Lucy Fitzgerald
WYDZIAŁ| artystyczny; aktorski
ZAJĘCIA DODATKOWE | kółko teatralne
KLASA | pierwsza (lat dwadzieścia)
AKADEMIK | pokój numer 205
DATA URODZENIA | 11.11.1993
Kiedy
byliśmy dziećmi, wierzyliśmy w istnienie Świętego
Mikołaja, Zębowej Wróżki, księcia na białym koniu i garnka
złota na końcu tęczy. Marzyliśmy o tym, że pewnego dnia książę
zjawi się, pokona złego smoka, strzegącego dostępu do wieży i
odjedziemy razem w blasku zachodzącego słońca. Nasze pragnienia i
marzenia zdawały się być osiągalne, wystarczyło tylko wyciągnąć
rękę i po nie sięgnąć. Z czasem obok lalek, waty cukrowej i
bajek zaczęły pojawiać się pierwsze porażki, gorsze oceny w
szkole, kłótnie z rodzicami i bezlitośni rówieśnicy,
wyśmiewający się z naszej naiwności. Pomiędzy piękną bajką a
szarą rzeczywistością znajdowała się cienka linia, którą łatwo
było przekroczyć. Zamiast śnić w nocy o zamku, klejnotach i
bogato zdobionych sukniach, nasze myśli pochłaniały problemy w
szkole, rodzące się zauroczenia, kłopoty niedające zasnąć. Z
każdym kolejnym rokiem przestawaliśmy wierzyć w to, że prezenty
pod choinką to zasługa starszego pana z długą białą brodą,
który posiada zaprzęg latających reniferów. Pewnego dnia po prostu szerzej otworzyliśmy oczy, a bajki zniknęły; bańka
mydlana bezpowrotnie pękła.
Podobno życie człowieka kończy się wraz z jego ostatnim oddechem; ja uważam, że wtedy dobiega końca tylko jego marne istnienie. Można stracić chęć życia w wieku piętnastu, dwudziestu, pięćdziesięciu lat i za każdym razem boli to tak samo mocno. Codziennie wstawanie rano staje się naszą osobistą walką o przetrwanie każdego następnego dnia. Otworzenie oczu o szóstej trzydzieści, a potem ta nieszczęsna myśl: Trzeba żyć. Nie chodzi tylko o wyjście spod ciepłej kołdry, włożenie kapci na stopy i pomaszerowanie do łazienki. Tylko o to, by spojrzeć w oczy otaczającym cię ludziom, nałożyć maskę szczęśliwości na twarz, mimo że w środku łamie ci się serce. Nauczyłam się do perfekcji udawanie radosnej studentki, ale tak naprawdę nieraz zastanawiam się nad tym, jak chciałabym umrzeć. To delikatne balansowanie na krawędzi śmierci bardzo mnie pociąga; wyobrażanie sobie min wszystkich zakłamanych ludzi, gdy dowiedzą się, że odeszłam na zawsze. Lubię myśleć, że mam władzę nad własnym życiem, że nie jestem tylko zwykłą marionetką, którą można ustawić do pionu poprzez pociągnięcie odpowiednich sznurków. Ale czy ja nadal wiem, co jest prawdą, a co nie? Czy jeszcze w ogóle żyję?
[ Droga Pani, widze u Pani piekny temat i przypadlośc mojego bohatera. Czy jest szansa bym dostąpił takiego zaszczytu i liczył na Pani wątek z moim Loganem? ]
OdpowiedzUsuń[Jako sąsiadki z akademika powinny się znać :)]
OdpowiedzUsuńTabitha