyła ramionami wysiadając z auta. Nie będzie się przejmować tym, że Aaron nie chciał tańczyć, w klubie na pewno będzie wielu chętnych, którzy zechcą jej poświęcić chwilę czasu. Zresztą czemu ona miała ostatnio takiego pecha, że faceci, których spotykała nie chcieli tańczyć? Stwierdziła, że na razie nie będzie sobie zawracać tym głowy. Chciała się dzisiaj dobrze bawić i tak będzie.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem, że pić też nie będzie? - zapytała nieco ironicznie przypominając sobie, że przecież przyjechali tutaj samochodem. Jeśli jeszcze przyjdzie jej pić samej to się wkurzy. Przecież ją zaprosił na piwo, które notabene zostało zmienione na wódkę, więc chyba coś pić będzie? Oby nie coca-colę...
Wkurzona własnymi myślami zaczęła przepychać się w stronę baru. Ludzi rzucali jej dziwne spojrzenia i zapewne parę razy by się zdążyła pokłócić, ale kiedy dostrzegali jej towarzysza to dawali jej spokój. I dobrze, chociaż w tym przypadku jest jak najbardziej pożyteczny.
- Wódkę z sokiem żurawinowym - powiedziała z uśmiechem do barmana starając się przekrzyczeć głośną muzykę. Już nawet nie zwracała uwagi na to czy Aaron coś zamawia. Oparła się plecami o ladę z drinkiem w prawej ręce. Biorąc kilka łyków uważnie rozejrzała się po parkiecie zupełnie jakby oceniała teren. Już czuła jak ciało wyrywa się jej do tańca i nie mogła się doczekać kiedy w końcu da się ponieść emocjom, a zrobi to na pewno.
Tak, może faktycznie zaciąganie obcego faceta w krzaki przez dziewczynę wyglądało dosyć dziwnie, jednak Aredhel z pewnością się nad tym nie zastanawiała. Działała poprzez chwilowe impulsy w głowie. Tak było niemal zawsze, stąd kłopoty niezwykle rzadko omijały tę rudowłosą osóbkę. Na szczęście znajdowali się tacy ludzie jak Aaron, którzy chcieli jej pomóc. Nawet jeśli tylko przez grzeczność.
OdpowiedzUsuń- Odezwałeś się do mnie z własnej woli! - stwierdziła z szerokim uśmiechem. - Jeden plus, a druga za to, że pamiętasz moje imię! Ale na więcej to musisz się postarać - dodała, jakby Aaronowi co najmniej zależało na tym, aby mieć więcej plusów u niego. A z pewnością chłopak miał to w głębokim poważaniu.
- Siadaj... - mruknęła, opadając na trawę i chwytając chłopaka za nadgarstek. Pociągnęła go w dół. Aaron niestety musiał usłuchać, aby jak najszybciej pozbyć się dotyku jej dłoni. Aredhel dotknęła go już dzisiaj naprawdę wiele razy i pewnie dla chłopaka była to nowość.
- To jest dopiero życie - stwierdziła z zadowoleniem i położyła się na trawie, wyciągając ręce do góry. Skupiła wzrok na rozgwieżdżonym niebie, a z jej twarzy wciąż nie schodził uśmiech. - Nawet tobie musi się to podobać, chociaż nigdy nie przyznasz się do tego na głos. I wiesz.. Przez całe życie nie można gnać do przodu. Czasami warto się zatrzymać tak jak teraz. Popatrzeć na przyrodę i wszystko co nas otacza. Dzięki temu możemy zauważyć, że świat jest piękniejszy niż nam się wydawało.
Aredhel nie wiedziała, czy Aaron ją słucha, czy jej słowa w ogóle do niego docierają. Ale mówiła... Dalej i dalej. Chciała, aby między nimi powstała jakaś więź. Coś, dzięki czemu, kiedy następnym razem spotka Aaron, ten nie będzie ją traktował jak obcego człowieka.
Znowu poszła na imprezę, choć one często kończyły się źle. W końcu pijana niemowa to nic fajnego. Upije się i nawet nie odpowie na żadne pytanie, najwyżej zacznie wymachiwać rękoma w tylko sobie znanym języku, nawet nie jest w stanie napisać nic na kartce, bo ma problemy z utrzymaniem długopisu w dłoni. Ale lubiła imprezy, niekoniecznie inni lubili, kiedy ona na nie chodziła.
OdpowiedzUsuńNie lubiła się stroić, jak wszystkie inne dziewczęta tutaj, które zakładały obcasy i ciasne sukienki, z których wylewał się im biust i przy każdym nachyleniu było im widać nagie pośladki. Ona taka nie była. Ona nie lubiła pokazywać swojej kobiecości. Wolała chyba pozostawać nieco w cieniu, o ile to możliwe ubierając się tak kolorowo jak ona. Na nogach miała lateksowe, czarne leginsy, na stopach czarne trampki w kostkę. Do tego podkoszulka z Lakersów z dumną cyfrą 24. Całości dopełniała jaskraworóżowa szminka i czarna czapka na blond lokach.
Stała i sączyła sobie piwko, kiedy podszedł do niej jakiś facet i zaczął do niej mówić o koszykówce. Nie znał się, ale starał się udawać, że wie wszystko o Lakersach. Niestety, nawet nie wiedział do kogo należała dwudziestka czwórka. Więc z czym do ludzi?! Napisała na karteczce starannymi literkami, że nie potrafi mówić. To chyba mu się spodobało, bo od tamtej chwili stał się nachalny. No tak, cóż lepszego od dziewczyny która się nie sprzeciwia i w razie czego, nie potrafi krzyczeć o pomoc. Był nachalny. Przyciskał ją do ściany i za wszelką cenę chciał, by wyszła z nim na zewnątrz. Starała się mu wyrwać wielokrotnie, ale po prostu był od niej szilniejszy.
Tab
Szkoda, że nie sprecyzował swojej oferty wcześniej, bo może inaczej by się wszystko potoczyło. Więc resztki dobrego humoru jakie udało jej się zachować w towarzystwie tego nieprzyjemnego mężczyzny, wyparowały w ciągu mrugnięcia okiem.
OdpowiedzUsuńDłoń ze szklanką zastygła jej w połowie drogi do ust. Spojrzała na niego nie bardzo dowierzając w to co usłyszała. Zamrugała próbując się uspokoić, ale przychodziło jej to bardzo ciężko. Była w stanie wiele znosić i tolerować, ale nie tego.
- To po co mnie zapraszałeś? - odpowiedziała pytaniem na pytanie zaciskając mocno dłoń na szklance. Była zdenerwowana, bardzo zdenerwowana, w sumie nawet dobrze pasowałoby tutaj słowo "wkurwiona", ale Claire nie przeklinała, o nie. No chyba, że ktoś na prawdę ją wkurzył. Duszkiem wypiła całego drinka i odstawiła z hukiem szklankę na ladzie. Zapewne gdyby miała choć trochę więcej siły szklanka by się potłukła, ale Claire takowej nie posiadała.
Widząc go równie zdenerwowanego jak ona sama podjęła decyzję.
- W takim razie nie będę Ci już sprawiać kłopotu - warknęła,a jej oczy ciskały błyskawice. Zapłaciła za swojego drinka i odepchnęła się od lady ruszając energicznym krokiem w stronę tłumu. Tym razem miała większe problemy, aby się przepchać, ale z tej złości nabrała siły i z uporem maniaka brnęła do przodu. Rozzłoszczona minęła zdziwionych bramkarzy i wyszła przed budynek.
Jak mogła być tak głupia? Czy wszyscy faceci musieli być takimi idiotami? Powinna już dawno dać sobie z nimi spokój i zająć się swoim hobby. Tak, zdecydowanie powinna dorzucić sobie jeszcze kilka zajęć, aby nie mieć czasu na nic.
Zaciskając pięści ze złości ruszyła w stronę postoju taksówek przeklinając w duchu Aarona, zimny wiatr, siebie, że zostawiła u niego torbę w samochodzie, Aredhel, że jej nie pogoniła do domu. Była wściekła, ot co.
Na szczęście Claire wróciła do akademika cała i zdrowa, za to oberwało się Bastianowi, gdyż to na nim niechcący wyładowała swoją złość widząc, że jej łóżko jej zalane kolorowym, napojem gazowanym.
OdpowiedzUsuńW torbie nie miała rzeczy, aż tak ważnych, ale mimo to była jej potrzebna.
Pewnego wczesnego wieczoru zapakowała się w taksówkę i pojechała w już znienawidzone przez siebie miejsce. Zapłaciła taksówkarzowi i lekko utykając ruszyła w stronę drzwi. Chociaż raz dopisało jej szczęście i wychodząca starsza pani zostawiła jej otwarte drzwi przez co nie musiała używać domofonu. Powoli wchodziła po schodach czując jak z bezsilności drżą jej ręce. I to wcale nie ze względu na tego dupka, do którego szła, tylko z zupełnie innego powodu.
Kiedy stanęła przed drzwiami nawet się nie zawahawszy nacisnęła dzwonek do drzwi. Jeżeli dobrze wszystko przemyślała to powinien być w domu. Było za wcześnie, aby mógł pójść do pracy, ale też za późno, aby mógł zrobić coś sensownego poza domem. Ogólnie miałaby to głęboko w dupie, ale jako, że miał jej rzeczy musiała się tym zainteresować.
Kiedy drzwi się otworzyły nie uśmiechnęła się, ani nie złościła. Zupełnie nic. Zero emocji. Pustka. Zupełnie jakby było jej wszystko obojętne. Do tego oczy miała lekko opuchnięte i zaczerwienione, co niestety makijaż nie do końca zakrył. Ubrana w zwykły czarny dres przeniosła cały ciężar ciała na jedną nogę. Czemu? Licho ją wie, dziwna była.
- Przyszłam po moje rzeczy - odezwała się głosem zupełnie wyprutym z emocji, nie wysiliła się na żadne cześć czy dzień dobry, bo tak na prawdę po co? Aby zostać obdarzona zabójczym lub pełnym irytacji spojrzeniem?
Utkwiła w nim spojrzenie matowych oczu. Nie wyglądała dobrze. Zupełnie jakby nic jej nie obchodziło i jakby trochę... schudła? Można to było przyuważyć po jej dłoni, którą opierała się o ścianę. Była tak chuda, że gdyby ktoś na nią dmuchnął na pewno by się złamała.
Samej Claire to wszystko nie obchodziło, chciała odzyskać swoje rzeczy zejść po tych przeklętych schodach i wrócić do akademika, żeby ukryć się w parku i siedzieć cały dzień na ławce nie musząc patrzeć na nikogo.
Istniało jedno słowo, które mogłoby określić Claire w tej sytuacji "wyjebane". Było to brzydkie słowo, które z ust samej blondynki bardzo rzadko padało. Ale miała wyjebane an wszystko.
OdpowiedzUsuńZupełnie nie interesowało ją z kim rozmawiał Aaron, ani to, że w ogóle z kimś rozmawiał i miał jakiś znajomych. Zupełnie wyrąbane miała w to, że nawet nie był oschły dla tej osoby.
Na jego słowo "wejdź" nie zareagowała w żadnej inny sposób oprócz tego, że odbiła się drobną ręką od ściany i weszła do mieszkania utykając lekko.
Nie obchodziło jej co ten facet o sobie pomyśli, o tym co zrobi. Miała to gdzieś. Chciała tylko odzyskać swoją torbę i wrócić do akademika.
Usiadła na kanapie sprawiając wrażenie nieobecnej osoby, której zupełnie nie interesuje otoczenie.
- Przyszłam po moją torbę - powiedziała tym głosem wypranym z jakichkolwiek emocji. Twarz również nie za wiele zdradzała. Nie uśmiechała się, nie było na niej żadnego wyrazu złości czy ironii, nic! Oczy tak samo, puste. Patrzące, ale nic nie widzące.
Więc równie dobrze siedziała u Aarona w mieszkaniu na jego kanapie. Patrzyła na niego, ale go nie widziała. Mówiła do niego, ale zupełnie nie zważała na to jakim chamem się dla niej okazał. W ogóle praktycznie nie zwracała uwagi z kim rozmawia, w jakim miejscu się znajduje. I co najśmieszniejsze, że sama tu przyszła.
- Dasz mi ją? - zapytała jakby trochę przytomniej, ale po chwili znowu jakby wróciła do swojego świata kiedy za ścianą ktoś zaczął grać na pianinie, albo puścił jakąś muzykę.
Z Aronem zawsze. Masz pomysł? / Anne
OdpowiedzUsuń[Oczywiście, że mam ochotę. Posiadasz jakaś koncepcje co do wątku? :>]
OdpowiedzUsuń/Esther
Zupełnie jakby nie docierało do niej, że Aaron powiedział do niej, żeby się zamknęła. Że znowu był dla niej niemiły. Czy cokolwiek ją obchodziło.
OdpowiedzUsuńZrobiło jej się duszno więc rozpięła czarna bluzę od dresu. Ona nie przejmowała się tym, że ramiona miała połowę mniejsze niż półtora tygodnia temu. Nie obchodziło jej to, że wyglądała jakby schudła za dużo w zbyt krótkim czasie.
- Ktoś mnie skrzywdził? - zapytała zdziwiona, to była pierwsza emocja jaką wykazała. Dopiero teraz było widać, że na twarzy też schudła, miała zapadnięte policzki, że było jej widać kości policzkowe.
- Nie, nikt mnie nie skrzywdził - dodała znowu tym dziwnym głosem, jak gdyby zupełnie nic nie czuła. Co ona ze sobą zrobiła? Claire i tak nie zdawała sobie sprawy z tego jak się zachowuje, jak wygląda dla niej wszystko było takie samo dalej, tylko trochę bardziej szare i ponure...
- Duszno tutaj - mruknęła podnosząc się i zdejmując bluzę z ramion i zostając w samej koszulce na ramiączkach. Podeszła do okna i otworzyła je biorąc kilka głębszych wdechów.
Nie zwracając uwagi na Aarona podeszła do szafki skąd kiedyś wyciągał szklanki i nalała do niej wodę z kranu i wypiła duszkiem. Delikatnie wstawiła szklankę do zlewu i przez ułamek sekundy gwałtownie się go złapała jakby miała stracić równowagę.
- Dasz mi moje rzeczy, proszę? - odwróciła w jego kierunku nieco bladą twarz. - Mam jeszcze dzisiaj dużo do zrobienia, a jak nie przyjdę na czas moja rezerwacja sali przepadnie.
Stanęła na środku pokoju oplatając się ramionami i garbiąc lekko. Po chwili jakby sobie coś przypomniała wyprostowała się jak struna i podeszła znowu do okna otwierając je na oścież. - Strasznie duszno tu masz. - O popatrzcie ją! Rozgadała się!
- Nic się nie dzieje, Aaronie - powiedziała spokojnie pierwszy raz wymawiając jego imię odkąd się poznali. - Ale ja na prawdę potrzebuje tych rzeczy. Tam są moje wyrobione pointy, a ja mam zarezerwowaną salę - powiedziała kierując na mężczyznę spojrzenie małej dziewczynki. Pointy? Czy ona mówiła poważnie? W sumie niby chodziła normalnie, ale fakt faktem ledwo utykała.
OdpowiedzUsuńKiedy podszedł zadarła do góry głowę i spojrzała na niego.
- Nie mam teraz czasu. Pójdę jutro - położyła dłoń na jego klatce piersiowej jakby chciała go odepchnąć, ale albo się rozmyśliła, albo nie miała tyle siły, bo jej dłoń nawet nie drgnęłam.
- Oczywiście, że nic nie brałam - zaprotestowała, a w jej oczach w końcu pojawiły się jakieś emocje - szok i oburzenie.
- Jest tutaj gorąco. Może masz gorączkę i nie czujesz? - zapytała przenosząc dłoń z jego klatki piersiowej na czoło. A dłoń miała lodowatą, więc jej się wydawało, że Aaron ma na prawdę gorączkę, bo dla mnie na prawdę miał ciepłe czoło.
- Mogę sobie zrobić kawy? Nie dopiłam dzisiaj swojej do końca... - mruknęła nieco zła na siebie.
Chce pić drugą kawę? Jest wcześnie rano, a ona już zdążyła wypić kawę. To o której musiała wstać?
Im dłużej Aredhel przebywała z Aaronem, tym bardziej dochodziła do wniosku, że chyba dzieliło ich niemal wszystko. On spokojny i opanowany, ona radosna i pełna energii. On chciał mieć wszystko ułożone i zaplanowane, ona kochała niespodzianki. On cichy, ona głośna. On twardo stąpa po ziemi, ona naiwna i głupiutka. Czy była chociaż jedna rzecz, która ich łączyła? Aktualnie Aredhel nic takiego nie znalazła. Co wcale nie oznaczało, że czegoś takiego nie ma. Po prostu trzeba było wedrzeć się do środka, do serca Aarona. Albo trzeba było poznać poważniejszą stronę rudowłosej, a nawet ona taką miała.
OdpowiedzUsuń- Nie jesteś pierwszą osobą, która mnie o to spytała - stwierdziła, przenosząc spojrzenia z nieba na chłopaka. - Ale wiesz, zazwyczaj ludzie pytają mnie o to w żartobliwy sposób, a nie tak jak ty. Jakbym robiła co najmniej coś złego, zachowując się w ten sposób - wytknęła mu lekko, jednak z ciągłym uśmiechem na twarzy. - A odnośnie twojego pytania. Wiesz... Dlaczego mam przez całe życie byś sztywna, opanowana? Czy zawsze muszę racjonalnie myśleć i wszystko z góry przewidywać? Życie mamy tylko jedno, więc według mnie powinniśmy korzystać z niego najlepiej jak potrafimy. Nie sądzisz? Ty też od czasu do czasu powinieneś się uśmiechnąć. Z pewnością cię to nie zaboli, a zobaczysz, jak uszczęśliwi ludzi w twoim otoczeniu.
Nie, Aredhel nie chciała pouczać Aarona. Była to tylko lekka sugestia, propozycja. Oraz chęć wytłumaczenia dlaczego zachowuje się w ten sposób. Ona po prostu chciała się cieszyć życiem. W końcu nigdy nie wiedziała, kiedy wydarzy się coś tragicznego i wtedy nie będzie ją stać na uśmiech. Musiała go pokazywać teraz, kiedy była w stanie.
[Piszę ten komentarz trzeci raz bo blogspot mnie nie lubi i mi go nie chce opublikować! grr]
OdpowiedzUsuńDzięki Bogu, bóstwom i wszystkiemu dookoła, że ochroniarz jakimś cudem zrozumiał co się tutaj dzieje! Gdy by nie on Tab byłaby już gwałcona w jakimś ciemnym zaułku, gdzie nikt by jej nie zauważył, a na pewno nie usłyszał. W takich chwilach najbardziej nienawidziła tego, że nie potrafiła mówić. Bo nie była to już pierwsza sytuacja, kiedy ktoś starał się to wykorzystać przeciwko niej. Nie rozumiała tych facetów. Czy na prawdę nie było tutaj innych dziewczyn? Takie które z własnej woli poszłyby z nimi do łóżka? Musieli się zabierać za niemowę, która chwilami była oporna w takich sprawach? Czy mieliby satysfakcję z gwałtu? A może wmawialiby sobie, że ona chciała tylko udawała cnotkę? Nienawidziła facetów. Zwłaszcza takich.
Jak zawsze w chwilach stresowych zapominała, że nie wszyscy ludzie potrafią język migowy. A właściwie, że mało kto go zna. Zaczęła pokazywać dłońmi to, co chciała mu przekazać. Że mu dziękuje, że ten facet to prawdziwy idiota, że musi się napić, żeby zapomnieć o tym zdarzeniu. Starała się przy tym ruszać ustawi tak, by mógł odczytać słowa z ruchu warg, ale pewnie tego też nie potrafił.
Tab
[Pewnie, że mogą się znać, właśnie możemy zrobić tak, że się poznali jakiś czas temu, Sidney go nie polubiła, ale teraz pozna go z jakiejś lepszej strony i stwierdzi, że nie jest taki zły.]
OdpowiedzUsuńI kolejne przeciwieństwo. Aredhel zazwyczaj nie zastanawiała się przez kilka minut nad tym, co powie czy zrobi. Działała instynktownie i impulsywnie... Niemal jak jakieś dzikie zwierzę? Pomińmy ten drobny szczegół. W końcu rudowłosa nie miała zbyt wiele wspólnego z gatunkiem zwierzęcym. No chyba, że z wiewiórką, ale to już całkiem inna sprawa.
OdpowiedzUsuńW każdym razie Aredhel nie potrafiła sobie wyobrazić, jak można zastanawiać się nad każdym wypowiedzianym słowem. Nie, żeby jej to przeszkadzało. Skoro Aaron chciał dobrze przemyśleć, jak jej odpowie, to cóż... Nie mogła na to narzekać. Jasne, dzięki spontaniczności mogłaby go lepiej poznać, ale nie miała zamiaru marudzić. Ważne, że udało jej się nawiązać jakikolwiek kontakt z chłopakiem. To już był ogromny postęp, a panienka Rasac wciąż się rozkręcała.
Oj tak, ludzie byli bardzo interesujący i rudowłosa uwielbiała ich obserwować. Zachowanie Aarona w jakiś sposób również ją fascynowało. Było takie inne od tego, do czego przywykła. Nawet, jeśli czasami czuła się mało komfortowo w tej sytuacji, to nadal było to coś nowego. Coś interesującego. Coś, co warto było poznać dużo, dużo lepiej.
- A co? Już ci się znudziło bezczynne siedzenie? Wydajesz się typem osoby, która właśnie woli taki bezruch niż ciągłą zmianę miejsc, hałas i ogólny nieład - stwierdziła, podnosząc się z pozycji leżącej do siedzącej. Przeszukała kieszenie jeansów i znalazła w niej pięciogroszową monetę. - W porządku, nadana się. To teraz posłuchaj, jakie są zasady tej gry. Sama ją wymyśliłam! Orzeł oznacza zadanie, reszka pytanie... Podrzucam monetę... - W momencie wypowiedzianych słów właśnie to zrobiła, a następnie zerknęła na to, co wypadło. Reszka. - W takim razie zadajesz mi jakieś pytanie, a ja jestem zmuszona odpowiedzieć ci na nie szczerze. Wiesz, to taka inna wersja butelki. I przynajmniej nie będziesz narzekał na nudę. - Uśmiechnęła się szeroko, krzyżując nogi w siadzie skrzyżnym. - No chyba się nie wycofasz, prawda? Boisz się?
Podpuszczała go, jasne. Raczej faceci, kobiety zresztą tak samo, nie lubi, gdy ktoś im zarzucał, że czegoś się boją. Bardzo często w takich okolicznościach na przekór sobie zgadzali się na coś, co im nie odpowiadało. Aredhel miała nadzieję, że teraz również to zadziała. Chciała poznać lepiej Aarona.
[W sensie, że wątek? Ach, tak :3 Jak najbardziej! :D]
OdpowiedzUsuńRoselyn
[O. Może tak być, że ona też poszła do pracy, bo zbierała na nowy obiektyw i tam go poznała. Jakaś kawiarnia, cokolwiek. Rok temu właśnie wyjechał jej brat i ona w sumie została sama, bo innych znajomych nie traktowała jako przyjaciół. Może próbowała jakoś się z nim zapoznać, może nawet na pierwszy rzut stwierdziła, że jej się podoba, on potraktował ją jak potraktował i teraz go nie lubi, ale tym razem możemy to zmienić :3
OdpowiedzUsuńMasz ochotę zacząć, bo jakoś nie mogę się za to zabrać]
Znieruchomiała. Powoli zaczynało do niej docierać to co się działo. Kiedy uniósł rękę drgnęła cofając się zupełnie jakby bała się, że ją uderzy. Tak, ona na prawdę się bała. Kiedy na niego ponownie spojrzała oczy miała przestraszone, a usta lekko rozchylone jakby miała zaraz krzyknąć.
OdpowiedzUsuńOdruchowo chciała zabrać dłoń, ale nie była w stanie, gdyż uścisk Aarona był zbyt mocny. Stanęła jak sparaliżowana wpatrując się w niego wielkimi, przestraszonymi oczyma. Kiedy jej zagroził na prawdę się przestraszyła. Zaczęła gwałtownie kręcić głową zaciskając usta. Oczy zrobiły się szklane przez napływające do nich łzy. Ona płakała. Ta pozytywna dusza, wariatka posiadaczka niekończącego się pozytywnego humoru właśnie płakała.
Pytaniem było dlaczego? Przez Aarona, który jej groził brzmiąc na prawdę poważnie, czy przez sobie tylko znane powody?
- Nie - powiedziała drżącym głosem ledwo nad sobą panując, a po policzku spłynęła jej jedna łza. Energicznie kręcąc głową zaczęła się szarpać. Próbowała wyrwać się z żelaznego uścisku Aarona i pójść stąd jak najdalej. Pójść jak najdalej od nich wszystkich. Zaszyć się gdzieś, gdzie nikt jej nie znajdzie, nie będzie przeszkadzał.
Na pewno już od tego szarpania narobiła sobie pełno siniaków, chociaż czy siniaki robią się na kościach? Nie trzeba nawet wspominać o tym, że po chwilowym takim wysiłku była zupełnie bez sił. Oparła się plecami o ścianę nieświadomie przenosząc cały ciężar ciała na zdrową nogę.
- Puść mnie - wyszeptała płaczliwym tonem drżąc na całym ciele. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że gdyby ją puścił od razu osunęła by się na podłogę.