Aktualności

Lucy Fitzgerald, Annabelle Sanders, Rose Deckard zostały usunięte.
Aktualnie czystki brak. Jak na razie! :D

7 sierpnia 2013

Bo w życiu nic nie jest szare i bezbarwne

Aredhel Rasac || 22 lata || III rok studiów || nie mieszka w akademiku
wydział artystyczny, specjalność: projektowanie ubrań
 kółko krawieckie || klub mangi i anime
pracuje dorywczo w małej kawiarni

     Aredhel jest osobą, którą łatwo rozróżnić od innych uczniów Baltimore International College. Rzadko ludzie mają takie włosy jak ona, rzadko noszą takie rzeczy jak ona i rzadko zachowują się tak jak ona. Rasac jest chodzącą indywidualnością, która robi to, na co ma ochotę i mówi otwarcie to, o czym akurat myśli. Dzięki temu ma bardzo wielu przyjaciół... I jeszcze więcej wrogów.
     Można ją kochać. Można ją nienawidzić. Można ją podziwiać. Można się z niej śmiać.

     Rasac to osoba pełna sprzeczności, dlatego możecie ją spotkać zarówno na głośnej imprezie pełnej alkoholu i tańców, a także w cichej bibliotece, gdzie będzie cicho siedziała w kącie, czytając coś ciekawego.
     Jako założycielka i przewodnicząca kółka krawieckiego bardzo często przesiaduje w sali klubu, gdzie albo sama coś szyje, albo pomaga mniej doświadczonym osobom w stworzeniu najprostszych ubrań. Nieco rzadziej przebywa w pokoju klubu mangi i anime, jednak tam również można ją spotkać.

POWIĄZANIA || POSTY

_______

Od autorki: Krótko i na temat. Zdaję sobie sprawę, że Aredhel wciąż pozostaje tajemnicą, ale chyba o to właśnie chodzi. Wszystkiego możecie dowiedzieć się z rozmowy z nią. Oczywiście zapraszam do wątków ;)

Jeśli kogoś to interesuje: w poprzednich wersjach BIC prowadziłam postać Alice Walker. Ktoś mnie pamięta? :D


99 komentarzy:

  1. Wcale nie spodziewał się takiego zachowania po Aredhel, dobra, wielokrotnie się kłócili, sprzeczali i skakali sobie do gardeł, ale przeważnie chodziło o jakieś zwykłe głupoty, które w ostatecznym rozrachunku nie miały większego znaczenia. Czasem padło tych parę ostrych słów, doszło do ostentacyjnego trzaśnięcia drzwiami, dumnego zadzierania nosa czy innych wyreżyserowanych poz, niemniej jednak za chwilę wszystko wracało do normy, bo ani Daniel, ani jego przyjaciółka nie lubili tkwić w stanie zaciekłego konfliktu. Nie mógł powiedzieć, że wydarzenia sprzed tygodnia całkowicie go obeszły, nie ruszyły i w ogóle nie miały znaczenia, bo to byłaby nieprawda, wszakże pierwszy raz wtedy poznał drugą twarz dawnej współlokatorki, poczuł jak ktoś wbija mu nóż prosto w plecy, jednocześnie przejrzał na oczy, choć nadal nie rozumiał jakim motywem kierowała się w tym nagłym napadzie agresji. Czego oczekiwała? Na litość Boską, nie chciał z nikim walczyć, przecież nic złego nie zrobił. A już szczególnie tej małej, rudej jędzy. Jeszcze trochę i wyląduje przez nią w wariatkowie, co najlepsze pewnie zabiorą go w kaftanie bezpieczeństwa, bo dostanie ataku w miejscu publicznym. Nadal dzierżył na twarzy nieznaczny ślad po uderzeniu, który na szczęście powoli już znikał. Mimo wszystko nie potrafił być wściekły na panienkę Rasac, próbował, ale nie potrafił. Dlatego chciał odrzucić na bok resztki dumy i po prostu wyciągnąć rękę na zgodę. Ciężko mu się bez niej żyło, tęsknił za jej zaraźliwym śmiechem i w ogóle bez przerwy zmagał się z uczuciem pustki w środku. Czyżby już się uzależnił?
    Możliwe, jednak to nie miało znaczenia wobec faktu, iż nadal go unikała. Nadal była zła. Daniel nie zamierzał naciskać, po którymś tam razie odpuścił, zwyczajnie, bo przecież nie będzie za nią łaził jak pies z podkulonym ogonem. Przynajmniej teraz więcej czasu poświęcał Annabelle.
    Korzystając z dnia wolnego w pracy zaszedł do pobliskiej kawiarni, aby dostarczyć sobie sztucznej porcji energii w postaci kawy i zdawał się w ogóle nie widzieć Aredhel; wręcz przeciwnie, rozsiadł się wygodnie na krześle i z torby wyjął jakąś książkę. Czekał aż ktoś zechce go obsłużyć.
    Minuty mijały, cierpliwość ulatywała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze, nie widział powodu, dla którego miałaby być zazdrosna, więc nie brał nawet tej opcji pod uwagę; po drugie, faktycznie, ze słów Aredhel tamtego feralnego wieczoru nie zrozumiał zbyt wiele, oprócz faktu, że były ostre i raniące i całkowicie pozbawione sensu, pełne bezpodstawnych oskarżeń o coś, czego nigdy nie zrobił; po trzecie, teraz sam już nie wiedział jak powinien postępować, korciło go, aby pokazać dziewczynie, że bez niej też potrafi sobie świetnie radzić, ale kogo chciał znowu oszukiwać? Siebie?
    Zgłupiał.
    Ile można czekać na podejście kelnerki? Jak oni w ogóle utrzymywali ten lokal, skoro pracownicy kompletnie nie interesowali się klientem? Wymruczał pod nosem coś niezrozumiałego, wstał nawet z zamiarem wzięcia sprawy w swoje ręce, podejścia do lady i powiedzenia kilku konkretnych słów, jednak szybko usiadł, bo wtem nieomalże przed nosem wyrosła mu młoda dziewczyna w firmowym fartuszku z trzymaną na tacce aromatyczną kawą.
    Kiedy szykowała się do odejścia, chwycił ją lekko za ramie.
    - Przepraszam, ale to chyba pomyłka - powiedział najwyraźniej nieco zmieszany - Nie zdążyłem jeszcze złożyć zamówienia.
    Dobra, strasznie głupio to zabrzmiało, lecz po Danielu nie można się niczego innego spodziewać, kiedy do czynienia ma z obcymi ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawdę mówiąc nie myślał, że ogarnianie akademika zajmie mu tak niewiele czasu. Widząc tłumy kwaterujących się studentów obładowanych po brzegi torbami, nieco się przeraził. W końcu zanim każdy otrzyma swój pokój i do niego dotrze, minie trochę czasu, prawda? Jednak szybko okazało się, że przebiegło to dość sprawnie. Ledwie zrzucił swoje rzeczy na podłogę, ujrzał pozostawione na drugim łóżku wyraźnie żeńskie bagaże. Zmarszczył dziwnie czoło i uśmiechnął się pod nosem. Jest kobieta, więc nie będzie nieprzyjemnych zapachów. Sam nie miał z tym problemu, ale doskonale wiedział, jak faceci potrafią... delikatnie mówiąc pachnieć. Chyba miał jakąś małą obsesję na tym punkcie. Niemniej jednak szybko ulotnił się z pokoju i po wstępnych oględzinach akademika udał się do swojego wydziału.
    Co go tam przywiało? Och, chyba chciał jak najszybciej poznać miejsce, w którym spędzi kilka lat swojego życia. Prawie wszystkie zajęcia miały się odbywać właśnie na tym wydziale. Słyszał już różne plotki na temat tego miejsca - większości naczytał się na forum studentów, ale tak naprawdę prawdziwie poznać to miejsce może tylko sam.
    Stanął przed wejściem i westchnął głęboko. Wsadził dłonie do kieszeni spodni i rozejrzał się. Nagle jednak poczuł dziwną, szybującą, naruszoną biel przed oczyma. Śmigała, znikała, pojawiała się. Zamrugał parokrotnie, zastanawiając się, co się właściwie dzieje. I wtedy oprzytomniał. Ktoś wyrzucił te wszystkie kartki przez okno? Zaczął je zbierać i szybko też rozpoznał w nich szkice. Przyglądał się rysunkom. Ubrania?
    Nie znał się na tym zbytnio, ale sama kreska mu się podobała. Czemu ktoś chciał się ich pozbyć? I to w taki sposób? Dość ciekawe rozwiązanie, ale chyba nieskuteczne. Przeglądał rysunki w poszukiwaniu jakiegoś podpisu, ale chyba niczego takiego tu nie było. No cóż, gdzie tu może być najbliższy śmietnik?? Myśl, Bastian, myśl...

    Bastek

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jak najbardziej mogą się już znać, nie mam nic przeciwko ;p]

    OdpowiedzUsuń
  5. Właściwie czegoś takiego po Danielu można się było spodziewać, że od razu zwróci uwagę na pomyłkę, wytknie błąd, będzie dochodził swego, zamiast bez ani jednego słowa sprzeciwu delektować się wyjątkowym smakiem kawy, którą przecież lubił. Gdyby tylko wcześniej domyślił się, kto za tym wszystkim stoi. Aredhel. Pracująca Aredhel! I nic mu nie powiedziała, wiedźma!
    Chciał parsknąć śmiechem, najlepiej rzucić jeszcze jakimś głupawym żartem, lecz wyczuł dystans, chociaż… widok zażenowanej rudowłosej był widokiem miłym dla oka. Przypominał mu czasy, kiedy mieszkali razem. Nie, nie mógł się powstrzymać. Uśmiechnął się przekornie, odsunął od siebie filiżankę, po czym wskazał miejsce na krześle po drugiej stronie stolika.
    - Przestań się tłumaczyć - wymruczał, a ton jego głosu sugerował, że kompletnie nie obchodzi go, co sobie myślała - Nie zrobiłaś tej kawy przypadkiem. I ukrywałaś się przede mną. Słuchaj nie wiem jak Ciebie, ale mnie już męczy bawienie się w kotka i myszkę - założył ręce na stoliku, mówiąc już nieco ciszej, by nikt niepowołany nie musiał słuchać ich rozmowy - Powiedz mi przynajmniej, czym sobie zasłużyłem na taki traktowanie, czym zawiniłem - wbrew pozorom wglądał na spokojnego, wyluzowanego, niestety w środku aż gotował się ze złości, zaś przyjaciółkę mierzył uważnym spojrzeniem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba nie sądziła, że całkowicie uda im się uniknąć tematu kłótni? Wszakże sama do niego powracała, zachowując się w taki, a nie inny sposób, jakby przed ostatnim tygodniem nie doszło do konfliktu, lecz przynajmniej końca świata, wszechświata i ogólnie całej materii. Daniel był gotowy stawić czoła faktom. Zresztą, nie oszukujmy się, nadal czekał na jakikolwiek krok ze strony Aredhel, bo jak zostało wspomniane już wcześniej - do niczego jej nie przymuszał, do niczego nie namawiał, ale należało mu się tych parę wyjaśnień po tylu długich latach przyjaźni, prawda?
    To że go uderzyła nie miało zbyt wielkiego znaczenia, ot chwilę pobolało, po czym przeszło. Gorzej sprawy się miały ze sferą emocjonalną, jednak z tą też jakoś się uporał. I o ironio, najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, iż najbardziej dotknął go po prostu olewaczy stosunek dziewczyny. Gdyby jeszcze nie dzwonił… A przecież dzwonił, dzwonił wielokrotnie, mimo wszystko ona wolała go dalej ignorować.
    - Eh, już dobrze, Hel - powiedział ze stoickim spokojem, sięgając pod stołem po jej drobną dłoń spoczywającą na kolanie - Przecież wiesz, że Ci wybaczam. Już dawno Ci wybaczyłem… Nie byłem nawet zły, tylko zrozum, po tym wszystkim potraktowałaś mnie jak powietrze - omiótł przyjaciółkę troskliwym spojrzeniem - Myślałem, że naprawdę zrobiłem coś nie tak.
    Wolną dłonią przysunął ku sobie filiżankę - Zobaczymy jaką tym razem dostaniesz ocenę za przygotowanie w skali od jeden do dziesięciu. Nie wsypałaś mi tu przypadkiem soli? - niczym się nie przejmując, z uśmiechem sięgnął po trunek.
    Zazdrość. Daniel nawet w najdziwniejszych snach nie spodziewał się, że ktoś może być o niego zazdrosny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Otóż pan Bastek już miał zaledwie parę kroków do najbliższego kosza na śmieci, kiedy to został pociągnięty za nadgarstek i powstrzymany. Oj, o mały włos nie poślizgnął się i nie wpadł na dziewczynę. Zamrugał, przypatrując się jej, kiedy już nieco ochłonął. Coś tam mówiła, ale on niespecjalnie słuchał. No dobra, przyznajmy szczerze: słuchał, ale zajęty był przypatrywaniem się tej burzy włosów. Kosmos. Po pierwsze rude, po drugie kręcone, a po trzecie długie. I w tym momencie przysunął swoją twarz bliżej niej, aby móc lepiej przyjrzeć się jej policzkom i noskowi. Tak, tak szukał piegów. Wzrok miał raczej dobry - z podkreśleniem na raczej - ale tych malutkich, lekko miedzianych kropeczek nie widział. Westchnął rozczarowany i dopiero teraz wyprostował nieco plecy, by ogarnąć sytuację, w jakiej się znaleźli.
    On złapał jej radosną twórczość, której ona chciała się pozbyć, ale że jest niezdecydowana, to jednak zatrzymała go, kiedy próbował odciążyć wydziałową sprzątaczkę. Okej, wszystko jasne. Nierówny oddech, zdenerwowanie, lekka irytacja i podniesiony głos.
    - Spokojnie, jestem tu, śmierć Cię nie dopadnie - I uśmiechnął się, po czym zaczął sobie ostentacyjnie przeglądać szkice. - Nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem, dlaczego byłaś dla nich taka niedobra i wyrzuciłaś je przez okno. Są w porządku, wiesz? Przynajmniej według mnie.
    Dobra, mogło się okazać, że koleżanka jest na ostatnim roku na sztukach pięknych, a on tu tak nieładnie ocenia jej pracę jako pierwszak, który nawet tego pierwszego roku nie zaczął.
    - Pilnuj ich ładnie - oznajmił, wręczając jej plik kartek, po czym pociągnął delikatnie jeden rudy kosmyk. - Są po prostu genialne. Jakbyś się urwała z jakiejś bajki.
    Spojrzał w niebo i ujrzał ciemną chmurę, która niebezpiecznie zbliżała się w kierunku budynku wydziału. Nie ma to jak letnia burza. Przeniósł jednak spojrzenie na koleżankę.
    - A tak serio... - zaczął po dłuższej chwili. - Nieznośny dzisiaj ten wiatr.
    I uśmiechnął się ponownie.
    - Jestem Bastian, Twój wybawiciel.

    Bastek

    OdpowiedzUsuń
  8. Zwykle, gdy szedł do Aredhel w odwiedziny, nie czuł się ani trochę spięty, w końcu kiedyś sam u niej pomieszkiwał, dopóki nie udało mu się zgromadzić odpowiedniej liczby funduszy na wynajęcie własnego mieszkania. Teraz jednak wyjątkowo ogarnęło go uczucie niepokoju, niepokoju, że znów może dojść pomiędzy nimi do ostrej wymiany zdań, kłótni i innych utarczek. Niepokoju, że może dzisiejsze odwiedziny to jednak błąd. Wszakże zależało mu na tej małej, rudej istocie, co okazywał iście braterskim uczuciem i choć nie mówił tego często, za wszelką cenę nie chciał jej stracić.
    Po kilkunastu minutach spokojnego marszu stanął przed dobrze znanymi sobie drzwiami, po czym niemal od razu zadzwonił dzwonkiem, mimowolnie zaczynając w zniecierpliwieniu przystępować z nogi na nogę. Długo nie otwierała. Czyżby gdzieś wyszła?
    Zadzwonił jeszcze raz i oparł się ramieniem o chłodną ścianę. Nie chciał się narzucać.
    Wyjął z kieszeni telefon, żeby sprawdzić godzinę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Daniel wiele rzeczy potrafił, ale na pewno nie specjalizował się w czytaniu ludziom w myślach. Fakt faktem, trzeba przyznać, że ta umiejętność z pewnością ułatwiłaby niektórym życie, zwłaszcza, gdy ci niektórzy mieli do czynienia z osóbką pokroju Aredhel. Niesforną, roztrzepaną, tak niepoprawną. Jednak z drugiej strony chyba cieszył się, iż nie posiada dostępu do jej niesfornej główki. Z dwojga złego wolał nie wiedzieć, co się pod nią skrywa. Zwyciężyła przyzwoitość, rzecz jasna.
    Wszedł do środka, kiedy drzwi się tylko otworzyły. Co jak co, ale nie lubił stać na progu, cały czas wyobrażał sobie, że sąsiadka z naprzeciwka podgląda ich, snując dziwaczne teorie. Seniorzy przeważnie nie mieli nic do roboty w domowym zaciszu i namiętnie interesowali się życiem innych, porównując je zapewne do kolumbijskiej telenoweli. Omal się nie uśmiechnął na tę dziwaczną wizje, która w rzeczywistości miała wiele wspólnego z prawdą i wcale nie była efektem wybujałej wyobraźni Daniela.
    - Gdybym Cię nie znał, pomyślałbym, że masz w domu jakieś dzikie zwierze, które tak rozrabia - zrobił niewielki krok, omijając w ten sposób kałuże - I chciałbym od razu sprostować: nie powiedziałaś, o której mam przyjść - zdjął buty - Idź się ubrać, jeśli się krępujesz - podniósł na nią wzrok, po czym wykrzywił wargi w lekko złośliwym uśmieszku. Zupełnie jak przed ich wielką kłótnią, lubił jej czasem dogryzać i lubił gdy ona się złościła - Poczekam w kuchni - wyprostował się, niczym struna, po czym powziął kroki w kierunku wspominanego wcześniej pomieszczenia, ale w drodze jeszcze przyjaźnie pogładził gładziutki policzek przyjaciółki, puszczając do niej oko.
    Zdawał sobie w pełni sprawę, że ten wieczór spędzą na długiej rozmowie, która miał także nadzieje, zaowocuje rozwianiem wszelkich wątpliwości z obu stron. Wszakże on również nie chciał stracić bliskiej osoby, którą darzył olbrzymim szacunkiem. Bez Hel nie wiedziałby co powinien ze sobą począć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pstt. Ciche, rozchodzące się w umyśle przypomnienie jak brzmi dźwięk otwieranego piwa. A w dłoni Logan dzierżył tylko puszkę pepsi. Cholera by to, szlag by to trafił. Ręce zaczęły mu się trząść, więc stanął przed drzwiami akademikowego pokoju i zacisnął dłonie na futrynach uprzednio wyrzucając tą skurwiałą puszkę pepsi do kosza na śmieci. I jak tu teraz się opanować, kiedy umysł podpowiada ci, że teraz, natychmiast masz rzucić się przez ten korytarz galopem i zapierniczać po skrzynkę piwa do najbliższego sklepu? Może dwulitrowa whiskey? A może pół litra wódki i na dodatek kreska kokainy?

    - Logan, Ty debilu. - Mruknął pod nosem chłopak i oparł czoło o drzwi. Jednak wcześniej zauważył, że coś mu na drzwiach nie gra. Nie wieszał przecież w akademiku na drzwiach swojego imienia i nazwiska, bo to nie miało największego sensu. Nigdy tak nie robił. Za dużo przeszedł, żeby to cholera zrobić.

    - Spotkaj się ze mną w sali 8. Na przeciwko świetlicy, pomiędzy biblioteką a małą kafejką. Czekam do 22:30. - Zmarszczył brwi czytając kartkę na głos. Co? Na jaką cholerę ktoś chciał się z nim zobaczyć? Szybko rozmasował dłonią skronie, zerwał karteczkę i szybkim krokiem skierował się do sali 8. Zaraz komuś albo spuści łomot, za to, że go odszukał 300 mil dalej i nadal próbuje go wkopać za kratki, albo dowie się, że ktoś się najnormalniej w świecie pomylił. Zobaczy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Może i był jej najlepszym przyjacielem, ale też zwykłym facetem, który nie miał nerwów ze stali. Nie wtedy, gdy ta mała wiedźma czyniła sobie takie zagrania! To było nieludzkie, perfidne oraz wredne. O nie, nie zamierzał się dać sprowokować. Specjalnie odwrócił wzrok w drugą stronę i zabrał się za przygotowywanie kawy.
    Poza tym jednym zdarzeniem, które miało miejsce w przeszłości, jeszcze za czasu, gdy ze sobą mieszkali, nie myślał o przyjaciółce pod kątem fizycznym. Szanował ją, traktował jak członka rodziny i czułby się po prostu głupio, gdyby wsadził ją do jednego worka z całą resztą dziewczyn. Nie zasługiwała na powierzchowne traktowanie. Oczywiście sam nie był do końca święty, widział ją kilkakrotnie nago, mimo że ona o tym nie wiedziała, nie raz zdarzyło mu się pomyśleć, jakby to było gdyby…
    Dobra, stop, wystarczy!
    Rasac się z nim drażniła, więc wypadało utrzeć jej nosa.
    Odsunął od siebie dwa kolorowe kubki na czas aż woda w czajniku się zagotuje i przybliżywszy się nieznacznie, oparł dłonie po jej obu stronach, nie dając tym samym możliwości ucieczki.
    - Nieładnie tak paradować przed starszym mężczyzną - zacmokał z niezadowoleniem - Kusisz los, kochaniutka. Co by na to powiedział Twój ojciec? - z rozbawieniem uniósł brwi, po czym bez słowa wziął ją na ręce, jakby była leciutka niczym piórko i ruszył w stronę sypialni. Dopiero kiedy byli na miejscu, postawił ją pod szafą i nieznacznie zsunął szlafroczek z gładkich ramion, by pochyliwszy się nad uchem rudowłosej, zaraz szepnąć - Znajdź sobie coś ładnego.
    I co miał z nią począć? Rozbawiony pokręcił głową.

    OdpowiedzUsuń
  12. Na samym początku, kiedy zobaczył uśmiech nieznanej mu dziewczyny, w dodatku taki rozbrajający miał w głowie zimną furię. Furia zmieniła się w złość, złość przerodziła się w chęć zniszczenia czegoś, przemożną chęć uniesienia czegoś ciężkiego i wyrzucenia tego najlepiej w jakieś okno, a później od nowa i od nowa. Aż zimna chęć zagłady zniknie. Aż zniknie chęć na alkohol i narkotyki, bo o to cholera chodziło.

    To działo się w ułamku sekund. Te wszystkie skomplikowane procesy chemiczno-fizyczno-emocjonalne rosnące w jego głowie. Zdążył jedynie mrugnąć powiekami, zacisnąć mocno palce w pięści i klapnąć na krzesło obok jego bioder. Wyciągnął paczkę papierosów, wsadził sobie jednego pomiędzy wargi, zapalił, zaciągnął się solidnie i wyczekał aż dziewczyna się wygada. Później uśmiechnął się na krótki moment, rozumiejąc, że mu ulżyło, że dziewczyna nie jest jedną ze zmór jego przeszłości i że nie wyskoczy ze 100 gramową paczką kokainy za niewyobrażalne pieniądze.

    - Jak ty masz na imię, dziwna dziewczyno? - Zapytał od razu, przekrzywiając lekko głowę w lewo i wypuszczając dym z płuc, mając naprawdę w dupie czy tu wolno czy nie.
    - Owszem, propozycja jest dość ryzykowna w moim przypadku, bo ja tak naprawdę chyba nie wyglądam w niczym dobrze prócz koszuli i czarnych dżinsów. - Kolejny buch. Spostrzegł te rude loczki na jej głowie, kiedy mrugała oczekując na ostateczną odpowiedź. - Szalona jesteś wiesz? Bo po tej całej akcji, nieznajoma, mam ochotę zgodzić się od razu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Musiała coś z tym zrobić, po prostu musiała. Bo na co będzie teraz marnować swój czas, którego nie ma? Zirytowana siedziała na parapecie w korytarzu szkolnym bębniąc palcami w laptopa i bacznie rozglądając się dookoła, jakby nagle znalazło się wybawienie.
    Wtem dostrzegła dobrze jej znaną rudą czuprynę. Pośpiesznie zeskoczyła z parapetu i ruszyła w jej stronę. Niestety panna Rasac była już dosyć daleko.
    - Aredhel! - wydarła się na cały korytarz, lecz poskutkowało to tylko tym, że parę osób dziwnie na nią spojrzało, tym się jednak nie przejęła.
    - Rasac! - ponowiła próbę, lecz to także spełzło na niczym.
    - Hel, niech Cię diabli wezmą! - krzyknęła sfrustrowana patrząc za rudą czupryną, która była coraz bliżej.

    OdpowiedzUsuń

  14. - Aredhel powiadasz. - Powtórzył po niej, mrużąc nieco powieki. - Jestem Logan. Miło mi Cię poznać. Czyli poniekąd bardzo Ci się spodobałem tak? Widać, jeśli dziewczyna biega za mną po całej szkole, to musi coś znaczyć. A może to całe projektowanie to tylko kamuflaż? - Zapytał spoglądając na nią szarymi tęczówkami spod zmrużonych powiek. To było oczywiste, że już się z nią droczył. Jej rude loki nie były w stanie wyrwac go z głodu kokainowego, ale mogły na moment złagodzić jego objawy. Palić niestety nie mogła mu zabronić. - Musisz w takim razie przestać oddychać, bo ja mam zamiar tu palić. - On też był uparty. Jednak nie aż tak. Wstał i przeszedł do okna, starając się wydmuchiwać dym za jego ramy. - Nie możesz tak ograniczać faceta, który ma z tobą w przyszłości współpracować. - Zrobił jak na niego bardzo smutną minę, jakby zakaz palenia był mniej więcej jakąś formą kary cielesnej. Choć bólu mógł znieść całkiem sporo.

    OdpowiedzUsuń
  15. To mogła być naprawdę ciekawa znajomość.
    - Proszę, moja Pani, o pół tonu ciszej. - Mruknął, rozcierając kark palcami, a w drugiej dłoni dzierżąc papierosa. Dość krzykliwie rozpoczęła się ich znajomość, a on nie lubił, kiedy ktokolwiek na niego krzyczał. No po prostu źle mu się to kojarzyło. Jednak nie z jakimś trudnym dzieciństwem, biciem czy innymi sprawami, po prostu miał do tego pełne prawo, by wymagać od kogoś spokoju w rozmowach. Wszystko jest dla ludzi, ale krzyków nie lubił, ot co. A widać, że oboje byli dość wybuchowi.
    Obserwował jej gesty. Szare spojrzenie, było czujne, jeszcze do końca nie przyzwyczaił się do tego, że jest przejrzyste i całkowicie ostre. To nie była bomba alkoholowa, to była po prostu zwykła rozmowa, albo i niezwykła, podczas której mógł zauważyć nawet długośc rzęs dziewczyny.
    - Zrozumiałem. Żadnego palenia, kiedy mierzysz na mnie ciuchy. Ale pomyśl o tym, że ja tez mam jakieś warunki. W każdym razie jakies granice wyznaczyć sobie musimy. – Skończył papierosa i spuściła na moment głowę, po czym kontynuował. – Jestem do końca września wolny po piętnastej codziennie. Wybierz sobie jakiś dzień. – Nawet się uśmiechnął, czuł się teraz jakiś lżejszy, po zapaleniu papierosa, czystszy, bardziej odporny na furię. – Co do mierzenia, to mam prawo do odmowy założenia czegoś. No i ostatnie, najważniejsze, ale nie wiem jak zacząć. – Tak jakby się zmartwił, więc postanowił od razu wszystkiego nie zdradzać. – Nie mogę występować publicznie. Nie możesz mnie pokazywać ani robić mi zdjęć. I nie mam zamiaru uciekać. Mam mało zajęć, nuda niedługo mnie zeżre, przydasz mi się.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kwestia nagości dla Daniela nie była bynajmniej kwestią wstydliwą. Na początku rzeczywiście wydawało mu się, że może peszyć współlokatorkę swym skąpym strojem, wszakże nie wypadało przy młodej damie chwalić się wdziękami, ale Aredhel to była przecież Aredhel. Ją mało co szokowało oraz zawstydzało. A nawet jeśli tak było, zawsze wyrażała swoją opinie wprost, bez zbędnych ceregieli. I za to ją lubił najbardziej.
    Owszem, wmawiał sobie, że jest dla niego jak siostra, ale w zestawieniu Annabelle miał pewne porównanie; czasem przyłapywał się na przykład na tym, że patrzy na Hel zbyt natarczywie, zbyt lustrująco, jakby czegoś oczekiwał. Poza tym naprawdę cenił jej beztroskę, a także niewinność, którą wprost emanowała. Pomimo swoich dwudziestu dwóch lat, nadal przypominała małą dziewczynkę potrzebującą opieki. A on chciał tę opiekę jej zapewnić, uchronić przed wszelkimi niebezpieczeństwami.
    - Chyba coś mi się czasem od życia należy - rzucił zadziornie, skrzyżował ręce na piersi i oparł się ramieniem o framugę, przybierając wystudiowaną pozę. Ciekawe jak na to zareaguje… - Śmiało, nie wstydź się, przecież nie masz nic do ukrycia - dodał swobodnie, po czym uniósł nieznacznie kąciki ust ku górze.
    Biedactwo.
    - Może pomóc? - zwrócił na chwilę wzrok na bok i z powrotem skierował go na dziewczynę - Mała, pospiesz się, bo się w życiu tej kawy nie napijemy!
    I tak był pewien, że ostatecznie wygoni go z pokoju, mimo to miło by było zobaczyć ją z innej perspektywy, choć nigdy nie przyznałby się do tego na głos.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wypuściła ze świstem powietrze dając upust swojej irytacji, bo doskonale zdała sobie sprawę, że Aredhel nie przyspieszyła sobie ot tak. Chcąc nie chcąc ruszyła biegiem przyciskając laptopa do piersi. Nie było dla niej wielkim wyczynem dogonić rudowłosej, bo Claire kondycję miała bardzo dobrą.
    - Oh, Aredhel, nie gniewaj się, ale na nic nie reagowałaś - powiedziała blondynka z przepraszającym uśmiechem, kiedy zrównała się z Rasac. - Ale, żeby Ciebie czasami sprowadzić z obłoków trzeba, albo się nakrzyczeć, albo seksownego męskiego ciała - zaśmiała się wzruszając ramionami. Nie wiadome było, czy dziewczyna konkretnie do kogoś nawiązuje czy po prostu tak palnęła. Czasami było na prawdę ciężko ją przewidzieć.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wcale nie chciał jej zranić, pewnie znowu błędnie sformułował własną opinię, przez co zwyczajnie przegiął, ale też nie dostrzegł tego po sposobie zachowania Aredhel. Nie był świadomy jej zmartwień. Jeszcze nie. Natomiast ona po raz kolejny go zaskoczyła, już po chwili zrozumiał, że nie powinien zaczynać wcześniej tej gierki, nie w momencie, kiedy zorientował się, iż przyjaciółka oddziałuje na niego nie tak jak powinna.
    Na przyszłość musi bardziej uważać.
    Dostrzegł jej rumieńce, wyglądała w nich zabawnie, ale i uroczo. Kurcze, chyba naprawdę ją zawstydził skoro zawsze zdystansowana dziewczyna nagle straciła panowanie nad własnymi emocjami. Resztę puścił w niepamięć, choć nagle przytłoczyło go silne poczucie winy. Zapukał do drzwi pokoju.
    - Wszystko w porządku? Hel, przepraszam, jeśli cię uraziłem… - westchnął cicho - W razie czego będę w kuchni.
    Ale do kuchni nie skręcił, w zamian zaszedł do łazienki, odkręcił kran i obmył twarz zimną wodą. Musiał chwilę odczekać, aby wrażenie napięcia w kroku wreszcie odpuściło i pewnie to zabrzmi głupio, ale nadal czuł tam jej kolano.
    Po dziesięciu minutach poszedł w końcu zająć się tą nieszczęsną kawą, zalał wodą oba kubki, nalał mleka i posłodził wedle upodobań rudowłosej. Niestety dziewczyna nadal nie wychodziła, nie odzywała się, nie dawała znaku życia. Czyżby znaleźli się w punkcie wyjścia? Ich relacje ulegały oziębieniu?

    OdpowiedzUsuń
  19. Wyróżniały się włosy,wyróżniały, ale żeby się zaczął Bastuś w pełni ekscytować, to brakowało jej jeszcze piegów. Obecny zachwyt był zaledwie ułamkiem jego możliwości, ale dobra, o tym nie każdy musi wiedzieć, choć... czasem, ale tylko czasem, cieszył się, jak małe dziecko. Tak, piękne dziewczę niczym Meridy odbicie lustrzane i do tego tak utalentowane. Jak tu się ie cieszyć z takiej nowej znajomości? Sprawiała wrażenie bardzo sympatycznej, choć trochę chaotycznej osóbki. Tak, zdecydowanie musiała być rozpoznawalna i przyciągała wzrok. Ach, chłopczyku, zejdź ładnie na ziemię, ale może niekoniecznie przez okno, niczym kartki meridowe.
    - Jak wspomniałem już - brzydki ten wiatr - skomentował tylko i już miał coś jeszcze dodać, spytać, dopowiedzieć, czy cokolwiek, kiedy...
    Kiedy padł przytłoczony jej śmiechem. A myślał, że to on tak głośno się śmieje. Ona go przebija. A może ma gdzieś jakiś mały megafonik? Już sięgał, by dotknąć jej ubrania, kiedy zaraz oprzytomniał i dał sobie mentalnego kopniaka. Jej, ale mu dzisiaj odbija. Urok BIC, czy urok pierwszego dnia i tych wszystkich emocji?
    - Opierali się na Tobie? Też jesteś taka pyskata, wygadana i poszukujesz przygód? - spytał tonem zaintrygowanego znawcy, który przygląda się ciekawemu obiektowi badawczemu. - Jeśli tak, to zdecydowanie już Cię polubiłem, choć... nie wiem, czy mój nadgarstek jest tego samego zdania.

    OdpowiedzUsuń
  20. Odetchnęła z ulgą, że w końcu udało jej się dogonić dziewczynę. - Oczywiście, że się za Toba stęstkniłam! - powiedziała uśmiechając się szeroko. - Wiesz jak ciężko Cię znaleźć? Nie mieszkasz w akademiku, nie chodzisz już do mnie na zajęcia - wygięła usta w podkówkę. Jednak po chwili na jej ustach pojawił się dziwny uśmieszek. - To kto Ci tak w głowie zawrócił, że nie słyszałaś jak się wydzierałam na cały korytarz? - zapytała rozbawiona unosząc jedną brew. Cała Claire. Wulkan energii. Wszędzie dopatrywała się czegoś nowego. Już zdążyła się przekonać, że myśli Aredhel mogą być dla niej niezrozumiałe, ale mimo wszystko uwielbiała te dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Daniel w życiu umyślnie nie zrobiłby niczego, co mogłoby ją zranić. I prawdę mówiąc, przez tyle lat znajomości, do głowy mu nawet nie przyszło, że dziewczyna kiedykolwiek żywiła wobec niego trochę głębsze uczucia niż przyjaźń czy braterskie oddanie. Owszem, mieli na swoim koncie jeden epizod, ale…. zupełnie nieplanowany, nieco desperacki, ot zwykła chwila słabości, która nie powinna się nigdy więcej powtórzyć ze względu na wzajemny szacunek. Aredhel z pewnością nie zaliczała się według chłopaka do pierwszych lepszych dziewczyn, poza tym pomimo sporadycznej ochoty do zerwania ze wszystkimi regułami, konwenansami i zasadami przyzwoitości, bał się zepsucia ich dobrej relacji. Dlatego obecny stan rzeczy mimo wszystko był lepszy i sensowniejszy, nawet jeśli dochodziło do akcji godnych tych, które miały miejsce dzisiejszego wieczora.
    Dobrze, że nie znał motywów działania przyjaciółki. Wtedy jemu samemu pewnie trudno byłoby zapanować nad sobą, a przecież nie chciał wykorzystywać jej niewinności według własnego widzimisię. Jeśli by go poprosiła o pójście z nią do łóżka i pozbawienie dziewictwa, chyba uznałby to za kiepski żart, a może przystałby na jej propozycje? Sam nie wiedział. Kusiła go, kusiła, lecz świat nie kręcił się jedynie wokół cielesnych doznań, prawda?
    Kiedy weszła do kuchni, całkowicie się rozluźnił, choć na pierwszy rzut oka nie dało się rozpoznać po nim żadnego śladu zdenerwowania. Nawet grzecznie odsunął krzesło dla Hel i postawił jej kawę tuż przed nosem.
    - Jadłaś coś? - zapytał z troską - Chyba znowu trochę schudłaś - ocenił obiektywnie. Zdawał sobie sprawę, jak czasem trudno było ją zmusić do skonsumowania byle jakiego posiłku, nie mówiąc na przykład już wcale o normalnej kolacji czy obiedzie - Nie chcę, żebyś pomyślała, że się wtrącam, tylko tak po prostu… - usiadł obok, trzymając w dłoni kubek - Nieważne, zapomnij - z lekkim uśmiechem zmierzwił jej włosy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie to, żeby Claire była lekkich obyczajów czy coś. Po prostu swoim zachowaniem niechcący przyciągała facetów do siebie. Bardzo jej brakowało tych ploteczek i pogawędek.
    - To przebiegnąć bym się mogła. Nawet za bardzo się nie zmęczę - powiedziała wyraźnie zadowolona z tego pomysłu. Tym bardziej, że mieszkała teraz w pokoju z chłopakiem, a takiemu to też nie zawsze wszystko można powiedzieć. Dziewczyna to jednak dziewczyna.
    - Spieszysz się gdzieś?

    OdpowiedzUsuń
  23. Bianca nigdy nie kryła się z tym, że prawie każdy piątkowy wieczór spędzała na imprezie zakrapianej alkoholem. Lubiła stan, w którym delikatnie szumiało jej w głowie, a uśmiechanie się nie stanowiło problemu. Nie, żeby miała problem z piciem. Po prostu nie żałowała sobie rozrywki i uważała, że powinna korzystać z życia dopóki jeszcze może. Bianca cierpiała bowiem na syndrom marnowania czasu. Każdego dnia zdawało jej się, że straciła go zbyt wiele. Chwytała się wszystkiego, byleby nie siedzieć bezczynnie. Panicznie bała się, że prześpi swoje najlepsze lata i zanim się obejrzy, będzie zbyt stara na korzystanie z dobrodziejstw świata. Śmiała się więc, bawiła, paliła niczym smok i wmawiała sobie, że niczym się nie przejmuje. Tak było i tym razem. Zamierzała spędzić miły wieczór przy piwie, podjadając solone orzeszki i rozmawiając ze swoimi przyjaciółmi. Całkiem przypadkiem znalazła się na jednej z imprez organizowanych przez ich koleżankę ze studiów. Kilka szklanek wypitego ginu dawało o sobie znać i zamroczona dziewczyna zmuszona była usiąść na pobliskiej kanapie. Jednak nie tylko ona przesadziła dzisiaj z alkoholem. Po chwili dosiadł się do niej obrzydliwy facet, który nie próżnował i przyłożył ręce do ud dziewczyny, składając jej seksualną propozycję i zapewniając, że tylko z nią chce to zrobić, że jest ona tą jedyną. Odskoczyła od niego jak oparzona i już chciała się zamachnąć, aby przyłożyć mu porządnego liścia w twarz, gdy nagle... w tłumie ludzi dostrzegła Aredhel. Bianca naprawdę lubiła ludzi. Lubiła też swojego byłego chłopaka, którego tamta jej odbiła. Przez kilka miesięcy knuła plan słodkiej zemsty, ale ostatecznie odpuściła sobie, tłumacząc, że nie warto marnować na nią czasu. Widząc ją jednak tego wieczoru, coś w niej pękło. Popukała napalonego chłopaka w ramię i wskazała mu ręką rudowłosą. -Widzisz tamtą dziewczynę? Ona na pewno będzie chętna - wydukała wystarczająco głośno, aby Rasac mogła ją usłyszeć.

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Mam nadzieję, że spełniam oczekiwania :D]

    Każdy normalny student, zwłaszcza taki, który właśnie ma wakacje, piątkowe wieczory spędza na spotkaniach z przyjaciółmi, imprezach i porządnych popijawach, przez które następny ranek jest istnym koszmarem. A później, kolejnego wieczora, wszystko się powtarza. Kolorowe światła, neonowe drinki z parasolką w wysokich szklankach, głośna muzyka i hektolitry wypitego piwa.

    Archer Fairley był tym trzecim typem studenta. Tym, który może i nie przesiaduje piątkowych wieczorów nad książką, wkuwając coraz to nowe formułki i teksty, ale jednak woli przesiadywać sam, z nosem w książce kucharskiej, ręką mieszając coś w rondelku. Uwielbiał piec i gotować, a fakt, że mógł kogoś dzięki temu uszczęśliwić, sprawiał, iż i na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Dla niego właśnie tak wyglądało spełnienie dobrego uczynku.

    Tego wieczora postanowił porwać się z motyką na słońce i wypróbować jeden z przepisów swojej babci- jego ulubione chilli con carne z dodatkiem gorzkiej czekolady. Danie prosto z rodzinnego teksasu, za którym, szczerze mówiąc, czasami tęsknił. Nie było to może trudne danie, ale sprawienie by czuł smak dokładnie taki, jaki pamiętał z wieczorów na ranczu dziadków, było zadaniem równie ciężkim, co upieczenie doskonałego sufletu.

    Jak zawsze, kiedy gotował w piątkowe wieczory, jakaś zagubiona dusza pojawiała się w kuchni. Zazwyczaj był to ktoś z jego wydziału, kto już wiedział, że Archer będzie uprawiał swoją magię i chciał ukraść choć odrobinę, ale nie tym razem. Niewielkie to to i rudowłose…
    - Odrobina jedzenia? – zaśmiał się ciepło. Co, jak co, ale on zawsze dokarmiał ludzi. I zwierzęta. I połowę stanu Teksas, szczerze mówiąc- A potrzebujesz tego na już, czy poczekasz aż skończę to?

    OdpowiedzUsuń
  25. - Możemy pójść do Ciebie. Od razu pokażesz mi drogę - uśmiechnęła się wesoło poprawiając niesfornego kucyka. Tak stęskniła się za Aredhel. Była inne niż te niektóre tancereczki co wyżej srały niż dupę miały. Aredhel była sobą i to w niej uwielbiała najbardziej. A najważniejsze, akceptowała ją taką jaką była.
    - W ogóle wiesz co się stało? - zapytała wyraźnie rozbawiona. - W tym roku przydzielili mi chłopaka do pokoju - powiedziała śmiejąc się.

    OdpowiedzUsuń
  26. Fairley kiwnął głową w stronę niewielkiego stolika tuż obok, po czym schylił się by wyciągnąć chleb kukurydziany z piekarnika. Aż uśmiechnął się sam do siebie, kiedy poczuł ten zapach. Tak.. Chleb na pewno mu wyszedł taki, jak trzeba. Odłożył bochenek na bok by wystygł, po czym odwrócił się do dziewczyny.

    - Mięso, papryka, pomidory… - wymienił odginając jeden palec przy każdym składniku – Gdzie moje maniery? Archer. Archer Fairley – wytarł rękę w swój ulubiony fartuch w kwiaty, w którym zawsze gotował w wolnym czasie i, czystą już, wyciągnął w stronę dziewczyny.

    Po całym rytuale przedstawiania się, Fairley powrócił do gotowania, dodając dwa ostatnie składniki- czekoladę i czerwoną fasolę, po czym przykrył garnek. Niech się trochę podusi.

    - A więc Aredhel – zaczął – jesteś człowiekiem ustawicznie głodnym, czy brak ci chęci do gotowania i takie tam?

    Prawdę mówiąc Archer zawsze gotował za dużo, a resztę rozdawał znajomym. Jasne, zarabiał nawet w ten sposób, bowiem byli i tacy, którzy z początkiem roku szkolnego umawiali się z nim na jakąś śmieszną kwotę, w zamian za wpadanie na obiady, nierzadko z deserem. Archer, tak szczerze, jadł niewiele, za to lubił gotować. Taaak… była z niego prawdziwa kura domowa. Gotowanie, pieczenie, prasowanie… Ważne, że zawsze znajdował czas by zanurzyć się w kolejną fantastyczną książkę i, bardzo rzadko, wyskoczyć gdzieś potańczyć. W końcu życie nie kończy się na kuchni, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  27. - No właśnie można powiedzieć, że kompletnie mnie zignorował - powiedziała zdziwiona, ale jednocześnie w szoku. Miała już dosyć palantów, którzy brali ją za głupią blondyneczkę i myśleli, że od razu da im dupy. Gardziła takimi i z chęcią pokazywała im, gdzie jest ich miejsce, trikami, których nauczyła ją Bianca. - Zresztą on jest pierwszakiem, więc może się mnie boi? - zastanowiła się nad tym dłuższą chwilę i pomodliła, aby nie stało się tak jak zawsze, że gdy poczuje się za pewnie to zacznie sobie pozwalać. - Może już go widziałaś? Taki blondyn, mi trochę przypomina słodkiego szczeniaczka - powiedziała wzruszając ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  28. Zastanowiła się przed dłuższą chwilę nad tym co powiedziała jej Aredhel. - Może i tak chociaż jakoś niespecjalnie mi się wydaje. Zresztą jest pierwszakiem! - dodała po chwili jakby to miało wyjaśnić całą sytuację. Chociaż sama nie wzięła tego pod uwagę, że przecież Bastian może być innej orientacji. - Kurde, ale to źle - powiedziała przystając nagle i patrząc na rudowłosą. - Bo teraz nie wiem czy mogę spać praktycznie w samej bieliźnie, czy muszę się ubierać. - No tak. Największy problem panny Parker, w co się ubrać? - Bo jeżeli jest gejem to w sumie mu to będzie wszystko jedno, ale jeżeli nie... Kuźwa! To przecież facet jest
    Claire potrafiła być na prawdę śmieszna ze swoimi nie raz błahymi problemami.
    - Może nie tyle co słodki, ale przypomina szczeniaczka - sprostowała ruszając za Aredhel. - Jak go zobaczysz to na pewno zrozumiesz o co mi chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  29. Archer nie wyobrażał sobie dnia bez ugotowania czegoś dobrego. Możliwe, że to dlatego, iż odkąd pamiętał zakradał się do kuchni i wkurzał mamę i babcie przeszkadzając im w gotowaniu. Żadna z jego sióstr nie dążyła do tego, by nauczyć się gotować tak, jak Archer. A fakt, że był chłopakiem wydawał się zupełnie nie ważny. Jego najstarsza siostra była szeryfem stanowym, a on przyszłym kucharzem. Możliwe, że Bóg coś spieprzył kiedy zsyłał ich na ziemię. W sumie- zabawnie było tak o tym myśleć.

    Wyłączył kuchenkę, pokroił chleb układając go na talerzu i wyciągnął talerze. Był naprawdę wdzięczny, że pani dziekan pozwoliła mu na korzystanie z tych sal nawet w czasie wakacji. W tym roku niestety nie miał po co wracać do domu, bo rodzice zaczęli zajmować się agroturystyką i niestety nie miałby gdzie się zatrzymać, ale nie przeszkadzało mu to. Ważne, że miał kuchnie dla siebie.

    - No nie wiem… - cmoknął, zastanawiając się. – To prezent od najważniejszej kobiety w moim życiu i nie byłaby zachwycona gdybym komukolwiek pozwolił nosić to cacuszko…

    Nałożył chilli do kamiennych miseczek i postawił je na stole. Prawdę mówiąc brakowało im tylko lampionów i kowbojskiej muzyki na skrzypcach i Archer poczułby się jak w domu. Gdzieś w czeluściach jego pokoju można by znaleźć nawet kapelusz i kowbojki. Ba! Chapsy też by się znalazły. Ale Fairley ubierał to wszystko tylko na Halloween. Taa… Był daleko od domu.

    OdpowiedzUsuń
  30. Bianca nie była typem dziewczyny, która snuła dziecinne marzenia o księciu na białym koniu, gromadce ślicznych dzieci i spokojnym, ustabilizowanym życiu. Przeżyła kilka nieudanych związków, a każdy z nich postanawiała zakończyć w momencie, kiedy zaczynało jej za bardzo zależeć. Miłość? To nie było dla niej. Bzdurne dyrdymały opowiadane małym dziewczynkom. Nie chciała kochać. Bała się przywiązania do drugiej osoby, uzależnienia od niej. Wcale nie chciała tworzyć z kimś duetu, wolała, żeby jej mały światek składał się z tylko z niej samej. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie była zadowolona, kiedy ostatni chłopak oświadczył jej, że znalazł sobie inną. Czuła się przegrana, niepełna, wybrakowana. Udawała, że wcale ją to nie obeszło, a tak naprawdę chodziła rozzłoszczona przez dobry miesiąc. Robiła listę swoich wad, rzeczy, których mogło mu brakować, a które miała tamta. I nie znalazła nic, kompletnie nic. No, może poza cudnymi rudymi włosami. Aredhel była od początku skreślona. Nie ucieszył ją nawet fakt, że i ona została kilka miesięcy później porzucona. Idealizowała dalej swojego eks i nawet do głowy jej nie przyszło, że był on nałogowym kłamcą i krętaczem.
    Początkowo poczuła przypływ satysfakcji. Nasłała na Aredhel paskudnego zboczeńca i z przyjemnością obserwowała przebieg wydarzeń. Oczy delikatnie jej się zwęziły, a uśmiech pod nosem oznaczał, że wcale nie miała zamiaru dać za wygraną. Widząc jak Aredhel rozprawiła się z facetem, musiała przytrzymać zębami dolną wargę, aby nie zachichotać. Co jak co, ale trzeba było jej przyznać, że klasę to ona ma. Większość dziewczyn zaczęłaby przeraźliwie piszczeć, a ona po prostu kopnęła go w krocze i... zaczęła iść w jej kierunku.
    -Ani mi się śni. Skoro nie brzydziłaś się iść do łóżka z cudzym facetem, to z nim też nie powinnaś mieć problemów - wycedziła przez zęby, mierząc ją wzrokiem i czując przypływ złości.

    OdpowiedzUsuń
  31. [No to może jakiś wątek? Uwielbiam rudzielce ;d]

    Tabitha

    OdpowiedzUsuń
  32. - Aredhel, nie śmiej się ze mnie, to poważna sprawa - burknęła rzucając jej piorunujące spojrzenie. Jako, że Claire miała mało do czynienia z osobami o różniej orientacji to nie wiedziała na ile może sobie pozwolić. - Biseksualny? - jęknęła. Cholera czy to wszystko musi być takie skomplikowane? Chciała czuć się w swoim pokoju swobodnie nie dręczona myślą, że obserwuje ją facet i tylko Bóg jeden wie co sobie myśli.
    - Oj, przestań - zaśmiała się i dała kuksańca w ramię na jej wypowiedź o szczeniaku. - Ale obiecaj mi, że jak go poznasz to mu tego nie powiesz! To faktycznie mogłoby urazić jego ego - parsknęła śmiechem na samą taką myśl. Ale Bastian był dla niej uroczym chłopcem, którym trzeba się zaopiekować. Zupełnie jak szczeniaczek. Słodki i uroczy.
    - A co tam u Ciebie, diablico? Uszyłaś coś ładnego ostatnio? - zapytała, a oczy jej zabłyszczały. Tak, zdecydowanie podobały jej się stroje szyte przez pannę Rasac. Z wielką radością oglądała jej szkice i projekty zachodząc w głowę jak ona na to wpadła. Sama blondynka miała dwie lewe ręce do takich rzeczy. Potrafiła przyszyć guzik i na tym się kończyło. J

    OdpowiedzUsuń
  33. Przyjaźń była wartością ważną w życiu każdego człowieka, toteż ryzykowanie jej przez chwilowy kaprys uchodziło za prawdziwe okrucieństwo. Daniel znał Aredhel tak długo, że czasem zastanawiał się czy w kalendarzu rzeczywiście widniał dzień, w którym się poznali, czy też może odpowiedzialność za wszystko ponosiło przeznaczenie(nie, Sanders zdecydowanie nie wierzył w takie bzdury). Niemniej jednak nie dało się zaprzeczyć, iż razem z dziewczyną stanowili dwie połówki jabłka, bratnie dusze, różne strony tej samej monety. Tylko oni potrafili wzajemnie siebie zrozumieć, uszczęśliwić, nawet drobnymi gestami albo szczerą rozmową.
    Chłopak nigdy nie traktował tamtego wydarzenia pod kątem odrzucenia, przede wszystkim nie odsunął jej od siebie dlatego, że nie była w jego guście, że nic do niej nie czuł, że nie spełniała żadnych kryteriów, wręcz przeciwnie, od pewnego czasu rudowłosa bardzo go pociągała, lecz nie chciał jej wykorzystywać w tak haniebny sposób. Gdyby potem coś nie wyszło, mogłaby mieć do niego pretensje, pretensje i oskarżenia, przed którymi nie potrafiłby się obronić. A Hel jak nikt zasługiwała na szczęście
    Daniel w przeciwieństwie do przyjaciółki umiał gotować, nabył tę cenną umiejętność, kiedy zdał sobie sprawę, że nie da się wyżyć na fast-foodach, i choć może nie był może mistrzem, to potrafił przygotować coś w miarę zjadliwego. Szkoda, że wcześniej o tym nie pomyślał… Zamiast pizzy pewnie jedliby teraz spaghetti jego roboty.
    - Wyczuwam postępy - zagwizdał z uznaniem - Ale i tak wyglądasz stanowczo zbyt chudo, zero ciała tylko sama skóra i kości - stwierdził łagodnie, upijając łyk kawy - Skoro tak, możesz ją zamówić. Osobiście cię nakarmię - uśmiechnąwszy się porozumiewawczo, wygodnie rozsiadł się na krześle i puścił do niej oko - Słuchaj… - chrząknął ostentacyjnie - Wytłumaczysz mi może od kiedy pracujesz w kawiarni? Nie żebym nie wierzył w Twoje możliwości, ale to trochę dziwne… Przyznaję.

    OdpowiedzUsuń
  34. [Myślę nad tym powiązaniem. No i tak: mogą sie znać z imprez bądź z biblioteki...]

    Tab

    OdpowiedzUsuń
  35. Przystanęła nagle jakby sobie coś uświadomiła. - Ale już przyszedł do niego jakiś facet - powiedziała z błyskiem w oku. - Kojarzysz tego Fairley'a? No, to przyszedł z ciastkami do niego. On ma chyba jakiś taki zwyczaj witania pierwszaków - wzruszyła ramionami podążając dalej.
    - Bluzkę? Na pewno musi być świetna. Powinnaś założyć własną linie ubrań, mówię Ci - zapewniła ją uśmiechając się szeroko. Tak na dobrą sprawę to sama stanęłaby pierwsza w kolejce. Claire lubiła ciuchy i lubiła mieć ich dużo. Ale o wiele bardziej od ubrań wolała buty. I właśnie tę myśl wypowiedziała na głos.
    - Nie sądzisz, że powinnaś poszerzyć swoje horyzonty do projektowania butów? - zapytała wesoło jak gdyby to była najłatwiejsza rzecz na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  36. Sama Claire bardzo dużo wiedziała o stereotypach. Sama często spotykała się z tym, że brano ją za pustą blondyneczkę. Mimo, że uporczywie z tym walczyła, nadal zdarzali się kretyni, którzy to mówili.
    - Projektujesz buty i dopiero teraz się o tym dowiaduję? - zapytała wyraźnie zszokowana. No tak, przecież to bardzo dobry sposób, aby kupić kolejne buty do swojej kolekcji. - Wiesz, gdybyś potrzebowała potestować na kimś, to jestem do Twoich usług - zaśmiała się kłaniając się.
    Na zewnątrz okazało się być na prawdę bardzo przyjemnie. Sierpniowe słońce przyjemnie grzało, ale na szczęście nie było upału, jakie panowały w lipcu.
    - Kurdę, czemu ja wcześniej nie wiedziałam, że Ty masz tak rozległe talenty?! Normalnie jesteś dla mnie skarbem! - zażartowała odgarniając z twarzy kosmyki włosów.
    - A tak na poważnie, to rozwiniesz to na jakąś większa skalę?

    OdpowiedzUsuń
  37. W takim razie coś ich łączyło. Bastka też cechowała szczerość, choć raczej pyskaty nie był. Lubił sobie czasem pożartować, ale oczywiście znał dobrze granicę. Czasem nieświadomi możemy łatwo kogoś zranić. Ludzie są różni, jedni biorą pewne rzeczy bardziej do siebie, a inni mają wszystko i wszystkich gdzieś. Jednak naprawdę trzeba uważać z tym, co się robi i mówi, choć... Wystarczy czasem kogoś poznać nieco bliżej, a wtedy stanie się jasne, jak daleko można się w żartach posunąć. Bastek to raczej kochany chłopak, który lubi się od czasu do czasu pośmiać, ale wcale a wcale nie odczuwa jakiejś dumy czy satysfakcji z krzywdzenia innych. Wręcz przeciwnie.
    - A te kilka innych? - spytał, wyginając dziwnie brew. - A, już rozumiem. Wzięli trochę z Ciebie, dodali kilka swoich pomysłów i wyszła taka, o, dziksza wersja Aredhel - stwierdził i już miał dodać coś, kiedy dziewczyna zaczęła się przejmować jego nadgarstkiem. W sumie mógłby zagrać teraz ładnie, jaki to on biedny, nieszczęśliwy i bezbronny wobec jej pazurów, acz jakoś nie bardzo miał na to ochotę. Niemniej troska dziewczyny i jej szybkie przejście do działań medycznych, totalnie go rozczuliły.
    - Jesteś kochana, wiesz? - odezwał się, obserwując jej zmagania z apteczką. - Ale to tylko zaczerwienienie i pamiątka po Twoich pazurach, Tygrysku - ocenił szybko i puścił jej oczko. - Nic mi nie będzie, naprawdę...
    Kiedy jednak ona zaczęła owijać jego nadgarstek bandażem, poczuł dziwne ciepło w sercu. Ktoś tu właśnie się o niego troszczył. A może to zwykłe poczucie winy? W końcu zaczęła się tłumaczyć i przepraszać. Może to i była jej sprawka, ale na pewno nie ucierpiał w żaden sposób z tego powodu. No bez przesady, przecież aż taki delikatny to on nie był.
    - Świetna z Ciebie pielęgniarka - skomentował, po czym zdrową dłoń wsadził w jej włosy, a następnie pobawił się w wiatr i całkiem ją potargał. - Będę to musiał sobie zapamiętać.
    I jak tu się nie uśmiechać przy niej? No jak? Nie da się, no!

    Bastek

    OdpowiedzUsuń
  38. - A daj spokój z tymi dziewczynami. U nas czasami na zajęciach jedna drugiej nogę podkłada - prychnęła rozzłoszczona. Na szczęście jej się nic takiego nie przytrafiło, ale słyszała już o takich "nieszczęśliwych" przypadkach na dwa dni przed przesłuchaniem.
    Na prośbę o zapomnienie wzruszyła tylko ramionami i uśmiechnęła się. I to była pozytywna cecha Claire. Nie naciskała na nikogo, no może zazwyczaj... Bo jeżeli ktoś zalazł jej za skórę lub coś innego to potrafiła tak długo gnębić, aż dostała odpowiedź.
    - Daniel jest na informatycznym? - zapytała nagle zainteresowana. W głowie zaczęły jej świtać chyba dobre myśli, bo uśmiechnęła się do siebie. - Jest, prawda? - zapytała uśmiechnięta od ucha do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  39. Archer miał kilka przyzwyczajeń, jeżeli chodzi o jego codzienne życie. Prócz faktu, że każdego dnia gotował coś innego, było też wysłanie zdjęcia swojej przyjaciółce Sofii, która właśnie była gdzieś na Karaibach ze swoim nowo poślubionym mężem, Lukiem. Każdego ranka wysyłał też krótkiego e-maile ‘a swojej młodszej siostrze, w którym to opisywał dzień poprzedni, jadł te same śniadanie i chodził biegać.
    Cóż, każdy ma swoje małe przyzwyczajenia, prawda?

    Głowa Archera… Lepiej by nie zapraszać do niej normalnej osoby- mogłaby się przerazić ilością „tęczy”, jaką mógł tam zastać. Było, co prawda wiele rzeczy, jakiś się wstydził (wieczorów z łzawymi romansami i litrem lodów o smaku białej czekolady, na przykład), ale całej tej „tęczowej sprawy”, jak to nazywała jego matka, akurat nie. Każdy w końcu rodzi się inny. Bóg zapłać za takich rodziców, jakich on ma.

    Musiał przyznać, że dziewczyna nieźle prezentowała się w jego fartuszku. Nie wyobrażał sobie nigdy by ktoś o Takim kolorze włosów tak dobrze wyglądał w pstrokato-kwiatowym fartuszku od Emmy. Sama Emma wyglądała w nim koszmarnie. Ona i jej rude włosy.

    - To zadziwiające, ale nawet bardzo. – uśmiechnął się do niej poprawiając jedynie wiązanie i usiadł przy stole. – Siadaj i jedz. Teraz to wygląda tak, jakbyś to ty gotowała, wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  40. Czarne ściany? Nie, Archer nie lubi czarnego. Szczerze mówiąc jego ulubionym kolorem jest zieleń- ponoć nieźle w niej wygląda i genialnie podkreśla jego oczy… Odrobinę samolubnie, ale cóż…

    Trzeba też wiedzieć, że Fairley lubił tęczę. Ba, wchodząc do jego akademickiego pokoju można od razu zobaczyć tęczową flagę nad łóżkiem chłopaka. Nie wspominając już o bransoletce w tym właśnie kolorze, którą to nosi na lewym nadgarstku. Kolejny prezent, od kolejnej siostry. Archer uwielbiał swoje siostry. Wszystkie. Brata zresztą też. W końcu miał sporą rodzinkę.

    - O Pani! – westchnął oczarowany, grając chyba najlepszą rolę w swoim życiu. Co, jak co, ale aktor był z niego marny. – To naprawdę miłościwe z twojej strony, żeś mnie, biednemu studentowi, pozwoliła jeść to, co ty sama.

    Otworzył grzecznie buzię, co by ów sztuciec [to chyba moje nowe ulubione słowo XD] ślicznie włożył w jego usta odrobinę chilli i… parsknął śmiechem, kiedy wszystko znalazło się na stole. A gdy Aderhel jeszcze zebrała to i zjadła- zaczął się niepohamowanie śmiać. Nie potrafił przestać, naprawdę. Jej poważna mina, fakt, że miała jego kwiatowy fartuszek… Nie, fala śmiechu nie przechodziła. Biedaczek czuł już nawet łzy napływające mu do oczu.

    Cóż, o kolacji chyba mógł zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  41. [Przypuszczam, że mówisz o Shingeki no Kyojin i Erenie… ;) On raczej jest chamem i nie byłby nazbyt chętny do pomocy, ale można spróbować, skoro kobieta prosi… ;D Może wyjść naprawdę ciekawie. Tylko zaczniesz? Bo muszę już zacząć dwa wątki i tak tak… no wiesz jak :D]

    OdpowiedzUsuń
  42. - To dobrze się składa - oznajmiła z szerokim uśmiechem. Ona coś knuła. I to coś musiało być dziwnie, bo miała wesołe błyski w oczach. A znając Clairie to mogła mieć różne dziwne pomysły.
    - Myślisz, że zrobiłby mi formata lapka? - zapytała uśmiechając się słodko. No tak. Blondynka miała tendencję do psucia wszystkich rzeczy. Więc zapewne to wcale nie zdziwiło Aredhel, że teraz popsuła laptopa. W sumie to i tak był w dobrym stanie, bo nadal był w jednej części.
    - Hel, mam nadzieję, że jak już będziesz sławna na cały świat to będziesz o mnie pamiętać? - zapytała ze śmiechem z uporem maniaka ciągle wciskając guzik z nadzieją, że światło natychmiast zmieni się na zielone.

    OdpowiedzUsuń
  43. Claire chyba coś musiało zaalarmować, bo spojrzała na Aredhel z tajemniczym uśmieszkiem, który nie wróżył niczego dobrego. - A jak bardzo ładnie go prosisz? - zapytała szczerząc się głupia. Była już przygotwana na to, że Hela zjeży się, zacznie na nią krzyczeć, przemilczy sprawę itp. Ale nie mogła się powstrzymać. Ot, cała Claire. - Wpadnie do Ciebie wieczorem, taaa? - z trudem powstrzymywała śmiech. - I na pewno przyjdzie tylko na kawę - dodała z całych sił starając się nie uśmiechał głupkowato.
    Minął już dłuższy czas od kiedy Aredhel kogoś miała, może dlatego Claire wszędzie chciała wywęszyć romans.
    - No to ładnie sobie pomieszkujesz, a ja tu w akademiku się cisnę z jakimś pierwszakiem - powiedziała zakładając dłonie na biodrach i kręcąc głową. Po chwili jednak roześmiała się i ruszyła w stronę drzwi. - Mogę liczyć na to, że poczęstujesz mnie kawą? - zapytała słodko. - Jestem biedną i spragnioną studentką - zrobiła oczy kota ze Shreka, a po chwili parsknęła śmiechem. Ta to dopiero miała spaczone poczucie humoru. Ale wiedziała, że Aredhel jej nie wyśmieje, najwyżej nazwie głupią i kretynką, ale to nie miało większego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  44. Niewidzialna ręka przeznaczenia pokierowała go tego dnia do tego przeklętego składziku, w którym niczym w jakimś tanim, niemieckim filmie erotycznym zamknięto go z jakimś dziewuszyskiem. Ale… od początku.
    Właśnie wracał z biblioteki, gdy do jego uszu dotarł piskliwy głos trenerki koszykówki. I… Kobieta, dość stanowczym tonem poprosiła go, by pomógł wnosić jakiegoś ciężkiego kozła (na kij im kozioł na takich treningach!?) do schowka. W przypływie nagłego altruizmu ten zdecydował się to uczynić. I nie… to wcale nie przez te długie nogi, które prosząca kobiecina posiadała. Wcale nie tliły się w nim prymitywne, samcze odruchy. Tak czy owak, wziął tego przeklętego kozła i bez większego problemu przeniósł go do składziku. Pochylił się, by pchnąć go bliżej ściany i wtedy… Poczuł za sobą obecność jakiejś nowej istoty. I nieobecność innej istoty. Nim się obejrzał drzwi się zamknęły, światło w sali gimnastycznej zgasło.
    Naprawdę?! Naprawdę można mieć aż takiego pecha?!
    Jak gdyby tym wszystkim kierował ktoś nad nimi. Jakieś… Dwie dziewuchy, które misternie obmyśliły plan spotkania tej bogu ducha winnej dwójki. Połączenia dwóch, zupełnie innych ścieżek, które nigdy, pod żadnym pozorem nie powinny się skrzyżować.
    - Do kurwy nędzy… - Warknął dość agresywnie, gdy zdał sobie sprawę jak to wszystko nierealne było… Jakby był w ukrytej kamerze! Naprawdę!
    Wyciągnął telefon komórkowy z kieszeni, podszedł do drzwi oświetlając sobie drogę, co by przypadkiem nie potknąć się o jakąś piłkę, czy inny sprzęt gimnastyczny… Szarpnął za klamkę, pociągnął, pchnął drzwi… Nic, zamknięte.
    - No kurwa mać! – Tak jeszcze właśnie dodał odetchnąwszy głęboko.
    I gdyby nie fakt, że ta przeklęta sala gimnastyczna znajdowała się w podziemiach Baltimore z pewnością załatwiłby tę fatalną sprawę jednym telefonem. Tymczasem jednak… Najzwyczajniej w świecie nie miał sieci.
    I początkowo, rzucając tymi kurwami najzwyczajniej w świecie nie zwracał uwagi na trzęsącą się ze strachu istotę. Przez moment ta nie była jego zmartwieniem.
    On musiał się wydostać!
    On miał jutro z samego rana naprawdę ważne kolokwium z chemii, które zaważyć mogło na jego wyniku z egzaminu na koniec semestru. Odetchnął bezradnie, choć to krótkie westchnienie zabarwione było nie nutką, a całą symfonią irytacji, która z wolna gromadziła się w ciele spiętego mężczyzny.
    Już miał pchnąć mocniej drzwi, spróbować je wyważyć, gdy do jego uszu dotarł… Nieco nierówny oddech dziewczyny, która została z nim tutaj zamknięta.
    Bała się?
    Klaustrofobia?
    SERIO?!
    Wsparł jedną dłoń na klamce, w drugiej wciąż dzierżył telefon komórkowy. I to właśnie niewielkim pobłyskiem wymykającym się z ekranu oświetlił tym razem twarz dziewczyny. Znał ją? Chciał się mniej więcej zorientować z kim się tu znalazł.
    - Oddychaj głęboko. Wdech nosem, wydech ustami. – Tak właśnie polecił zaciskając nieco mocniej, z irytacji palce mocniej na klamce.
    Aż zbielały kłykcie.

    OdpowiedzUsuń
  45. Szczerze się zawiodła, gdy usłyszała, że żadnych pikantnych szczegółów nie będzie. Z zawiedziona miną weszła do mieszkania Aredhel w głowie snując pomniejsze plany zeswatania Heli z... z Danielem nawet może być. Przez chwilę poczuła się głupio, że chce ją siłą zmusić do bycia z kimś, ale po chwili przypomniała sobie jak ta ruda małpa pchnęła ją w ramiona słodkiego i uroczego szatyna, który okazał się istnym dupkiem. Ale nie. Tego by nie życzyła Rasac i nie chciała tego dla niej. Wystarczy, że tylko ona musi mieć do czynienia z kretynami.
    - Dla mnie każda kawa, która jest zrobiona pół na pół, jest dobra - powiedziała zyskując poprzedni humor i ruszyła do kuchni. Tak jej się przynajmniej wydawało. Jako, że dobrze trafiła to pozwoliła sobie usiąść na krześle i poczekać, aż dostanie jej się wyczekana kawa. - Też kiedyś miałam przyjaciela. I wiesz co? Był fatalny w łóżku - powiedziała rozbawiona kładąc laptopa na stole. Claire była przy Aredhel tak szczera jak przy nikim innym. I to chyba była, aż nazbyt szczera. No, ale kurde, to była Hela i jej mogła powiedzieć wszystko. - Dlatego lepiej uważać z przyjaciółmi.

    OdpowiedzUsuń
  46. [Jesteś Heleną i się nie odzywaj, bo wiem lepiej! :D]

    Być może owy szatyn mówił, że nie wierzy w stereotyp o blondynkach to za to skutecznie wprowadzał go w swoje życie.
    - No bo widzisz... Kiedy jest się z jakimś przyjacielem blisko to w pewnym momencie jest już za blisko i chcę się posunąć o krok dalej. Bo znasz tę osobę, bo wiesz, że jest miły, kochany, bla, bla bla... - zaczęła mówić swoje mądrości jakby miała co najmniej kilka takich sytuacji i wciąć się uczyła na błędach.
    - Ha! Wiedziałam! - zawołała uradowana nagle podnosząc się z krzesła i celując w Aredhel palcem. Rudowłosa zdecydowanie popełniła błąd. Claire potrafiła być bardzo uparta i prawdopodobnie będzie męczyła ją tak długo, aż czegoś się dowie. Miała nadzieję, że ruda jej coś powie. W końcu były przyjaciółkami!

    OdpowiedzUsuń
  47. Żartowała. To dobrze, że żartowała. Znaczyło, że nie wpadnie mu tu w panikę. Nie zacznie wrzeszczeć, płakać, ani lamentować. No… Przynajmniej miał taką nadzieję.
    - Taki oddech może zdziałać cuda. – Oznajmił, bez ociupinki rozbawienia nawet. Biedaczka została zamknięta w składziku z najzwyklejszym na świecie gburem! I to stanowczo zbyt agresywnym gburem.
    Rozluźnił powoli palce uwalniając biedną klamkę spod ich uścisku.
    - Pomaga, gdy jest się zdenerwowanym. A wierz mi, ostatnim czego potrzebuję, jest tu jeszcze spanikowany rudzielec.
    Poświecił i po ścianach bo… Późno już było. Słońce zachodziło. Z pewnością zamykano już uczelnię, a jemu naprawdę się nie uśmiechało, żeby zostawać tu na noc.
    - Rodzące kobiety oddychają inaczej. – No… Patrzcie. Nawet spalił jej żarcik! Przemądrzałe bydle.
    I nawet się nie przedstawił. Zanadto widać skupił swoje myśli na tym, by się stąd jakoś wydostać. Żadnych okien… Ciemno jak w… No wiadomo gdzie. Do tego nie było tu włącznika światła, który pewnie znajdował się na ścianie przed tym pomieszczeniem. Tylko drzwi… Ciekawe, czy ten zamek należał do jakichś lepszych? Mógłby go spróbować wyłamać, albo otworzyć jeśli ta dziewuszka ma przy sobie jakąś wsuwkę.
    No, ale najpierw…
    - Możesz zadzwonić Ginny? –Tak! Ochrzcił ją imieniem z Harrego Pottera, bijąc pewnie do barwy jej włosów, bo… Nie przedstawiła się i ona, a szczerze mówiąc nie zamierzał jej o to prosić. Średnio go interesowało kim ta mała jest. Przewidywał, że po tym spotkaniu w składziku pewnie więcej się nie spotkają, a jeśli nawet – rudzielec nie będzie miał ochoty na to, by nawiązać z nim jakąś bliższą znajomość. Co nie było niczym dziwnym zważywszy na paskudny charakter i aspołeczny stosunek do świata, którym Aaron mógł się szczycić.
    - Masz tutaj zasięg? – Zagaił już nawet na nią nie patrząc. Zanadto skupił się na drzwiach, za którym czekała na nich przecież wolność! A na niego łóżko. Ewentualnie książki, z których należałoby się przygotować nieco do jutrzejszego testu.

    OdpowiedzUsuń
  48. [O kawiarni też myślałam. Ale niestety nie iem jak to połączyć? Bo nawet jeśli ona codziennie przychodzi i zamawia za pomocą karteczki to samo, to to w żaden sposób ich nie łączy a wręcz czyni wątek nudnym...]

    Tab

    OdpowiedzUsuń
  49. [Musimy być irytujący, aby Ci się przypadkiem nudzić nie zaczęło ;p]

    Czyli teoria Claire okazała się słuszna, choć sama blondynka jeszcze nie do końca o tym wiedziała, bo na jej nieszczęście w myślach czytać nie potrafiła.
    - To chyba Ty wyobrażasz sobie nie wiadomo co, bo się tak rumienisz - powiedziała zgryźliwie powstrzymując wybuch śmiechu.
    - Poprawka, jeszcze nie spałaś z żadnym swoim przyjacielem - powiedziała wielce rozbawiona. Było to wkurzające jak bardzo irytująca potrafiła być Claire. - Jakieś tam pocałunki! Oho! Czyli jesteś bliżej niż dalej - Parker o takich gierkach wiedziała już dość dużo, dlatego mniej więcej mogła przypuszczać jak cała sytuacja się zakończy. Zostawała jej teraz kwestia poznania Daniela, aby określić czy jest wystarczająco w porządku, aby mógł być z Aredhel. Bo jeśli nie... To wymyśli coś później. Nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca.
    - Słońce, woda się gotuje już od minuty - rzekła starając się przybrać poważny ton, ale głupkowaty wyraz twarzy psuł cały efekt.

    OdpowiedzUsuń
  50. Nie zdążyła jej nawet odpowiedzieć, bo dziewczyna odwróciła się i podążyła do wyjścia. Bianca prychnęła pogardliwie, przewróciła oczami i z uciemiężoną miną, zaczęła szukać jakiejś miłej duszyczki, która z ochotą uraczyłaby ją alkoholem. Rzuciła jeszcze tylko okiem na ich niedoszłego kochanka, który leżał na podłodze i zwijał się z bólu, trzymając za krocze. Pajac. Zastanawiała się czy jakakolwiek dziewczyna przystałaby na jego propozycję. Z pewnością tak. W ostatnim czasie było takich coraz więcej. Dziwiły się potem, że nie są szanowane. Jak kto sobie pościeli, tak się wyśpi. Starała się wrócić do dobrej zabawy, ale Aredhel nie wychodziła jej z głowy. Jej reakcja kompletnie zbiła ją z tropu. Myślała, że zaczną się kłócić, że będzie trzeba je siłą rozdzielać, a stało się zupełnie inaczej. Wątpliwości zaczęły wkradać się do jej głowy i jakiś cichy głosik mówił jej, że Bianca wcale nie zna całej prawdy. W pośpiechu chwyciła drinka podawanego w tandetnym, plastikowym kubeczku i popędziła do drzwi, w nadziei, że dogoni rudowłosą. Musiała nieźle wytężyć wzrok, aby dostrzec w tle jej sylwetkę. Jednym haustem pozbawiła się połowy napoju i zaczęła biec w stronę dziewczyny, co było nie lada wyzwaniem, biorąc pod uwagę jej stan upojenia alkoholowego. -Hej, czekaj! Aredhel! - krzyczała, w nadziei, że tamta ją usłyszy i zatrzyma się.

    OdpowiedzUsuń
  51. [ Jasne, rozumiem. Pozmieniałam. ;) ]
    - Beatrice

    OdpowiedzUsuń
  52. - To, aż tak niegrzeczne masz myśli? Hoho, kto by się tego spodziewał po Tobie, Aredhel - zagwizdała cały czas próbując być poważną. Ale szło jej na prawdę bardzo ciężko, bo chyba pierwszy raz widziała jak rudowłosa się rumieni.
    Nic już więcej nie mówiąc, tylko uśmiechając się niczym głupek, ruszyła za przyjaciółką do jej pokoju. Po drodze zdążyła już wypić prawie połowę swojej kawy. W końcu była robiona pół na pół i już dawno przestała być gorąca.
    Wchodząc do pokoju Rasac nie spodziewała się czegoś takiego. Nie spodziewała się, że ktoś może tak samo udekorować pokój jak ona.
    - O kurde, czuje się jak u siebie - zaśmiała się rozsiadając się na kanapie. Kiedy chciała poprawić poduszkę wyleciały spod niej kartki. Claire zgodnie z zarządzeniem pani domu zwaliła je na podłogę i zajęła całą powierzchnię kanapy, a że była dość długa to wszystko jej to doskonale.
    - Czy jeżeli mój pokój wygląda tak samo, to też mogę nazwać siebie artystką - zapytała znad kubka. - No wiesz, w końcu też tworzę coś artystycznego... w tym przypadku nieład - dodała świecąc zębami w szerokim uśmiechu.
    Nie wysilając się za bardzo sięgnęła z podłogi kilka kartek i zaczęła je przeglądać. Musiała chyba je oceniać, bo większość zdążyła już znowu wylądować na podłodze.
    - Ooo! Ta mi się podoba - powiedziała wstając i wyciągając w kierunku Aredhel szkic z sukienką. Podchodząc do niej jej wzrok od razu powędrował na biurko.
    - Jakie ślicznie zdjęcia! Zobacz jak ładnie wyszłaś na tym z Danielem. Oh, tu jesteś w parku... też z Danielem. A tamtego zdjęcia z Danielem to nigdy nie widziałam - wyraźnie chciała co pannie Rasac udowodnić. No bo skoro ma się zdjęcia tylko z jedną osobą to chyba to musi coś znaczyć?
    - I jesteście tylko przyjaciółmi, huh? - zapytała, a w oczach błyskały wesołe iskierki.
    - Wiesz co, mogę zostać dzisiaj u Ciebie, ale czy przypadkiem nie przychodzi Twój przyjaciel? - zapytała ujmując ostatnie słowo w cudzysłów, który pokazała palcami odłożywszy poprzednio kubek.

    OdpowiedzUsuń
  53. [Hej, hej! Dawna Alice? Pamiętam cię! Może jednak nie mam tak złej pamięci jak sądzą rodzice. Już poprawiłam. Nie mogłam się zdecydować czy chcę mieć Danonka na drugim czy na trzecim roku i zdecydowawszy się w końcu na drugi, zapomniałam zmienić. W sumie emocjonalnie to on się nie załapałby nawet na pierwszy. Jakiś pomysł na wątek?]

    OdpowiedzUsuń
  54. [Proszę cię, twoje nazwisko pamiętam lepiej niż Danonka, które zmieniam na każdej reaktywacji. Wątek jak najbardziej pasuje.]
    Ostatnimi czasy Danny wolał spędzać wieczory na boisku do koszykówki prędzej niż w klubach pełnych studentów. Nie był pewien, czy było to wynikiem zbliżającego się nieuchronnie początku sezonu, chęci odstresowania się, czy po prostu dojrzewania. W każdym bądź razie od półtorej godziny biegał jak szalony po boisku na przemian z trenowaniem rzutów za trzy punkty. Zrobił sobie właśnie przerwę i ruszył ku torbie leżącej poza boiskiem. Otarł spoconą twarz ręcznikiem i odetchnął głośno. Nagle spostrzegł widocznie obserwującą go postać stojącą za siatką. Zmrużył oczy i zauważył, iż idzie w jego kierunku.
    - Cześć - rzucił niepewnie, nie wiedząc, kogo się spodziewać.

    OdpowiedzUsuń
  55. Pewność siebie Aredhel, kolejny raz zbiła ją z tropu. Nie dawała tego jednak po sobie poznać. Kubeczek trzymany w dłoni postawiła na chodniku i wzięła głęboki wdech. Ze stoickim spokojem wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów i wkładając jednego do ust, odpaliła go. Dopiero po kilku zaciągnięciach była w pełni gotowa na prowadzenie dalszej rozmowy z dziewczyną.
    -Ja także uważam, że powinnyśmy wyjaśnić sobie kilka rzeczy - z aprobatą pokiwała głową, dając jej przyzwolenie na to, aby kontynuowała. Ciekawiło ją co takiego rudowłosa ma do powiedzenia i co było tak ważne, że sama chciała wrócić na imprezę. Wbiła w nią wzrok, paląc nieśpiesznie.

    OdpowiedzUsuń
  56. Wtrącać się to niekoniecznie będzie, takiego swatania to sama nie lubiła. Ale to nie znaczyła, że nie przestanie męczyć Aredhel. Zresztą co ma być to będzie.-
    - Zawsze do usług - powiedziała kłaniając się teatralnie śmiejąc się. Przejrzała jeszcze kilka szkiców, ale nic nie rzuciło jej się w oczy, więc zaprzestała tej czynności.
    - O ja! Za kilka lat będę mogła się pochwalić, że mam jeden z pierwszych projektów znanej projektantki - wycelowała pięść w powietrze jakby właśnie wygrała milion na loterii.
    Dobrze, że Claire nie wie o tym, że Aredhel uszyła Danielowi kilka ubrań, bo miałaby kolejny powód, aby twierdzić, że są kimś więcej niż tylko przyjaciółmi.
    - Ale mam plan, ja mogę pójść pobiegać, a Ty akurat spędzisz z nim trochę czasu - zaproponowała całkiem poważnie. Dopiła resztkę już zimnej kawy, odstawiła kubek na biurko i ponownie rzuciła się na kanapę.
    - Ja i faceci? - ze świstem wypuściła powietrze. - Na pewno chcesz wiedzieć? - zapytała unosząc brwi.

    OdpowiedzUsuń
  57. Niebardzo przejmował się jej podniesionym tonem, gdy upominała go, że nie jest żadną Ginny. Widać biedna miała kompleksy z racji na barwę swoich włosów. Czekał, aż dziewczyna wykona jego polecenie i sprawdzi, czy może zadzwonić. Gdy uzyskał odpowiedź na swoje pytanie stało się… TO! Pisnęła tak, że wzdłuż kręgosłupa jak wąż prześlizgnął dreszcz, a całe ciało wzdrygnęło się. Nie tyle ze strachu, czy przerażenia, co z najzwyczajniejszego zaskoczenia. Drgnąć tylko zdążył, gdy to rude dziewczę przylgnęło do jego ramienia, by w moment później schować się za plecami. Ten dotyk… Boże jak on fatalnie się poczuł, gdy filigranowe dziewczę użyło go jako tarczy ochronnej. Naprawdę nie przepadał za tym, by z zaskoczenia go dotykać. To była dość… Trudna sprawa. Zamarł na moment. Spiął się jak struna i po tej krótkiej chwili, trwającej co najwyżej przez kilka uderzeń nieco się rozluźnił. Zorientował się co się stało.
    A więc pajączek.
    Aredhel miała nie tylko klaustrofobię, ale i arachnofobię.
    Przerąbane. Bardzo. Zwłaszcza, że z takimi strachami znaleźć się musiała w tym pełnym pewnie pajączków i innego robactwa, ciasnym, ciemnym schowku. I to z mężczyzną, który niekoniecznie nadawał się na rycerza na białym koniu. Poświecił swoim telefonem na tego bogu ducha winnego pajączka, który przerażony usiłował skryć się pod materacem leżącym przy ścianie.
    Ta potyczka trwała niezwykle krótko. Posiadacz szcześciu par odnóży próbował uciec, próbował uchronić się przed śmiercionośną podeszwą Aarona, ale… Nie udało mu się. W ostatniej chwili bowiem, wielkolud trzasnął w biedaka miażdżąc biedne, przerażone ciałko. Pozbawiając go ostatniego wytchnienia, szansy na pożegnanie się z rodziną… W tym starciu nie było litości, nie było miejsca na łzy i ckliwe „do zobaczenia na innym świecie”. Pająk był, a w moment później był martwy.
    Aaron o dziwo nie skomentował żadną uwagą zachowania rudzielca, choć naprawdę miał ochotę przez moment przyrównać ją tym razem do Rona, który nie dość, że był rudy, to jeszcze przecież bał się pająków.
    - Masz wsuwkę do włosów? - Zagaił nie drgnąwszy nawet. Nie próbował się od niej odsunąć… Bóg wie, czy ta nie zobaczyła gdzieś w okolicy innego pająka.

    OdpowiedzUsuń
  58. Aż uniósł obie brwi ku górze zaskoczony tym niespodziewanym aktem czułości ze strony dziewczyny. Szczerze powiedziawszy, gdy go dotknęła – napiął mięśnie do tego stopnia, że wtedy nie poczuł bólu. Teraz również był spięty, a to głaskanie… Wcale nie pomagało.
    Aredhel potrafiła zaprzyjaźnić się z każdym? No to tutaj mogłaby mieć drobny problem bowiem… Aaron nie miał żadnych przyjaciół, co nie było kompletnie niczym dziwnym zważywszy na brzemię charakteru i paskudnej osobowości jaką posiadał. I tutaj to się niestety objawić musiało. Podniósł to swoje wielkie łapsko, to pozbawione komórki coby pochwycić dziewczynę za nadgarstek i odsunąć od siebie jej dłoń. Nie zrobił tego mocno. Posiadał wyczucie, z którym należało traktować przedstawicielki płci pięknej i na pewno nie zrobiłby żadnej krzywdy. Tu było podobnie. Stanowczy, acz nie agresywny ruch.
    - Nic się nie stało. – Zapewnił tonem tak zimnym, że można by nim z pewnością zamrozić rozżarzone węgle, czy płomień hasający wesoło w kominku. Nieprzyjemnym, naprawdę szorstkim. Jakby nie odpowiadało mu to, że dziewczyna w ogóle zdecydowała się go dotknąć.
    Ze strachu? Owszem, co do tego mógł być w pewnym stopniu wyrozumiały, ale… Z jakimś współczuciem, czy troską? O nie… Na to przystać nie potrafił!
    Wypuścił jej nadgarstek z zimnego łapska i uniósł telefon, by poświecić na jej łeb. Po chwili zaś, palce które przed chwilą zaciskały się na jej skórze wplotły się we włosy, by sprawnie zeń wydobyć wsuwkę. Nawet nie pytał o zdanie, przez co ten gest mógł być nawet… Nieco lubieżnie odczytany! Tylko czy był na to czas? Nie trwało to w końcu więcej niż kilka sekund.
    Gdy udało mu się pochwycić w palce tę ozdobę do włosów, mężczyzna minął kobietę, by przykucnąć przed drzwiami.
    - Poświeć mi tu. – Polecił, gdy przed jego oczyma znalazła się klamka.
    I o ile rudzielec wykonał jego polecenie – mężczyzna wsunął w zamek wsuwkę, którą wcześniej jeszcze odpowiednio wygiął. Zamek ustąpił, a on nacisnął klamkę, by otworzyć przed nimi drzwi prowadzące do Sali gimnastycznej. Pustej i ciemnej już nieco. Przez szyby osłonięte zabezpieczającymi przed wybiciem kratami do środka wkradały się ostatnie promyki słońca, zwiastujące zbliżającą się noc.
    Może i nie świadczyło o nim zbyt dobrze, to, ze potrafił z taką łatwością pokonać ten zamek, ale… Szczerze powiedziawszy niezbyt go obchodziło co jego towarzyszka pomyśli na jego temat. Właściwie wcale nie przejmował się tym, co myślą o nim otaczający go ludzie. I dobrze na tym wychodził.
    Tak mu się przynajmniej wydawało.

    OdpowiedzUsuń
  59. [Bo ja wiem, Alice Walker, jakoś tak do siebie pasuje, dobrze razem brzmi i tkwi w pamięci.]
    Mrugnął kilkakrotnie, jak gdyby upewniając się, że faktycznie ktoś przed nim stoi i nie jest to wymysł jego wyobraźni. Cóż, w wyniku całodziennego zmęczenia wszystko było możliwe. Dziewczyna stała jednak tuż przed nim z szerokim uśmiechem na twarzy.
    - Taaa... - westchnął, lustrując strój dziewczyny nadający się bardziej na trening tańca towarzyskiego niż koszykówki. - Przede wszystkim zacznijmy od tego, że nieznajomy ma na imię Danny - wyciągnął rękę w jej stronę.
    Dziewczyna odwzajemniła uścisk i przedstawiła się.
    - A więc Aredhel, mieszkasz w akademiku? - spytał po chwili.
    Rozmówczyni pokręciła jednak głową w odpowiedzi. Zatem mieli mały problem.
    - W sumie mogłabyś być boso, ewentualnie mógłbym pożyczyć ci koszulkę, powinienem mieć jedną zapasową - zaproponował, niemal pewien, że odmówi. Z drugiej strony nie wyglądała na nazbyt nieśmiałą osobę, w końcu sama go zaczepiła.

    OdpowiedzUsuń
  60. - W każdym razie, jeden z pierwszych zrealizowanych projektów - poprawiła się przywłaszczając sobie butelkę wody, która gdzieś tam stała. Skoro powiedziała, że czuje się jak u siebie to i tak też się zachowywała. Ale chyba to Aredhel nie przeszkadzało? Chyba zdążyła się już przyzwyczaić do Claire.
    O mało co z wody, którą właśnie piła, nie zrobiłaby ślicznej fontanny na środku pokoju.
    - Zostaje na noc? - gwałtownie usiadła wlepiając oczy w Aredhel. - To ja taka szybka nie jestem. Ostatnio jakiś facet zabrał mnie do mieszkania i do niczego nie doszł... Gdzie będę spała? - zapytała nagle uśmiechając się ślicznie. Co jak co, ale nie chciała znowu wyjść na taką co ma zbyt bujne życie z facetami, a tak niestety często bywało.

    OdpowiedzUsuń

  61. - Wiesz mną się tam jakoś nikt nigdy nie interesował jeśli chodzi o modę. – Miał ochotę zrobić głupawego zeza, ale był już za stary na takie wybryki. Ostatnio mu się nieco dojrzało i chyba za bardzo się pilnował. Ta spontaniczność, jaką posiadał za nastolatka, jakoś wyparowała. Została jedynie miłośc do gitary i wygłupianie się w postaci śpiewania do trzonka od miotly. A to i tak zdażało się bardzo, bardzo rzadko. Gdzie on i jakieś zabawy. Gdzie. Poważny facet z niego. Prawie.
    - To dobrze, że nie będzie żadnych zdjęć. – Powiedział, kiwnął głową, przyjął karteczkę z adresem i obrócił się na pięcie. Zapalił papierosa, pokiwał dziewczynie z rudymi, okalającymi twarz lokami i odszedł. Wyszedł, zamknął drzwi i zniknął.
    Wrócił. Na drugi dzień, niezapowiedzianie stanął przed drzwiami jej lokum i potarł dłonią kark. W ustach trzymał odpalonego papierosa. Ostatnio przesadzał z nimi, ale to był jego sposób kontroli. Trzymał się w ryzach, kiedy dużo palił. I kiedy kontrolował swoje palenie. Na punkcie kontroli miał cholernego bzika.
    Uniósl dłoń, zaciśniętą w pięść i zapukał. Trzy razy. Głośno. Najwyżej nie otworzy. I nikt nie otworzył, więc powtórzył całą czynność od początku. Trzeba było się zapowiedzieć – pomyślał, jednak od razu zauważył fakt, że nie miał numeru telefonu tego pokręconego rudzielca. Poprzysiągł sobie, że kiedy tylko otworzy drzwi, sprawdzi czy dziewczyna ma piegi. Nagle go to zaciekawiło, chyba tak z powietrza. Albo dlatego, że niekiedy za dużo myślał. A myślenie bolało, jak cholera, zwłaszcza, kiedy było się już rok trzeźwym i pół roku czystym. Jedna, światła myśl przebijająca neurony w mózgu Logana bolała jak cholera. A co dopiero, kiedy były ich setki, tysiące dziennie.
    - Halo, jest tam kto?

    [Puk, puk, kto tam u Ciebie jest. Skojarzyło mi się z tą piosenką.]

    OdpowiedzUsuń
  62. - O proszę! Mieszkał u Ciebie przez rok i nigdy, przenigdy, nawet przez chwile nie pomyślałaś o tym, żeby go przelecieć? Nie uwierzę - Zawsze się o czymś takim myśli, nawet kiedy się nie chce to takie myśli same się pchają do głowy, ot pokrętna kobieca logika. - Kiedy Ty ostatnio z kimś spałaś, żeś taka drażliwa na te tematy? - zapytała czytać tytuły na grzbietach książek. Gdyby miała czas to może nawet jakąś pożyczyłaby od Aredhel, ale że takowego nie miała to musiały jej wystarczyć same tytuły.
    - Czy chcę zobaczyć Twoją garderobę? - spojrzała na nią jak na przybysza z obcej planety. - Pytasz serio, czy jaj sobie ze mnie robisz? Pewnie, że chcę. Wcale nie marzę o tym, aby znaleźć się w pomieszczeniu pełnym ciuchów, torebek i butów - powiedziała z lekką nutką ironii kierując się do drzwi. Claire tak jak każda kobieta lubiła te wszystkie rzeczy. Zresztą kto tego nie lubi?

    OdpowiedzUsuń
  63. Owszem, Bianca paliła i to wcale nie okazyjnie. Szanowała ludzi, którzy wystrzegali się tego nałogu i nie była typem awanturnicy, łamiącej zakaz kopcenia w miejscach publicznych. Tę jedną jedyną rzecz rozumiała i w miarę możliwości starała się do niej stosować. Słysząc uwagę Aredhel, skrzywiła się nieznacznie, ale nie chciała pogarszać sytuacji. Spaliła papierosa kilkoma buchami i odgasiła go, przydeptując butem. Skrzyżowała ręce na piersiach, z uwagą wsłuchując się w jej opowieść. Nie wiedziała z początku czy powinna jej wierzyć. Że niby nic o niej nie wiedziała? Dobre sobie. Co innego miała jej powiedzieć? Jednak kiedy Rasac dobrnęła do końca, Bianca pokiwała jedynie głową i stała przez chwile w milczeniu, zastanawiając się co powinna powiedzieć. Faktycznie, krążyły plotki, że porzucił ją dla kolejnej dziewczyny. Wtedy w to nie wierzyła, ale dzisiaj bardziej wiarygodna wydawała jej się wersja Aredhel. -Wiedziałam od początku, że ma inną. Z dnia na dzień zaczął się zupełnie inaczej zachowywać. Nie miał dla mnie czasu, twierdził, że zawalił kilka egzaminów i musi więcej się uczyć. Panicznie bał się zostawiać telefon na wierzchu. Jakbym nie miała nic lepszego do roboty od sprawdzania jego smsów. Oczywiście cały czas twierdził, że bardzo mnie kocha i pół roku, które razem spędziliśmy to najlepszy czas w jego życiu. W końcu przyszedł do mnie i przyznał się, że poznał inną. Ciebie. Nie było mi przykro. Nie rozpaczałam, ani nie tęskniłam za nim. Byłam wściekła. Na niego, na siebie, a o Tobie już nie wspominając... - wyrzuciła z siebie, robiąc się odrobinę zmieszana. Usiadła na krawężniku, przysuwając ręką kubeczek wyniesiony z imprezy i powoli sącząc napój. Było wyraźnie widać, że dziewczynie jest głupio, ale nieudolnie starała się to ukryć.

    OdpowiedzUsuń
  64. Fakt. Aredhel absolutnie nie śmieszyła Aarona. Szczerze powiedziawszy, przypuszczać można było, że nic go nie śmieszy. Dlaczego więc miałby z niej szydzić? No… Nie licząc tego z rudymi włosami, co nie miało być szyderstwem, a zwykłą uwagą. A żeby szczerości stało się zadość to… Rzeczywiście – towarzystwo tej dziewczyny niezbyt mu przeszkadzało. Było mu zupełnie obojętne, czy jest obok, póki go nie dotykała i nie próbowała głaskać jak szczeniaczka.
    I jemu kamień spadł z serca, gdy udało mu się uwolnić ich dwójkę ze składziku. Rzecz jasna ustąpił Aredhel miejsca w drzwiach pozwalając pierwszej wybiec z pomieszczenia. Wprost na rozległą, pozbawioną pająków salę gimnastyczną.
    Nie zwracając uwagi ani na jej podziękowania, ani na entuzjazm ruszył prosto w kierunku kolejny drzwi. Tych prowadzących do szatni, przez które wydostać się można było bez problemu na zewnątrz. Tutaj niestety, zamek był nowocześniejszy i wymagał większej uwagi mężczyzny, którego irytowała każda chwila w tym miejscu. Miał inaczej spędzać ten wieczór. Nie odpowiadała mu sytuacja. Towarzystwo początkowo też, choć z racji na wsuwki okazało się być naprawdę przydatne.
    Przyklęknął ostatecznie na jedno kolano, poszarpał się przez chwilę z klamką i w końcu – trzęsąc się nieco ze sfrustrowania, udało mu się pokonać przeszkodę w postaci kolejnego zamka.
    I kolejnego i kolejnego… To naprawdę nie trwało nazbyt długo – tylnym wyjściem mogli wydostać się prosto na dziedziniec , skąd niedaleko już było do ulicy, na której stał samochód.
    I pewnie gdyby był sam, gdyby nie postanowił się udzielić w kwestii porządkowania Sali po zajęciach z koszykówki – siedziałby w czarnej skodzie fabii już godzinę temu. Bo gdzieś tyle właśnie zajęło mu pokonanie tych wszystkich zamków. I pewnie siedziałby tym sam. Tymczasem jednak odezwał się w nim jakiś samczy instynkt, który podpowiadał, że rudowłosa przedstawicielka homo sapiens nie powinna wracać sama do swojej nory w taką pogodę. Mogłaby napotkać na swej drodze jakiegoś drapieżnika, co mogłoby mieć fatalne skutki.
    - Gdzie mieszkasz? Odwiozę cię. – O… Taki był skutek tych wszystkich przemyśleń.

    OdpowiedzUsuń
  65. W rodzinie Fairley było kolorowo. Mama chłopaka- Gloria, była wysoką, śliczną blondynką o błękitnych włosach. Jej mąż natomiast był czarnowłosy, barczysty i ogólnie taki, jaki być powinien każdy kowboj po czterdziestce. Dwie z trzech ich córek były niemal identyczne jak ich matka, zaś siedemnastoletnia Emma była rumiana i rudowłosa. Hunter, jego rok młodszy braciszek był wykapanym ojcem. A on sam… Cóż. Brązowe włosy, zielone oczy… Tia, był dzieckiem sąsiadów. Albo znaleźli go gdzieś tam daleko…

    Kiedy w końcu udało mu się opanować tą głupawkę, Archer mógł zabrać się za jedzenie. Co, jak co, ale teraz to już umierał z głodu. Fakt, że dziewczyna go jeszcze rozśmieszała wcale nie pomagał no i… Jedzenie się marnowało. A tak być nie może. W końcu ona też tak mówiła, prawda?

    - Teraz to żadna frajda jeść sam, więc nie jęcz mi tu ognistowłosa tylko jedz grzecznie jak na wiewiórkę przystało. – pokazał jej język, po czym zabrał się w końcu za chilli. Oh… te danie jest… Jak to mówiła Emma? A tak- orgazmiczne. Był niemal pewien, że jego mina ukazuje to, co czuł w tej chwili. – Um..- przypomniał coś sobie – A jam będziesz grzeczna to dostaniesz deser. Mam gorące ciasto czekoladowe z lodami…

    OdpowiedzUsuń
  66. [Ja w połowie tak się zdenerwowałam, że aż skasowałam całą kartę i zaczęłam wszystko od nowa. Co do wątku: pasuje mi jak najbardziej. W zamian za ten pomysł to od razu mówię, że zacznę. Powiedz mi jedynie, gdzie mieszka Aredhel. Czy w jakiejś kamienicy, czy w apartamencie na 3 piętrze, czy w otoczeniu bandziorów bądź staruszków... Nie chcę psuć ci wizji. :D]

    OdpowiedzUsuń
  67. Daniel czuł się głupio, kiedy Aredhel odmawiała mu możliwości dorzucenia się do rachunków, dlatego za wszelką cenę próbował wyrazić swoją wdzięczność w nieco inny sposób, powiedzmy bardziej praktyczny. I jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Od momentu przeprowadzki do własnego mieszkania jednak martwił się o przyjaciółkę, skoro wcześniej nie umiała zadbać o swój żołądek, prawdopodobieństwo tego, że teraz się nauczyła wynosiło jakiś niski wskaźnik. Nie chciał żeby znów miała problemy zdrowotne.
    - Od razu gruba dziewczyna - obruszył się - Na razie wyglądasz jak worek kości, a mężczyźni nie lubią takich zasuszonych szkieletów, no, jeśli mi nie wierzysz, zapytaj moich znajomych, powiedzą Ci to samo - zlustrował ją uważnym spojrzeniem, nieznoszącym sprzeciwu, które mówiło: Dla własnego dobra musisz przytyć.
    Dobra, bądźmy ze sobą szczery, jeśli chodziło o płeć piękną, Daniel także przyłapywał się na tym, iż zwracał uwagę na wygląd zewnętrzny kobiety. To było jakby silniejsze od niego i choć się starał wyzbyć tej płytkości, ostatecznie osiągał marny skutek. A Aredhel… Aredhel cóż, zawsze się dużo mężczyzn wokół niej kręciło, co oznaczało, że jest atrakcyjna.
    - Musisz zatem nauczyć się parzenia kawy od mistrza - puścił jej oko - A klienci będą zachwyceni. Czekaj, właśnie, może zawiesiłaś już na kimś wzrok? - przyjrzał się podejrzliwie przyjaciółce - Tylko nadal nie rozumiem, o jakich zmartwieniach chcesz nie myśleć. Coś nie tak z ojcem, ze studiami, z mieszkaniem? Ej, Hel, nie ufasz mi już?
    Odstawił kubek po wypitym czarnym płynie do zlewu i podszedł do dziewczyny, kładąc jej dłonie na drobnych ramionach, następnie zaś koniuszkiem wskazującego palca uniósł nieznacznie gładziutki podbródek.
    - Hm, więc jaką pizze zamówiłaś?
    Taa, Sanders i jego wyczucie taktu.

    OdpowiedzUsuń
  68. Bez przesady, wcale nie pomyślał, że Aredhel nie jest wystarczająco ładna, a gdyby nawet tak było, wówczas okazałby się zwykłym idiotą, ponieważ panna Rasac urzekała swą niewinnością, rudymi lokami i wielkimi bystrymi oczami. Również jej charakter sprawiał, że stawała się wyjątkowa, jednak skąd Daniel miał wiedzieć o tych wszystkich wyolbrzymionych obawach? Gdyby tylko zajrzał do pięknej główki przyjaciółki, zapewne od razu wybiłby je!
    - Czyżbyś naprawdę przejęła się moimi słowami? - zapytał z lekko złośliwym uśmieszkiem - Hel, daj spokój. Tu chodzi o Twoje zdrowie - natychmiastowo zmienił ton wypowiedzi, robiąc zmartwioną minę. Naprawdę, chciał dla niej jak najlepiej. A ona wszystko interpretowała w pokrętny sposób. I co miał zrobić z tą dziewczyną? - Widzisz, to znaczy, że musimy się w końcu wybrać na basen. Ostatnio nigdzie razem nie wychodziliśmy. Jaki pech!
    To raczej on powinien się martwić czy uważa go za wystarczająco atrakcyjnego, cóż, aparycją raczej nie rzucał na kolana, ostatnio nawet myślał o ścięciu włosów i o ogoleniu tej nieszczęsnej bródki, aby ludzie się nie bali. I dzieci rzecz jasna, jakieś dwa dni temu mała dziewczyna w parku uparcie twierdziła, że spotkała yeti z czym od razu pobiegła do babci. Akurat wtedy było śmiesznie, ale tak na dłuższą metę…
    Chłopak odsunął się niespiesznie od Aredhel, zbytnia bliskość dziewczyny sprawiała mu problem, tym bardziej, kiedy wyobrażał sobie, jakby to było znowu całować jej słodkie usta.
    O nie! Musi z tym skończyć.
    - Tęsknisz za ojcem? - On tęsknił za rodzicami, ale w życiu by się do tego nie przyznał, nie po tym co mu zrobili. Nie po tym jak się go wyrzekli - Wiesz co? - rzucił nagle ożywiony - Chodź, poszukamy jakiegoś fajnego filmu w telewizji. Po co mamy tu siedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  69. [Łaa, jaka piękna ruda! :D Och, Jamie z miłą chęcią będzie się z nią przyjaźnił. Może się tak nawet troszkę w niej podkochiwać bo wiadomo, nasz koleżka ma słabość do pań czytających mangę i oglądających anime.]

    Jamie

    OdpowiedzUsuń
  70. [O rany, okej, okej, mi takie powiązanie pasuje, jak najbardziej. :D Ach, i dziękuję bardzo! Nawet nie zabrzmiało tak, jakbyś to powiedziała specjalnie >D Masz może jakikolwiek pomysł, gdzie mogliby się spotkać, cokolwiek? Samo powiązanie mi nie wystarczy, żeby coś wyskrobać.]

    Jamie

    OdpowiedzUsuń
  71. [Nie mam gg, jestem taka zacofana D: Ale wątek zacznę, może uda mi się coś fajnie rozwinąć, bo jakiegoś czasu to kiepsko mi idzie. >.< Aczkolwiek daj mi chwilę, coś na pewno wyskrobię. :D]

    Jamie

    OdpowiedzUsuń
  72. Nie należał do przyzwoitych osób, bywał chamski i naprawdę niemiły. Do tego zimny i stanowczo zbyt poważny, ale… Gdzieś tam tliło się w nim coś, przez co pragnął zapewnić otaczającym go istotom bezpieczeństwo. Jakby na to nie spojrzeć pragnął, by zostać chirurgiem, prawda? Nie ze względu na profity w postaci dochodów pieniężnych. Chciał pomagać ludziom, a to był najlepszy sposób jaki na to znał. Ambiwalentnie z drugiej strony był ochroniarzem, który przecież musiał raz na jakiś czas używać przemocy… Cóż! Pokrętny człowiek, naprawdę.
    Tak czy owak w tej chwili zamierzał odstawić ją pod same drzwi upewniając się, że nikt się do niej nie przyczepi. Pewnie by jej to nie odpowiadało, ale zrobiła na nim wrażenie nieporadnej, naprawdę niewinnej dziewczyny, którą należy chronić. Jak większość kobiet. Zdecydowaną większość kobiet.
    Tak… Nasz kolega był szowinistą.
    - Aaron. – Odparł nie komentując nawet tego, że dziewczyna twierdzi, że ten nie pamięta jej imienia.
    Aredhel. Raczej zbyt prędko mu z głowy nie wypadnie. Zwłaszcza, że pierwszy raz w życiu słyszał, by ktokolwiek nosił takie.
    Poprawił lusterko, wsunął kluczyk w stacyjkę, włączył muzykę. Z głośników natychmiast dosłyszeć się dało klasyczny rock. Tym razem na piedestale zasiadła koncertowa wersja Knocking On Heavens Door zespołu Guns and Roses.
    Dopiero, gdy do jego uszu dotarły pierwsze dźwięki wygrywanej melodii zdecydował się ruszyć.
    Nie był typem, który szaleje za kierownicą, choć bez przesady. Jeździł jak standardowy facet. Złamał kilka przepisów, ale tylko wtedy, gdy było to w jego mniemaniu wskazane. Przekraczał prędkość, bo uważał, że narzucone ograniczenia są stanowczo zbyt rygorystyczne, ale… No nie jechał 180 po zabudowanym!
    No i rzecz jasna milczał. Nie pytał o nic, nie próbował podtrzymywać rozmowy. Nie przeszkadzała mu cisza, w żadnym stopniu.

    OdpowiedzUsuń
  73. [Należysz do administracji, prawda? Chciałabym się usprawiedliwić z przyszłej nieobecności, wyjeżdżam za moment na oględziny remontu mych studenckich apartamentów, ale tylko na dwa dni, także niedługo wrócę.]
    Dopiero po chwili domyślił się, że faktycznie, dziewczyna nie miała na sobie przecież spodni, więc sama bluzka w niczym by nie pomogła. O ile łatwiej jest być facetem, nie trzeba się martwić o takie sprawy. Zanim zdążył uzmysłowić sobie, co ma na myśli Aredhel, ta już wyjmowała z torby jakieś przyrządy, które okazały się być igłą i nitką. Zmarszczył czoło i spojrzał na nią, nie ukrywając podziwu. Sam nawet nie wpadłby na taki pomysł, nie wspominając nawet o jego realizacji.
    - Śmiało, możesz użyć koszulki, nie ma problemu. Zresztą kiedyś może zobaczę ją jeszcze na jakimś pokazie - roześmiał się. - Studiujesz krawiectwo czy to jakaś ukryta pasja?

    OdpowiedzUsuń
  74. Jako, że Parker już swoją kawę dawno wypiła kubek grzecznie stał na biurko Aredhel. I wcale się nie zdziwiła, że ruda nie chciała, aby weszła tam z czymkolwiek. Blondynka miała tendencję do różnych dziwnych rzeczy, a wylanie kawy na białą sukienkę zdecydowanie się do nich zalicza.
    Podreptała za panną Rasac i aż oczka jej zaświeciły, kiedy dziewczyna pokazywała jej te wszystkie ciuchy. TYLE ciuchów. Boże, gdyby ona miała taką ilość ciuchów to by czuła się jak w raju. Co prawda Claire miała i tak już dużo ciuchów w tym bardzo dużo odzieży sportowej. Wszystkie kolory tęczy adidasków, różne topy, spodenki, spodnie długie, komplety dresów, w sumie to nie miała na co narzekać.
    - A gdzie jak ta bluzka, o której wcześniej mówiłaś? - zapytała zainteresowana rozglądając się po pomieszczeniu i zaglądaj do szuflad. - A biżuterię też projektujesz? - zapytała po chwili, bo czegoś jej brakowało.

    OdpowiedzUsuń
  75. Rzeczywiście. Zbyt wielkiego entuzjazmu w wykonaniu polecenia nie było. Mężczyzna zjechał na pobocze i z lekkim zaskoczeniem spoglądał na to, jak Audrey wychodzi z samochodu, obchodzi go po to, żeby otworzyć drzwi od strony kierowcy i wyciągnąć go na ulicę. Nie zdążył nawet przygotować odpowiedzi na jej pytanie, odnośnie tego lubienia. Miała dużo energii, jakby nie odpowiadało jej, że teraz nagle mają chwilę spokoju i nie dzieje się milion rzeczy na raz.
    - Co się kurwa stało? – Tak zapytał niezbyt grzecznie, gdy zaczęła go ciągnąć.
    Ale… Co dziwne! Niezwykle dziwne! Wyciągnął kluczyki ze stacyjki i nie pytając więcej, bowiem sensu w tym większego nie widział – pozwolił się poprowadzić, choć owszem, szarpnął rękę, gdy dziewczyna nie wypuściła z uścisku tak przyjemnych w dotyku palców jego nadgarstka. Nie odpowiadał mu kontakt fizyczny, bez wątpienia.
    I zaciągnęła go w krzaki!
    Gdyby była mężczyzną, pewnie byłby wielce zaniepokojony, ale w tym wypadku nie mógł się nawet spodziewać jakie zamiary może mieć ten rudy wulkan energii.
    Gdy znaleźli się na polanie nieopodal jeziora, omiótł krótko okolicę wzrokiem i zadarł głowę, by spojrzeć na wskazane przez nią rozgwieżdżone niebo. Aż brwi uniósł zaskoczony tym, co dziewczyna chciała mu pokazać.
    Magicznie, ta? Wziął głębszy oddech. Choć wciąż bił od niego ten chłód, zdawał się nieco rozluźnić. Zdawał się nie być już tak bardzo zirytowany jak kilka momentów temu. Widać nie przeszkadzało mu, że go tutaj przyprowadziła. Wsunął obie dłonie do kieszeni jeansów. Omiótł spojrzeniem raz jeszcze to miejsce i teraz dopiero, po dłuuugich chwilach milczenia zdecydował się podjąć pewien temat.
    - Nie jest tak, że cię nie lubię. Nie można nie lubić kogoś, kogo się nie zna, Aredhel. – Tak! Niech wie, że taki zły nie jest i pamięta jej imię.
    Niczego więcej nie zamierzał komentować, ani piękna wylewającego się w tym miejscu zewsząd, ani też tego, że go tu przyciągnęła… Niczego! Jakby to było zupełnie nic niezwykłego. Jakby w ten sposób zachowywała się każda dziewczyna, która jest odwożona do domu przez zupełnie obcego gościa.

    OdpowiedzUsuń
  76. [A dziękuje :D To drugie pewnie znowu zaraz zmienię, bo coś mi w nim nie gra, ale pierwszym sama jestem oczarowana <3]

    Bianca nie szukała wrogów. Nie sprawiała może wrażenia najsympatyczniejszej dziewczyny, ale nie było z nią znowu, aż tak źle. Czasami emocje brały górę i nie była w stanie ich opanować. Tak stało się na imprezie, z której wyszły zaledwie kilkanaście minut temu. Dzięki Aredhel pozbyła się wszelkich wątpliwości, a obraz ich byłego, wyleciał jej z głowy szybciej niż myślała. Żałowała tylko tamtego pół roku, bo chyba każde zajęcie byłoby bardziej konstruktywne od zadawania się z tym pajacem. -Właściwie to powinnam Ci podziękować. Może do dzisiaj bym z nim chodziła i nie miała pojęcia jakim jest skurwysynem - mówiła szczerze. Nie chciała toczyć z nią wojen czy unikać jej na szkolnym korytarzu. Obydwie były w pewnym stopniu pokrzywdzone, a tak naprawdę żadna z nich nie zawiniła. Tradycyjnie, do wszystkiego co złe doprowadzali faceci.

    OdpowiedzUsuń
  77. Mimo iż autorka jest posiadaczką pary piersi, to śmie przypuszczać, ze żadnemu mężczyźnie nie powinno nie odpowiadać takie, a nie inne posunięcie ze strony kobiety. To jest… ciągnięcie w krzaki rzecz jasna.
    I znów został złapany za nadgarstek, znów został zmuszony do czegoś, czego nie planował przez tę dziewczynę. Szczerze powiedziawszy w jego harmonogramie powstała znaczna rysa przez tę rudą istotkę.
    - Nie szarp mnie tak. – O, tak właśnie polecił. W głosie znów zatliła się nieprzyjemna dla ucha irytacja, chłód.
    Nie poderwał się jednak na równe nogi, nie starał się namówić ją na powrót do samochodu. Fakt… Miała odrobinę racji. Miejsce posiadało tę swoją magię i dla oka było całkiem przyjemne. Podobało mu się tutaj, choć nie przyznałby się do tego nawet przed samym sobą. A objawiło się to tym, że starał się nie roztrząsać powodów dlaczego zachował się w takiej sytuacji w taki, a nie inny sposób. Rękę od niej zabrał, usiadł w lekkim rozkroku wspierając przedramiona na kolanach. Spojrzenie skupił nie na pięknym niebie, nie na ślepiach dziewczyny, w których z pewnością przyjemnie byłoby oglądać gwiazdy, a na tafli jeziora. Spokojnej, czarnej o tej porze jak smoła.
    Wysłuchał jej spokojnie. Mimo iż nie silił się na wyszukane komentarze i długie wywody, to… Słuchał. Dziwne, ale to co wypływało spomiędzy warg Rasac wydawało mu się być interesujące. Jej osoba była generalnie ciekawa… Choć strasznie nieprzewidywalna, czego szczerze mówiąc męzczyzna nie lubił. On wolał mieć wszystko zaplanowane, każda komplikacja wywoływała u niego irytację.
    Jedynym wyjątkiem w tej kwestii była medycyna. Ludzki organizm był nieokiełznany, nie zawsze dało się przewidzieć jego reakcję i na takie ewentualności, trzeba było się umieć przygotować. Wiedzieć jak zareagować w danym momencie, jeśli nawet nie było na to schematu. Tylko i wyłącznie w tej kwestii był w stanie tolerować bez większego wzburzenia rysy w swoim terminarzu!
    I o dziwo nawet się zastanawiał nad tym co mówiła Aredhel, choć nie czuł potrzeby, by tymi przemyśleniami się z nią dzielić. Świat piękny? Niepoprawna optymistka.
    Odetchnął głębiej, w końcu obrzucając spojrzeniem twarz swojej towarzyszki.
    - Skąd ty się urwałaś, co? – Gdyby to pytanie wypadało z ust kogoś innego, z pewnością byłoby zabarwione rozbawieniem. W tym przypadku jednak ton jego głosu się nie zmienił, na twarzy wciąż nie gościł uśmiech. I to zdanie przerwać miało rzecz jasna ten optymistyczny, pozytywny wywód.
    Żadnych postępów.
    Niestety!

    OdpowiedzUsuń
  78. [Jaram się nią. Imię i nazwisko w ogóle.. Łał *U* I jeszcze fanklub mangi, to już w ogóle. I oczywiście jestem bardzo za powiązaniami, bo Greedowi będzie miło, gdy będzie ktoś znajomy. Może znajomi ze szkoły albo była para, bądź niedoszła para : D]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [I oczywiście zapomniałam się podpisać...]
      Thane.

      Usuń
  79. [Zacznijmy od zera w taki sposób, by kojarzyli się z twarzy, ale nic więcej]/Javier

    OdpowiedzUsuń
  80. [Nie mam nic, kompletnie nic! Że ja się jeszcze w tych internetach odnajduję, to szok >.< Możesz rzucić coś na maila (leon.bocaccio@gmail.com)]

    Aredhel była jedną z najważniejszych osób w życiu Jamie'go. Nie dość, że była z nim w klubie mangi i anime, to jeszcze miała tą cudowną burzę rudych włosów. Wyglądała tak uroczo, że Holender mógł się w nią wpatrywać cały czas. Kiedyś mu na to przystało. Byli razem, jednak nie był to związek na dłuższą metę. Dziewczyna przyznała się, że w ogóle go nie kocha. Znowu powrócili do statusu "dobrzy przyjaciele". Nic więcej. Jemu jakoś to nie przeszkadzało. Cieszył się, że nie zerwali kontaktów, jak to inni mieli w zwyczaju robić. Było im równie dobrze, jak kiedyś.
    Dzisiaj wieczór mieli zorganizować sobie wieczór filmowy. Tsia, filmowy, i tak skończy się na oglądaniu anime oraz czytaniu najpopularniejszych mang. Holendrowi odpowiadały wszystkie opcje. Nawet sadzenie drzew w ogródku o trzeciej nad ranem. O umówionej porze wstawił się pod drzwiami Rudej, razem z butelką czegoś do picia i kilkoma paczkami popcornu. Zapowiadało się niesamowite pidżama party, niczym z tych wszystkich amerykańskich filmów dla rozpieszczonych nastolatek. Tylko, że bez pidżam, walenia siebie poduszkami z pierzem i obgadywania cudownie zgrabnych czterech liter chłopaków ze szkoły.

    Jamie

    OdpowiedzUsuń
  81. [Z takim rudzielcem zawsze chętna jestem na wątek :3]

    OdpowiedzUsuń
  82. [o to dobrze że masz pomysł ;) i tak drugi Kurtz również tutaj jest/będzie (może zaraz pojawi się w wolnych)]

    OdpowiedzUsuń
  83. I znów ten trudny człowiek milczał. Możnaby pomyśleć, że jest idiotą, że potrzebuje przeanalizować dwadzieścia razy słowa, by zrozumieć ich sens, nim raczy odpowiedzieć. A on po prostu… Uważał, że nie wszystkie myśli, opinie należy komuś ofiarowywać. W przeciwieństwie do Aredhel, która zdawała się dość bezpośrednio dzielić ze światem swoimi wnioskami. I nie było to złe. Można zaryzykować nawet stwierdzenie, że mężczyźnie to nie przeszkadzało. Była ciekawą istotą i teraz mógł mieć pewność, że zapamięta ją na dłużej.
    Czasem w końcu na ludzkiej drodze stają takie istoty, które zostawiały swego rodzaju rysę na czyichś wspomnieniach, które wydawały się być istotniejsze od innych. I w tym przypadku o dziwo tak było.
    Nie dlatego, że pech pchnął ich ledwie kilka chwil temu do tamtego schowka, nie dlatego, że bała się pająków i ciemności, ani nie z uwagi na bajeczne miejsce, w którym teraz się znajdowali.
    Chodziło o jej charakter, którego namiastkę miał okazję postawać.
    Generalnie nie interesował się ludźmi, pod takim względem. Praktycznie nikt go nie interesował, ale… Tutaj sprzeczność ich charakterów była tak widoczna, że niemal namacalna. I najdziwniejsze w tym wszystkim było, że z jakiegoś, nieznanego mu powodu ta dziewczyna absolutnie, w żadnym stopniu go nie irytowała. Sytuacja, owszem, ale jej osoba… Wcale. Wcale, a wcala!
    Wzruszył ramionami na wieść, o tym w jaki sposób zazwyczaj ludzie pytają o jej dziwactwo. Nie uważał, by robiła w ten sposób komuś szkodę, czy krzywdę. Nie powiedział niczego takiego, a interpretacja, na którą się mogła zdecydować leżała tylko w jej własnej kwestii.
    - Nie, nie uważam tak. – O, na pytania odpowiadał, choć zagadywanie średnio dobrze mu szło.
    Nie podzielił się i kolejną myślą, która zaświtała pod jego czerepem. Taka o tym, że nie rozumie, dlaczego jego uśmiech miałby mieć na kogoś magiczny, rozweselający wpływ.
    Nie miał powodów do uśmiechu to i się nie szczerzył.
    Jakby miał, może byłoby inaczej.
    - Długo chcesz tutaj siedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  84. [tak własnie zamierzałam zrobić ;) oni mimo że bliźniaki to prawie całkiem inni z charakteru. można tak zrobić że dojdzie do pomyłki, bo z wyglądu to ich ciężko rozróżnić gdy żaden się nie odezwie.
    poza tym jak chcesz by dziewczyna przyjaźniła się z drugim Kurtzem to napisz mi jak mniej więcej chcesz by dokładnie to powiązanie wyglądało to cię odrazu uwzględnie jak będę bliźniaka dodawać do wolnych ;)]

    OdpowiedzUsuń
  85. [No to nawet do kawiarni może wstąpić. Posiedzi, popije kawę, stwierdzi, że widziała ją na uniwersytecie i zapyta o jakieś ładne miejsca, bo jest tu nowa i niczego nie zna. Co ty na ?]

    OdpowiedzUsuń
  86. -W końcu mu się znudzi. Nie zdziwiłabym się nawet, gdyby przyszedł do którejś z nas i prosił o przebaczenie - z rozbawieniem potrząsnęła głową, powoli się rozluźniając. -Tacy jak on zawsze tak robią. Skończy się lista jego panienek do przelecenia i zacznie nękać wszystkie od nowa. Wstrętny typ - skrzywiła się, podnosząc z chodnika i otrzepując dłonią spodnie. -Zacznijmy może od początku. Jestem Bianca, Bianca Loyd - podeszła do niej odrobinę bliżej i wysunęła dłoń w jej kierunku. Aredhel wydawała jej się w porządku i kiedy tylko wyjaśniły sobie całą sprawę, przestała być na nią zła i zapałała do niej sympatią. No, może trochę zazdrościła jej burzy rudych loków, ale o tym wolała na razie nie wspominać. Skoro studiowały na jednym uniwersytecie, a dodatkowo były z tego samego roku to pora była zakopać wojenny topór i nawiązać znajomość, tym razem bez ich eks w tle.

    OdpowiedzUsuń
  87. [powiem ci że ciekawie opisałaś zwłaszcza że Dante miał być modelem, ale później stwierdziłam że to nie pasuje do tego mojego ukochanego Kurtza xD
    i spoko jak dla mnie tak może być, większości też będziesz mogła sie dogadać z autorem/ką drugiego Kurtza jak go ktoś przejmie ;)]

    OdpowiedzUsuń
  88. [no widze i zaczynam się niepokoić, moje myśli nie są bezpieczne xD
    postać dodam chociaż trochę mi się nie chce skrobać tego ;P a co do imienia to będzie pewnie Andreas w końcu to niemiec ;P]

    OdpowiedzUsuń
  89. [Javier jest na tyle rozwiniętym intelektualnie osobnikiem, że znalazły argumenty, które wyprowadziłyby go z tak absurdalnej sytuacji. Możemy jednak rzeczywiście zacząć z autobusem i wątpliwym molestowaniem, a następnie stworzyć taką historię: Aredhel wychodzi na tym samym przystanku i od razu odzywa się tekstem w stylu "Ale historia, ohoho", wiadomo o co chodzi. Nawiązują rozmowę, lądują w jakimś dzikim miejscu, a dalej to już się zobaczy]/Javier

    OdpowiedzUsuń
  90. [no i jest braciszek w wolnych ! xD]

    Dzisiejszy dzień nie należał do najlepszych, miał tyle spraw do załatwienia że już dawno powinien opuścić teren szkoły. Mimo to tkwił na korytarzy zwłaszcza przez to że obiecał pewnej osobie że podwiezie do domu. Klną cicho pod nosem, ze też musial to powiedzieć. Rozglądał sie za nim o kilku minut, ale to nic nie dało.
    Wyciągnął komórkę i zaczął coś przeglądać by się nie denerwować tak.
    Aż nagle ktoś mu przeszkodził i to w taki sposób dziwny.
    Popatrzył z niezrozumieniem na dziewczynę która wręcz wydarła sie na niego gdy został zaciągnięty do sali, poczuł się jak małe dziecko, które coś przeskrobało. Wyprostował się gdy tylko został puszczony.
    - o czym ty mówisz? byłem z tobą umówiony ? - spytał jeszcze bardziej nic nie rozumiejąc.- ej musiałaś mnie pomylić z kimś - mruknął.
    Gdy dziewczyna pociągnęła za jego koszulkę, złapał ją za nadgarstki. Wbił w nią lodowate spojrzenie teraz już na pewno nie przypominał Andreasa.
    Odepchnął ją od siebie rozdrażniony.- czego ty kurwa chcesz odemnie ?! - burknął wyraźnie rozdrażniony jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  91. -Och, biorąc pod uwagę Twój dzisiejszy popis na imprezie to radziłabym trzymać się mu od Ciebie z daleka - zachichotała wesoło, odtwarzając w głowie obraz nędznego macho, który zwijał się z bólu na podłodze. Bianca miała zupełnie inny plan na wypadek, gdyby jej eks planował do niej powrócić. Owszem, przyjęłaby go z otwartymi ramionami, ale tym razem wytoczyłaby ciężką altyrelię i odpłaciłaby mu się tym samym. Rozkochała w sobie, a potem okłamała, że znalazła sobie innego. Tak, to był wyjątkowo dobry pomysł. Może dzięki temu odwidziałoby mu się łamanie kobiecych serduszek, a żadna inna dziewczyna nie zostałaby przez niego zraniona. Czemu by nie spróbować? W końcu nie miała kompletnie nic do stracenia.
    -Aredhel... nie chciałabyś pomóc mi się na nim zemścić? - uśmiechnęła się pod nosem, knując w głowie cały plan i marszcząc przy tym czoło, co zdarzało się zawsze, kiedy za bardzo skupiała się na jednej rzeczy. Gdyby jeszcze rudowłosa zgodziła się pomóc, ich eks chłopak wpadłby w prawdziwy obłęd i z pewnością dostałby nauczkę do końca swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
  92. Wściekłość znów ustąpiła miejscu niezrozumieniu. Co do cholery się tutaj dzieje?!. Słuchał jej sam milcząc, aż nagle usłyszał o młodszym bracie. No i wszystko jasne.
    - No nie mogę - westchnął. Wiedział już co jest tutaj nie tak.
    Uśmiechnął się nikle.- pomyliłaś się mała, nie tego brata zaatakowałaś..- powiedział spokojniej. Poprawił wręcz nieświadomie koszulkę.
    W chwili gdy miał się odezwać na salę wpadł drugi bliźniak, mrucząc "sorry" cały czas. Dante spojrzał na brata zirytowany.
    - Nie powiedziałeś jej że masz brata bliźniaka, idioto ? - spytał poważnie i zobaczył ten wkurzający uśmieszek na pysku Andy'ego.
    Pokręcił głową.- widzę że on nie raczy przedstawić nas sobie - mruknął i zbliżył się nieco do dziewczyny.- Jestem Dante - wyciągnął w jej kierunku dłoń. Chciało mu się śmiać widząc jej minę, ale powstrzymywał się.

    OdpowiedzUsuń
  93. Archer.. Cóż, nie miał przezwiska. Szczerze mówiąc nawet własne siostry nie nadały mu żadnego. Jedyne, co pamiętał z takich rzeczy to fakt, iż przez pewien czas mówiła do niego „Troskliwy Miś”. Było to w czasie, gdy się ujawnił i siostra starała się w ten sposób złagodzić jakoś napiętą sytuację między braćmi… Na szczęście teraz Hunter- jego jedyny brat, jakoś zaakceptował fakt jego pedalskiej strony. Chwała Bogu.

    - Jakoś tak pasuje do Ciebie. W moim świecie wiewiórki są dość szalone, a i ty mi na taką wyglądasz. Z resztą nazwanie cię Ognistowłosą też zapożyczenie z bajki, wiesz? Takiej z barbie… Tak więc będę mówić do ciebie Glim’r.

    Kończąc posiłek Fairley oparł się o krzesło i westchnął. Taak… To było niemal jak obiad u babci. Może powinien się któregoś razu wybrać w rodzinne strony? Może nie na długo- dwa, góra trzy dni. Tęsknił.

    - Ciasto jest w piekarniku, lody w zamrażalniku. Bądź tak dobra i czyń magię odwdzięczając się za obiad i podając deser, co?

    Naprawdę nie chciało mu się wstać a dziewczyna była obok i.. Cóż. Był leniwy, prawda? Mógł gotować, ale sprzątanie i takie tam, sprawiały mu problemy. Oczywiście, kiedy opuszczał kampusową kuchnię zostawiał ją w dokładnie takim stanie, w jakim to ją zastawał, czyli sterylnie szpitalnej czystości. Ale dzisiaj… Naprawdę nie chciało mu się sprzątać.

    [ eeeeej... sorry, ale serio nie miałam weny, a wypadało w końcu odpisać, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  94. Ludzie widzieli złe cechy w naiwności i niewinności. Kojarzyło się im to z olbrzymią słabością i dołem, który prowadzi człowieka do zguby i zniszczenia. Taka była niestety prawda. Nikt nie pomyślał, co się stanie z tymi, którzy nie wierzą nikomu i niczemu, ani z tymi, którzy są tak bardzo winni i kłamliwi. Dlaczego mamy przestać naiwnie w coś wierzyć? Dlaczego nie wolno nam mieć odrobiny z dziecka? Ta naiwność człowieka czyni przyjemniejszym, bardziej radosnym i przede wszystkim daje mu nadzieje w chwilach, kiedy już dawno wszyscy ją utracili. Czy nikt naprawdę nie potrafił ujrzeć w tym wszystkim pozytywów? Bastek patrzył na nią i widział coś pięknego. Radość, uśmiech, dobroduszność i ta urocza, ba, rozbrajająca opiekuńczość. Merida miała w sobie naprawdę coś, co doceniał. W przeciwieństwie do niektórych głupków. On jednak właśnie takich cech u ludzi poszukiwał i z takimi osobami najlepiej spędzało mu się czas. Może dlatego, że dość już miał pochłoniętych przez rutynę pesymistów.
    Słuchał jej wywodu na temat Meridy i jej cech ze spokojem. Pomyślał jednak zaraz, że dziewczyna musi być naprawdę rozgadanym stworzeniem. Kiedy on powie trzy słowa, on w tym czasie zdąży zapewne złożyć rozbudowane zdanie. Uśmiechnął się do własnych myśli. Kompletnie mu to nie przeszkadzało. Sam lubił od czasu do czasu posłuchać kogoś, pozwolić mu się wygadać. Niektórym to naprawdę było potrzebne, ale okazywało się, że w okolicy nie ma tak naprawdę żadnego słuchacza, który dotrwa do końca.
    Nie była jedna w tych bandażach. Po tym, jak kiedyś uczył się o różnych sposobach bandażowania się, nabrał większego szacunku do osób, które miały tą umiejętność doskonale opanowaną. Śróbowy, nie śróbowy, kłosowy, na nadgarstku inny, na łokciu inny... milion różnych, a każdy używany w zależności od potrzeb. Trzeba było mieć naprawdę dobrą rękę i z pewnością dobrą głowę do tych nazw. Bastkowi nie udało się chyba dobrze opanować ani jednego rodzaju. Wrr, lekcje z bandażowania nie kojarzyły mu się zbyt dobrze.
    I w jego myślach znów pojawiło się słowo "kochana". Swoim wywodem tylko to potwierdzała.
    - Ciężko ułożyć włosy? Mówisz? - spytał, przyglądając się czuprynie bardzo dokładnie. - Eee, to nie może być aż takie skomplikowane, o. - I zaczął podejmować próby naprawienia jej fryzury. Kombinował, czochrał i przekładał,a ona w tym czasie skończyła mówić. Chyba. Nie był jednak pewien, czy wszystko dotarło z tych słów do niego. - Tada... och, chyba masz racje - mruknął niezadowolony z efektu. - Dobra, oficjalnie przestaję ruszać Twoje włosy. Przyznać jednak trzeba, że są naprawdę piękne - przyznał szczerze i posłał jej uśmiech.
    Kawa. To jednak całkiem dobrze zapamiętał. Widocznie jego mózg najchętniej wyłapywał tego typu informacje.
    - Chodźmy zatem. Będziesz musiała pokazać mi miejsca, gdzie dają dobrą kawę. Oj, będę takiej chyba potrzebował zważywszy na to, że Claire to mi spać nie daje - oznajmił, przypominając sobie kilka epizodów z ich pierwszych wspólnych godzin we wspólnym pokoju. Ał, zdecydowanie bolało. W gruncie rzeczy Hipcio zły nie był, ale Bastek to się musiał jeszcze sporo nauczyć, jak powinno się z nią postępować.

    Bastek

    OdpowiedzUsuń
  95. Motor w zakładzie. To niemal jak kara boska za brak uspołecznienia, za bycie wyalienowanym, swoistym dziwakiem. Czyżby w końcu ktoś zdecydował się położyć temu kres, wypchnąć go do świata ludzi, gdzie nie może już ukrywać się pod kaskiem? Przykre, że trzeba wydać jeszcze parę dolarów na bilety, kiedy to zbiornik w Harleyu jest pełen. Czekanie na przystanku nie jest problemem samym w sobie, bo czeka całe życie nie widząc na co; kłopotem są ludzie dookoła, którzy wydają się spoglądać na niego, co rzecz jasna jest kompletnym absurdem. Wsiada do autobusu, zajmuje miejsce przy oknie i ma nadzieję, że wygląda co najmniej odstraszająco, co byłoby niesamowitym atutem w tej sytuacji. Okazuje się, że nie jest skazany na samotność, bo oto dwa przystanki dalej dosiada się ktoś; niezidentyfikowany osobnik, jako że odwrócony jest do szyby, niemal wbijając w nią noc. Dopiero zapach perfum uświadamia mu, że to kobieta, ale nie jest tym faktem przejęty, te nigdy nie były szczególnie pociągające w jego przekonaniu, jak zresztą i cała reszta świata.
    Nagle jednak słyszy krzyk, głośny, przynajmniej w jego mniemaniu, bo dochodzi z miejsca obok. Odwraca głowę w tym kierunku i wbija wzrok w oczy dziewczyny, siedzącej przy nim. Spogląda na niego ze strachem i obrzydzeniem, czego zupełnie nie rozumie, bo pewien był, że tylko on sam pała do siebie podobnymi uczuciami. Ta jednak istota, z trzęsącymi się dłońmi, ma chyba to samo zdanie. Ktoś pyta się co się stało i Javier przysłuchuje się uważnie, bo pytanie pada kilkakrotnie, a odpowiedź tylko raz; cicha i niewątpliwie wyćwiczona przed lustrem.
    -Ten pan mnie dotykał.
    Na tym koniec, bo trochę czuję się jakby brał udział w osiedlowym żarcie, a trochę jakby ktoś uderzył go właśnie w twarz. Unosi wysoko brwi, ale nic nie mówi, czeka na ciąg dalszy wydarzeń, choćby kamieniowanie, bo to chyba właśnie planują pasażerowie autobusu.
    [Wybacz, wena dziś nie daje się usidlić]/Javier

    OdpowiedzUsuń
  96. [Mam wielką ochotę na wątek z Aredhel (w moich uszach to dość oryginalne imię, wiesz?). Jeśli masz czas i chęć na rozpoczęcie znajomości z Leilą, to wstępnie proponuje zajęcia z krawiectwa. Leila nie jest zaprzyjaźniona z igłą i nitką, ale Aredhel- jak to ładnie ujęłaś- pomaga mniej doświadczonym osobą. Więc, może wyjdzie z tego coś ciekawego... Próbujemy?]
    ~Leila

    OdpowiedzUsuń