Aktualności

Lucy Fitzgerald, Annabelle Sanders, Rose Deckard zostały usunięte.
Aktualnie czystki brak. Jak na razie! :D

12 sierpnia 2013

Byłem buntownikiem łagodnym, najłagodniejszym z możliwych, ale krańcowym.


Poszedłem do końca.
Czy za daleko?
Chciałem unieść wszystkie nieszczęścia świata ludzi.
I zwariowałem.
E. Stachura

Gdyby tak zamknąć się w klatce i obdarzyć uczuciem jedyne stworzenie w zasięgu wzroku, padłoby na burego kota, co z pewnością wydaje się być lepszym rozwiązaniem niż kochanie człowieka. Swoista apatia, w którą wpadasz po wejściu do mieszkania nie ma nic wspólnego z pustą lodówką, pustym łóżkiem, a jednak byłoby znacznie przyjemniej – posiadać butelkę mleka, ser w plastrach, ketchup i jedno trzydzieści sześć i sześć. Ale nie na zawsze. Trzydzieści sześć i sześć nigdy nie powinno być stałą, bo gdy zaczynasz w to wierzyć, marniejesz, staczasz się i opowiadasz niestworzone historie. Musisz patrzeć trzeźwo na wszystkich skurwieli przetaczających się przez Twoje łóżko, bo każdy jest potencjalnym zagrożeniem. Chciałbyś być samowystarczalny; jesteś w pewnym stopniu, ale nie lubisz masturbacji, wolisz żywe ciało i to Cię gubi. Seks mimo wszystko ma jakieś znaczenie, tak jak kanapki z serem czy kot na kanapie. Wychodzisz na zewnątrz mieszkania, umysłu; to kompletnie bez znaczenia, idziesz na spacer, tracisz grunt, bo oto stoi Twój cień, gotów ponownie namieszać Ci w głowie, zniszczyć fundamenty. Trzymasz się jeszcze, gubisz wroga artylerią argumentów, tęgim umysłem i bystrością. Nadarza się jednak moment zwątpienia, gdy pomimo pewniejszej pozycji, dajesz przeciwnikowi przejąć kontrolę i sam już nie wiesz czy pozwalasz na to, jako że masz w sobie coś z masochisty, czy nie dajesz rady i rozbraja Cię na cząstki elementarne Twoja niemoc. Coś w tym jest. Trudzisz się w zrozumieniu wszechświata, a on przychodzi do Ciebie, puka, dzwoni, wchodzi dziurą w podłodze i otwartym oknem. Trochę Ci niedobrze, gdy tak patrzysz na ludzi dookoła, tak mętnych i jednakowych, bez ambicji, bez nadziei. Wmawiasz sobie, że kiedyś im się odmieni, że zbliżą się do Twojej idei człowieka, choć ta przecież została obalona, zanim przekroczyłeś granicę dorosłości – wtedy już wiedziałeś jak cholernie trudna jest ta droga i jak źle, jak przykro, gdy rozrywa Cię ból, trzeszczą kości. Mówisz mi, że nie odczułem jeszcze tego cierpienia, które Ty przeżywasz na co dzień tylko żyjąc, bo dla mnie życie to wszystko, a dla Ciebie element dodatkowy, kiepska imitacja czegoś dobrego. Nie rozumiem tego w jaki sposób siedzisz godzinami z tym kotem, jak możesz łkać bezgłośnie, jak milczysz tak pięknie. Nic z tego nie jest mi bliskie, a Tobie owszem; obrastasz tym, zabierasz na własność i nie chcesz nikogo, niczego, by wsunęło się w Twoje niebycie, nieczucie, nieżycie.


Javier Klein, dwudziestopięcioletni student psychologii na szóstym roku, namiętny palacz, posiadacz burego kota, kawalerki na przedmieściach i starego Harleya Davidsona.
~

Dzień dobry bardzo. Oto Javier, który wyszedł całkowicie spontanicznie i jeszcze nie wiem kim jest. Można go spotkać w bibliotece, w parku, w kawiarni, zagląda na wykłady, czasem korzysta z komunikacji miejskiej, robi zakupy, płaci rachunki, zdarza mu się zjeść w McDonaldzie albo Burger Kingu, tankuje paliwo, chodzi na wieczorki poetyckie, choruje, ogląda wystawy, zwiedza miasto. I lubi wątki, ja też. 

34 komentarze:

  1. [A to ciekawe. Ja też lubię wątki. Masz chęć na jakiś z powiązaniem między naszymi postaciami? ]

    Audrey

    OdpowiedzUsuń
  2. [Javier, Javier, Javier.... Witaj w BIC! ]

    Bastek

    OdpowiedzUsuń
  3. [le fajne zdjęcie *_* powiedz mi długość watku i już coś zacznę, chyba ze wolisz by nasze postacie się znały?]

    Enthera

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Ooooo... jak bym chciała wątek. Nawet zacznę, tylko jakiś pomysł czy wskazówka, co bym mózg uruchomiła :)
    A i wiitaaamy :D]

    OdpowiedzUsuń
  5. [To ja się zgłaszam po wątek :D
    Masz ochotę na jakieś powiązanie? Czy wolisz zacząć znajomość od zera? ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dobra, to mam nawet pomysł :D
    Może któregoś razu będą razem jechali autobusem i Javier zostali oskarżony przez jakąś małolatę o molestowanie, chociaż oczywiście nic nie zrobił. No i Aredhel się za nim wstawi i pomoże m rozwiązać ten problem.
    Nigdy nie prowadziłam takiego wątku xD]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Cudne masz to zdjęcie :D czy jest może ochota na jakiś wątek z Biancą? :>]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Pan też śliczny, ja bym się pisała na jakiś wątek :3]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Oczywiście, że to wyraz aprobaty. :) Bastek się pisze na wątek, a jak tam z Javierem? Liczę, że uda nam się coś dla panów wykombinować. ]

    Bastek

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ach, cudne zdjęcie *-* Byłabym chętna na ciekawy wątek, może dodatkowo powiązanie... Co ty na to? :)]

    Roselyn

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ooooooo! Jakim sposobem ja nie zauważyłam tutaj cię ?! xD Nawet nie wyobrażasz sobie jaką teraz mam radochę że tutaj cię widzę !!]

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Ojeju. Ideał. A wizerunek. Klękam. Mój panie :P Jedziem dalej. Może wątek? Błagam?! ]

    OdpowiedzUsuń
  13. [No dobrze, coś tam wymyśliłam.
    1. Poznali się w parku, gdy Rose wyprowadzała psa rodziców. Pies ten bezczelnie zaatakował swoimi psimi pieszczotami Javiera. No i tak się poznali XDD >boże, wiem, do dupy z takim czymś xD<
    2. Poznali cię w McDonaldsie, kiedy to Rose przegrała zakład i musiała zjeść hamburgera, a załóżmy, że była wtedy na diecie. Javier był tym nieco rozbawiony. No i załóżmy, że ona się do niego przysiadła i tak się poznali.
    3. W ogóle się nie znają i poznają się przypadkowo w bibliotece, kiedy to drobna i niziutka Rose nie może dosięgnąć książki, a wybawicielem okazuje się Javier. Proste, ale chyba najlepsze xDD
    Boże, wiem, do niczego xD Ale też jestem wyprana z pomysłów :C]

    Roselyn

    OdpowiedzUsuń
  14. [no na pewno sokoli ;P oj twoja obecność nie mogła by zostać zignorowana. Wypatrzyła bym cie w końcu i na pewno zawitała pod kartą :D
    W końcu jesteś jedną z niewielu osób z którymi naprawdę lubię pisać! No ale może tak jakiś wątek zrobić, przyda się trochę popisać ;D]

    OdpowiedzUsuń
  15. [Pasuje mi i Biance oczywiście też, więc biorę się za pisanie :D]

    Każdy artysta podzielał zdanie o tym, że najlepszą porą dnia do rysowania jest wieczór. Dym papierosowy wydawał się wtedy znacznie gęstszy, kolory stawały się bardziej wyraziste, a krzywe kreski na płótnie przestawały drażnić. Gdyby tak dodać do tego szklankę ginu, ulubioną płytę i ciekawą buźkę do namalowania, świat od razu stawał się piękniejszy. Kreślenie widoku zza akademickiego okna już dawno przestało Biance wystarczać. Obserwowanie studentów na wykładach stawało się kompletnie bezsensowne, bo w oczach każdego z nich widniało to samo. Znudzenie. W czasie wakacji szukała nowych twarzy przesiadując nad przystanią w Baltimore. Przeważnie zgłaszały się do niej jedynie rodziny z małym dzieckiem, aby ta zamieniła ich pucołowatego aniołka w bobasa z reklamy pampersów. Pomimo talentu, chęci i zaangażowania, już od dawna nie udało się jej stworzyć czegoś wyjątkowego. Poddawać się jednak nie zamierzała, bo to kompletnie nie było w jej stylu. Skrzętnie ukrywała malutki szkicownik na dnie swojej torebki, a ołówek służył jej niejednokrotnie jako wpinka do koczka.
    Korzystając z ostatków lata, wybrała się późnym wieczorem w teren, aby patrolować ulice i szukać czegoś, co byłoby godne uchwycenia. Włóczyła się przez pewien czas po zakamarkach Baltimore, napotykając jedynie zakochane pary, wracające z kina i pijanych facetów, zerkających na nią kątem oka. Czując głód nikotynowy, który wywiercał jej dziurę w organizmie, postanowiła przycupnąć na pierwszej ławce miejskiego parku. Spokojnie odpalała papierosa, kiedy z oddali dało się usłyszeć ryk silnika, a moment później na krawężniku zaparkował harley davidson. Przekrzywiła głowę na bok i z ciekawością obserwowała chłopaka, który zsiadł z motocyklu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mężczyzna wyglądał na wyjątkowo roztrzęsionego, a jej przypuszczenia potwierdziły się, gdy po zdjęciu kasku ujrzała zapłakaną twarz. Może to niegrzeczne, może i nietaktowne, a niektórzy powiedzieliby, że Bianca jest fe, ale ona wyjęła tylko ołówek, szkicownik i zaczęła rysować, a szło jej to naprawdę nieźle.

    OdpowiedzUsuń
  16. [wbij na gg to coś się wykombinuje, bo mam jeden taki pomysł, ale nie jestem pewna czy się zgodzisz na to ;( ;P]

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Może znają się. Spotkają się gdzieś na imprezie upiją. Albo gdzieś jakaś domówka nad basenem. ]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Nie chodziło mi o to, że on się wybronić nie umie xD Po prostu nie ważne, co powie, to tamta małolata cały czas będzie uważała, że to jest sprawka i ludzie w autobusie staną po stronie dziewczyny. Jak to zwykle bywa :D
    No ale jasne, to dopiero początek dalszego ciągu wątku.

    Zacząłbyś/ełabyś?]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Masz już pomysł na gg, możesz odpisać co o tym sądzisz pod kartą Kurtza lub na gg jak ci wygodniej ;)
    nie chce mi się przelogowywać ;P]

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Oj krypto to on nie jest, wręcz odwrotnie mówiąc szczerze ; -) Archer jest naprawdę otwarty i milutki… Właśnie chodziło o to, że jego twarz ma być taka.. heteroseksualna :D Bo on pochodzi z Teksasu i takie tam :D
    Acha i załóżmy, że się znają. Archer ma głupi zwyczaj obdarowywania swoimi wytworami kucharskimi ludzi, poznawania każdego możliwego człowieka i takie tam, więc skądś to się znają. O.
    Ale ok, coś zacznę.]

    Nie było tak, że często zachodził w takie miejsca, o nie. To był raczej taki wyjątek potwierdzający regułę. Czy może raczej coś, co było dość głupim pomysłem, bo był chwilowo niepoczytalny. Był… zdołowany? Taa, coś takiego. Wyjście do clubu miało być czymś, co go rozbawi. Albo przynajmniej odciągnie uwagę.

    To nie tak, że się zakochał… To było raczej coś jak początkowe zainteresowanie pewną osobą, która, powiedzmy sobie szczerze, na dziewięćdziesiąt procent nie patrzy tak na własną płeć. To byłoby prawdziwe szczęście głupiego idioty gdyby tak było. A Archer już chyba wykorzystał cały swój zapas takowego.

    Zdecydowany zapomnieć o kompletnie wszystkim usiadł przy barze i jednym ruchem ręki zamówił sobie piwo. Rozejrzał się wokoło, szukając czegoś/kogoś, na kim mógłby zawiesić oko i się zdziwił. No, no, no… Z piwem przyjemnie chłodzącym mu dłoń przesiadł się dwa miejsca dalej i zagaił:

    - Co, jak co, ale ciebie się nie spodziewałem spotkać w takim miejscu…
    [ Może być :D Jakaś taka leniwa dzisiaj jestem...]

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Taaak.. Cukru… Zjadłabym czekoladę XD
    A i jak to uważasz za złe, to ja chcę cię widzieć w szczytowej formie :P]
    Jak to w takich miejscach bywa- było głośno. Na tyle, że Archer musiał się nachylić ku chłopakowi by cokolwiek usłyszeć. Nie żeby mu to przeszkadzało! Co to, to nie. Tylko przez te manewry stracił kontakt z kimś innym, kto przykuł jego uwagę… Chociaż… Nie, nie ważne. W końcu nie przyszedł tu po numerek, tylko by „odpocząć”.

    Ciągnięcie rozmowy w stylu „Sądziłem, że lecisz na cycki” nie było w jego stylu, więc tylko się uśmiechnął i pokręcił głową. Naprawdę, gdyby zauważył cokolwiek wcześniej, to może by zaczął znajomość na zupełnie innej stopie, a tak… Widać z jego gej-radarem było coś nie tak. Teraz to z resztą nie ważne, bo Archer miał na głowie, w głowie i inne takie kogoś zupełnie innego. Pytanie tylko nasuwało się jedno- skoro ktoś mu wpadł w oko to, czego on szuka w miejscu takim jak te? I to jeszcze zagadując faceta?

    Podążył wzrokiem za spojrzeniem Javiera i musiał przyznać mu punk. Facet był niezły, choć- szczerze mówiąc, jak dla niego samego trochę za stary. Tak, był głupi i gustował w równolatkach i młodszych. Coś z nim było nie tak…

    - Blondynki uczepionej twojego ramienia, na ten przykład? – odpowiedział w końcu, pociągając zaraz łyk piwa - Nie wiem… Moje trzecie oko widać nie działa.
    - A ten facet- skinął głową ku obiektowi obserwacji Javiera – jest tu dość… znany. Praktycznie każdy ma jego numer. Rick czy Dick… Jakoś tak. Sporo mięśni, niewielki móżdżek, dobra wytrzymałość… Jego mąż prowadzi grupę w tutejszym GLCCB…

    Taa… Czego to można się dowiedzieć o ludziach na jednym spotkaniu? A wielu rzeczy. Jeszcze trochę i poznałby rozmiar stanika Shelly, dość…otwartej czterdziestolatki, która stwierdziła, że dobrze wziąć pod swoje skrzydła kogoś tak młodego i niedoświadczonego, jak on. Piekło Dantego, Merlin mi świadkiem.
    [ Nie mam weny, a później nie miałabym jak odpisać, więc… Jest jak jest :D

    OdpowiedzUsuń
  22. [Ojeju, zakochałam się w nim *,*
    Aż Laila mogłaby być hetero, albo przynajmniej bi, speszjal for him ;o]

    Laila

    OdpowiedzUsuń
  23. Sprzeczności. Tym wypełniony był świat Bianki i o tym samym pomyślała, kiedy dokładniej przyjrzała się mężczyźnie zsiadającemu z motoru. Jego łzy biły się ze skórzaną kurtką. Smutek zmieszany ze złością nie pasował do harleva, którego był posiadaczem. Nie sprawiał wrażenia kogoś, kto późnym wieczorem zatrzymuje się przy pobliskim parku, aby dać upust swoim emocjom. Myślenie dziewczyny było z pewnością stereotypowe, a szufladkowaniem nie należało się szczycić. W jej mniemaniu, widok płaczącego chłopaka daleko odbiegał od normy i chyba dlatego, aż tak ją to zafascynowała. Dzięki temu, że została wychowana przez brata, zupełnie inaczej postrzegała niektóre rzeczy. Mazgajenie się było przypadłością małych dziewczynek, a pokazywanie swojego bólu oznaką słabości. Ona nie chciała nigdy taka być. Wyjątkowo skryta i zamknięta w sobie, wytworzyła kokon dookoła swoich uczuć, uważając, że dzięki temu nikt jej nie zrani, przed nikim nie będzie się musiała otwierać. Czy działało? Na razie tak, ale sama nie była pewna jak długo.
    Może kilka lat temu zerwałaby się w popłochu z ławki i nie odpowiadając na pytanie, popędziła czym prędzej w stronę bardziej ruchliwego miejsca. Dzisiaj jednak było jej już wszystko jedno. Ufała swoim umiejętnością i pomimo braku rękawic, mogła czuć się pewnie. Nakryła jedynie dłonią rysunek, bo o tym wolała, aby ów mężczyzna się nie dowiedział. Po jego rozzłoszczonej minie wywnioskowała, że nie dałby jej nawet szansy na wytłumaczenie, a kartkę papieru zamieniłby na strzępki. Nie odpowiedziała mu od razu, przez moment mierzyła jego sylwetkę wzrokiem i wygodnie oparła się plecami o ławkę, przybierając lekceważącą postawę.
    -Ja mam jakiś problem? - rzuciła do niego z pewnością siebie, wykrzywiając usta w grymasie. -To ty wyglądasz na takiego, który je ma.

    OdpowiedzUsuń
  24. [No więc właśnie, jest problemik XD
    A masz jakieś pomyły?
    btw skądś Cię kojarzę po nicku, ale nie wiem skąd :>]

    Laila

    OdpowiedzUsuń
  25. Gdy w życiu kierujesz się przekonaniem że nikogo nie potrzebujesz, sam sobie dasz radę i masz wyrąbane na każdego to logiczne że jest się samotnikiem. Taki właśnie tryb życia pasował Dantemu, był tym z gorszych bliźniaków i tak miało zostać. Nie potrzebował ludzi, którzy wbili by mu nóż w plecy przy nadarzającej się okazji. Nie miał jeszcze zapędów masochistycznych. Póki co...
    Nie mniej zdarzało się że samotność jego zostawała zakłócona raz na jakiś czas gdy ktoś wpadał na noc do niego lub on do kogoś, nie ważne było gdzie tylko jak. Zazwyczaj jednak szybko zapominał o takich osobach, nie potrzeba było zapamiętywać tych z którymi na sto procent nie spotka się już w takich okolicznościach, ani żadnych innych. Gdyż raczej nie chciało się zawierać dłuższej znajomości i obu stroną na tym nie zależało.
    Tym razem jednak coś miało być inaczej, szedł akurat na parking gdy praktycznie wpadł na jakiegoś chłopaka. Spojrzał na niego mało przyjaźnie, prawie wrogość zniknęła w chyli gdy go rozpoznał. Tylko jak on miał na imię? Chwile milczał próbując sobie przypomnieć.
    - Siemka, Javier - rzucił w końcu. Minął tydzień odkąd sie widzieli i gdyby więcej czasu minęło pewnie nie przypomniał by sobie, nie było by na to szansy po prostu.
    [kiepsko wyszło, ale cóż nie nadaję sie do początków ;P]

    OdpowiedzUsuń
  26. [ Nie obraź się, ale niestety krótko będzie. Troszkę mało weny. Z czasem jej przybędzie. Ah i nie napiszę w I osobie. W karcie jest błąd. Zaraz się zaloguję i zmienię. ]

    Sobota. Ładny dzień, a raczej już wieczór. A jak to w sobotę. Piękna blondyneczka, którą zwali Anne, ruszyła na imprezę. Nie... Domówkę, jak to zwą. Anne ubrała niebieską sukienkę, z krótkim rękawem i paskiem w dodatku. Wypiła już kilka drinków. Pewnie jeszcze wypije, ale na razie jej starczyło. Siedziała przy basenie mocząc stopy w wodzie. Machając przy okazji nimi, jakby była pięciolatką. Po pewnym czasie jej się to znudziło. Bum! Dziewczyna zniknęła. Po jakiś piętnastu minutach była już w centrum uwagi. Co robiła? A śpiewała sobie. Nie ma to jak domowe karaoke. Głosik miała całkiem, całkiem. Trzeba przyznać. Coś tam potrafi. Collier jednak nie patrzyła na to czy fałszuje czy nie. Ważne, że się fajnie bawiła. Najważniejszy punkt imprezy.

    OdpowiedzUsuń
  27. Kiedy tylko udało jej się wydostać z domu dziecka i otrzymać spadek, po nieżyjących rodzicach, wyjechała z kraju. Chciała uciec. Bądźmy szczerzy. Mogła by tu oszukać jak tylko się dać. Wymyślić sto powodów, wyjazdu do nowego kraju, do lepszego życia. Jednak po co? Sama przed sobą postanowiła być szczera, przyznała się, uciekła od wspomnień, nagannej opinii, znajomych, zaczynała wszystko na nowo. Nowe miasto, nowa szkoła i nowe znajomości, których nie było zbyt wiele – niestety. Miała nadzieję, że z czasem wszystko się odmieni, chodź nie robiła sobie zbyt wiele nadziei. Na tym zawsze się potykała.
    Postanowiła dziś wyjść i przejść się na zakupy, nie wiedział dokładnie dokąd zmierza i jakie nowe miejsca w mieście chce odkryć, ale nie przejmowała się tym i kroczyła dumnym krokiem przed siebie. Jak na tancerkę przystało wyprostowana, głowa do góry, jej chuderlawe ciałko okrywała zwiewna fioletowa sukienka, a na ramionkach miała zarzucony sweterek, z rękawami podwiniętymi do łokci. Na nóżkach balerinki dzięki czemu jej krok był prawie bezgłośny. Włosy powiewały na delikatnym wietrze. „Zwiedziłą” spożywczy, gdzie zakupiła produkty na kilka dni. Wszystko spakowała do plecaka, który może nie pasował do całej jej stylizacji ale był zdecydowanie bardziej wygodny niż jakakolwiek torebka, a ona wolała wygodę nad wygląd.
    Kolejnym punktem jej nudnej dość podróży była kawiarenka, w której wypiła kawę i zjadła ciastko, czytając pozostawioną tam gazetę. Kiedy zrobiło się dość ciemno stwierdziła, ze lepiej będzie jeśli już zacznie powoli wracać do akademika, zebrała więc wszystko i wyszła przed kawiarenkę.
    Rozejrzała się na boki i wtedy zorientowała się, że nei ma pojęcia, w którą stronę powinna iść. Po prostu się zgubiło, było coraz ciemniej, a wizja nocnego błądzenia po mieście ją przerażała – tym bardziej, że ludzi było coraz mnie.
    Enthera to bardzo uparty człowiek i dość często, działa to na jej nie korzyść – stwierdziła , że da rade dojść sama, tym bardziej brnąc jakiś ślepy zaułek. Kiedy dotarło do niej, że powinna poradzić się jakiegoś mieszkańca było za późno. Nikogo nie było w pobliżu. Zrobiło się chłodno, naciągnęła rękawy swetra i zaczęła je nerwowo skubać. Szukała jakiejkolwiek żywej duszy, by dojść bezpiecznie do „domu”.
    Wtedy zobaczyła go, przyjrzała mu się uważnie daleka – wiadomo, wolałaby spotkać kobietę, jednak teraz niczym nie pogardzi, podeszła niepewnie do mężczyzny delikatnie drżąc, sama nie wiedziałą czy z przerażenia czy z zimna.
    -Przepraszam – zagadała delikatnym, ciepłym głosem… dość cichym.- Wie Pan może jak dojść do BI Colege?- zapytała. Może nie był od niej o wiele starszy, jednak nie potrafiła określić jego wieku. Było za ciemno, a jej było zdecydowanie wygodniej użyć formy grzecznościowej.

    Enthera.
    [Mam nadzieję, ze coś takiego pasuje :)]

    OdpowiedzUsuń
  28. Poraziła ją nagła zmiana w zachowaniu chłopaka. Dostrzegła jednak, że dużo kosztuje go hamowanie się i zwracanie do niej nieco grzeczniej. Nie zależało jej na tym. Bawiły ją wymuskane i wypieszczone dziewczyny, które coraz częściej dało się spotkać. Uważały, że faceci są stworzeni tylko do otwierania przed nimi drzwi i noszenia zakupów. Krzywiły się na dźwięk jakiegokolwiek przekleństwa, mroziły Cię wzrokiem, jeżeli nie byłeś wystarczająco grzeczny, otrzepywały ciągle swoje cukierkowate sukieneczki, a o ich podejściu do papierosów i alkoholu już nie wspominając. Dużo na to poradzić nie mogła, ale przynajmniej ona jedna nie robiła z siebie nędznej imitacji aniołka. Nie udawała nikogo. Nie wyrzucała niedokończonych prac. Nie szczyciła się empatią na poziomie Matki Teresy. Nie była zawsze sympatyczna i miła, bo najzwyczajniej w świecie jej się to nie opłacało. Ludzie brali zawsze to czego chcieli, nie patrząc na innych, więc czemu i ona nie miałaby tak robić? Odsłoniła rysunek, który spoczywał spokojnie na jej kolanach i popatrzyła na niego, przesuwając opuszką palca po nierównych kreskach. Miała talent. Była cholernie zdolna, a jej prace żyły własnym życiem. Jakby każde pociągniecie ołówka było przejściem do innego świata. Przekrzywiła głowę na bok, wpatrując się przez moment w kartkę papieru, a dopiero potem przeniosła wzrok na chłopaka.
    -Niektórym schlebiałoby to, że ktoś próbuje ich naszkicować - stwierdziła, mrużąc oczy i wpatrując się w niego z oczekiwaniem. Z pewnością nie zamierzała ulec jego prośbie.

    OdpowiedzUsuń
  29. [Byłam pewna, że odpisałam Ci wczoraj, a tu jednak nie. Moja propozycja była taka żeby Sidney zainteresował Javier, kiedy siedział w parku, więc usiadła pod drzewem i zaczęła mu robić zdjęcia, Javier się zorientował i albo sie trochę wkurzył, albo stwierdził, że to dziwne i do niej podszedł zapytać o co chodzi. Co ty na to?
    Jakby co to zacznę :3]

    OdpowiedzUsuń
  30. Wstała dzisiaj zdecydowanie za późno, słońce już górowało wysoko, a ona straciła najlepsze chwile na dobre ujęcie, przy miękkim świetle. Mimo wszystko, co miała robić w mieście w którym znała zaledwie kilka osób, a i nie na tyle dobrze, żeby w wolnej chwili wydzwaniać do nich i wyciągać na popołudniowe spotkania. Ubrała się szybko, w coś wygodnego, a co było wygodniejsze niż jej ulubione jeansy i koszulka z okładką płyty Ten? Wsunęła szybko trampki, chwyciła leżącą na łóżku torbę od aparatu i wyszła z akademika. Park, był zdecydowanie najlepszym wyjściem na spóźnioną pobudkę. Drzewa przy górującym słońcu tworzyły ciekawe cienie, a ostre światło pozwalało realistycznie je uchwycić. Usiadła w środku małego, drewnianego wagoniku, który imitował te w pociągu. Wymieniła obiektyw, włączyła tryb manualny i zrobiła kilka zdjęć bawiącym się dzieciom. Nie lubiła kiedy ktoś wiedział, że go fotografuje, wtedy każdy stawał się sztuczny i zachowywał się zupełnie nienaturalnie. Kiedy nikt o tym nie wiedział, mogła ujrzeć prawdziwy charakter modela, to o czym w danej chwili myślał, na zdjęciach widać wszystko. Kilkoro dzieciaków weszło do jej wagonika i zaczęło interesować się aparatem. Sidney uśmiechnęła się do nich szeroko i wyszła pod zacienione konary. Znalazła sobie miejsce pod jednym z drzew, gdzie nikogo nie było, a ona mogła spokojnie usiąść i poobserwować świat przez obiektyw od aparatu analogowego. Wtedy wszystko wygląda inaczej. Uśmiechała się do siebie pod nosem i przeniosła oko aparatu ze zmęczonej matki z uwieszonym jej na ręce dzieckiem na chłopaka, samotnie siedzącego na ławce. Wyglądał na zamyślonego, jakby coś zaprzątało mu głowę. Oparł głowę na oparciu ławki i tylko patrzył w górę. On dzisiaj mógł zapewnić jej nowe zdjęcie do wciąż niekompletnego albumu 'tych ciekawych'. Zrobiła jedno zdjęcie, potem drugie, wciąż sterując przybliżeniem. Niesamowite jak światło rozciągało się na jego ostrych rysach twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  31. [A chcesz relacje pozytywną, negatywną czy neutralną (że jeszcze się nie znają)? :>]

    Laila

    OdpowiedzUsuń
  32. [ Postać naprawdę fajna. Imponująca, można by rzecz. Może wątek? ;) ]

    Lorem.

    OdpowiedzUsuń
  33. Zauważyć że ktoś cię nie poznaje jest na ogół mega prosto, zwłaszcza gdy znajomość jest krótka lub jej w ogóle nie ma bo to tylko była jedna noc tak jak w tym przypadku. Wystarczy dostrzec to spojrzenie, lekkie uciekanie wzrokiem, dłuższa ciszę przed odpowiedzią. Pojawiają się nawet lekkie gesty wyrażające że dana osoba szuka cię w pamieci i albo jej się to udaje, wtedy słyszy sie swoje imię, albo w ogóle nie ma na to szansy i słyszysz tak jak teraz jedynie krótkie słowo tak jakbyś zahaczył na ulicy kogoś kogo pierwszy raz na oczy widzisz.
    Dante przyjrzał mu się uważnie, jakoś nie zrażony i postanowił odwalić chociaż krótką rozmowę. Tak, to nie jest u niego normalne, od paru tygodni dobrze wiedział że jego znajomi i rodzina zaczynają sie o niego martwić że ma jakieś zapędy sadystyczne względem siebie robiąc to czego nigdy wcześniej "młodszy" Kurtz nie robił. Zmuszał się do wielu rzeczy. Czemu? To chyba wina humoru, braku snu i przedawkowaniu kofeiny.
    Wiec jak planowal, zaczyna rozmowę, padają zwykłe pytania i obu jest to nie na rękę wyraźnie. Chociaż Javierowi pewnie bardziej sądząc z jego bardzo krótkich odpowiedzi. Kurtz nie nawykł do zmuszania do rozmów, sam ich unikał. W końcu poddaje się, ale może ta znajomość będzie jakaś lepsza.- Wiesz co, muszę iść. Zadzwoń jak będziesz chciał - rzucił już bardziej niedbale i dał mu wizytówkę z numerem kom. i adresem. Wizytówki były na ogół zbędne, dopóki nie załatwiało się własnych spraw,a wtedy kontakt musiał być.- narka - mówi i odchodzi będąc już blisko parkingu.

    OdpowiedzUsuń