Audrey Imogen Bloomwel
Urodzona 12 listopada 1992 roku
studentka dziennikarstwa
członkini drużyny lekkoatletycznej, która za nic ma zdrowy tryb życia- ważne jest, by się zmęczyć
klub czytelnika
Wybierając kierunek studiów stwierdziła, że będzie się dobrze bawić. Zapomniała jednakże, że dziennikarstwo to nie tylko sztuka mówienia do ludzi, ale także obcowania z nimi- a z tym było u niej trudno. Nieufność. Audrey prawdopodobnie wyrośnie na jedną z tych kobiet, która straszą i przed którymi podwładni trzęsą portkami pomimo, że takowe nawet sobie na to nie zasłużyły. Wystarczą cygaretki, koszula i para firmowych szpilek- przepis na posłuszeństwo. Najpierw jednak czeka ją długa droga...
Zaczęła ją w Londynie, skończy pewnie samotnie w dużym apartamencie na Manhattanie wraz z jakimś futrzastym przyjacielem. Obecnie posiadaczka Kota. Obecnie posiadaczka bzika. Ha, żart. Ona jest zbyt spokojna.
Wyszalała się, gdy mając piętnaście lat biegała po dachach popalając tanie papierosy i pijąc, również tanie, wino. Umiała przesiadywać na dachu sąsiadów pisząc godzinami, kompletnie zapominając o tym, co działo się wokół. Miała iść na literaturę, ale stwierdziła, że jeśli ma być bezrobotnym to chociaż takim, który może zrobić ze swojego losu dobrą historię. Do tego dodać jej biseksualność, to, że mężczyzn lubi do rozmowy i łóżka, zaś dziewczynom szybciej ufa. Bo tak. Skrzywienie dziecka pozostawionego z samą matką, która może zła nie była, ale jasno dawała odczuć Audrey, że jest zwyczajnie gorsza. Kto mówi własnemu dziecku, że nigdy do niczego nie zajdzie, gdy to nie chciało przebierać się na przyjęcie koleżanki? Dzięki matce nauczyła się mieszać ludzi z błotem, oraz udawać silną kobietę, bo to łatwiejsze, niżby się wydawało.
Obgryza paznokcie, czasami pluje na chodnik i pali dużo. Przy tym wszystkim ubiera się w zwiewne sukienki, przez co gdy drapie się po głowie mając wyraz twarzy jakby coś śmierdziało, wygląda... Zabawnie.
Obserwatorka.
[Autorka Naddi Lorn się kłania. Dobry :) ]
[Cześć! :) Zapraszam do wątku ;) Myślę, że nasze postaci się polubią :33]
OdpowiedzUsuńRoselyn
[Nadiiii! *ćmok, ćmok* jakiś pomysł na wątek? :) ]
OdpowiedzUsuń[ To jak, wymyslasz cos żeby zacząć czy ja mam wymyślić? :)]
OdpowiedzUsuń[Jak dla mnie możesz być, ale Ty zaczynasz! ;p A jak się poznały? Na fitnessie u Claire?]
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń[A proszę bardzo, jak co wymyślimy, to nie mam nic przeciwko :) Ale odezwij się za jakiś czas, jak karta znów będzie wisieć na głównej, bo tak zasłaniać kogoś po trzech minutach to nie wypada xD]
OdpowiedzUsuńLuka
[Jezusie, tak! Tak, tak, oczywiście! Jamie toleruje wszystko, aż zanadto, jednak ach, niech mieszkają razem. :D Proszę, proszę, tak ładnie proszę. :D Dwupokojowe, okropnie ciasne, ale własne, nie? Może się nie pozabijają. Audrey może mordować Holendra tylko dlatego, że nie kupił mleka, albo głupich bułek na kolację, cokolwiek. :D]
OdpowiedzUsuńJamie
[Okej, okej, pasuje jak najbardziej. :D Skoczę tylko napisać w karcie, że mieszka z Audrey i biorę się do zaczynania. Mam nadzieję, że nie przerazi cię brak esejów. Nigdy nie potrafię się rozpisywać. D:]
OdpowiedzUsuńJamie
Godzina dziewiąta w niedzielę rano była wspaniałym czasem, aby biegać po parku, aż do utraty sił. I niedziela była czasem kiedy jej towarzyszką była Audrey.
OdpowiedzUsuńClaire była pięć minut przed czasem. Zdążyła już się zacząć rozgrzewać. Bo to była podstawa do wszystkiego - dobra rozgrzewka. Spojrzała na wieżę zegarową, która własnie pokazywała równo dziewiątą. Rozejrzała się szukając znanej jej czupryny. Westchnęła i zaczęła robić skłony. Już ona da jej wykład o punktualności!
[przepraszam, ze tak krótko, obiecuję poprawę ;p]
[Lubi tylko panów. Cóż to za pomysł? :>]
OdpowiedzUsuń/Esther
Żar lał się z nieba! Jak w Vegas, jak na Mojave. Takich upałów w Baltimore dawno nie było, a dzisiaj słupki rtęci sięgały trzydziestu siedmiu stopni w cieniu. Właśnie minęło południe, a słońce rozpoczęło powolną, mozolną, niekończącą się wędrówkę po niebie. Do chwili jednak, gdy złota tarcza pędzona rydwanem czasu zniknie za odległymi horyzontem pozostało naprawdę wiele… Naprawdę gorących godzin.
OdpowiedzUsuńAaron tego fatalnego dnia wybrał się na zakupy. Szczęściem udało mu się zaparkować czarną skodę w cieniu, który… I tak pewnie nie da zbyt wiele ulgi, gdy drzwi się otworzą po tym jak on sam dobije się do kasy.
W dwadzieścia minut później na ten sam parking podjechał kolejny samochód. Stary gruchot… A powiedzmy, że Escord, pozbawiony nie tylko wspomagania kierownicy, ale i zbawiennej w takich warunkach pogodowych klimatyzacji. W środku owego auta siedział pan i psiak. Psiak był mieszańcem, zwyczajnym kundelkiem z dłuższą, naprawdę piękną sierścią, zieloną obrożą… Taki biało rudy. Miał na imię Reks i nie był zbyt zadowolony dzisiejszego dnia. Odmawiano mu spaceru i teraz, kiedy nie miał zostać z kim w domu (a gryzł poduszki) pan zabrał go na wycieczkę samochodową. A on naprawdę nie znosił samochodów. Do tego w tym było wyjątkowo gorąco. Podjeżdżali już do kolejnego sklepu, a on aż wygramolił się na przednie siedzenie, gdy zauważył, ze jego najlepszy przyjaciel zaparkował, odpiął pasy i otworzył drzwi.
- Zaczekaj, Reks. – Tak właśnie rzekł i… Poszedł do sklepu.
Rozpoczynał zakupy, gdy Aaron stanął na końcu naprawdę długiej… Długiej kolejki. Do tego terminal się popsuł, były jakieś problemy z kasą… Aaron zaczynał mieć wrażenie, że nigdy stąd nie wyjdzie i już zastanawiał się nad opuszczeniem tego lokalu, gdy otworzono drugą kasę.
I tak… Mijał czas.
A Panu mijał on jeszcze wolniej, bowiem teraz zadzwoniła żona wydłużając jeszcze listę zakupów. Do tego jednak kupiła majonez i jajka. Pan powoli powlókł się w stronę półek z… majonezami żeby odłożyć ów na swoje miejsce. Był bowiem naprawdę porządnym człowiekiem. Nie takim, który kupuje mięso, a potem zostawia je przy zabawkach, na sklepie. Wszystko musiało mieć swoje miejsce.
Bogowie! John! Nie widział go przez całe lata! Podszedł do starego kumpla z drużyny szkolnej, by wypytać o rodzinę, o znajomych… O wszystko. A niektórzy faceci (wierz mi na słowo) potrafili mówić więcej niż baby.
Gdy Aaron zatem opuszczał sklep główny poszkodowany tej całej opowieści – Reks z wywalonym na wierzch jęzorem posapywał z trudem, nie unosząc już nawet łba, gdy ktoś przechodził obok. Nie machając ogonem, nie poszczekując wesoło.
Zdychał.
[Dzień dobry, dziękuję za powitanie. Chęci zawsze są, tym przejmować się nie trzeba, natomiast o pomysły można byłoby się zacząć martwić. Aktualnie do głowy wpadł mi tylko pomysł wywiadu. Jako studentka dziennikarstwa mogłaby dostać za zadanie przeprowadzić wywiady z kilkoma studentami (chociażby losowo wybranymi) i padłoby na Javiera z czym byłyby problemy, bo on raczej nie będzie chętny na takie eksperymenty.]/Javier
OdpowiedzUsuńCiężkie to życie studenta, oj ciężkie. Tyle obowiązków, starcie z nowymi problemami i... praniem oraz skisłym mlekiem. Słaba pamięć Jamie'go dawała mu się we znaki. Ale nie tylko jemu. Jego współlokatorce również. Dziwne, że jeszcze się nie pozabijali. To mieszkanie było takie ciasne, jednak dało się wytrzymać. Dobrze, że nie musieli spać na jednym materacu. Audrey nie byłaby zachwycona miażdżeniem przez Holendra.
OdpowiedzUsuńDo domu wrócił nad ranem. Nie miał zielonego pojęcia, co robił kilka godzin temu, a był całkowicie trzeźwy. Kolejny przykład jego słabej pamięci, ot co. Wziął coś do jedzenia, rzucił się na sofę, włączył telewizor i zapomniał o bożym świecie. Dopiero kiedy dziewczyna wywlekła się z drugiego pokoju, usiadł normalnie, jak przyzwoitemu człowiekowi przystoi i spokojnie zajadał się płatkami.
Jamie
[Przyznam, że pomysł bardzo ciekawy :) Podoba mi się :D
OdpowiedzUsuńA więc zgaduje, że mam zacząć? :> Okej, nie ma sprawy. Ale podrzuciłabyś może miejsce spotkania, żeby mi było ciut łatwiej? :>]
Roselyn